tr?id=505297656647165&ev=PageView&noscript=1 Polish Bike Week 2021 - zdjcia i relacja z polskiej "Daytony"
NAS Analytics TAG
NAS Analytics TAG
NAS Analytics TAG
NAS Analytics TAG
NAS Analytics TAG

Polish Bike Week 2021 - zdjcia i relacja z polskiej "Daytony"

Autor: Igor Przybylski 2021.08.16, 18:11 1 Drukuj

Na wstępie jestem Wam winny odrobinę szczerości - nigdy wcześniej nie byłem na żadnym zlocie motocyklowym. Czytałem o nich, oglądałem zdjęcia i filmy w internecie. Na dodatek raz po raz słowa zachwytu nad tego typu imprezami słyszałem od znajomego Harley"owca, który z kolei miał innego znajomego jeżdżącego na Harley"u, itd...

Nie chce tu nikogo obrazić (po prostu jestem z Wami szczery), ale od zawsze mam problem z nazwą - zlot motocyklowy. Ta nazwa kojarzyła mi się ze starymi, rozpadającymi się maszynami, które lata świetności mają już za sobą. Inne skojarzenie jakie przychodzi mi na myśl, to spotkanie dużej grupy emerytów, którzy cały dzień grają w karty, piją piwo i co jakiś czas chwalą się przed innymi uczestnikami bogatą kolekcją znaczków pocztowych, a jedynie gdzieś w tle przewija się jazda na motocyklu.

NAS Analytics TAG

Sorry, tak po prostu mam. Ponieważ jednak nigdy nie oceniam przysłowiowej "książki po okładce", zdecydowałem, że tym razem sam wezmę udział w takim zlocie i przekonam się na własnej skórze, na czym faktycznie polega takie wydarzenie. Tym bardziej, że w ostatnich miesiącach naczytałem się wiele negatywnych komentarzy na temat marki i samych motocykli Harley - Davidson:

"Gniot",

"Złom",

"Harley się skończył",

"Ludzie odchodzą od Harley’a",

"Jadą już tylko na legendzie".

Nowy model Harley’a - Pan America 1250 nie przekonał malkontentów. Nie zrobił tego również nowy Sportster S, który co prawda jest już po pierwszych prasowych testach, ale którego jeszcze nawet nie ma w sprzedaży!

Mój wybór padł na XIV Polish Bike Week w Karpaczu. I jeśli ktoś myślał, że tuż za rogiem firma z Milwaukee ma przed sobą swój "ostatni taniec", to muszę go rozczarować. Harley - Davidson bowiem ma się cholernie dobrze i zaraz wam o tym opowiem. Nie o zlocie, a o imprezie, która przyciąga motocyklistów z całej Polski i Europy. O Hell’s Angel’s, paradzie motocyklowej, Finlandii i reniferach. - "Co ten gość pisze? O reniferach?! Faktycznie musiało być grubo na tym zlocie" - pomyślicie. Zacznijmy jednak od początku.

