Wydział komunikacji pod lupą policji. Urzędnicy sprzedawali rejestracje
Na Dolnym Śląsku pękł układ, który działał w cieniu urzędowych pieczątek i numerków do okienka. Policjanci zajmujący się zwalczaniem korupcji we Wrocławiu weszli jednocześnie do kilku instytucji i zatrzymali 7 osób związanych z obsługą spraw komunikacyjnych.
Chodzi o pracowników administracyjnych starostwa powiatowego oraz Urzędu Miejskiego we Wrocławiu, którzy według śledczych mieli sprzedawać decyzje dotyczące rejestracji pojazdów, omijając obowiązujące procedury. Mechanizm był prosty, ale skuteczny. Kto chciał szybciej, bezproblemowo lub wbrew przepisom zarejestrować pojazd, mógł liczyć na pomoc po wniesieniu odpowiedniej opłaty.
Reklama
Te motocykle najlepiej sprzedawały się w ubiegłym roku
Zobacz nowości na sezon 2026 »
Motocykle tej marki były na pierwszym miejscu sprzedaży w Polsce! Na rok 2026 przygotowali nowe modele, które mają być jeszcze większymi przebojami tego sezonu. Zobacz te nowości i przetestuj je podczas dni otwartych
ZOBACZ NAJNOWSZE MODLE NA 2026 »
Nie chodziło jednak o oficjalne należności. W grę wchodziły pieniądze, wartościowe przedmioty oraz usługi, w tym naprawy prywatnych samochodów urzędników. W zamian dokumenty przechodziły, a pojazdy trafiały na drogi, choć nie powinny. Według ustaleń śledczych w ten sposób zalegalizowano ponad 1000 pojazdów.
Sprawa jest efektem długiej pracy operacyjnej policjantów z Komendy Wojewódzkiej Policji we Wrocławiu oraz śledztwa prowadzonego pod nadzorem Dolnośląskiego Wydziału Zamiejscowego Prokuratury Krajowej. Zatrzymani pełnili funkcje publiczne i usłyszeli zarzuty z art. 228 Kodeksu karnego, czyli przyjmowania korzyści majątkowych lub osobistych w związku z wykonywaniem obowiązków służbowych. Za takie czyny grozi kara nawet do 10 lat pozbawienia wolności.
W trakcie czynności zabezpieczono mienie o wartości 103 tysięcy złotych, a prokurator zdecydował o zastosowaniu wobec podejrzanych dozoru policji, poręczeń majątkowych, zakazu wzajemnych kontaktów oraz zawieszenia w czynnościach służbowych związanych z rejestracją pojazdów i nadzorem nad tymi sprawami. Śledczy szacują, że łączna wartość przyjętych łapówek wyniosła co najmniej 100 tysięcy złotych, a cały proceder był traktowany jak stałe źródło dochodu, a nie jednorazowy wyskok.
Poza oczywistym wątkiem korupcyjnym sprawy, warto zdać sobie sprawę, że ten proceder był niebezpieczny dla wszystkich użytkowników dróg. Rejestracja pojazdu nie jest przecież jedynie formalnością, lecz element bezpieczeństwa na drodze. Jeśli system da się kupić, na asfalt trafiają maszyny, które nigdy nie powinny tam wyjechać. Na razie śledztwo trwa i niewykluczone są kolejne zatrzymania, bo przy ponad 1000 podejrzanych rejestracji lista osób zamieszanych w sprawę może się jeszcze wydłużyć.







Komentarze
Pokaż wszystkie komentarze