tr?id=505297656647165&ev=PageView&noscript=1 Skandynawia 2010 - Hayabusą na Nordkapp NAS Analytics TAG
NAS Analytics TAG

Skandynawia 2010 - Hayabusą na Nordkapp

Autor: Darek Birecki 2010.12.31, 14:26 14 Drukuj

Podróż po Skandynawii to kolejna wyprawa z cyku „Motocyklem w drodze do wszystkich krajów Europy”. Wyprawa ta była jednak wyjątkowa, ponieważ dedykowaliśmy ją Mariuszowi Chmielowi, który w pożarze stracił swój elektryczny wózek inwalidzki.

Rodziny Mariusza nie stać na zakup nowego, poprzedni natomiast dostał od PEFRON-u, a kolejny z tej instytucji przysługuje mu dopiero za 5 lat. Postanowiliśmy pomóc i skromną kwotę od sponsorów przeznaczyliśmy na zakup wózka. Kwota ta jednak okazała się być kroplą w morzu, więc przyszły nam na pomoc osoby prywatne, którym serdecznie dziękujemy. Znalazł się w końcu człowiek, który podarował Mariuszowi wózek elektryczny. Teraz także Mariusz może poczuć wiatr we włosach...

Dzień 1

Pobudka 1:30, za oknem ciemna noc. Wstajemy, nagle wyrwani ze snu... Ania przygotowuje jedzenie na drogę, ja wsiadam na rower i jadę 3 km do garażu po motocykl. Miasto śpi, mijam niedobitki wracające z klubów i barów. Otwieram garaż, przywdziewam motocyklowy ubiór, wyprowadzam gotowy już do drogi motocykl i jadę po Annę.

Droga do Gdyni przebiega nader szybko, nawet nie zauważyliśmy, kiedy słońce rozświetliło swoimi promieniami świat. W porcie odbiór wcześniej zarezerwowanych kart pokładowych i wjazd na prom.

Ponad 10 godzin nudy na pokładzie zleciało nam na drzemaniu i nabieraniu sił na podróż w nieznane. W Szwecji kierujemy się drogą E-22 na zachód, a po przejechaniu 60 km przyszedł w końcu czas na poszukanie miejsca na pierwszy nocleg.

Znaleźliśmy piękną polanę pośrodku lasu. Podczas rozbijania namiotu nagle zjawiają się prawowici mieszkańcy tych terenów - dwa dorodne łosie. Byliśmy zaskoczeni tą wizytacją, wydawało nam się jednak, że to normalny widok na tych ziemiach. Jak się później okazało, pomimo ogromu znaków ostrzegających przed wtargnięciem tych zwierząt na drogę, nie spotkaliśmy ich więcej. Widzieliśmy innych czworonożnych, ale o tym później. Łosie dawały znać o swojej obecności całą noc, wydając dziwne odgłosy i kręcąc się w pobliżu obozowiska.

Dzień 2

Budzą nas krople odbijające się o poszycie namiotu, początkowo można policzyć ich ilość, ale miarowe pukanie z czasem przeradza się w łomot. Kiedy deszcz odpuszcza, szybko zwijamy obozowisko. Ruszamy, lecz po kilku przejechanych metrach deszcz daje znać o sobie na nowo, towarzysząc nam aż do zjazdu na drogę E-6. Odbijamy na chwilę z drogi do Glumslov, by tam przy ładnej już pogodzie podziwiać widok duńskiego wybrzeża, Kopenhagę i Helsingor.

Jedziemy dalej na północ, kolejny raz zbaczając z autostrady i łukowym mostem dostajemy się na wyspę Orust. Tam w malowniczym miejscu, otoczonym małymi jeziorkami, na skałach postanawiamy zrobić obiad. W przygotowaniu posiłku pomaga nam zabrana z kraju maszynka turystyczna, wymienne butle oraz garnek i patelnia. Mocno ograniczony budżet przeznaczony na wyprawę sprawił, że musieliśmy zabrać dużo ekwipunku dodatkowego. Motocykl wyglądem przypomina wielbłąda idącego przez pustynię w karawanie.

Wzmocnieni sytym posiłkiem, kierujemy się w stronę jeziora Wener - największego w Europie.

