tr?id=505297656647165&ev=PageView&noscript=1 Droga do Urzędowa dobiega końca!
NAS Analytics TAG
NAS Analytics TAG
NAS Analytics TAG
NAS Analytics TAG
NAS Analytics TAG

Droga do Urzędowa dobiega końca!

Autor: Himalaya Expedition 2011.12.22, 13:01 7 Drukuj

To już ostatnia czę¶ć przygód ¶miałków, którzy za cel postawili sobie przejechanie motocyklami z Indii do Polski. Od pocz±tku dzięki naszym relacjom możecie towarzyszyć im w tej wyprawie. Wiemy już jak poradzili sobie w Indiach oraz w Himalajach. Potem był Kaukaz, a teraz dowiecie się, jak wygl±dała ostatnia prosta. Zapraszamy do relacji.

Kolejny kraj na naszej szalonej wyprawie – Bułgaria. Otoczenie zmieniło się diametralnie. Pojawił się drzewostan li¶ciasty, jako¶ ubogo się zrobiło, drogi nienajlepsze, jednak bardziej swojsko. Pokonujemy kolejne kilometry, w autobusie pojawia się dziwny zapach, jakby się co¶ paliło. Za autobusem unosz± się tumany dymu. Zatrzymujemy się. Delikatna panika, co się dzieje. Szybko udaje się opanować sytuację. Drobna awaria. Jedziemy dalej, docieramy do Varny. Szybko udaje się znaleĽć tani hotel. Taka przestroga dla podróżuj±cych. Trzeba uważać gdzie się rozmawia po polsku. Pytamy w jednym z hoteli o cenę. Pada konkretna suma. Zawsze  po polsku rozmawiamy czy cena nam odpowiada i o ile ja zbić. W tym przypadku w momencie kiedy między sob± ustalamy konkretn± cenę, nagle wtr±ca się koleżka i mówi że zgadza się na nasza stawkę. Jeste¶my nieĽle zaskoczeni, okazuje się że dużo po polsku rozumie, gdyż jego szefow± jest Polka. Taka niespodzianka.

Od dwóch dni mieszkamy sobie w hostelu, zwiedzamy miasto, jemy dobre rzeczy, pływamy w morzu, pijemy piwko, jeĽdzimy rowerem. Wszystko jak na prawdziwych wczasach. Jedn± bardzo ciekaw± rzecz zaobserwowali¶my tutaj w hostelu. Oprócz nas mieszka jeszcze kilka osób. S± to obywatele różnych państw, przyjmijmy tych bogatych. Co w tym ciekawego? Wstaj± oni rano, koło 10 i od razu siadaj± do komputera, działaj± głównie na Facebooku. PóĽniej jedz± ¶niadanie i znowu siadaj± na kompa, wiadomo gdzie s± zalogowani. My idziemy w miasto. Wracamy pod wieczór i co? Wszyscy siedz± przed kompem. Ludzie, to s± wakacje? Po co oni tu przyjechali. Kij z nimi, my mamy własn± przygodę, niech sobie tkwi± w tym wyimaginowanym ¶wiecie.

