tr?id=505297656647165&ev=PageView&noscript=1 Suzuki Gladius vs Suzuki SV650 - weź się tato

Suzuki Gladius vs Suzuki SV650 - weź się tato

Autor: Łukasz „Boczo” Tomanek 2012.08.27, 14:24 37 Drukuj

Nasz długodystansowy Gladius dzielnie znosił wszystko, co dla niego przygotowaliśmy i dobrze wywiązywał się z powierzonych mu zadań. Przyszedł jednak czas na najtrudniejszą próbę. Na zmierzenie się z przeszłością. Gladius, jak wiadomo, pochodzi w prostej linii genealogicznej od SV650, motocykla, który stał się natychmiastowym hitem. Zresztą nie trzeba zerkać do statystyk sprzedaży, wystarczy wyjechać na ulicę. Niewielka masa, świetny silnik, legendarna bezawaryjność i niskie koszty eksploatacji to fundamenty sukcesu. Sprawdzamy, czy modne, ekscentryczne ciuchy i odważna fryzura mogą mierzyć się z wytartymi jeansami i skórzaną kurtką.

Widzieć i czuć

Kwestii wzornictwa nie ma chyba sensu poświęcać więcej czasu, prawda? Wszyscy widzą, jak wygląda SV i z całą pewnością wszyscy widzą, jak wygląda Gladius. Jeden to stonowana pieczątka końca XX wieku, drugi to krzykliwy powiew mody. Gladius wcale nie wygląda tak źle, szczerze mówiąc można nabierać ludzi, że posiada się MV Agustę Brutale. Zajmijmy się lepiej ergonomią. Tutaj różnice są bardzo wyraźne. SV to klasyczna forma nakeda, z wyprostowaną pozycją za sterami, sporym siedzeniem i ogólną wygodą kierowcy. Oczywiście, z racji tego, że SV zostało zaprojektowane dla jak najszerszego grona odbiorców, w tym także niższych, kanapa jest także nisko i w dość niewielkiej odległości od podnóżków. Słowem, nogi są dość mocno ugięte. Z kolei Gladius… siadasz na niego i ogarnia cię nagłe pragnienie łobuzerstwa i przewracania ludziom śmietników. Pozycja jest zdecydowanie bardziej agresywna, aktywna. Kierownica jest bardziej z przodu i niżej, a wrażenie „bycia groźnym” potęguje lekko pochyłe siedzenie, które notabene jest zupełnie beznadziejne w trasie.

Kokpit SV to encyklopedyczna prostota. Obrotomierz, prędkościomierz, kilka przycisków i to wszystko. Suzuki ciekawie rozwiązało problem braku wskaźnika poziomu paliwa. SV i Gladius różnią się tutaj estetycznymi detalami, ale generalnie działa to identycznie. Kiedy jedziemy na rezerwie, zapala się kontrolka. Wtedy mamy w zbiorniku jakieś 3,5-4 litry paliwa i nie musimy się stresować, bo spokojnie można na takiej ilości przejechać 70-90 km. Kiedy kontrolka zaczyna mrugać, można się zacząć lekko stresować, bowiem w baku został litr paliwa. Proste?

Mały, ale wariat

Tutaj sprawy przestają być zrozumiałe i klarowne. Otóż, V2 Suzuki jest rewelacyjne. Osobiście należę do kultu wyznawców, którzy twierdzą, że pierwszy widlak na gaźnikach był najlepszy. Oszczędny, mocny, elastyczny jak nic innego w tej pojemności. Gladius dzięki zastosowaniu m.in. stalowej ramy jest ponad 20 kg cięższy i na mocy praw fizyki musi być wolniejszy. Rzecz w tym, że wydaje ci się, że jest od SV szybszy. Moc powędrowała znacznie wyżej, mamy tutaj kopniak momentu obrotowego, który zaczyna się w okolicach 7 tys. obr/min, co bardzo przypomina silniki rzędowe. I jeśli utrzymamy obroty powyżej tej wartości, będziemy bardzo szczęśliwi. SV jednak miażdży Gladiusa pod względem elastyczności. I z uwagi na fakt, że mamy po 9 lat, sprawdzaliśmy, który jest szybszy spod świateł. Można tutaj mówić o remisie, ale wiele zależy od kierowcy. Wspaniałe jest to, że odwijając na skrzyżowaniu, można dorzucić do pieca całą łopatę mocy bez obawy, że wywrócimy się na plecy. SV dał się poznać ze sporego momentu hamującego silnika (zakręty i redukowanie w deszczu przesiewają niedoświadczonych). Gladius został znacznie ugładzony pod tym względem i można powiedzieć, że jest o wiele bardziej przyjazny. Nasza SV została uzbrojona w wydech Devil Magnum z serii „Sąsiedzi? Błagam” i mimo, że wydawać się to może niepoprawne politycznie, każdy powinien zastanowić się nad wymianą seryjnej puchy (i w SV i w Gladiusie) na coś akcesoryjnego. Naprawdę będzie zadowolony.