W teorii plan wyjazdu na Polish Bike Week malował się fantastycznie. Na miejscu miałem się spotkać z moim znajomym, z którym byłem jakiś czas temu na innej motocyklowej imprezie - Distinguished Gentleman’s Ride, a prognoza pogody (pomimo tego, że tydzień poprzedzający Polish Bike Week był - jak to się mówi - w kratkę), zapowiadała się w miarę optymistycznie dla motocyklistów. Oczywiście wziąłem poprawkę na to, że w Polsce lato bywa kapryśne i trzeba być przygotowanym na wszystko. No dobra, jak się potem okazało, tylko tak mi się zdawało. Ponieważ postanowiłem pojechać sam do Karpacza, musiałem się tak spakować, by pomieścić wszystko to, co będzie mi potrzebne w trasie i na miejscu. Do sakw spakowałem głównie ubrania, kosmetyki i takie rzeczy, jak apteczkę, czy np. środek czyszczący wizjer w kasku. Do plecaka natomiast trafiły głównie urządzenia mobilne - power bank, go pro, ładowarka, dwie różne wtyczki itd. Wszystko szło jak po maśle. Dzień wcześniej przyszła mi jeszcze zamówiona wcześniej kurtka przeciwdeszczowa fluo, na wypadek, gdyby miało padać trochę bardziej, niż to było prognozowane. - "Mam nadzieję, że mi się ona nie przyda, ale jeśli jakieś opady się pojawią, lepiej mieć niż nie mieć. Nie lubię mieć na sobie mokrej skóry"- tak sobie o tym myślałem. Następnego ranka, w czwartek, w dniu wyjazdu, temperatura wynosiła maksymalnie 12 stopni, niebo było zachmurzone i co jakiś czas padało. Bielizna termiczna, spodnie ze skóry, kurtka skórzana z podpinką i na nią kurtka przeciwdeszczowa. - "Dam radę!" - pomyślałem. Po przejechaniu 20 km zatrzymałem się jeszcze na stacji benzynowej by zatankować paliwo i wtedy się zaczęło. Lało niemiłosiernie!

Z postoju na szybkie tankowanie zrobiła się prawie godzina czekania. - "niech to szlag!". W głowie pojawiała się myśl, by zawrócić do domu i pojechać następnego dnia, w piątek, ale miałem już zapłacony hotel i nie miałem pewności, czy nazajutrz pogoda nie będzie identyczna. - "Szkoda trochę…". Decyzja zapadła - jadę dalej choć Pan pracujący na stacji benzynowej pukał się w czoło, gdy usłyszał, że do przejechania mam jeszcze 330 km. Usilnie starał się mnie zniechęcić do kontynuowania podróży. Lało całą drogę. Pieprzone 350 km. Gdzieś za bramkami w Katowicach na A4 okazało się, że rozładowała się bateria w telefonie, a on jest cały zalany wodą. - "No to po nawigacji". Ludzie poruszający się samochodami na trasie przecierali oczy ze zdumienia, widząc motocyklistę, a w zasadzie "cytrynkę", poruszającą się na jednośladzie w takiej ulewie. Gdy zatrzymałem się na kolejnej stacji benzynowej, wyglądałem jak szczur, który dopiero co wyszedł z kanału. O ile kurtka przeciwdeszczowa zdała egzamin, to z butów skórzanych mogłem wylewać wodę. Nie lepiej było z letnimi rękawicami, które przemokły tak mocno, że po ich zdjęciu moje dłonie zabarwiły na kolor bliżej nieokreślony, coś na kształt dłoni zombie. Do dzisiaj, gdy piszę ten tekst mam jeszcze ślady na paznokciach 😉.

Na stacji zauważyłem dwóch Harley’owców skrytych pod dachem, pijących kawę. Przywitałem się, zapytałem czy też jadą do Karpacza na Pilish Bike Week (głupie pytanie, gdzie niby mają jechać? Na kurs szydełkowania klubowych odznak?) i czy mogę się do nich podpiąć, bo deszcz zalał mi telefon i pozbawił nawigacji. A uwierzcie mi, że w takich warunkach, jakich jechaliśmy świadomość tego, że masz obok siebie motocyklowego brata, grzeje cię bardziej, niż jakakolwiek gorąca kawa na BP. Andrzej i Janusz byli dużo bardziej profesjonalnie przygotowani do drogi, niż ja. Mieli kompletne kombinezony przeciwdeszczowe, zakładane również na buty i gumowe rękawiczki. Wyglądali trochę jak kosmonauci 😉, ale w tej sytuacji wygląd miał najmniej istotne znaczenie. Naprawdę wielkie dzięki chłopaki! Gdyby nie oni, jeszcze pewnie bym w tym momencie jechał do Karpacza 😉


harley bagger polish bike week 2021

Polish Bike Week 2021 - zobacz GALERIĘ ZDJĘĆ

XIV Polish Bike Week w Karpaczu. Jeśli ktoś myślał, że tuż za rogiem firma z Milwaukee ma przed sobą swój "ostatni taniec", to muszę go rozczarować. Harley - Davidson bowiem ma się cholernie dobrze i oto zdjęcia, które są na to najlepszym dowodem. Polish Bike Week to impreza, która przyciąga motocyklistów z całej Polski i Europy. O Hell’s Angel’s, paradzie motocyklowej, Finlandii i reniferach. Tak, nawet reniferach, zobaczcie sami.