Kupujemy bilet do Bukaresztu. Autobus nienajlepszej klasy, ale ważne że jedzie. W Ruse przesiadka. Ku naszemu zaskoczeniu dalsz± drogę kontynuujemy samochodem osobowym, sze¶ć osób i kierowca. Niezłe zdziwko. Długim mostem przez Dunaj wjeżdżamy do Rumunii, szybka odprawa celna i kierunek Bukareszt. Już w samolocie do Azerbejdżanu wpadli¶my na pomysł zakupienia Dacii w Rumunii. Jutro z samego rana zamierzamy zrealizować ten plan. Ruszyli¶my najpierw do ambasady, pomocna dłoń się przyda i tak±ż otrzymujemy. Kilka telefonów i co¶ tam udaje się znaleĽć, chociaż bez rewelacji. Jedziemy ogl±dać jeden z egzemplarzy. Pod konkretny adres podjeżdżamy taksówk±. Taksometr pokazuje niecałe 8 lei. Wysiadamy i pytamy ile. Taksówkarz cichaczem gniecie nasz paragon, wrzuca gdzie¶ sobie pod nogi i mówi 14 lei. Co? Pokaż nasz paragon. On bezczelnie wyci±ga z bocznego schowka drzwi kilka paragonów, wyszukuje o warto¶ci 14 lei i wręcza go nam. Ty kretynie zobacz że ten paragon został wydrukowany o 21:34, a teraz jest 14 godzina. Nie damy się orżn±ć. Wręczamy mu 8 lei, nie chce przyj±ć. Po chwili przyjmuje bo wie że więcej mu nie damy. Skończony dureń, w żywe oczy kłamie. Ogl±damy Dacię, totalny rzęch. Szkoda było tu przyjeżdżać. Strata czasu. Jutro jeste¶my umówieni na ogl±danie kolejnej sztuki. W Internecie na zdjęciach prezentuje się dobrze, oby w rzeczywisto¶ci tak było. Bardzo liczymy na to, bo chcieliby¶my pojechać już dalej.

Rano czujemy niepokój. Czy ten egzemplarz będzie nadawał się do jazdy? Dzwonimy do klienta czy na pewno przyjedzie w umówione miejsce. Potwierdza że będzie. Mała ulga. Przed hotelem, a jakby, o nazwie Dacia, czekamy na spotkanie. Parę minut po 9 zjawia się. Na pierwszy rzut oka jest ok. Trochę niedoskonało¶ci oczywi¶cie ma, popękana szpachla, porysowany, rdza, lakier się łuszczy, ale proszę wzi±ć pod uwagę że ten samochód ma 39 lat tyle co my z Arturem ł±cznie. Sprzedawca wzbudza zaufanie, opowiada że jest wielkim fanem starych samochodów i posiada w swojej kolekcji kilka sztuk. Pierwsza przejażdżka. Kierowca wyja¶nia że w mie¶cie odpowiednia prędko¶ć dla tego modelu to 50 km/h, za¶ w terenem niezabudowanym 80 km/h. Pomykamy po mie¶cie, wszystko wydaje się w porz±dku. Kupujemy. Jedziemy do odpowiedniego urzędu, załatwienie wszystkich formalno¶ci zajmuje 20 minut. Jeste¶my tym bardzo zaskoczeni. U nas to strata dnia najbiedniej.

Dacia 1289 cm³, rok produkcji 1972, chromowane zderzaki, klamki i lusterko, kolor bliżej nie okre¶lony, radio Los Angeles, czteroosobowy, napęd na przedni± o¶, wła¶ciciel trzeci, w tym momencie Artur Rej stał się jej prawowitym wła¶cicielem, czwartym z kolei. Najważniejsze żeby silnik był w good condition. Płacimy. Zabieramy cały mandżur z hotelu i ruszamy naszym nowym nabytkiem. Ruchliwe ulice, stolica Rumunii – Bukareszt. Artur - jazda tym autem w takich okoliczno¶ciach przysporzyła mi niemalże tyle stresu, co jazda na egzaminie na prawo jazdy. Poza tym to auto ma prawie 40 lat. Je¶li kto¶ jeĽdził tak starym samochodem wie z czym to się wi±że. Kierownica cienka jak z drutu, można by zrobić z niej ósemkę przy niewielkim użyciu siły. Z lewarkiem zmiany biegów też należy obchodzić się delikatnie gdyż istnieje obawa, że zegnie się w połowie b±dĽ zostanie w ręku. Wszystko jakby malinowe, strach żeby nie popsuć. Czuję respekt przed Daci±, która jest dwa razy starsza ode mnie.

