tr?id=505297656647165&ev=PageView&noscript=1 Hondami na Murmańsk - pierwszy etap

Hondami na Murmańsk - pierwszy etap

Autor: Morowiec 2016.07.19, 09:29 1 Drukuj

Ostatnie godziny do startu, mieszanka ekscytacji tym co nadchodzi i niepewność nadchodzących dni. Czy nic nie zapomnę? Czy motocykl w pełni przygotowany? Czy nie obijałem się zimą na siłowni? Czy wszystkie papiery są w porządku?

Motocykl pakuje jak zwykle na szybko - i tak w trasie dopiero dopracuję co gdzie najlepiej schować. No może kilka zasad zachowanych jak to by ciężkie rzeczy dać na sam dół i równo obciążyć sakwy. Gorąca kąpiel. Nie zapowiada się by mnie ta przyjemność spotkała ponownie w najbliższym czasie. Też chwila by na spokojnie pomyśleć czy wszystko spakowałem i załatwiłem. Paszport, zielona karta, dowód rejestracyjny, namiot, śpiwór, jedzenie, aparat, kamera, ładowarki... I tak pewnie czegoś zapomnę. Jakoś to będzie, byle tylko zostawić troski dnia codziennego za sobą.

Wbijam się w ciuchy motocyklowe. Pożegnanie z rodziną i najwyższy czas ruszać. Ot tylko 2h opóźnienia względem planu. Tato ze znajomym o wdzięcznej ksywie Rzeźnik odprowadzają mnie w kierunku Rzeszowa. Po drodze zatrzymujemy się jeszcze za Dębicą w miejscu gdzie swój szlak bojowy we wrześniu 1939 roku zakończył mój Dziadek. Chwila wspomnień i ruszamy dalej. Na rogatkach stolicy Podkarpacia krótkie męskie pożegnanie. Przejeżdżając przez miasto nie mogę sobie darować dwóch "symboli" tego miejsca czyli ronda dla pieszych i pomnika silnie kojarzącego się z częścią kobiecego ciała. I nie chodzi tu o biust.

Plan na dziś to dotrzeć do domu wuja w Tomaszowie Lubelskim, ponad 200 km od Tarnowa. Powoli zapada zmrok i okazuje się ze ustawianie świateł na pustym motocyklu to był głupi pomysł. Na asfalcie tylko lekka łuna za to korony drzew widzę świetnie. Nawet Ci z naprzeciwka nie mrugają ze ich oślepiam, tak wysoko idzie smuga. Szybka poprawka i jakoś się da jechać. Tuż przed samym celem nawigacja robi mi psikusa prowadząc przez środek wielkich zakładów mięsnych. Chwilę po 22 docieram do celu. Wieczór upływa nam na rozmowach przy szaszłykach i domowej roboty cytrynowce. Niebo w gębie!

Budzik dzwoni o nieprzyzwoitej porze. No tak zapomniałem ustawić go w tryb urlopowy. Z nieskrywaną satysfakcją wyłączam tą smycz w cholerę. Chwilę później dochodzi do mnie zapach jajecznicy z 10 jaj. Polska gościnność ma się dobrze.

Po śniadaniu wujo zabiera mnie na małą wycieczkę samochodem po okolicy. Pierwszym punktem są tzw. "szumy" czyli wodospady na rzece Tanew. Na całym Roztoczu są ich setki. Rzeka ta była również granicą pomiędzy cesarstwem Austro-Węgierskim, a Rosją. Jadąc przez Narol słyszę opowieści o lokalnym szlachcicu, typowym sarmacie, który żył zgodnie z zasadą "pan na zagrodzie równy wojewodzie". Pewne razu rzeka wezbrała i woźnica mówi ze nie ma opcji przejechać bo chłopa kryje. Na co pan Łoś rzecze - jak chłopa kryje to panu do kostek będzie. Efekt był taki że bryczka utopiona, a Kozak w ostatniej chwili wyciągnął go z wody. Za dotknięcie swą chamską ręką pana dostał baty, a za uratowanie życia majątek na Ukrainie.

W Bełżcu odwiedzamy nazistowski obóz koncentracyjny. Po powrocie pakuję motocykl i w drogę. Muszę przede wszystkim kupić filtry oleju których zapomniałem. Na szczęście do Zamościa tylko kilka kilometrów. Wcześniej jadę do Komarowa - miejsca bitwy naszej kawalerii z bolszewikami. Konna armia Budionnego idącą pomóc wojskom atakującym Warszawę w sierpniu 1920 roku została rozbita w pył. Może warto w końcu pamiętać o naszych sukcesach?

Życie potrafi napisać scenariusz którego człowiek nigdy by nie wymyślił. Szukając filtrów obdzwaniam sklepy motocyklowe w Zamościu, ale wszędzie mają tylko po jednym. W końcu trafiam na miejsce gdzie maja kilka. Podjeżdżam pod firmę i widzę złotego Goldwinga 1200 ze starą naklejką Goldwing Club of Poland. Okazuje się, że Erwin był na zlocie w Gdańsku w 1997 roku i kojarzy mojego tatę razem z takim małym chłopakiem pałętającym się mu pod nogami… Spotkać kogoś kto pamięta Cię po 19 latach - bezcenne.

