tr?id=505297656647165&ev=PageView&noscript=1 Komentarze do: Wypadek motocyklowy - bez znieczulenia
NAS Analytics TAG
NAS Analytics TAG
NAS Analytics TAG
NAS Analytics TAG
Komentarze 79
Pokaż wszystkie komentarze
Autor: anonek 19/07/2015 07:08

Dzięki kolego (:

Odpowiedz
Autor: JaroD 29.03.2014 00:24

Również przeżyłem "Barską" i mogę większość potwierdzić - był tylko połamany obojczyk, ale po wypadku nie wołałem karetki tylko sam wróciłem na dwóch kołach z zalewaną łzami twarzą od bólu. Wróciłem do domu z dociśniętą całą prawą stroną w człowieka czyli całe ramię, łokieć i dłoń - "oporządziłem" się i tramwajem podjechałem 2 przystanki na Barską. Do dzisiaj nie wiem jak ja wróciłem , jak skręcałem i jak parkowałem. Każdy ruch ręką to jak wbijanie tępego noża w szyję - połamany obojczyk wystawał pod skórą i był strach, że wyjdzie na świat albo przenije tętnicę szyjną i wtedy pozostanie już tylko 30 sekund ...... Reszta była podobna tyle, że rozwaliłem się ok po 17, na barskiej byłem przed ok. 19 i po kombinacjach dywagacyjnych, znieczuleniu i założeniu gipsu na korpus, czekałem już ok 21 na bloku operacyjnym na "naprawę". Przyszedł staruszek salowy przypominający aparycją i zachowaniem powrót do przeszłości w czasy stalina i zaordynował: panie dzisiaj to już nie pokroją bo 22 i koniec zmiany, a do domu trza no i robią do północy, a wogóle to jest jeden anestezjolog i pana nie zrobi ....... bo pan jesteś nietypowy. Potem przyszedł doktor malutki ale bardzo słusznych rozmiarów w poziomie napaplał coś co nie trzymało się kupy ale i tak wróciłem na korytarz, a potem do sali na oddziale. Skończxyło się tak, że nie podjęli decyzji przez 5 dni i poruszałem się w gipsie/gorsecie przez 5 dni w układzie linii prostej jaką tworzyły ręce zalepione w gipsie - żadnej fizjologi nie mogłem wykonać.Żebrałem o decyzję i szybką operację ...... 5 dnia poszedłem na blok operacyjny złapałem pierwszego lepszego doktora i zażądałem bezwzględnego zdjęcia gipsu!!!!!!!!!! ... 10 minut na konsultacje i decyzje .... Ale ulga!!!!!!!!!!!!!!!!!!!. Już nie dałem sobie założyć kolejnego. Pierwsza przespana noc i załatwiona fizjologia .... co tam ból!!!!! Nawet przyzwyczaiłem się do tego, że pół człowieka rusza się inaczej, a w lustrze mniej mnie było po prawej stronie. Każdy ruch dłonią czy ramieniem to jak grzebanie igłą w otwartej ranie posypanej solą. Rano już zabrali mnie na stół. Dzisiaj chodzę z blachą(właściwie stalową listwą pod skórą wzdłuż obojczyka) i śrubami, czekam rok na zdjęcie tego wspomagania ...... trochę strach bo zdarzało się, że podczas zdejmowania potrafili ponownie złamać bo się wrosło ..... Wizyta okresowa to oczekiwanie w ciasnych i dusznych korytarzach po około 5-6 godzin, lekarz który jak widzi, że pacjent żyje to klika NEXT, Może tak ma być żadnej filozofii i czułości. Kiedyś byłem prawie ostatni w kolejce i trafiłem na dobrego lekarza ale jak się okazało po 3 dobach dyżuru non stop właśnie dostał alternatywę kolejnego dyżuru bez przerwy bo ktoś "zawalił" i zadzwonił do rodziny .... Pierwszy raz widziałem jak facet płacze W SOBIE ...... Dzisiaj barska jest w likwidacji .... komu oddam żelastwo i śruby?