Banan na gębie, obaj zadowoleni z jazdy nowym zabytkowym nabytkiem. Nad wyraz dobrze prowadzi się to auto. Udaje się nam go rozpędzić do 100 km/h. Nagle w aucie pojawia się zapach oleju i ci¶nienie na wskazówce jakby spadło. Zajeżdżamy do przypadkowego warsztatu po drodze. Nasza laleczka na podno¶niku wędruje do góry. Okazuje się że wywaliło simmering na wale i jest wyciek oleju. Olej z silnika wyciekał w takim tempie że jeszcze kilka kilometrów i silnik nadawał by się na złom. Czy awarie będ± towarzyszyć nam aż do samego Urzędowa? Po cichu liczymy, że limit się wyczerpał. Wła¶ciciel warsztatu posiadał wszystkie czę¶ci, które trzeba było wymienić. W rezultacie kilka ich się uzbierało. Cholera mać znowu dodatkowe wydatki. Prosimy szefa o rachunek, a on odpowiada że dzi¶ wszystko free! Mówimy - nie żartuj, sobie tylko mów ile. Poważnie, macie za darmo. Jeszcze rozrusznik nam dorzucił bo nasz czasami zawodzi. Stwierdził, że ludzie w potrzebie powinni sobie pomagać i to jest jego obowi±zek, czuje tak± potrzebę. Z całego serca dziękujemy ci Vasile! Naprawionym autem pomykamy dalej, aż do momentu kiedy się popsuło. Zgasł ot tak. Pompka nie podaje paliwa. Pogrzebali, podmuchali jedzie dalej. Rozpoczynamy podjazd na przełęcz, znajdujemy idealne miejsce na kemping. Bez chwili zastanowienia zajeżdżamy. Kiedy sobie tak siedzimy i podziwiamy piękny krajobraz, zauważa nas motocyklista, momentalnie podjeżdża do nas i co¶ gada po rumuńsku. Informujemy go, że nie kumamy tego języka. Ripostuje po angielsku: „Macie dacię na rumuńskich tablicach a nie mówicie po rumuńsku?” Szybko wyja¶nimy cał± sprawę. Jest podekscytowany nasz± wypraw± i naszymi szalonymi pomysłami. Zachwala nasz nowo zakupiony sprzęt, uważa że to bardzo dobry wybór. Postanawia z nami nocować. Palimy ognisko, jemy kiełbaski, pijemy piwko, dużo ¶miechu.

Cudownie jest się obudzić o wschodzie słońca w namiocie w górach. Powolne pakowanie się, bardzo ciekawy wywiad z współtowarzyszem kempingu i w drogę. 40 kilometrów i 1700 metrów przewyższenia. Nie możemy uwierzyć że t± trasę nasza Dacia pokona w tak łatwy sposób. Nawet przez chwilę nie poczuli¶my że brakuje jej mocy. Pierwszego biegu używali¶my jedynie do ruszania, a tak dwójka i trójka, momentami nachylenie terenu przekraczało 10%, a to już bardzo dużo. Serpentyny często usiane, to lubimy. Znajdujemy się na najwyższej przełęczy Rumunii – Urdele 2228 m n p m. Wieje delikatny chłodny wiatr, ¶wieci słońce, przyjemnie. Teren pokryty traw±. Można poleżeć i wsłuchać się w otoczenie. Odprężenie i rado¶ć. W oddali widać pasterzy z owcami, przemierzaj±cymi góry. Pojawiaj± się pierwsi tury¶ci, rozbijaj± biwaki, robi± zdjęcia, s± u¶miechnięci. Obserwujemy naokoło góry, mieni± się różnymi barwami, gra kolorów, widok niepowtarzalny. Warto tu przyjechać. Bez po¶piechu opuszczamy to miejsce. Prędko¶ci± typowo turystyczn±, pokonujemy kolejne kilometry spogl±daj±c przez okno na otaczaj±c± nasz przyrodę. Znowu biwak na łonie natury. Na zielonej trawce, na skraju lasu, przy akompaniamencie ¶wierszczy i namolnych komarów. A pomy¶leć, że sielankę dzisiejszego dnia chciał nam popsuć pędz±cy z nadmiern± prędko¶ci± samochód. Gdyby nie szybka, odpowiednia reakcja Artura to... Dobranoc.   

