Światła mijania w dzień - używać czy nie?

Autor: Łukasz „Boczo" Tomanek 2010.04.19, 11:08 423 Drukuj

Nakaz całodobowej, całorocznej jazdy z włączonymi światłami mijania wzbudził spore kontrowersje. Powstał nawet ruch oporu.

Światła mijania. Dziś każdy pojazd silnikowy po publicznych drogach porusza się włączonymi, bez względu na porę roku i godzinę. Stało się tak dzięki nakazowi wprowadzonemu w życie 17. kwietnia 2007 roku. Nie wszystkim taka legislacja odpowiadała i jak można się łatwo domyślić, ów nakaz wzbudził spore kontrowersje i falę burzliwych opinii. Były one na tyle silne, że powstał nawet ruch oporu. Association of Drivers Against Daytime Running Lights (DADRL) to stowarzyszenie kierowców samochodów, motocyklistów, inżynierów i naukowców, którzy uformowali opozycję dla nakazu używania świateł mijania przez cały rok, cały czas.

Według przedstawicieli DADRL nakazem jazdy z włączonymi światłami mijania pokrzywdzeni są piesi, rowerzyści, ale także motocykliści. Przecież głównym problemem dwukołowych, zmotoryzowanych użytkowników dróg jest kwestia „czy mnie zobaczą", a światła niewątpliwie są z tym problemem powiązane. Czy rzeczywiście motocykliści nakazem jazdy z włączonymi światłami mijania są dyskryminowani? Czy może zniesienie go pogorszyłoby całą sprawę? Ostatnio kwestię jazdy na światłach dziennych poruszono nawet w Sejmie RP, gdzie jeden z klubów parlamentarnych wspomniał o możliwości zniesienia nakazu jazdy na światłach. Poniżej przedstawiamy wybrane argumenty ze strony Polskiego Stowarzyszenia Kierowców Przeciwko Włączaniu w Dzień Świateł w Samochodzie mające przemawiać na niekorzyść dziennej jazdy na światłach, które przepuszczamy przez motocyklowy filtr.

System percepcji wzrokowej człowieka w toku milionów lat ewolucji został doskonale przystosowany do światła słonecznego, dlatego nie ma potrzeby wspomagania go nienaturalnymi, świecącymi prosto w oczy światłami.

To nie do końca prawda. Alarmująco wysoki procent kierowców nie tylko nie posiada przeciętnego (więc w miarę dobrego) wzroku, ale nie dostrzega obiektów znajdujących się relatywnie blisko. W głównej mierze chodzi o ludzi starszych. Nie od dziś przecież widuje się za kierownicą 80-latka w okularach, siedzącego blisko szyby. Światła w pojazdach nadjeżdżających z naprzeciwka stanowią wtedy dodatkowe zapewnienie, że jest to np. samochód.

Włączone w dzień światła mijania utrudniają dostrzeganie obiektów nie wyposażonych w światła, takich jak piesi, rowerzyści, zwierzęta, pojazdy zaprzęgowe, maszyny rolnicze czy nawet dziury w jezdni, ponieważ podnoszą próg widzialności, poniżej którego oko ludzkie nie reaguje lub reaguje z opóźnieniem. Kierującemu trudniej również ocenić prędkość i odległość do nadjeżdżającego pojazdu, który ma włączone światła, ponieważ w takiej sytuacji oko rejestruje głównie poruszające się punkty świetlne, zamiast bryły zbliżającego się pojazdu.

Jeśli obiekt A jest bardziej widoczny od obiektu B, to obiekt B trudniej zauważyć. Proste. Rozwiązaniem problemu pieszych, rowerzystów etc, którzy są teoretycznie mniej widoczni od pojazdów z włączonymi światłami mijania, byłoby rozporządzenie prawne, nakazujące wszystkim obiektom nienapędzanym silnikiem (chodzi głównie o pieszych) przywdziewanie jaskrawej odzieży, a jak wiadomo, jest to tak nieprawdopodobne, że aż surrealistyczne.

