Harley na oleju po frytkach. Czy to ma sens?
Zamiast Tesli podpiętej pod superładowarkę, wyobraźcie sobie Harleya karmionego frytkowym olejem z uniwersyteckiej stołówki. Tak, to nie żart.
Alex Jennison, 22-letni student inżynierii z Uniwersytetu Kolumbii Brytyjskiej, postanowił udowodnić, że zamiast gór metali ziem rzadkich, kobaltu z krwawych kopalni i pożarów lasów Amazonii da się jeździć po prostu na zużytym oleju roślinnym. Wziął więc klasycznego Harleya-Davidsona Heritage Softail z 1999 roku, wyrwał mu serce i wsadził w ramę trzycylindrowy silnik Kuboty od traktora, który normalnie zasila się olejem napędowym. Dzięki modyfikacjom działa teraz na biodieslu wyciskanym z odpadków smażalniczych.
Reklama
Kalendarz dla motocyklisty na rok 2026 Gwiazdy MotoGP.
Duży 42x30 cm. 79 zł WYSYŁKA GRATIS!
Kalendarz motocyklowy na rok 2026 ścienny, przedstawiający najważniejszych bohaterów tego sezonu MotoGP. Marc Marquez, Jorge Martin, Johann Zarco, Raul Hernandez, Fabio Quartararo, Franco Morbidelii, Pedro Acosta, Pecco Bagnaia, Marco Bezzecchi, Alex Marquez i inni w obiektywnie Łukasza Świderka, polskiego fotografa w MotoGP
KUP TERAZ. WYSY£KA GRATIS »
Projekt powstał nie po to, żeby błyszczeć na zlotach, tylko żeby pokazać, że czyste paliwa to nie odległa przyszłość, tylko rozwiązanie możliwe tu i teraz. Jak mówi sam Jennison, nie chodzi o show ani o kasę, tylko o dowód, że można. Włożył w to rok życia, setki godzin spędzonych na spawaniu, toczeniu i dorabianiu części. Silnik Kuboty, podarowany przez producenta specjalnie do tego projektu, po przeprowadzce do Harleya daje około 35 koni mechanicznych z pojemności 1647 cm³. To nie jest rakieta, ale działa i jeździ, a przede wszystkim pali zupełnie inne paliwo niż wszyscy się spodziewają.
Sam wybór modelu nie był przypadkowy - rocznik 1999 był ostatnim, w którym Harley miał oddzielny silnik i skrzynię biegów, co pozwoliło na bardziej szalone modyfikacje. W efekcie powstała maszyna, którą sam konstruktor nazywa "toczącym się dowodem koncepcji". Na dodatek nie jest to tylko garażowa ciekawostka - Jennison ruszył tym Frankensteinem na 1200 milową podróż wzdłuż zachodniego wybrzeża USA. Na oczach wszystkich udowadnia, że to nie bajki o zielonej przyszłości, tylko realne rozwiązanie, które zmniejsza emisję CO2 aż o 74 proc.
Całość wpisuje się w większy plan: Uniwersytet Kolumbii Brytyjskiej ma flotę 400 pojazdów, które do tej pory żyły na dieslu. Restauracje na kampusie płacą, żeby ktoś odbierał im zużyty olej, a zamiast wyrzucać ten odpad, można go chemicznie przerobić i lać prosto do baków uniwersyteckich pojazdów. W ten sposób, zamiast wspierać przemysł wydobywczy, można zamknąć lokalny obieg i naprawdę zmniejszyć ślad węglowy.
Harley na oleju po frytkach to trochę szalona wizja, ale skoro to działa, to czemu nie? Jennison i jego ekipa zbierają teraz kasę przez GoFundMe, żeby dalej toczyć się wzdłuż Ameryki. Może ten motocykl pachnie fryturą zamiast spalin, ale to można chyba przeboleć.







Komentarze
Poka¿ wszystkie komentarze