Ta witryna używa plików cookie. Więcej informacji o używanych przez nas plikach cookie, ich zastosowaniu
i sposobie modyfikacji akceptacji plików cookie, można znaleźć
tutaj
oraz w stopce na naszej stronie internetowej (Polityka plików cookie).
Nie pokazuj więcej tego komunikatu.
Komentarze 79
Pokaż wszystkie komentarzeSmutne jest to jacy jestesmy wobec czyjegos nieszczescia...a co jesli i my bedziemy potrzebowac pomocy, a nikt sie nami nie przejmie? Sam mialem wypadek przed kilkoma dniami (dokladnie 13 sierpnia...). W moim przypadku po chwili od kraksy okoliczna ludnosc biegla z pomoca...doatalem od jednej Pani szklanke z woda (za co pozniej dostala ladny opiernicz od ratownika, gdyz nie wolno podawac niczego ofiarom wypadkow). W ciagu dwoch minut od chwili wypadku zostalo wykonanych 17 telefonow na pogotowie (informacje ta dostalem od ratownikow), a jeden Pan sam nawet zaproponowal, ze do chwili przyjazdu pojazdu po bzyka przechowa go na swoim podworku...Wprawdzie wiecej bylo gapiow niz osob zaangazowanych w akcje, ale na szczescie nikt nie przeszkadzal.:) Znalazl sie rowniez i kierowca, ktory byl chyba jedynym naocznym swidkiem wypadku, lecz zmyl sie zaraz po zapytaniu mnie czy wszystko ok i przejeciu inicjatywy pomocy przez nadjezdzajacego zaraz za mna kierowcy(okazal sie nim moj dobry znajomy, ktoremu najwiecej zawdzieczam)...Z jednej strony ludzie boja sie pomagac (nie tylko w wypadkach) poniewaz mysla, ze mogliby bardziej zaszkodzic niz pomoc, ale z drugiej nie mozna przeciez stac bezczynnie i tylko przygladac sie obojetnie zaistnialym sytuacja...Nieraz nawet niewielka pomoc moze przyczynic sie do uratowania komus zycia...Takze do pizdeuszy wszystkich oczy szeroko otwarte miec, nie bac sie i spieszyc zawsze z pomoca!
OdpowiedzBrak odpowiedzi do tego komentarza