LFC700. Styl i moc nie musz± pochodziæ z W³och
Nie każdy cruiser musi pachnieć włoską elegancją. Czasem wystarczy odrobina szaleństwa i pomysł, żeby zrobić coś, co może wszystkich zaskoczyć.
Tak właśnie myśli Benda, która z modelem LFC700 wywróciła porządek w świecie masywnych, nisko zawieszonych motocykli. Wygląda jak Diavel po wizycie na siłowni, ale to nie kopia, tylko drapieżna twarz chińskiej motoryzacji.
Reklama
Kalendarz dla motocyklisty na rok 2026 Gwiazdy MotoGP.
Duży 42x30 cm. 79 zł WYSYŁKA GRATIS!
Kalendarz motocyklowy na rok 2026 ścienny, przedstawiający najważniejszych bohaterów tego sezonu MotoGP. Marc Marquez, Jorge Martin, Johann Zarco, Raul Hernandez, Fabio Quartararo, Franco Morbidelii, Pedro Acosta, Pecco Bagnaia, Marco Bezzecchi, Alex Marquez i inni w obiektywnie Łukasza Świderka, polskiego fotografa w MotoGP
KUP TERAZ. WYSY£KA GRATIS »
Najwięcej emocji budzi tylna opona. Nie jest tylko szeroka. Jest monstrualna. 310/35-18 - najszerszy gumowy walec, jaki kiedykolwiek trafił do seryjnego motocykla. Szerszy nawet niż w Triumphie Rocket 3 czy Diavelu. Gdy patrzysz na nią z tyłu, masz wrażenie, że to nie motocykl, a coś, co mogłoby startować w drag race na lotnisku. Ale Benda nie zatrzymała się na wyglądzie. W środku pracuje rzędowa czwórka o pojemności 676 cm³, która w zależności od rynku daje od 79 do 92 KM i 60 Nm momentu. To nie jest typowy wybór w świecie cruiserów, w którym dominują V2. Moc trafia do asfaltu przez długi, aluminiowy szkielet z rozstawem osi 1720 mm, co sprawia, że LFC700 wygląda jak rakieta gotowa do startu.
Brak trybów jazdy to świadoma decyzja, bo tutaj wszystko zależy od nadgarstka kierowcy. Hamulce? Z przodu dwa pływające tarcze 320 mm i czterotłoczkowe zaciski Brembo, z tyłu pojedyncza 260-ka. Do tego zawieszenie KYB: 41-milimetrowe USD z regulacją kompresji i centralny amortyzator z regulacją. Na papierze to zestaw, który spokojnie mógłby znaleźć się w znacznie droższym motocyklu.
Elektronika bez fajerwerków. Benda odpuściła kontrolę trakcji, tempomat i zaawansowane systemy. Zostawiła jednak wszystko, co niezbędne, czyli Bosch ABS, oświetlenie LED, podświetlane przełączniki, 5-calowy ekran TFT z Bluetooth, gniazdo USB i 12-voltowe zasilanie. Zbiornik ma 17 litrów, co przy rozsądnej jeździe daje zasięg ponad 240 kilometrów. A siedzenie na wysokości 696 mm sprawia, że nawet niżsi motocykliści nie będą mieli problemu z pewnym podparciem stóp.
Przód przyciąga uwagę czymś, co wygląda jak reflektor, ale nim nie jest. To wlot powietrza prowadzący prosto do airboxa, stylizowany na wylot silnika odrzutowego. Światła ukryto niżej. Są to dwa wąskie ostrza LED po bokach i panel nad wlotem. Do tego lusterka na końcach kierownicy i maszyna wygląda jak futurystyczny koncept, który uciekł z salonu wystawowego.
Nie ma co ukrywać, manewrowanie tym kolosem w miejskim korku nie będzie łatwe. Masa 287 kilogramów i gigantyczna opona nie sprzyjają takiej jeździe. Ale to nie motocykl do przeciskania się między samochodami. To sprzęt, który ma robić wrażenie, gdy stoisz pod kawiarnią i słyszysz: "Co to, do diabła, jest?". I właśnie o to chodzi.
Dla bardziej wymagających jest też wersja LFC700 Pro z powietrznym amortyzatorem, który pozwala zmieniać wysokość siedzenia między 650 a 729 mm. W tym modelu tylna opona ma skromniejsze 300 mm szerokości, a na zbiorniku pojawiły się dziwaczne, wysuwane światła pomocnicze w stylu "gull-wing", czyli jak skrzydła mewy, znane z niektórych samochodów DeLorean. Subtelne, ale robią robotę.
Cena w Wielkiej Brytanii to 9199 funtów, czyli około 12 300 dolarów. W USA ma kosztować mniej niż 12 tysięcy, a złożone w EPA dokumenty dla wersji 2026 pokazują, że amerykańska premiera to tylko kwestia czasu. I choć za te pieniądze można kupić mocniejsze maszyny w rodzaju Rebel 1100, Indian Scout Sixty, Vulcan S czy Yamahę Bolt, żadna z nich nie wygląda tak, jakby chciała połknąć cię razem z butami.
Warto przypomnieć, że LFC700 to właśnie ten model, na który chiński producent musiał wstrzymać przyjmowanie zamówień, bo okazało się, że stał się absolutnym hitem sprzedażowym praktycznie zaraz po premierze. Swoją drogą, cena tego motocykla w Państwie Środka wynosi w przeliczeniu na naszą walutę ok. 25 000 zł. To sporo mniej od konkurencji. Pamiętajmy również, że Benda to jeden z niewielu chińskich producentów, którzy zamiast kopiować europejskie maszyny, idą w swoją stronę i całkiem dobrze im to wychodzi. Czekamy na Europę.







Komentarze 1
Poka¿ wszystkie komentarzeW EUR ju¿ dawno jest w polszy ty¿, cena oczywi¶cie X2 ponad 50k cebulionow
Odpowiedz