Nakaz jazdy z włączonymi światłami mijania w dzień jest przyczyną bardziej brawurowej i szybkiej jazdy zwłaszcza tych kierowców, którzy mówią o sobie, że jeżdżą „szybko, ale bezpiecznie", ponieważ włączone światła dają im złudne poczucie bezpieczeństwa. To dlatego w czasie ładnej pogody jest więcej wypadków drogowych, ponieważ kierowcy prowadzą wtedy bardziej brawurowo.

Nie ma co polemizować i podważać tej tezy, gdyż jest ona prawdziwa. Niestety świadomość jazdy z włączonymi światłami mijania daje złudne poczucie bezpieczeństwa i pewności siebie. Motocykliści, którzy bez względu na porę roku i doby muszą jeździć na światłach, mogą często myśleć „spoko, widzą mnie". Wszystko się zgadza, ale jednak szanse na zauważenie pojazdu z włączonymi światłami mijania są większe.

Jazda z włączonymi światłami mijania przez całą dobę jest nieekonomiczna, zarówno jeśli chodzi o zużycie paliwa, jak i zużycie żarówek i akumulatorów. Koszt ten ponosi kierowca, nie ustawodawca. Tylko koszt paliwa zużytego z tego powodu w Polsce to około 3,5 mln zł dziennie.

Należy odnotować, że wizja ponoszenia kosztu 3,5 mln dziennie spowodowanego jazdą na włączonych światłach mijania przez ustawodawcę jest w sferze marzeń z współczynnikiem zrealizowania równym zero. Owszem, jazda na światłach mijania zwiększa zużycie paliwa, ale o wiele bardziej zwiększa je jazda stop-go w korkach. 99% zmotoryzowanych nie jest w stanie zauważyć żadnej różnicy w spalaniu pojazdu po wprowadzonym w 2007 nakazie całodobowej jazdy z włączonymi światłami mijania (wynosi ona około 0,2 l/100km). Rocznie jest to średnio koszt 83 złotych więcej. 83 zł w skali rocznej to niecałe 7 zł miesięcznie. To koszt paczki bardzo kiepskiej jakości papierosów. Poza tym, gdyby faktycznie ekonomika była dla wszystkich tak samo ważna, wszyscy jeździlibyśmy 3-cylindrowymi, litrowymi Oplami Corsa. 

Włączone bez przerwy światła mijania, zwłaszcza latem w dużych temperaturach, zwiększają ryzyko przegrzania się instalacji elektrycznej, co w konsekwencji może prowadzić do pożaru.

Nadużywanie jakiegoś podzespołu, zwłaszcza w warunkach sprzyjających jego zużyciu prędzej czy później spowoduje jego zniszczenie, co w przypadku świateł, a co za tym idzie instalacji elektrycznej faktycznie może doprowadzić do pożaru. Ale to tak jakby powiedzieć, że pływanie w Oceanie Spokojnym zwiększa szanse na bycie zjedzonym przez rekina.

Światła mijania w dzień powinny być używane wyłącznie przez samochody, które z różnych względów powinny wyróżniać się w ruchu, jak karetki pogotowia ratunkowego, samochody straży pożarnej czy inne pojazdy uprzywilejowane.

Czy wszelkie pojazdy uprzywilejowane w czasie jazdy w alarmowych sytuacjach (pożarach, napadach, wypadkach) nie poruszają się jednocześnie generując sygnały dźwiękowe i świetlne? Nie spotkałem się jeszcze ze zdarzeniem, w którym jakiś uczestnik ruchu drogowego uznał pędzącą karetkę na sygnale za coś „normalnego", niczym niewyróżniającego się z długiego pasa jadących samochodów. Warto dodać, że np. karetka, która poruszając się po publicznej drodze nie generuje żadnych sygnałów, w świetle prawa jest dokładnie takim samym pojazdem, jak każdy inny.

Motocykliści, którzy do tej pory jeździli całą dobę z włączonymi światłami mijania, teraz tracą szansę na szybsze dostrzeżenie ich przez kierowcę samochodu i ewentualne uniknięcie niebezpieczeństwa.

Prawda jest taka, że motocyklista jest trudno dostrzegalny w ruchu drogowym, nawet jeśli obwiesiłby się lampkami choinkowymi. Kiedyś powstał świetny spot reklamowy, w którym motocykliści przemierzali ulice miasta... nago, aby zostać zauważonymi. Rozwiązanie problemu niezauważania motocyklistów na drodze jest równie trudne, jak rozwiązanie zagadki powstania wszechświata. Kluczem są tu nie przepisy prawne, czy technika, ale zmiana mentalności, co w przypadku Polaków jest karkołomnym przedsięwzięciem.