Zobacz 65 zdjęć z Polish Bike Week 2021 »

Deszcz nie przestał padać nawet wtedy, gdy w końcu dotarliśmy na miejsce. A dojechaliśmy na 19 00. Ponad 7h w trasie. Obłęd. Gdy wszedłem do hotelu, to tu to tam, z każdej strony wypływała ze mnie woda. Pani na recepcji była bardzo wyrozumiała i sympatyczna, ale myślę, że jeszcze tak tragicznego widoku nie miała przed swoimi oczami. Po wypakowaniu bagażu okazało się, że pomimo, iż miałem przeciwdeszczowe pokrowce na sakwy, wszystko przemokło. No prawie wszystko, bo cudem jakaś jedna koszula okazała się sucha. Tak czy owak po całym dniu jazdy było mi już wszystko jedno. Na kolację do restauracji zszedłem w koszuli, mokrych jeansach (które miały być suche w bagażu) i w… japonkach. Pani z recepcji zaproponowała, abym buty i rękawice motocyklowe zostawił w kotłowni na noc z nadzieją, że wyschną do rana. Tym miły akcentem zakończyłem swoje czwartkowe podboje. - "Teraz będzie już tylko lepiej" - pomyślałem. W piątek zarówno na mej twarzy, jak i na niebie pojawiło się słońce, ale buty i tak suszyłem jeszcze przez godzinę po śniadaniu suszarką do włosów w łazience hotelowej 😉

Z hotelu Dziki Potok do miejsca, gdzie odbywał się Polish Bike Week, miałem raptem 2,5 km. Na ul. Obrońców Pokoju otwarto Harley Street. Na niej znajdowały się punkty gastronomiczne, wystawcy HD oraz odbywały się pokazy, prezentacje i konkursy z nagrodami. Piątek upłynął na oglądaniu motocykli i robieniu zdjęć. A było co oglądać: cruisery, customowe baggery, elektryczny Live Wire, kilka modeli Pan America 1250 i wiele, wiele innych motocykli. Co jeden to piękniejszy. Jeśli ktoś uważa, że Harley się kończy to jest w dużym błędzie. W wydarzeniu na FB można wyczytać, że Polish Bike Week zainteresowało się ponad 3 tysiące osób. A przecież są to tylko osoby, które posiadają tam konto. Ilu miłośników Harley’a zjechało do Karpacza, tego nie wiem, ale była to naprawdę masa osób. Harley - Davidson jest wciąż żywy i odradza się jak feniks z popiołów. Ma swoich zwolenników w każdej grupie wiekowej. Mężczyzn i kobiety. Po spędzeniu czterech dni w Harley’owskim miasteczku śmiem zaryzykować opinię, że tylu miłośników, ilu ma firma z Milwaukee, nie ma żaden inny motocyklowy brand. Warto dodać, że na Polish Bike Week zjechały również całe kluby motocyklowe. HOG Wrocław Chapter Poland, byli też Road Runners MC, a z Berlina oraz Pragi przyjechały oddziały Hells Angels. Wielcy goście na jeszcze większych baggerach. Nic więcej nie dodam. Trzeba ich zobaczyć, by zrozumieć o czym mówię.

