tr?id=505297656647165&ev=PageView&noscript=1 Wagadugu 2012 - Mauretania już za nami
NAS Analytics TAG
NAS Analytics TAG
NAS Analytics TAG
NAS Analytics TAG

Wagadugu 2012 - Mauretania już za nami

Autor: Ernest Jóźwik 2012.11.07, 13:14 Drukuj

Mauretania. Znacie pewnie widok naszych polskich ogródków działkowych? Kojarzycie te domki ? Sporo osób z Was na pewno spędza tam wolne popołudnia, weekendy, być może nawet urlopy. Co to ma wspólnego z Mauretanią ? Tylko tyle, że 99% jak nie więcej mieszkańców tego ogromnego kraju marzy o takim metrażu, o takim standardzie. Żyją w szałasach lub lepiankach które aż ciężko opisać. Serce się kraje jak człowiek na to patrzy i wspomina swoje rozterki czy lepiej kupić 47 cali czy może szarpnąć się na 56, kupić dwa piwa do filmu czy czteropak....

Pomimo takich a nie innych warunków życiowych, pomimo ubóstwa, obecnego nadal analfabetyzmu czy problemów z liczeniem ludzie wydają się być szczęśliwi. Chciałbym widzieć wokół siebie, w Polsce, w Europie tyle życzliwości ile zaznałem tam. Zupełnie bezinteresownej. Zawsze miłe przywitanie, miły gest, ciepłe słowo. Ci co nie znali francuskiego witali nas w swoim ojczystym języku. Nikt nie uciekał przed obiektywem, nie rzucał kamieniami, nie wyciągał ręki po pieniądze a tym bardziej po to co nasze. Oczywiście, zdarzyły się przypadki gdy w tej beczce miodu znalazła się łyżka dziegciu, może nawet dwie łyżki ale czy to tak dużo jak na 4 dni, ponad 1500km i setki spotkanych osób? Chyba nie wiele....

Skoro wspomniałem o tych kilometrach to czas napisać jak wygląda ten kraj z perspektywy kogoś, kto podróżuje, czyli z perspektywy drogi. Pierwsze co rzuciło mi się w oczy po wjechaniu na teren Mauretanii to przejazd kolejowy. Zapewniam Was - u nas takiego nie znajdziecie. Motocyklem z takim prześwitem nie było problemu ale auta.... jakoś dawały radę. Musiały. Innej drogi tu nie ma. Jest tylko jedna z zachodu na wschód kraju i odchodzące od niej drogi piaskowe, czasem coś a’la nasze szutry, twarde tylko bardziej czerwone, coś jak by pokruszyć cegłę na drobny pył i rozsypać. Jest więc droga, na niej samochody – głównie stare Mercedesy (następcy tzw. beczek), Renault Nevada i o dziwo sporo aut spod znaku Toyoty. Tymi ostatnimi co jasne poruszają się bardziej zamożni ludzie. O Mercedesach – kto, jak i dlaczego nimi jeździ będzie okazja jeszcze napisać. Cierpliwości. Kolejna rzecz na omawianej drodze to check pointy. Czasem drewniana budka, czasem o zgrozo z blachy, co przy ponad 40stopniowych upałach grozi...sam nie wiem czym i wolę nie myśleć. Są też i namioty a czasem po prostu biurko pod drzewem i fruwające dokumenty na wietrze. Jest też szlaban. Jak nie ma szlabanu to beczki, pachołki – cokolwiek byle by dawało jasny sygnał, że JA tu pilnuję porządku i trzeba się zatrzymać. No więc stawaliśmy. Padało kilka słów po francusku po czym mundurowy otrzymywał xero paszportu i większość z policjantów była już w tym momencie usatysfakcjonowana. Co bardziej nadgorliwi spisywali jeszcze skąd i dokąd, numery motocykla i dopiero po czymś takim można było ruszać dalej. A wszystko to w ponad 40 stopniowym upale. Zero wiatru, tylko słonko i słonko. Takie punkty rozstawione były co kilkadziesiąt kilometrów.

Stolica ponad 3mln państwa, blisko 1 mln mieszkańców, a nikogo nie dziwi tu spacerujący środkiem głównej drogi wyjazdowej z miasta osiołek, tym bardziej nie dziwią setki jak nie tysiące oślich zaprzęgów. Auta... jeżdżą tak jak wyglądają – byle jak. Parkują podobnie. Policji brak. Totalny chaos a mimo to bardzo mi się tu podoba. Jedzie się płynnie, nie ma korków. To co , że co chwila ktoś na kogoś trąbi. Takie życie. I co z tego, że z tego auta cieknie olej, tamtemu z bagażnika wystaje pół motocykla, w kolejnym jedzie 8 osób, a w tym co nie daje ruszyć spod świateł spaliło się sprzęgło. Tak właśnie wygląda Mauretania. Dodajmy do tego sterty worków na dachu jadące bez jakiegokolwiek przymocowania bo i po co skoro dach już dawno się zapadł stając się naturalnym uchwytem dla tychże. Dwa pasy powiecie... ale droga mieści 4-5rzędów aut. A i na te parkujące się jeszcze miejsce znajduje. I nie ma korków !!

Na obrzeżach hipermarket z prawdziwego afrykańskiego zdarzenia. Nie taki byle jaki! Jest podział na kategorie. Największe, ze względu na rozmiary oferowanych produktów są działy z inwentarzem. Wielbłądy, krowy, kozy, worki, materiały budowlane...wszystko pięknie posegregowane tylko wózków marketowych jakoś tak nie widać. A może to te osiołki z zaprzęgiem ?