W pobliżu bije chłodem, dlatego nocleg postanawiamy spędzić poza zasięgiem tego akwenu wodnego. Kolejny raz znajdujemy miłe miejsce na nasze obozowisko, w sąsiedztwie z mniejszą wodą, czyli małym strumyczkiem na polanie, przy łączeniu drogi 45 i E-18, którą dnia kolejnego zamierzamy dojechać do Oslo. Był to dzień bogaty w kilometry, pokonaliśmy ich 742, więc szybko zasypiamy ze zmęczenia

Dzień 3

Noc minęła bardzo szybko, pobudka 6:30. Pakujemy dobytek, śniadanie i ruszamy E-18 w kierunku Oslo. Drogę uprzykrza nam mgła zmieniająca się w deszcz, stolica natomiast wita nas słońcem.

Motocykl zostawiamy przy dworcu głównym i ruszamy pieszo zwiedzać miasto. Idziemy deptakiem, po drodze mijając ludzi przebranych za historyczne postacie. Stojąc w bezruchu niczym posągi, dają znać o swojej fizyczności wówczas, kiedy ktoś uraczy ich drobną zapłatą. Powierzchownie zwiedzamy okolicę i szybko wracamy na szlak. Chcemy odpocząć od cywilizacji i więcej obcować z naturą.

Wpadamy ponownie na E-18, azymut na zachód w kierunku na Drammen i dalej E-134. Widoki stają się coraz piękniejsze, kolejna droga 45 do Dalen i na południe w kierunku Valle. Droga węższa, ale za to bardziej urodziwa, wijąca się wokół gór. Za miejscowością Nomeland postanawiamy rozbić obozowisko, w sąsiedztwie z pięknym pejzażem. Z jednej strony wysoka góra, tuż pod nią rzeka, my na polanie, z drugiej strony widać oddalone domostwa i las. W takich warunkach aż miło je się kolacje, patrząc na słońce znikające za górą.

Dzień 4

Noc bardzo chłodna, poranek również. Śniadanie i ciepła herbata na rozgrzanie, szybkie pakowanie namiotu, by się rozgrzać jeszcze bardziej... Z 9-ki skręcamy w 55, wokoło piękne widoki i stada gapiów, czyli owiec. Miejsce docelowe to kamień, który leży pomiędzy dwoma skałami. Docieramy do parkingu, dalej należy iść pieszo 2,5 h i tyle samo przeznaczyć na powrót. Rezygnujemy, nie dlatego, że przechadzka nas przeraziła, ale bardziej jesteśmy zainteresowani leżącą na zachodniej stronie fiordu półką skalną, do której się kierujemy.

Powrót do 55 dalej na 45. Zatrzymujemy się w sklepie, na miejscu można wypić kawę za parę koron, korzystamy zatem z okazji. Po wyjściu z marketu spotkanie z lokalnymi motocyklistami, rozmowa i wymiana poglądów. Jeden w końcu nie wytrzymuje, wyciąga aparat i strzela zdjęcie naszemu motocyklowi. Zdumiony jest widokiem naszej „ciężarówki”.

Ruszamy w drogę, według wytycznych nadanych przez chłopaków do Hole, dalej prom na drugą stronę fiordu i kierunek do Prekestolen, skalnej półki położonej 604 m n.p.m. Motocykl na parking i ruszamy w dwugodzinną przechadzkę. Droga jest urozmaicona i wiedzie w górę. Czasami jest to strome wdrapywanie po skałach, innym razem drewnianymi kładkami przez bagna. Pogoda genialna, a to gwarantowało dobrą przejrzystość powietrza. Nagle szok... trudno to opisać... to trzeba zobaczyć!! Obłędny widok na Lysefjorde - półka skalna, z której roztacza się symfonia wizualizacji przestrzeni. Podejście do krawędzi półki to terapia wstrząsowa, za jedną nogę trzyma cię życie, za drugą śmierć. Po delektowaniu się oszałamiającymi widokami pozostało zejść na dół do motocykla, a to już była tylko formalność. Tego dnia przejechaliśmy jeszcze kilkadziesiąt kilometrów i rozbiliśmy się obok strumyka, który nijak był atrakcyjny w stosunku do tego, co widzieliśmy na półce.