Odpowiedz
Autor: JaroD 29.03.2014 00:23

Również przeżyłem "Barską" i mogę większość potwierdzić - był tylko połamany obojczyk, ale po wypadku nie wołałem karetki tylko sam wróciłem na dwóch kołach z zalewaną łzami twarzą od bólu. Wróciłem do domu z dociśniętą całą prawą stroną w człowieka czyli całe ramię, łokieć i dłoń - "oporządziłem" się i tramwajem podjechałem 2 przystanki na Barską. Do dzisiaj nie wiem jak ja wróciłem , jak skręcałem i jak parkowałem. Każdy ruch ręką to jak wbijanie tępego noża w szyję - połamany obojczyk wystawał pod skórą i był strach, że wyjdzie na świat albo przenije tętnicę szyjną i wtedy pozostanie już tylko 30 sekund ...... Reszta była podobna tyle, że rozwaliłem się ok po 17, na barskiej byłem przed ok. 19 i po kombinacjach dywagacyjnych, znieczuleniu i założeniu gipsu na korpus, czekałem już ok 21 na bloku operacyjnym na "naprawę". Przyszedł staruszek salowy przypominający aparycją i zachowaniem powrót do przeszłości w czasy stalina i zaordynował: panie dzisiaj to już nie pokroją bo 22 i koniec zmiany, a do domu trza no i robią do północy, a wogóle to jest jeden anestezjolog i pana nie zrobi ....... bo pan jesteś nietypowy. Potem przyszedł doktor malutki ale bardzo słusznych rozmiarów w poziomie napaplał coś co nie trzymało się kupy ale i tak wróciłem na korytarz, a potem do sali na oddziale. Skończxyło się tak, że nie podjęli decyzji przez 5 dni i poruszałem się w gipsie/gorsecie przez 5 dni w układzie linii prostej jaką tworzyły ręce zalepione w gipsie - żadnej fizjologi nie mogłem wykonać.Żebrałem o decyzję i szybką operację ...... 5 dnia poszedłem na blok operacyjny złapałem pierwszego lepszego doktora i zażądałem bezwzględnego zdjęcia gipsu!!!!!!!!!! ... 10 minut na konsultacje i decyzje .... Ale ulga!!!!!!!!!!!!!!!!!!!. Już nie dałem sobie założyć kolejnego. Pierwsza przespana noc i załatwiona fizjologia .... co tam ból!!!!! Nawet przyzwyczaiłem się do tego, że pół człowieka rusza się inaczej, a w lustrze mniej mnie było po prawej stronie. Każdy ruch dłonią czy ramieniem to jak grzebanie igłą w otwartej ranie posypanej solą. Rano już zabrali mnie na stół. Dzisiaj chodzę z blachą(właściwie stalową listwą pod skórą wzdłuż obojczyka) i śrubami, czekam rok na zdjęcie tego wspomagania ...... trochę strach bo zdarzało się, że podczas zdejmowania potrafili ponownie złamać bo się wrosło ..... Wizyta okresowa to oczekiwanie w ciasnych i dusznych korytarzach po około 5-6 godzin, lekarz który jak widzi, że pacjent żyje to klika NEXT, Może tak ma być żadnej filozofii i czułości. Kiedyś byłem prawie ostatni w kolejce i trafiłem na dobrego lekarza ale jak się okazało po 3 dobach dyżuru non stop właśnie dostał alternatywę kolejnego dyżuru bez przerwy bo ktoś "zawalił" i zadzwonił do rodziny .... Pierwszy raz widziałem jak facet płacze W SOBIE ...... Dzisiaj barska jest w likwidacji .... komu oddam żelastwo i śruby?

Odpowiedz
Autor: vlad 05.10.2013 00:54

Niesamowity tekst.