Jakie¶ dziwne moce w nocy działały, gdyż we dwóch nie mogli¶my w ogóle spać. Przemęczyli¶my t± noc przekręcaj±c się z boku na bok. Może pod¶wiadomie obawiali¶my się przejazdu przez granicę. Jak się póĽniej okazało - niepotrzebnie. Na granicy rumuńskiej nie ma żadnej kontroli, natomiast na węgierskiej celnik sprawdził nam paszporty i powiedział z u¶miechem na ustach Bye! A my tyle tym problemem przejmowali¶my się. Niepotrzebnie. Dobrze że tak łatwo nam poszło. Węgry, długie proste, równiuteńko, wokół pola słoneczników. W Urzędowie Węgry słyn± głównie z miasta partnerskiego o nazwie Nadudvar. Planuj±c trasę ekspedycję ten punkt był obowi±zkowy. Wjeżdżamy do Nadudvaru. Kręcimy się po mie¶cie, miasto jak miasto, nic nadzwyczajnego. Mamy numer do osoby która ma się nami zaopiekować. Dzwonimy. Zaraz się okaże kim jest. To jedyna osoba w tym mie¶cie która potrafi rozmawiać po polsku. Poznajemy pani± Bożenkę. Przyjechała rowerem, chociaż trochę oszukanym bo o napędzie elektrycznym. Szybko łapiemy wspólny język. Idziemy wspólnie do urzędu gminy nagrać wywiad z burmistrzem. W recepcji dostajemy informacje że szef ma urlop. Mamy szczę¶cie. Mimo że ma wolne to znajduje się w urzędzie. Rozmowa upływa bardzo miło, bardzo otwarty człowiek, non stop żartuje, ma dużo pytań dotycz±cych nas i naszej wyprawy. Jeste¶my nieco zaskoczeni, że nic nie wiedział o wyprawie z Indii do Urzędowa, przecież nie tak się umawiali¶my z panem Janem WoĽniakiem. Proponuje żeby wywiad przeprowadzić na basenie gdyż dziewczyny opalaj± się tam w monobikini. U¶miech na ustach. Wchodzimy na dumę Nadudvaru czyli baseny z wodami geotermalnymi. Burmistrz zamawia po piwku, dla siebie również, miejscowy specjał placek langosz i zabawa się rozpoczyna. Mamy mały problem z pani± Bożenk± bo uparła się żeby przej¶ć na „ty”. Opornie nam to idzie. Przeprowadzamy wywiad z burmistrzem. Wyczerpuj±co odpowiada na każde pytanie, jako tłumacz występuje Bożenka. Włodarz miasta musi się zawijać obowi±zki, my pozostajemy na basenach. Pływamy, opalamy się. W jednym basenie woda ma temperaturę 38° C, wpływa pozytywnie na choroby reumatyczne, za długo w takiej miejscu się nie posiedzi. Na basenach poznajemy dwie rodziny z Rzeszowa. Zapraszaj± nas na wieczór na grilla z polskimi specjałami. Nie omieszkali¶my się skusić. Popróbowali¶my wreszcie dobrej kiełbasy, szaszłyków, sałatek, wody ognistej - wszystko z Polski i o poranku powrócili¶my do siebie.

Piotr Szczepanik ¶piewa „Goni±c kormorany”, czyżby¶my byli już w domu?. Nie, to Bożenka zapu¶ciła star± dobr± nutę. Ciężko było się podnie¶ć rano. Jako¶ wstali¶my, a tu wy¶mienite ¶niadanko przygotowane. Tak nażarli¶my się, że znowu trzeba było położyć się i obudzili¶my się na... obiad. Znowu smakołyki przygotowane z kunsztem. Cud kobieta. Tym razem po posiłku wysilili¶my się i pojechali¶my na baseny. Rodzinka z Rzeszowa już była, dosiedli¶my się do nich i do czasu zamknięcia obiektu miło razem spędzili czas. Wieczorem pogaworzyli¶my z Bożenk±, zjedli¶my kolację i spokojnie poszli¶my spać. Żal rano będzie odjeżdżać, tak wy¶mienicie się tu czujemy. Który to już raz serdecznie dziękujemy osobie która pomogła nam w czasie naszej wyprawy. Jak dużo zawdzięczamy ludziom którzy pomogli nam bezinteresownie.