Dzień 5

6:30 - pobudka, czas zacząć dzień. Zwijamy obóz, coś na ząb i w drogę. Pali się światełko rezerwy, wypadałoby znaleźć stację paliw. Jest i stacja, ale niestety jeszcze zamknięta. Pod drzwiami leżą gazety, jakieś wypieki i paczki. Nikomu natomiast nie przyjdzie do głowy cokolwiek sobie przywłaszczyć.

Docieramy do Hjelmeland, tam ładujemy się na prom i dalej drogą wodną do Neasvile. Po krótkim rejsie wracamy na szlak 13-ki, kierując się na północ. Wiszące od dłuższego czasu nad naszymi głowami ołowiane chmury w końcu dają o sobie znać, przywdziewamy deszczówki. Droga serwuje nam dwa scenariusze, więc podążamy na przemian w tunelu i na zewnątrz. Robimy krótki postój przy wodospadzie, deszcz jest już nam obojętny, innym chyba też? Wszyscy przechadzają się i robią zdjęcia w ogóle nie bacząc na deszczową aurę.

Trasę 13 zmieniamy na 7-kę, która okazuje się bardziej szczęśliwa - przestaje padać. Korzystamy z okazji, by zrobić obiad: makaron, sos i wcześniej kupiona fasola. Po posiłku, kilka kilometrów dalej, znowu deszcz gra główne skrzypce. Jesteśmy przemoknięci, zmarznięci i zmęczeni. Robimy postój na przystanku autobusowym. Ania przygotowuje kawę z gorącą czekoladą . Dzięki temu wraca wigor, który pcha nas dalej w drogę. Skręcamy w 52, chwilę później widoki jak z książek Tolkiena, deszcz kapituluje, a my dziarsko jedziemy do przodu.

W Borlaug skręcamy na zachód w E-16, chwilę później odbijamy na północ, przed nami długi tunel i prom. Skoro dzień zaczęliśmy od przeprawy, to na przeprawie skończymy. Na drugim brzegu kolejny tunel i czas szukać miejsca na nocleg. Jest! Na wzniesieniu, wzdłuż drogi którą jedziemy, podąża polna dróżka, zarośnięta i zapomniana. By się do niej dostać, muszę sforsować rów, a dalej stromym podjazdem dostać się do rzeczonej dróżki. Udało się, Hayabusa i tym razem odegrała rolę ciężarówki. Tym posunięciem mamy wspaniałe miejsce na nocleg, mało który hotel na świecie ma taki widok za oknem. Aż miło powiedzieć sobie dobranoc w tak przepięknych okolicznościach otaczającej nas natury.

Dzień 6

Pobudka! Noc była deszczowa, znowu krople rytmicznie dawały o sobie znać, pukając w poszycie namiotu. Poranek za to słoneczny. Wspaniałe miejsce, którego jesteśmy gośćmi, pokazuje nam kolejną twarz - gra świateł nad fiordem, przebijające się słońce pomiędzy chmurami. Para wodna nad lasem, pozostałość po nocnym deszczu. Poezja widoków! Ruszamy drogą 55, którą kiedyś ktoś nam polecił twierdząc, że jest dużo piękniejsza od słynnej drogi Trolli. Jak się okazało, szlak ten jest obłędny i serwuje na prawo i lewo wspaniałe pejzaże.

Początkowo wspinamy się wyżej i wyżej, robi się zimno, ale zjawiskowo. W okolicach lodowca zimowo i wietrznie. Przepiękne miejsce, góry z ośnieżonymi szczytami i lodowiec dodający surowości tej krainie. Jedziemy dalej, skręcamy na zachód w 15-kę, po drodze zatrzymujemy się na zakupy, tankowanie i ciepłą kawę. Odbijamy na 63 i kierujemy się na północ, pogoda przepiękna słońce i upał, czujemy się jak w południowej części Europy. Sytuacja ta nie trwa zbyt długo i zmienia się diametralnie w okolicach słynnej drogi Trolli. Mżawka przeradza się w deszcz, do którego dołącza grad i mocny wiatr.

Widok z góry drabiny Trolli to kolejna niezapomniana przestrzeń, jaką odsłania nam Norwegia.