Odpowiedz
Autor: Mit fizjoterapeuta 04.10.2013 08:17

Jak widzę jest tu sporo poturbowanych.... Panie i Panowie, cieszcie się że nie połamaliście się na poziomie kręgosłupa lub co gorsza nie doszło do urazu mózgu. Znam sporo osób które błogosławiłyby sytuację gdyby mogły odczuwać wkładanie do interesu czegokolwiek - uszkodzenie rdzenia powoduje ze poniżej czujesz nic lub bardzo niewiele, a cewnikowanie trza robić kilka razy dziennie (dobrze jeszcze jak ma się na tyle sprawne ręce, bo bywa że ręce są niewładne po uszkodzeniu w rejonie szyjnym -inaczej do końca życia będzie to robić siostra, żona , matka - na kochankę specjalnie bym nie liczył...). Pomyślcie że będziecie albo pchani na wózku (jak mocno Was dołamie), może będziecie śmigać na elektryku (do 15km na godzinę) albo - jeśli macie szczęście będziecie mieć na tyle sprawne ręce i śmigać samodzielnie na wózku. Będą problemy z prostymi czynnościami typu zmiana pozycji, przesiadanie się z łóżka na wózek. Dobra rehabilitacja czyni cuda (bo można wyuczyć tych czynności codziennych, poruszania się na wózku i życia na nim) ale sprawność będzie po prostu ..inna. Mam znajomych po wypadkach, sporo umieją, ba część wróciła na moto w postaci quada (tak! - coś w życiu robić przyjemnego trzeba) ale ostrzegają i mówią o tym że trzeba myśleć i uważać na siebie. Zupełnie inaczej jest jak uszkodzisz sobie mózg. O ile odzyskasz świadomość to kim teraz się stałeś zależy od tego w jaką okolicę głowy przywaliłeś. Będziesz bluzgał, nie panował nad emocjami, bliższy będziesz psychopacie niż rozsądnemu człowiekowi. Możesz utracić mowę przy pełnym jej zrozumieniu, możesz mieś sparaliżowaną jedną połowę ciała.... możesz być zupełnie kimś innym niż jesteś, zmienisz życie swoje i innych. Mało jest bardziej wstrząsających widoków niż widok dzieciak przyjeżdzający do ojca na wózku (z tego samego wypadku) i gadający do ojca który na tyle mocno uderzył się w głowę że nie wie kto przyszedł i wyzywa go od psów bo wydaje mu się że to pojawiło się groźne zwierze które go atakuje. Widziałem sporo takich sytuacji, sporo wysłuchałem durnych tłumaczeń (bo mi wyjechał, a ile miałeś na blacie kolego? A z 200...) ,zwykłej głupoty - niesprzątnięty piasek na ulicy etc etc. Sporo. Nawet wytworzyło mi się specyficzne poczucie humoru z jakim się niektórzy spotkali u rehabilitantów, tak jak ktoś mówił, to taka bariera ochronna by wszystkiego nie brać na klatę. Rozumiem pasję, rozumiem wiele rzeczy, ale szanujcie to co macie, szanujcie swoje zdrowie, bo jego stan pal licho że dotyczy Was ale znacznie bardziej niż sądzicie dotyczy to tych z którymi żyjecie, kochacie się (to też się zmienia po urazach! ciupcianie sie zmienia) czy którymi się opiekujecie... Decyzja o odkręceniu albo o wykonaniu ryzykownego manewru może zmienić raz i na zawsze wszystko i to nieodwołalnie!

Odpowiedz
1 2 3
Dodaj komentarz

Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu. Ścigacz.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii. Jeżeli którykolwiek z komentarzy łamie regulamin , zawiadom nas o tym przy pomocy formularza kontaktu zwrotnego . Niezgodny z regulaminem komentarz zostanie usunięty. Uwagi przesyłane przez ten formularz są moderowane. Komentarze po dodaniu są widoczne w serwisie i na forum w temacie odpowiadającym tematowi komentowanego artykułu. W przypadku jakiegokolwiek naruszenia Regulaminu portalu Ścigacz.pl lub Regulaminu Forum Ścigacz.pl komentarz zostanie usunięty.

Polecamy

NAS Analytics TAG
.

Aktualności

NAS Analytics TAG
reklama
NAS Analytics TAG

sklep Ścigacz

    na górę