Piątkowy kalendarz imprezy zawierał takie wydarzenia, jak: wycieczka motocyklowa, pokaz Stunt’u w wykonaniu Macieja "Dop’a" Bielickiego, premiera Pan America 1250, Mistrzostwa Polski w Slow Rride. Do tego uroczyste otwarcie  i impreza pod gołym niebem. Wieczorem do Karpacza dojechał mój znajomy - Tomek. Sobota miała nam zatem upłynąć pod hasłem: "Rock and Roll!". W sobotę o 11:00 odbył się kolejny pokaz Stunt’u w wykonaniu Macieja "Dop’a" Bielickiego. To co ten gość wyczynia z motocyklami, przechodzi ludzkie pojęcie. Nie chcę się pomylić, ale Maciej jest chyba jedynym stunterem, który wykonuje swoje ewolucje na motocyklach Harley - Davidson. Iron 883, Dyna Low Rider S, czy nawet taki grubas jak Road King nie stanowią dla niego żadnego wyzwania. Na mnie (poza efektownymi trikami Macieja) ogromne wrażenie zrobił jego charakter. Stojąc tuż obok niego, w oczekiwaniu, by mu pogratulować występu i móc zrobić sobie z nim pamiątkowe zdjęcie, pomyślałem: - "Kurczę, jaki ten gość jest skromny! On chyba nie zdaje sobie sprawy z tego, jakie show robi i jaki wydźwięk mają jego pokazy pośród tłumu!".  Pokaz został nagrodzony przez wszystkich owacjami na stojąco, a ulica dosłownie i w przenośni zapłonęła!

Po pokazie odnaleźliśmy się z Tomkiem i z jego znajomym Michałem wśród tłumu riderów. Tomek przywiózł do Karpacza swojego piekielnego potwora. Jest nim Harley - Davidson V-Rod, ale jedynie tylko z nazwy, ponieważ wszystkie elementy motocykla (poza ramą) zostały zmienione. Customizacja trwała 5 - 6 lat. Tak narodził się Hell Boy z olbrzymią tylną oponą -300. Michał z kolei przyjechał na Polish Bike Week swoim Harley’em Trike Freewheeler. Czas szybko mijał, więc pojechaliśmy coś zjeść, aby zdążyć z powrotem na konkurs, który miał wyłonić najpiękniejszy motocykl na Polish Bike Week 2021. Hell Boy Tomka przegrał rywalizację z baggerem o imponujących rozmiarach przedniego koła. Nie mam pojęcia ile tam było cali. Bagger był współczesnym dziełem sztuki, kolorowym, o opływowym kształcie. Jakby się urwał z Dayton’y wprost do Karpacza.

Po konkursie postanowiliśmy pojeździć po okolicy i nacieszyć się promieniami słońca. Zaledwie 11 km od Karpacza natrafiliśmy na.. renifery i husky! W Borowicach znajduje się jedyna na świecie (poza Finlandią) wioska fińska, o nazwie "Kalevala". Kalevala to glamping do spania i zwiedzania jednocześnie. To urocze miejsce prowadzą Michał i Magda Makowscy, jak się później okazało Michał jest znajomym Tomka i wspólnie pracowali przez wiele lat w dużej korporacji, do momentu w którym Michał wyjechał do Finlandii i tak się zakochał w tym kraju, że postanowił przenieść chociaż jakąś niewielką jego część do Polski. Historia ta jest niesamowita i pokazuje, że warto mieć marzenia, że trzeba żyć pasją. Michał z Magdą zamienili apartament w centrum miasta na drewniany domek o powierzchni 11m2, w samym sercu Karkonoszy i widać że kochają swoje nowe życie. O Kalaveli głośno zrobiło się nawet na targach Expo 2020 w Dubaju. Dodam jeszcze, że Michał zajmuje się również Stand Up’em. Mieliśmy okazję zwiedzić całą wioskę i nakarmić renifery. Kalavela oprócz namiotów, drewnianych fińskich domków, saun i bani ma swój własny domek Muminków. I może teraz większość z Was łapie się za głowę, bo przecież chcieliście przeczytać tekst o motocyklach, ( - "Gościu pomyliłeś strony. Przewodnik po Karkonoszach to nie tutaj".), ale chcę wam powiedzieć, że nie poznałbym tak fantastycznej historii, gdyby właśnie nie motocykle. Możliwość uczestniczenia w Polish Bike Week i jazda motocyklem po okolicach sprawiły, że poznałem wielu, nowych pozytywnych ludzi. Jednym, podobnie jak u mnie, w żyłach płynie benzyna, z kolei drudzy posiadają inne, twórcze zamiłowania. Motocykle są w stanie połączyć ze sobą różne osoby i światy, bo obojętnie jakim motocyklem jeździsz, zawsze znajdzie się osoba, która powie i zapyta: - " Piękna maszyna… Jak szybko to jeździ ? 😉"., i tak wywiązuje się dyskusja, często na zupełnie inne tematy niż motocyklowe.