Siostro, skalpel

Wcale się nie zdziwię, jeśli ktoś kupi SV dla samego prowadzenia. Jeśli przesiądziesz się na nią z czegoś dużego, przestraszysz się na pierwszym zakręcie i nie uwierzysz, że motocykl może zmieniać kierunek tak szybko i sprawnie. Dobra, zawieszenie jest budżetowe, a to oznacza, że regulację (i to wyłącznie napięcia wstępnego sprężyny) mamy wyłącznie z tyłu i aby się do niej dostać, trzeba być ginekologiem. SV prowadzi się idealnie gładko, łatwo i stabilnie. Zdecydowanie pomaga tutaj opona 160mm z tyłu, stąd też trochę nas dziwi, dlaczego testowany Gladius miał z tyłu gumę 180mm. Owszem, wygląda kozacko, ale trochę pogarsza cudowne właściwości jezdne. Hamulce w obu sprzętach działają i to jedyne, co można o nich powiedzieć. Nie są przesadnie skutecznie, ani doskonale dozowalne. Stalowy oplot mile widziany. Jeśli ktoś potrzebuje niedrogiego motocykla zdolnego do zabawy na torze, i mówię tutaj ze wskazaniem na SV650, obydwie maszyny dają mu tam wiele radości, a prawdopodobnie objadą mocniejsze motocykle.

Jeśli nie wiadomo o co chodzi…

Każdy, kto chce mieć rozrywkowy motocykl, ale nie chce wydawać na niego wielocyfrowych kwot, nie może wybrać lepiej. SV650, stary, dobry naked zaczyna się na serwisach aukcyjnych od 6 tysięcy. I co ważne, kupno sprzętu za taką kasę nie oznacza kupna rozlatującego się złomu. Dobry serwis, dbanie o przeglądy i mamy gwarantowaną niezawodność. Jeśli chodzi o Gladiusa, jest jeszcze lepiej, bo obecnie można kupić go za 24500 zł. To niewiele za motocykl z folią na siedzeniu, który prawdopodobnie się nie zepsuje. Do tego dochodzą koszty eksploatacji. Dobrze wyregulowana SV spala poniżej 5 litrów paliwa nawet jeśli szczodrze aplikujemy gaz. Gladiusowi udaje się zużyć benzyny jeszcze mniej. Ok., czyli zatem te motocykle nie mają wad? Oczywiście, że mają. Słabo sprawdzają się w trasie, wysocy będą musieli po dłuższych wycieczkach wymieniać kolana, SV nerwowo reaguje na gaz, co doprowadzi cię do zawału wyjeżdżając powoli z zakrętu, a projektując siedzenie w Gladiusie wzorowano się na hiszpańskich narzędziach tortur. Jednak w obliczu pozytywów obu tych sprzętów da się z tym żyć. Zresztą, nie przestaniesz przecież chodzić do ulubionej, niedrogiej i smacznej restauracji tylko dlatego, że zmienili kolor ścian w toalecie.

Jak daleko padło jabłko od jabłoni?

SV650 to lekko ustabilizowany już gość w średnim wieku, w marynarce, ale z koszulką AC/DC pod spodem, pamiętający szalone czasy młodości. Gladius to jego syn z nastroszonymi włosami, fluorescencyjnymi sznurówkami i iPhone’m w pstrokatym etui. Nawet teraz, 13 lat po premierze SV650, nadal pozostaje on motocyklem, którego sukcesu nie można zakwestionować i który nadal kupowany jest równie chętnie.

Suzuki Gladius Suzuki SV650
Moc 72 KM przy 8400 obr/min 71 KM przy 9000 obr/min
Moment obrotowy 64 Nm przy 6400 obr/min 62 Nm przy 7500 obr/min
Masa z płynami 206 kg z ABS 185 kg
Zdjęcia
jazda przodgladius SV dynamiczne
dynamika obok siebiew zakrecie
Gladius fontannaSV fontanna
gladius z przoduGladius w tle
lobuzerka ulicznakonfrontacja
od tyluprzy fontannie
obok fontannySV bok
SV w tleporownanie detale
bak Gladiusbak SV
kokpit Gladiuskokpit SV
gaz gladiusmanetka gazu
cienka kanapakanapa SV
sekcja centralna Gladiussekcja centralna SV
siedzenie gladiussiedzenie SV
silnik Gladiussilnik SV
tylne kolo Gladiustylne kolo SV
tylne swiatlo Gladiustylne swiatlo SV
przednie kolo Gladiusprzednie kolo SV
swiatlo gladiusswiatlo SV
wydech gladiuswydech Devil
Komentarze 19
Pokaż wszystkie komentarze
Dodaj komentarz

Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu. Ścigacz.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii. Jeżeli którykolwiek z komentarzy łamie regulamin , zawiadom nas o tym przy pomocy formularza kontaktu zwrotnego . Niezgodny z regulaminem komentarz zostanie usunięty. Uwagi przesyłane przez ten formularz są moderowane. Komentarze po dodaniu są widoczne w serwisie i na forum w temacie odpowiadającym tematowi komentowanego artykułu. W przypadku jakiegokolwiek naruszenia Regulaminu portalu Ścigacz.pl lub Regulaminu Forum Ścigacz.pl komentarz zostanie usunięty.

Nasi fani komentowali

Polecamy

Aktualności

reklama

sklep Ścigacz

    na górę