Droga wygląda, jak wstążka wijąca się wokół gór, po której ślamazarnie wspinają lub zjeżdżają samochody i autokary. Jedynie woda wodospadu w chwilę z impetem dosięga doliny. Średnie nachylenie drogi wynosi 1:12. Składa się z 11 serpentyn, w większości zakręcających pod kątem 180°. Zjeżdżamy do doliny, ulewa nie odpuszcza ani na chwilę. Postanawiamy zatrzymać się

przy drewnianym przystanku autobusowym i tam też jemy obiad i czekamy, aż deszcz przestanie padać. Obserwujemy na polanie harce liska, którego pogoda nie zniechęca do zabawy. W końcu ruszamy dalej na północ, w kierunku Modle. Robi się późno, czas najwyższy szukać miejsca na rozbicie namiotu. Dotarliśmy w rejony mocniej zaludnione, trudno nam znaleźć coś interesującego,

większość terenów jest podmokła lub zabudowana. Zgodnie z prawem Allemansrätt (Prawo Swobodnego Dostępu do Natury), czyli biwakowania „na dziko”, postanawiamy rozbić się przy drodze, bezpośrednio na łuku, około 150 metrów od gospodarstwa rolnego. Czas zregenerować siły na dalsze kilometry. Dobranoc.

Dzień 7

Budzik nastawiliśmy na 6:30, ze śpiworów wygramoliliśmy się jednak 2 godziny później.

Pomimo, że ciszę nocną przerywały ulewy, dzionek wita nas słońcem i bezchmurnym niebem.

Pakujemy namiot, jemy śniadanie i w drogę.

Mamy dylemat, wczoraj jedyna mijana stacja paliw miała wyłącznie możliwość zapłaty kartą kredytową, a ponieważ nie posiadamy takowej, zrezygnowaliśmy z pojenia rumaka. Dzisiaj jednak postanawiamy wrócić i ewentualnie poprosić kogoś o tankowanie, dając mu oczywiście gotówkę. Jadąc tam, pomyliłem drogi i dzięki temu znaleźliśmy stację, gdzie płacić można gotówką. Silnik palił już tylko opary, więc pod „korek” wyszło równe 20 litrów. Już bez obaw wracamy na trasę E-39 w kierunku Trondheim, pokonujemy kilka tuneli, skręcamy w E-6 na północ, wokoło same lasy iglaste. Droga równa jak stół i szybkie zakręty, jakże miłe w pokonywaniu, słońce na niebie - czego chcieć więcej?

W jednej z miejscowości zatrzymujemy się przy sklepie, do którego podjeżdża stary samochód DKW. Wchodzimy w dyskusje z właścicielem. Autko odrestaurowane z wielką pieczołowitością i miarowo mruczącym dwusuwowym silnikiem. To spotkanie to kolejny dowód miłości Norwegów do starej motoryzacji. Dalej setki kilometrów pokonujemy w monotonii mijanych lasów, przerywanych

widokami przepięknych rwących rzek – obrazki, jakie dotychczas znaliśmy z filmów o Alasce. Postanawiamy obóz rozbić w bezpośrednim sąsiedztwie „rwącej wody”. Kompletnemu zużyciu uległy klocki hamulcowe, zawsze jednak w drogę zabieram dodatkowy komplet, więc pozostaje mi tylko ich wymiana. Po skończonej pracy mycie i spać, bo chociaż jest ciągle jasno, to zegar wskazuje już 23:00.

Dzień 8

Zimna noc już za nami, słońce jest wróżbą ciepłego dnia. Poranna toaleta, śniadanie, pakowanie. W drogę! Kontynuujemy jazdę krajową E6, którą podróżuje się sielankowo. Równa nawierzchnia, szybkie zakręty, piękne widoki, lasy, jeziora, rzeki - raj dla motocyklisty. Od czasu do czasu zatrzymujemy się, by rozprostować kości, podziwiamy siłę natury, czyli rwące potoki. Spieniona woda tworzy piękne przedstawienie dla oka, szum wycisza i uspokaja. W miejscowości Mo i Rana robimy dłuższy postój na kawę. Ania idzie umyć włosy, ja przeprowadzam krótkie pogawędki z Norwegami. Wszyscy napotkani obywatele tego kraju, młodzi czy starzy, doskonale mówią po angielsku.