W końcu ruszam na zaplanowany szlak jak najbliżej granicy najpierw z Ukrainą, potem Białorusią. W Hrebennem tankuję motocykl. Piękne ekspedientki zagadują o wyprawę i szybko robi się wesoła atmosfera. W takich chwilach człowiek czuje ze żyje. Dlatego serdeczne pozdrowienia dla nich! Mijając kolejne wsie rzuca mi się w oczy moda na panele słoneczne. I młoda kobieta w bikini malująca plot. Drogi różnej jakości, ale na pierwszą szutrówkę trafiam dopiero przy dojeździe do obozu zagłady w Sobiborze. Niestety takich miejsc jest tu zdecydowanie za dużo. Za Janowem Podlaskim zatrzymuje mnie Straż Graniczna, ale jak zobaczyli polskie tablice to puszczają bez sprawdzania dokumentów. Chwilę po 21 docieram wreszcie do endurowej agroturystyki w Kosiance. Zenek wita mnie kolacją złożona z lokalnych specjałów: salcesonu, boczku, szynki. Czekając na Tomka opowiada mi o tym co zmieniło się u niego od mojej ostatniej wizyty 2 lata temu. Teraz na torze enduro jest nawet WiFi, a następne zawody będą miały transmisję na żywo w sieci. Ot technika. Tomek dociera ponad 2 godziny po mnie - wysunęła mu się torba z jedzeniem i wracał się od ostatniego punktu w którym kojarzył, że ja miał. Niestety bez powodzenia.

Rano bierzemy od Zenka auto i jedziemy na poszukiwania. Jak to na wsi czasem ciężko jechać ze względu na stada krów na drodze, ot takie uroki. Dojeżdżamy na odcinek gdzie najprawdopodobniej wypadł pakunek i udaje się go znaleźć w kilka minut. Cóż czasem nie warto szukać po nocy. Po powrocie bierzemy się za wymianę oleju w obu maszynach. Mogliśmy zrobić to w domu, ale lepiej mieć zsynchronizowane wymiany. Dodatkowo XR650L ma fabryczny interwał co 3200 km, więc te 600 km ma znaczenie. Wprawdzie nasze motocykle mają dodatkowo chłodnice oleju i spokojnie przeciągamy je do 4800 km. W międzyczasie udzielamy wywiadu dla lokalnej gazety.

Spakowani żegnamy się z tym fantastycznym miejscem i ruszamy na szutrowy odcinek do Białowieży. Prowadzi Tomek i w końcu mogę odpocząć od nawigowania. Dużo się napracował by znaleźć szlak całkowicie na legalu po okolicznych szutrach i leśnych duktach. Da się tylko trzeba chcieć. Po 30 km widzę jak zaczyna rzucać mu motocyklem - kapeć. Miękkie K60 nie pozwalają nawet na przejechanie 100 m bez powietrza. Szybka kalkulacja i zanim przyjedzie laweta powinniśmy zmienić dętkę. Plus jest to dobra okazja dla Tomka do przetrenowania tego elementu. Ja taką miałem gdy z naczelnym sprawdzaliśmy jak dualsport nadaje się na weekendowy wypad w góry. Po jedynych 2,5 godzinie ruszamy dalej, do Żubryna na granicy z Litwą. Jest tam przyzwoity hotel z knajpą dla tirowców czynną 24h, a motocykle można postawić tak, że kucharki mają je cały czas na oku. Na obwodnicy Augustowa łapie nas potężna ulewa. Na szczęście w czasie gdy tankujemy motocykle przechodzi bokiem. Tuż przed północą docieramy na miejsce. Szybka kolacja i spać.

Kolejny dzień: standardowo pakowanie, śniadanie i w trasę. Dzisiaj w planie przeskok do Narva w Estonii. Jedyne 800 km co podobno na jednocylindrowcu jest niewykonalne. Pogoda paskudna - siąpi drobny deszcz. Przeskok przez Litwę to jak zwykle nudna droga przez pola omijająca wszelkie miejscowości. W sumie można ja przejechać nie dotykając klamki hamulca. Byle tylko nie przeginać z prędkością gdyż policja tutaj jest wyjątkowo upierdliwa. Raz widziałem ich stojących z radarem na remontowanym odcinku.

Pierwszy postój na stacji w Bauska na Łotwie. Tankowanie, kawa i w drogę. Via Baltica w tym kraju jest zdecydowanie ciekawsza. A i pogoda lepsza. Docieramy do restauracji z lokalnymi potrawami koło zamku Turaida. Niestety jest to miejsce z cyklu drogo, długo i mało. Musimy przez to odpuścić zwiedzanie zamku. 22 litrowe zbiorniki dają nam zasięg ponad 350 km dlatego kolejne tankowanie zaliczamy gdy nawigacja wskazuje 320 km do granicy z Rosją, gdzie cena wahy jest dużo korzystniejsza. Czy to remontowane odcinki które bardziej przypominały szutry Karelii, czy to kiepskiej jakości paliwo tego nie wiemy. Coś jednak niweczy nasz misterny plan i rezerwa włącza się u mnie po 270 km akurat w momencie gdy Tomek był gdzieś z przodu. Dolewam 5l i gonię za nim. Do hotelu docieramy znowu po 23. Bez kolacji idziemy szybko spać. Rano mamy być o 7 na granicy.

Spot (aktywny od dnia wyjazdu): http://morowiec.pl/pl/murmansk-2016-spot

 

Zdjęcia
Komentarze 1
Pokaż wszystkie komentarze
Dodaj komentarz

Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu. Ścigacz.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii. Jeżeli którykolwiek z komentarzy łamie regulamin , zawiadom nas o tym przy pomocy formularza kontaktu zwrotnego . Niezgodny z regulaminem komentarz zostanie usunięty. Uwagi przesyłane przez ten formularz są moderowane. Komentarze po dodaniu są widoczne w serwisie i na forum w temacie odpowiadającym tematowi komentowanego artykułu. W przypadku jakiegokolwiek naruszenia Regulaminu portalu Ścigacz.pl lub Regulaminu Forum Ścigacz.pl komentarz zostanie usunięty.

Nasi fani komentowali

Polecamy

Aktualności

reklama

sklep Ścigacz

    na górę