Tak dobrze czuliśmy się w Kalaveli, że prawie spóźniliśmy się na paradę motocyklową. W trakcie jazdy stwierdziliśmy, że lepiej jest ją oglądać, niż w niej uczestniczyć, więc zatrzymaliśmy się na stacji benzynowej by podziwiać zarówno motocykle, jak i barwne przebrania motocyklistów. Na motocyklach jechali: Pan tygrys i Pani gepard, członkowie ekipy z La Casa De Papel, Indianie, Nomadzi, Hells Angels, Rusałki i wielu innych motocyklistów i motocyklistek. Tematyka stylizacji była naprawdę szeroka 😉. Wieczorem o godzinie 20 00 rozpoczęła się główna impreza. Nie można zapomnieć o tym, że przez cały czas trwania Polish Bike Week 2021 zbierano datki na rzecz chorego Oskarka. Kwota, którą uzbierano, wyniosła ponad 81 tysięcy złotych, a to podobno jeszcze nie koniec. Zlicytowano również komplet wypoczynkowy, wykonany przez klub Hells Angels. 100 % ręczna robota, skórzana tapicerka i niepowtarzalny design. Kwota wyniosła 34 tysiące złotych, po czym nowy właściciel ponownie zdecydował się wystawić komplet na licytację. Złote serce! Nagrodą główną do wygrania w trakcie trwania imprezy był motocykl Harley - Davidson Street 750 z aerografem Jim Beam by Lepian. Zwycięzcę konkursu, jak i sam motocykl, oblano whiskey Jeam Beam.

Polish Bike Week 2021 pokazał siłę. Nie tylko tę pochodzącą od donośnych silników Milwaukee - Eight, lecz przede wszystkim tę płynącą z ludzkich serc. Pokazał, że można w przyjemny sposób spędzić czas, pojeździć na motocyklu i jednocześnie zrobić coś dla osoby, która bez tej pomocy być może nie miałaby szansy na zdrowie, a nawet dalsze życie. Jak powiedział kiedyś Ronald Reagan  "Nie możemy pomóc każdemu, ale każdy może pomóc komuś".

Jeśli tak właśnie wygląda każdy "zlot", to mnie w to graj! Do zobaczenia za rok Karpacz!  

NAS Analytics TAG


NAS Analytics TAG
Zdjcia
NAS Analytics TAG
Komentarze 1
Poka wszystkie komentarze
Dodaj komentarz

Publikowane komentarze s prywatnymi opiniami uytkownikw portalu. cigacz.pl nie ponosi odpowiedzialnoci za tre opinii. Jeeli ktrykolwiek z komentarzy amie regulamin , zawiadom nas o tym przy pomocy formularza kontaktu zwrotnego . Niezgodny z regulaminem komentarz zostanie usunity. Uwagi przesyane przez ten formularz s moderowane. Komentarze po dodaniu s widoczne w serwisie i na forum w temacie odpowiadajcym tematowi komentowanego artykuu. W przypadku jakiegokolwiek naruszenia Regulaminu portalu cigacz.pl lub Regulaminu Forum cigacz.pl komentarz zostanie usunity.

Polecamy

NAS Analytics TAG
.

Aktualnoci

NAS Analytics TAG
reklama
NAS Analytics TAG

sklep cigacz

    NAS Analytics TAG
    na gr