Zwolennicy nakazu jazdy z włączonymi światłami mijania twierdzą, że nawet w dzień trudno czasem dostrzec szare, czarne czy ciemnozielone nieoświetlone samochody. Oznaczałoby to, że należy wprowadzić nakaz produkowania w samochodów w jednym, „bezpiecznym" kolorze, ale w tej kwestii zwolennicy nakazu przezornie na razie się nie wypowiadają.

Skoro nieoświetlone pojazdy w burych kolorach są kiepsko widoczne, to fakt uwidocznienia ich za pomocą świateł mijania jest raczej pozytywnym aspektem. Wyobraźmy sobie sytuację, w której jadąc późną jesienią, w ciemny, ponury dzień przez pole, z naprzeciwka nadjeżdża nieoświetlony samochód w kolorze grafitowym. Mówiąc kolokwialnie, zaczyna być niewidzialny. W takiej sytuacji włączone światła mijania mogą uratować życie kierowcy grafitowego samochodu i kierowcom samochodów jadących z naprzeciwka.

Od Polskich Władz domagamy się:
(m.in. - dop. Red.)

Zniesienia nakazu jazdy z włączonymi światłami mijania przez całą dobę, również w okresie jesienno-zimowym
 

Zniesienie nakazu jazdy z włączonymi światłami mijania w pochmurne, ciemne jesienno-zimowe dni byłoby niebezpieczne. W takich warunkach ludzka percepcja zmniejsza się o połowę. Sytuacji nie polepsza fakt, że mroczne, zimowe dni mocno oddziaływają na człowieka w sferze psychologicznej. Oznacza to, że zdolność poprawnego oceniania danej sytuacji, odbierania wizualnych bodźców jest upośledzona przez depresję, melancholijny nastrój, zniechęcenie i ogólne przygnębienie. Włączone światła mijania mogą w takiej sytuacji uratować życie.

Za najlepsze źródło opiniodawcze do tej sytuacji uznaliśmy Wojciecha Pasiecznego, młodszego inspektora, pełniącego funkcję radnego w Wydziale Ruchu Drogowego w Komendzie Stołecznej. Oto, co powiedział:

„Zniesienie tego zakazu byłoby bardzo niemądre i mogłoby mieć niebezpieczne konsekwencje. Owszem, ilość wypadków po 2007 roku zwiększyła się, ale mówimy o wypadkach ogólnie. Ilość wypadków, które miały miejsce za dnia, czyli w czasie, kiedy jeździmy z włączonymi światłami, spadła o 16%. Motocyklista ma znacznie większą szansę na dostrzeżenie pojazdu, który ma włączone światła mijania, a to może uratować mu życie np. przy wyprzedzaniu. Co do pieszych i rowerzystów, to nikt w żaden sposób nie zabrania im ubierania odzieży z odblaskowymi elementami. Co więcej, cały czas ich do tego namawiamy".

Na stronie DADRL, w zakładce bezpieczeństwo możemy znaleźć dwa bardzo wymowne zdjęcia. Motocyklistę na tle samochodu z włączonymi i z wyłączonymi światłami. Jak zauważają członkowie stowarzyszenia (czemu trudno zaprzeczyć), motocykl w takiej sytuacji „zlewa się" z samochodem i jest gorzej widoczny dla pojazdów jadących z naprzeciwka. Zgoda, wszystko się zgadza, ale dzięki temu ów pojazd jadący z naprzeciwka dostrzega jakiś obiekt, a co za tym idzie, wie o jego obecności. To wzmaga czujność i ostrożność bez względu, czy znajduje się tam tylko samochód, czy przed nim jedzie motocykl.