Ruszamy dalej, po drodze mijamy wiele tuneli, jeden z nich mierzy 8,9 km - chyba jeszcze tak długim nie jechaliśmy, no chyba że w Alpach. W pewnym momencie gęste lasy ustępują miejsca pustkowiu, tylko na zachodzie widać wysokie góry, na wierzchołkach których przebijają śnieżne pozostałości po ostatniej zimie. Napotykamy drogowskaz „Polarisik kel center 2km”. Już wszystko jasne, za chwilę będziemy przekraczać punkt 66 33, czyli koło podbiegunowe. Zatrzymujemy się na dużym parkingu, obok stoi budynek Centrum Podbiegunowego. Wewnątrz kafejka i restauracja, na ścianach widnieją zdjęcia Samów i reniferów. Spotykamy też tam zwierzęta strefy polarnej - niestety wypchane. Uwagę przykuwa niedźwiedź polarny, olbrzym ma 3,6 metra wysokości i jest największym tego typu eksponatem w Europie. Znajdują się tutaj również wypchane: łoś, renifer, lis polarny, mała foczka itd. Robimy kilka zdjęć i kierujemy się dalej na północ. Po kilku kilometrach podbiegunowy wystrój okolicy znika, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Na powrót pojawiają się gęste lasy i rzeki, teren jest jednak bardziej górzysty.

Od jakiegoś czasu myślimy więcej o archipelagu wysp Lofoty, niż Nordkappie. Norwegowie skutecznie zareklamowali nam to miejsce. Co prawda uwzględnialiśmy je podczas planowania trasy, teraz jednak nie możemy doczekać się, kiedy je zobaczymy. Do promu, który zabierze nas w to niezwykłe miejsce, zostało nam 100 km. Postanawiamy pokonać tą odległość następnego dnia. Rozbijam więc obozowisko na płaskiej skale, w sąsiedztwie z bagnistymi lasami. Robię krótki obchód po okolicy, ciężko jest jednak tutaj spacerować, moje buty szybko zapadają się w grząskim podłożu. Widok z „okna” namiotu obłędny - z przodu skalista wysoka góra, z tyłu stok z ośnieżonym szczytem. Trudno jednak skupić się na podziwianiu widoków, chmara komarów zmusiła nas do pozostania w namiocie.

Dzień 9

Zimny poranek - cóż, normalne zjawisko w tych rejonach. Dookoła świat spowiła mgła, przykrywając okolice białą powłoką, która już nie wydaje się taka atrakcyjna, jak jeszcze wczoraj.

Śniadanie postanawiamy zjeść później, ruszamy w kierunku Skutvika. Tam promem zamierzamy dostać się na Lofoty. W małej miejscowości stajemy na zakupy, ceny jednak powalają nas na kolana.

Jesteśmy już jakiś czas w Norwegii, więc zdążyliśmy się zapoznać ze średnią wartością podstawowych produktów. Parę kilometrów dalej, w kolejnej wiosce w sklepie SPAR robimy zakupy i płacimy dużo mniej.

Spóźniamy się na prom, zabrakło nam 5 minut, czekamy więc na kolejny 2,5 h. Zbiera się kolejka samochodów, prom jednak nie przypływa. Nagle nadjeżdża rowerem chłopak i oznajmia, że promu nie będzie, popsuł się silnik. Rzut okiem na mapę, cóż, chyba lepiej będzie jechać 50 km do kolejnej miejscowości i stamtąd dostać się na archipelag. W końcu łapiemy prom, którym płyniemy do Lodingen. Na miejscu się rozpogadza, mgła kapituluje odsłaniając przed nami wspaniałe góry, wyrastające ze wzburzonego morza. Docieramy do połowy drogi dzielącej nas od pierwszej wyspy archipelagu. Postanawiamy tu obozować, zachęca nas do tego malownicza okolica. Przed nami góra wyglądająca, jak wielka łapa lwa. Leniwie poruszająca się mgła delikatnie dotyka jej szczytu, na zachód od czoła góry odpływ, droga w oddali wije się niczym wstążka.

Jemy obiadokolację i powoli szykujemy się do snu... gdy nagle słyszymy pojazdy, które stanęły tuż przy drodze. Wyglądamy z Anią z namiotu, a tu dwa autobusy pełne emerytów robiących zdjęcia panoramie, na tle której stoi nasz namiot. Zaczynamy żartobliwie machać rękami, w odzewie na nasz sygnał odpowiadają wszyscy „pensjonariusze” owych autokarów...

