Nowe zasady przeglądów. Zero litości dla kierowców
Kto odkłada przegląd techniczny na później, może niedługo tego gorzko pożałować. W Polsce szykuje się kolejna zmiana, która dotknie każdego kierowcę.
Przypomnijmy, że po raz pierwszy od dwóch dekad rząd postanowił przyjrzeć się opłatom w stacjach kontroli pojazdów i solidnie je podkręcić. Od 19 września 2025 roku badanie techniczne samochodu osobowego kosztuje już nie 98, a 149 złotych. To wzrost o równe 50 procent - zapowiadany, ale i tak odczuwalny. Tego samego dnia podrożały również przeglądy motocykli. Obecnie płacimy 94 złote zamiast 62.
Okazuje się, że ta fala podwyżek to dopiero początek większych zmian, które mogą odmienić codzienność kierowców. W planach są regulacje, które nie tylko uszczuplą portfel, ale też zlikwidują wszelkie "skrótowe" sposoby na przegląd.
Jeśli ktoś lubi odkładać przegląd na później, teraz może się bardzo zdziwić. Statystyki są nieubłagane. Otóż aż siedem milionów z dwudziestu jeden milionów pojazdów w Polsce trafia na przegląd po terminie. Dla rządzących to sygnał, że trzeba coś z tym zrobić. Stąd pojawił się pomysł kar, które mogą skutecznie wybić z głowy lekceważenie daty w dowodzie.
W przypadku samochodów za tydzień spóźnienia zapłacisz dwa razy tyle, czyli około 300 złotych. Miesiąc zwłoki zaboli jeszcze bardziej, bo dostaniesz trzykrotność stawki, czyli 450 złotych. A jeśli przegapisz termin o dziewięćdziesiąt dni, diagnosta wystawi rachunek na 600 złotych. Cztery razy drożej. Taka kara nie tylko zaboli, ale i skutecznie zniechęci do ryzyka. W przypadku motocykli stawki będą zapewne analogiczne do ceny przeglądu, czyli około 200 zł w pierwszym przypadku, 300 zł w drugim i blisko 400 zł za dziewięćdziesięciodniowe opóźnienie.
Ministerstwo Infrastruktury nie kończy jednak na finansowych batogach. Planuje rewolucję, która ma uszczelnić system i położyć kres "przeglądom na papierze". Każdy pojazd pojawiający się w SKP ma być fotografowany - zarówno w warsztacie, jak i z licznikiem kilometrów na tablicy zegarów. Zdjęcia trafią bezpośrednio do bazy CEPiK, aby raz na zawsze skończyć z fikcyjnymi badaniami i fałszywymi przebiegami. Diagnosta będzie też musiał wpisywać do systemu czas trwania przeglądu, żeby nie było cudownie szybkich kontroli trwających mniej niż filiżanka kawy.
Na celowniku znaleźli się również właściciele diesli. Zamiast starych dymomierzy stacje otrzymają analizatory spalin, które natychmiast wykryją usunięcie filtra DPF. Jeśli więc ktoś usunął filtr, żeby jego silnik "oddychał swobodniej", może spodziewać się problemów. Rząd chce skutecznie eliminować z dróg pojazdy trujące powietrze bardziej, niż pozwala prawo.
Ale na razie to wszystko tylko plan. Na razie kary za spóźnienie, obowiązkowe zdjęcia i nowe urządzenia kontrolne jeszcze nie obowiązują. Na biurkach urzędników wciąż nie ma gotowego projektu ustawy, która wprowadziłaby te rozwiązania w życie. Nie wyznaczono też żadnej daty, która mogłaby stać się punktem startowym nowych przepisów. Procedury trwają, rozmowy trwają. Pamiętajmy jeszcze, że brak przeglądu również dziś może skończyć się karą, ale nie na SKP, tylko w przypadku kontroli drogowej. Za przegląd techniczny po terminie grozi mandat od 1500 zł do 5000 zł, zatrzymanie dowodu rejestracyjnego oraz możliwość odholowania pojazdu, jeśli stanowi on zagrożenie. Dodatkowe konsekwencje obejmują także potencjalne problemy z ubezpieczycielem, zwłaszcza w przypadku szkody lub kolizji, gdzie stan techniczny pojazdu miał wpływ na zdarzenie.


Komentarze
Pokaż wszystkie komentarze