Husaberg FE 390 2010 - potęga mniejszej mocy

Autor: Michał Mikulski 2009.10.28, 15:14 3 Drukuj

Wiem, wiem! W kraju, w którym najlepszym wyznacznikiem statusu społecznego jest Beemka w wersji cabrio oraz R1 w garażu, tylko cieniasy kupują małopojemnościowe motocykle. Trzeba być totalnym leszczem, żeby posiadać cokolwiek poniżej 450. Dlaczego więc jacyś blond Szwedzi wyskakują ze sprzętem o bezsensowniej pojemności 390ccm? Otóż, w cywilizowanym świecie (chodzi o ten, w którym edycje „Tańca z Gwiazdami" nie przekroczyły dwóch odcinków) poza powiększającą członka mocą silnika, docenia się także poręczność.

FE 390 przy pierwszym spotkaniu nie różni się w najmniejszym sposób od swojego starszego rodzeństwa. Jak mówi staropolskie przysłowie - diabeł tkwi w bebechach. W przechylonym o 70° czterosuwowym cylindrze nie tylko zmniejszono skok tłoka, ale także przedłużono kanały dolotowe. W rezultacie wyprostowało to krzywą mocy. By zmniejszyć siły generowane przez ruch posuwisto-zwrotny 390 dostał lżejszy, kompletnie nowy tłok, nowy wał korbowy oraz przekonstruowane wałki skrzyni biegów. Silnik, tak jak ma się to w przypadku wszystkich modeli, zasilany jest wtryskiem paliwa marki Keihin.

Motorowerowa poręczność

Zasiadając za kierownicą jako pierwsza w oczy rzuca się świetna jakość wykonania. Plastiki, osprzęt czy naklejki - wszystko najwyższej próby. Ergonomiczna i wygodna pozycja zapewniona jest przez dość nisko umiejscowioną kierownicę, która nie wymusza zbytecznego nastawiania łokci na sztorc. Elektryczny rozrusznik na dotyk odpala silnik. Kickstartera nie ma i pewnie wielu w tym momencie będzie kręcić nosem. Ponoć rozrusznik działa w każdych warunkach, a jeśli zastanawiacie się jak sprzęt odpali po kilkunastu dniach stania w garażu - Husaberg w zestawie otrzymuje prostownik, który będzie utrzymywał stałe napięcie.

OK, skończyliśmy na tym, że silnik odpala. Odpala zgrabnie i cicho popierduje z tłumika. Ten ostatni spełnia chyba wszystkie możliwe normy głośnościowo-ekologiczne, bo dźwięk bardziej przypomina ten dochodzący z kręcących się nad kołyską zabawek dla niemowlaków. Na pewno nie nadaje się do rozganiania wiewiórek i niszczenia zasobów Matki Natury, z czego przecież niezrównoważeni psychicznie offroadowcy słyną. Cóż, można z tym żyć. Dla bardzo upartych w katalogu Husaberg Parts można dobrać sobie pełen wydech Akrapovica, wyzbyć się z niego DB-killera i zapewniam, że po piętnastu minutach zwymiotujecie przez gogle.

Jedynka wskakuje lekko, a to pewnie zasługa przekonstruowanej 6-ciostopniowej skrzyni biegów (igiełki są bardziej igiełkowe?). Motocykl delikatnie i płynnie rusza do przodu.

Po pierwszych metrach miękną mi kolana, a piana cieknie z ust. Wbrew pozorom nie jestem po nocnej sesji z długometrażowymi filmami Pokemon, ani nie słuchałem trash metalu dłużej niż 20 sekund. To ten motocykl prowadzi się tak niewyobrażalnie dobrze! Może i wyobrażalnie, bo jedzie ni mniej ni więcej jak czterosuwowa 250. Z zastrzeżeniem napisanym małym drukiem pod spodem, że w każdym momencie dostarcza o wiele więcej mocy.

Zero zmęczenia

Szybki przejazd między drzewami na trzecim biegu. Gaz, nawinięcie na tylnym hamulcu, gaz. Na siedząco, po amerykańsku. Jest ciaśniej, niż w kolejce po skórzane rękawiczki w Biedronce. Obniżający środek ciężkości zbiornik paliwa pod zadem w połączeniu ze zmniejszoną pojemnością daje spektakularne efekty. Wyjście na dłuższą prostą pod górkę i pokonywanie kilku większych dziur. Zawieszenie do tej pory spisywało się rewelacyjnie - 48 mm teleskop WP tłumił każdą nierówność, bez utraty stabilności. Tym razem wielkie muldy atakowane na dużej prędkość pokonują układ resorująco-tłumiący. Motocykl wpada w lekką rybę i wylatuję na połać zieleni obok. Odpalam silnik i jadę dalej.

Nie można zapominać, że FE 390 jest najbardziej amatorski ze wszystkich proponowanych przez Husaberga modeli. I nich włodarze firmy mówią co chcą. Niech mówią, że to sprzęt idealny do endurocross i extreme enduro. My i tak wiemy, że to maszyna dla amatora. Amatora, który ceni sobie poręczność, ale także ... jakby to ująć ... niskie wymagania kondycyjne? Ukrywał nie będę, że moją jedyną aktywnością fizyczną jest przejście sprzed laptopa po Monte i z powrotem. Mimo kilkugodzinnej jazdy na FE 390, ani przez chwilę nie byłem zmęczony. Spokojne oddawanie mocy, lekkość prowadzenia i niesamowita neutralność sprawiają, że na tym motocyklu trudno się zmęczyć.

FE 390 vs. nasza mentalność

Jest wielce prawdopodobne, że nowy model w Polsce przygarnie zaledwie kilka osób. W sumie co za różnica? Ci którzy się skuszą, nie będą żałować ani jednej wydanej na ten sprzęt złotówki (a złotówek będzie spokojnie ponad trzydzieści tysięcy).

Husaberg FE 390 jest mocny, genialnie wykonany i niesamowicie poręczny. O cholernie dobrych hamulcach Brembo mówił nie będę, bo to oczywistość oczywista. O zmiennych mapach zapłonu, z predefiniowanymi trybami oraz opcjonalną możliwością własnych konfiguracji też. Ważne, że gdybym miał się teraz znaleźć gdzieś głęboko w górach, to tylko i wyłącznie z tym motocyklem. Na pytanie czy ktoś płaci mi za tak pochlebne opinie, odpowiadam stanowcze „nie". Ten motocykl jest po prostu bardzo dobry. Ale czy najlepszy?

Konkurenci:
ktm exc 400 skok

Foto: Husaberg

390 fe zjazd husaberg
390 w krzakach husaberg
2010 fe 390 zjazd enduro
2010 husaberg 390 enduro miedzy drzewami
fe 390 w akcji enduro
husaberg fe 390 akcja las
husaberg fe 390 zakret
husaberg podjazd 2010
w akcji husaberg 2010
zakret husaberg fe
husaberg fe 390 2010 felga husaberg fe
siedzenie husaberg 2010 hamulce brembo husaberg 2010
wp zawieszenie husaberg fe husaberg czesci zawieszenie
na górę