Mamy więc za sobą i check pointy, i tory, i stolicę. Dalsza droga to smaki i zapachy. Smaki pominę skupiając się nad zapachami. Była to mieszanina smrodu z rozkładających się stert śmieci, spalin z wyeksploatowanych aut i co najbardziej dziwi w tak biednym kraju z setek rozkładających się ciał bydła wszelkiego rodzaju. Poczynając od kóz czy osłów na wielbłądach kończąc.

Pobocza drogi usiane były, i są nadal bo nikt tego nie sprząta, trupami porozbijanych aut. Widać od razu, że na tej drodze dzieje się dużo, oj dużo. Co można spotkać na takiej drodze... praktycznie wszystko – dziury sporej wielkości, brak asfaltu na długości kilkunastu kilometrów, pikapy wypełnione ludźmi po brzegi i nie piszę tu o wnętrzu pojazdu. To samo tyczy się aut dostawczych - kto nie zmieścił się do środka jedzie na dachu bądź stoi w otwartych drzwiach. Spotkać można, ba, bez tego nie da się przejechać – zaprzęg złożony z jednego, dwóch lub trzech osiołków poganianych do pracy przez najczęściej dzieci. Wożą nimi od worków wypełnionych zapewne ziarnem ( Mauretania to głównie kraj rybołówczy na wybrzeżu a w głębi kraju raczej typowo pasterski)  po wodę w kanistrach czy paliwo w beczkach. Ani dzieci, ani osły nie mają tam łatwego życia.

Kolejna rzecz na naszej drodze to kawałeczki gumy, najpierw niewielkie w dużych ilościach, po chwili, duży płat, czasem dwa lub trzy i kilka metrów dalej stojąca ciężarówka a przy niej dwie, trzy, czasem więcej osób uwijających się by wymienić koło. Opono strzela wskutek przegrzania spowodowanego wysoką temperaturą i przeładowaniem ciężarówek które ledwie wjeżdżają pod co poniektóre wyższe wzniesienia. Na szczęście dbają o bezpieczeństwo swoje i innych podróżnych – nie posiadając trójkąta ostrzegawczego rozkładają przed i za autem gromadki chrustu, gałęzi w sporych, doskonale widocznych gromadek, widocznych z dala, czy to zza nielicznych tu zakrętów czy wzniesień.

Zwierzęta drogi – w zasadzie śmiało można tak o nich napisać bo nie udało mi się zaobserwować by ktokolwiek je wyprowadzał na pole czy wieczorem po nie wychodził. Bydło chodzi sobie jak chce, kiedy chce i gdzie chce. A jak nie chce mu się chodzić to po prostu staje na drodze i robi to na co ma ochotę – krowa muczy, osioł rży czy co tam robią osły.... Dziwne ale pewnie jest to jedna z przyczyn, że droga jest usiana szkieletami tych zwierząt.

Widoki – niesamowite, nie będę tu udawał , że potrafię je opisać. Postaram się je niedługo pokazać na fotografii a być może i na filmie. W każdym razie niezapomniane, nietuzinkowe, niepowtarzalne. Jedyne. Mauretańskie!

Ludzie drogi – jak już pisałem – uśmiechnięci, życzliwi, pozdrawiający nas na każdym kroku czy na każdym kilometrze drogi - to podniesieniem ręki, czy machając aż na dziecinnych oklaskach kończąc. Strasznie miłe zjawisko!

Jest droga, jest motocykl, jest kierowca... musi być woda i paliwo. Woda dla spragnionego kierowcy, paliwo do zbiornika jego motocykla. O ile z wodą problemów nie było to z dostępnością paliwa problem był, oj był. I tym akcentem pożegnam Was dziś a następnym razem zabiorę Was w podróż stopem po Mauretanii. 150km, 3 różne auta, dwa różne kierunki, ponad 4 godziny obcowania z prawdziwymi ludźmi drogi bo wokół niej skupia większość życia mieszkańców tego kraju. Właśnie... ludźmi, tak dużo osób o nich pyta a ja tak mało o nich napisałem. Bo cóż można napisać jadąc i jadąc, i tylko co jakiś czas odpowiadając na grzecznościowy zwrot czy machnięcie ręki. Dokładnie tyle ile napisałem i ani zdania więcej. Bez sensu teoretyzować.

Tym razem los chciał, że dane mi było zobaczyć to i owo. A co widziałem, jak to odebrałem i przede wszystkim co los takiego mi ( w zasadzie to nam bo jadę w końcu z kolegą) zgotował, że znalazłem się w takiej a nie innej sytuacji.... dowiecie się za kilka(naście) dni. Na razie ruszam dalej, po nowe doznania, po nowe przygody. I jeśli to los ma decydować bym w taki sposób poznawał Afrykę – to niech mnie nie oszczędza. Bo uczucia poznawania ludzi od tej drugiej strony nie da się opisać. Choć będę próbował !

Pozdrawiam.
Ernest Jóźwik

NAS Analytics TAG


NAS Analytics TAG
Zdjęcia
NAS Analytics TAG
NAS Analytics TAG
Zobacz również
Komentarze
Pokaż wszystkie komentarze
Dodaj komentarz

Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu. Ścigacz.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii. Jeżeli którykolwiek z komentarzy łamie regulamin , zawiadom nas o tym przy pomocy formularza kontaktu zwrotnego . Niezgodny z regulaminem komentarz zostanie usunięty. Uwagi przesyłane przez ten formularz są moderowane. Komentarze po dodaniu są widoczne w serwisie i na forum w temacie odpowiadającym tematowi komentowanego artykułu. W przypadku jakiegokolwiek naruszenia Regulaminu portalu Ścigacz.pl lub Regulaminu Forum Ścigacz.pl komentarz zostanie usunięty.

Nasi fani komentowali

Polecamy

Aktualności

NAS Analytics TAG
reklama

sklep Ścigacz

    NAS Analytics TAG
    na górę