Ta witryna używa plików cookie. Więcej informacji o używanych przez nas plikach cookie, ich zastosowaniu
i sposobie modyfikacji akceptacji plików cookie, można znaleźć
tutaj
oraz w stopce na naszej stronie internetowej (Polityka plików cookie).
Nie pokazuj więcej tego komunikatu.
Komentarze 31
Pokaż wszystkie komentarzeMoim zdaniem prawda wygląda nieco inaczej- mamy wiele rodzajów motocyklistów.Jedni to dostojnie pyrkający, drudzy to turyści, trzeci- szpanerzy i na końcu wariaci...Łatwo się stać wariatem jeżdżąc na ścigach...Najpierw kupa w gaciach przy 100/godz, potem jedziemy szybciej, rośnie poziom adrenaliny która uzależnia i której organizm stopniowo domaga się coraz więcej więc jedziemy 200, 300 na godz...Ale i tego zaczyna być mało, przychodzi czas na gumę- najpierw ostrożnie i wolno, potem przy 200/godz, w międzyczasie winkle i kolano ew łokieć, wyścigi za kasę...itd...dopóki maszyna nie okaże się lepsza, dopóki nie popełnimy ostatniego błędu zapotrzebowanie na adrenalinę będzie rosło, i to bez względu na to czy ktoś nas będzie podziwiał i o nas mówił czy będziemy jeździć w samotności. Jedynym wyjściem jest pozbyć się w porę motocykla i zrobić sobie przerwę przez kilka lat. Chłopaki z Chabówki być może są na jednym z opisanych przeze mnie etapów. Owszem, można ich pogonić z patelni, ale tylko przeniosą się gdzie indziej. Być może na wąskie drogi z winklami i drzewami zamiast barierek i ludźmi na poboczach. Myślę że problem nie leży w samym miejscu do jazdy lecz generują go same motocykle oraz ludzka psychika i organizm potrzebujący coraz większej dawki adrenaliny. Nie wiem jak z tym problemem radzą sobie zawodnicy na torach ale zarówno u siebie jak i u większości ,,cywilnych'' użytkowników ścigaczy dawno zauważyłem skłonności do coraz bardziej kaskaderskiej jazdy. Coraz mocniejsze moto, triki rodem ze stuntu przy coraz większych szybkościach i coraz większe wychylenia do zamknięcia gumy na winklach (najpierw ,,bezpiecznych'' a potem wszystkich...). Wydaje mi się że nie przepisy, zakazy i nakazy lecz tylko świadomość istnienia opisanego zjawiska może sprawić że motocykliści zaczną zauważać u siebie jego symptomy i rozumieć do czego ich to na końcu doprowadzi jeśli w porę nie zaczną z tym walczyć. Nie da się być ani lepszym od maszyny ani wszystkiego przewidzieć na drodze nawet jeśli jest się najlepszym, pozostaje tylko kwestią czasu kiedy jeden błąd zaważy o naszym życiu. Stracić życie to pryszcz, można stracić znacznie więcej. Można przy tym życiu pozostać (co jest łatwiejsze niż zginąć) i nie tylko obserwować dalszy ciąg zdarzeń jako kaleka to jeszcze niejako ,,przy okazji'' sprawić że ktoś całkiem niewinny, przypadkowy straci przez nas życie lub podzieli nasz los i do końca swojego żywota tak jak my będzie okaleczony. Znam osobiście taki przypadek i gościa który ,,sobie żyje'' z bezwładną prawą rękę i świadomością że wyprawił na świat (i to w kawałkach) matkę kilkorga dzieci. Potrzebował adrenaliny i nie dał rady zerwać z coraz silniejszym nałogiem...
OdpowiedzCoś w tym jest. 4 sezon, w tym 2 na ścigu i sam zaczynam uprawiać "kaskaderke". Powolna jazda jakoś nie przynosi tej przyjemności, ciekawie dopiero się grubo powyżej prędkości dozwolonych. Może to droga donikąd, ale jak ktoś lubi choćby szybkie pokonywanie zakrętów i uczuci, z tym związane to niestety skazany jest na ryzyko. Pozostaje wybierać tylko miejsca w miare bezpieczne(dobrze nam znane) żeby choć troche zmniejszać ryzyko. Pozdro dla skazanych na adrenaline :)
OdpowiedzSzacuneczek za wypowiedz. Masz w 100% rację, niestety ale traci się respekt do maszyny i wcześniejszego strachu, a to niestety nas motocyklistów gubi :(. Jestem przykładem straty respektu, na szczęście żyję i nic mi się nie stało ( ucierpiała moja miłość R1) ale mam już ten rok z głowy i na odsapnięcie od adrenaliny. Bardzo ale to bardzo brakuje mi jazdy i jak słyszę lecące maszyny to aż mnie ściska, ale chcę jeszcze żyć i mam wspaniałą rodzinę dla której jestem ważny. Na moto z kolegami sie niestety o tym chwilowo zapomina :( . Pozdrawiam Grzesiek.
OdpowiedzMoże w tym problem, można szybko jeździć, ale nie wolno tracić respectu. Nawet jak jedziesz 50 km/h maszyna może w najmniej spodziewanym momencie zaskoczyć. Trzeba być czujnym, choćby nawet jeździło sie 125ka pozdro.
Odpowiedz