My¶licie, ¿e tylko s³ynny fotoradar w Warszawie ma ciê¿kie ¿ycie? W Krakowie trwa wojna ze stref± SCT
Od 1 stycznia 2026 r. krakowska Strefa Czystego Transportu działa pełną parą i coraz wyraźniej widać, że spór wokół tego rozwiązania dawno wyszedł poza internetowe komentarze i oficjalne konsultacje.
Trudno nie zauważyć, że w Krakowie pojawiły się emocje i działania, które wyglądają jak bunt wobec nowych zasad. Na pewno znakomita większość mieszkańców próbuje przyzwyczaić się do ograniczeń, ale niektórzy postanowili walczyć z nimi w sposób daleki od legalnego.
Najpierw z krajobrazu Krakowa zaczęły znikać znaki informujące o granicach SCT. W różnych częściach miasta zdemontowano łącznie 14 tablic, co może i zostało obśmiane w Internecie, ale przecież wymusiło również pytania o bezpieczeństwo oraz chaos informacyjny dla kierowców. Wydawało się, że to chwilowy akt sprzeciwu, jednak szybko okazało się, że to dopiero początek.
W nocy z 5 na 6 stycznia doszło do kolejnych incydentów. Tym razem znaki nie zniknęły, ale zostały zamalowane farbą w spreju w taki sposób, że ich treść stała się praktycznie nieczytelna. Czy to nie przypomina trochę działań wandali z nieszczęsnym fotoradarem na Alejach Jerozolimskich w Warszawie? Przypomijmy, że te słynny już na całą Polskę fotopstryczek również został oblany kilka dni temu farbą.
Ale w Krakowie sprawa jest poważniejsza, bo dla osób wjeżdżających do miasta oznaczało to jedno wielkie zgadywanie, gdzie zaczyna się strefa i jakie zasady faktycznie obowiązują. Innymi słowy, to nie była manifestacja niezadowolenia, lecz realne utrudnienie w ruchu drogowym.
W rzeczywistości źródłem napięcia pozostaje sama idea SCT. Część kierowców i mieszkańców sąsiednich gmin od początku podnosi argument, że wprowadzone regulacje uderzają głównie w właścicieli starszych pojazdów, a preferują tych, którzy mogą pozwolić sobie na nowe auta spełniające normy. W tej narracji strefa nie jest narzędziem poprawy jakości powietrza, lecz selekcją ekonomiczną, która dzieli użytkowników dróg na lepszych i gorszych.
Informacje o zniszczeniach trafiły do opinii publicznej między innymi za sprawą Radia Kraków. Sprawa została oficjalnie zgłoszona policji, która prowadzi czynności mające ustalić, kto stoi za kradzieżami i dewastacją oznakowania. Na razie sprawcy pozostają nieznani, co też przypomina sytuację z Warszawy.
Trzeba też przyznać, że Zarząd Dróg Miasta Krakowa zareagował bardzo szybko i przywrócił skradzione tablice, a także oczyścił uszkodzone znaki. Ale to pewnie niewiele zmieni i wydaje się, że konflikt wokół strefy czystego transportu dopiero się rozkręca. Co będzie dalej?


Komentarze 1
Poka¿ wszystkie komentarzeId± wojnê trzeba wygraæ. Won z lewactwem i ue. Deunizacja natychmiast.
Odpowiedz