Już wkrótce kolejna część, zapraszamy również na naszą stronę LongWay.

Sponsorzy:

-Onstil
-Ceramizer

Patronat medialny nad wyprawą „Hayabusą na Nordkapp w szczytnym celu”:

-Przemiany na Szlaku Piastowskim
-Zew Północy
-Scigacz.pl
-Swiat podróży.pl

Patronat honorowy:

-Prezydent miasta Gniezna Jacek Kowalski

Wsparcie dodatkowe:

-National Geographic Traveler
-Radio Gniezno

Specjalne podziękowania dla:

-ks. Dariusz Larus
-Aleksander Ostrowski

NAS Analytics TAG

Zdjęcia
GSX-R1300 Hayabusa na NordkappGory Hayabusa na Nordkapp
Hayabusa na Nordkapp Dziennik podryAutor Hayabusa na Nordkapp
biegun polnocny Hayabusa na NordkappFiord Hayabusa na Nordkapp
Hayabusa na Nordkapp LamyFiord Norwegia Hayabusa na Nordkapp
Dolina i kamienie Hayabusa na Nordkappdolina Norwegia Hayabusa na Nordkapp
Gorskie doliny Norwegia Hayabusa na NordkappGorskie Serpentyny Hayabusa na Nordkapp
Hayabusa na Nordkapp fiordyHayabusa na Nordkapp Fiordy
Hayabusa na Nordkapp Nasz obozHayabusa na Nordkapp na polce skalnej
Hayabusa na Nordkapp Na promieHayabusa na Nordkapp obozowisko
Hayabusa na Nordkapp oboz pod skalaHayabusa na Nordkapp Oslo
Hayabusa na Nordkapp Owieczki skandynawskieHayabusa na Nordkapp Piekno Norwegii
morze skaly Hayabusa na NordkappHayabusa na Nordkapp promy we fiordach
Hayabusa na Nordkapp wawozHayabusa na Nordkapp wodospad
Kolo polarne Hayabusa na Nordkappmiasteczko przy firodzie Hayabusa na Nordkapp
Motocyklisci Norwegia Hayabusa na NordkappNad rzeka Hayabusa na Nordkapp
Na motocyklu Hayabusa na NordkappOboz nad fiordem Hayabusa na Nordkapp
Pierwszy nocleg Hayabusa na NordkappZwierzaki Polarne Hayabusa na Nordkapp
Przybylismy do Szwecji Hayabusa na NordkappSkaly Hayabusa na Nordkapp
Skaly i woda Hayabusa na NordkappUlubione trawiaste chatki Ani Hayabusa na Nordkapp
urokliwe domki Hayabusa na Nordkappwarto zobaczyc Norwegia Hayabusa na Nordkapp
Widok ze skaly Hayabusa na NordkappWycieczkowiec we Fiordzie Hayabusa na Nordkapp
W okolicach Stavanger Hayabusa na NordkappZjawiskowa Norwegia Hayabusa na Nordkapp
Mis polarny Hayabusa na NordkappPrzerwa Hayabusa na Nordkapp
Hayabusa na Nordkapp polka SkalnaPiekna Norwegia Hayabusa na Nordkapp
Piekna CytrynaHayabusa na Nordkapp
Komentarze 10
Pokaż wszystkie komentarze
Autor:Karol 05/01/2011 15:32

Jak Rumuni ....

Odpowiedz
Dodaj komentarz

Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu. Ścigacz.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii. Jeżeli którykolwiek z komentarzy łamie regulamin , zawiadom nas o tym przy pomocy formularza kontaktu zwrotnego . Niezgodny z regulaminem komentarz zostanie usunięty. Uwagi przesyłane przez ten formularz są moderowane. Komentarze po dodaniu są widoczne w serwisie i na forum w temacie odpowiadającym tematowi komentowanego artykułu. W przypadku jakiegokolwiek naruszenia Regulaminu portalu Ścigacz.pl lub Regulaminu Forum Ścigacz.pl komentarz zostanie usunięty.

Nasi fani komentowali

Polecamy

Aktualności

NAS Analytics TAG
reklama
NAS Analytics TAG

sklep Ścigacz

    na górę