Czas na drugą stronę barykady. Tu sprawa jest znacznie prostsza. Dla motocyklisty włączone światła w pojeździe jadącym z naprzeciwka są zbawienne. Wyobraźmy sobie sytuację, kiedy motocyklista ma zamiar wykonać manewr wyprzedzania. Przed nim znajdują się dwa poruszające się ze średnią prędkością samochody. Motocyklista podjeżdża do osi jezdni, aby upewnić się, czy manewr jest możliwy i po potwierdzeniu takiej możliwości zaczyna go wykonywać. Okazuje się, że z naprzeciwka nadjeżdżał nieoświetlony (załóżmy, że przepisy tego nie wymagają) pojazd. Rozpoczęty manewr wyprzedzania, a co za tym idzie zwiększona znacznie prędkość nie pozwoliła motocykliście zareagować.

Przedstawiciele DADRL w Polsce twierdzą, że nakaz jazdy na światłach mijania jest przejawem samolubności i wywyższania się nad rowerzystami. To nieco za daleko posunięta teza. Żadne prawo nie zabrania rowerzyście poruszania się w odblaskowej kamizelce i zamontowania w swoim rowerze lampy. Co więcej, na każdym kroku są oni do tego namawiani (co potwierdza mł.insp. Wojciech Pasieczny z Komendy Stołecznej). Wdrożenie takich nawyków u pieszych jest, jak już sobie powiedzieliśmy wcześniej, niemożliwe. Oczywiście, że są przeprowadzane wszelkiego rodzaju akcje, namawiające do instalowania w swojej odzieży elementów odblaskowych etc, które nasilają się wraz z nastaniem jesieni. Akcje te są jednak niestety najczęściej ignorowane. Znów jednak włączone światła mijania mogą przyczynić się do zauważenia przez pieszego idącego poboczem nadjeżdżającego pojazdu i zdąży on w porę zareagować.

Dla motocyklistów nakaz ten nie jest pozytywny tylko pod jednym względem. Jeśli jedziemy przed samochodem, widać nas gorzej. Widać jednak samochód z włączonymi światłami mijania, a to już powoduje, że kierowcy są bardziej czujni. Dla samochodów od strony ekonomicznej taki nakaz oznacza większe zużycie paliwa i częstsze przepalanie się żarówek. Zaprzeczenie stwierdzenia, że jak najniższe zużycie paliwa jest dla wszystkich jednakowo istotne znajdujemy na ulicach.

Kolejnym dyskusyjnym aspektem jest fakt, iż kierowca pojazdu z włączonymi światłami może pozwolić sobie na bardziej brawurową jazdę, ponieważ jest lepiej widoczny. To prawda, a najbardziej prawdziwe z tego jest to, że faktycznie jest lepiej widoczny. Szaleniec poruszający się z nadmierną prędkością bez świateł jest o wiele bardziej niebezpieczny, niż szaleniec poruszający się z nadmierną prędkością z włączonymi światłami.

Gorąco zachęcamy do odwiedzenia strony http://www.dadrl.pl/ i szczegółowego zapoznania się z akcją. Nawet wewnątrz naszej redakcji nie ma jednomyślności, jeśli chodzi o obowiązek jazdy samochodem na światłach przez całą dobę. Co wy sądzicie o tym pomyśle?

Zdjęcia
przyklad lepsze widocznosci
ruch drogowy
swiatelko w tunelu
Buell w korku
kamizelki za darmo
motocykl z wlaczonymi swiatlami
drogowa choinka
widoczni lepiej
francuzka szarosc
brak swiatel
bialy punkt w oddali
ciezarowka bez swiatel
niewidoczni
niewidoczni 2
niewidoczni 3
ponury dzien bez swiatel
wlaczone swiatla
w Maroko bez swiatel
swiatla mijania
wlaczone kierunkowskazy
swietlny asortyment
ulotka1
wykres dadrl
Komentarze 84
Pokaż wszystkie komentarze
Dodaj komentarz

Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu. Ścigacz.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii. Jeżeli którykolwiek z komentarzy łamie regulamin , zawiadom nas o tym przy pomocy formularza kontaktu zwrotnego . Niezgodny z regulaminem komentarz zostanie usunięty. Uwagi przesyłane przez ten formularz są moderowane. Komentarze po dodaniu są widoczne w serwisie i na forum w temacie odpowiadającym tematowi komentowanego artykułu. W przypadku jakiegokolwiek naruszenia Regulaminu portalu Ścigacz.pl lub Regulaminu Forum Ścigacz.pl komentarz zostanie usunięty.

na górę