„Ponad głow± czysta smuga nieba, wsparta tylko o wierzchołki gór, w ostrym słońcu dzień jak ¶wit dojrzewa, pust± drog± pełznie żółty kurz, drogowskazy nad przydrożnym rowem, owy finał w różne strony wiatr, horyzonty do¶cignięte wzrokiem, i w oddali jak obłoku ptak.” Z t± nut± dojeżdżamy na „Koniec ¶wiata” do Łupkowa. Okazało się że Dacia również wy¶mienicie radzi sobie na bezdrożach. Podjeżdżamy pod sam± chatkę pokonuj±c po drodze głębokie koleiny, kałuże, ostre podjazdy, a nawet strumienie. Wła¶ciciel tego niezwykłego miejsca na pocz±tku nas nie poznaje. Wypatrywał raczej czterech motocyklistów na Royalach, a nie dwóch go¶ci w aucie na rumuńskich blachach. Tym bardziej jest zaskoczony że kto¶ dał radę podjechać tu samochodem osobowym, bo często samochody terenowe nie s± wstanie dotrzeć aż tutaj. Jaki skarb udało się kupić. Wjechali¶my w nasze ukochane Bieszczady które zawsze witaj± pięknem bukowych lasów, gór i potoków oraz bogactwem rzadkiej flory i fauny. Oczaruj± cię stare drewniane chaty i przydrożne krzyże, a także barwna historia tych terenów. W Łupkowie nieważne czy pojawisz się na chwilę, czy też z zamiarem spędzenia wakacji. Przez okr±gły rok, niezależnie od pory dnia (i nocy) czeka tu na ciebie gospodarz z kubkiem gor±cej herbaty. Wszystko płynie tu swoim naturalnym rytmem. Na pozór proste czynno¶ci, staj± się nader czasochłonne. Przygotowanie herbaty wi±że się z przyniesieniem drewna, rozpaleniem w piecu i długim czekaniem na bulgotanie w czajniku. Wieczorami w blasku ¶wiec (brak pr±du) wszyscy integruj± się wokół dużego drewnianego stołu. DĽwięki gitary, wielogodzinne rozmowy, wszystko to milknie często dopiero o ¶wicie. Tempo życia zwalnia zaraz po przekroczeniu progu, a miejski po¶piech wydaje się bardzo odległy. Kiedy chcesz być sam – kontemplujesz pod sosn±, albo włóczysz się godzinami gdzie chcesz. Jak chcesz być z ludĽmi, to jeste¶. Dominuje tu prostota. Możesz sprawdzić, na ile znosisz jeszcze brak telewizora, pr±du, telefonu i bież±cej wody. Możesz sprawdzić, czy twoje ręce i nogi s± jeszcze na tyle sprawne by przynie¶ć drewna na opał lub przej¶ć kilka kilometrów do sklepu. Przede wszystkim jednak, możesz sprawdzić na ile już sam masz dosyć gwaru cywilizacji. Serdeczne przywitanie i godziny spędzone do póĽna w nocy przy ognisku na opowiadaniu.

Każdy dla każdego jest miły, dzieli się wszystkim, pomaga. Taki nierealny ¶wiat. Trzeba nar±bać drzewa, naci±gn±ć wody ze studni. Reszta czasu to asymilacja z nowo poznanymi ludĽmi i przyrod±. I tak od trzech dni...

Opuszczamy wspaniałe Bieszczady. Jednak z wiadomych względów nie zmierzamy jeszcze do Urzędowa. Zabieramy po drodze autostopowiczkę niejak± Mrówkę. Bardzo energiczna i sympatyczna dziewczyna. Zadaje mnóstwo ciekawych pytań, bardzo miło spędzamy z ni± czas. Namówili¶my j± żeby podróżowała z nami aż do samego końca. Postanowili¶my pojechać do „Słowackiego raju”. Pogoda się popsuła, co chwilę pada ulewny deszcz. Niewielkie ilo¶ci wody dostaj± się do ¶rodka naszej Dacii, gdzie¶ jakimi¶ dziurkami. To w niczym nie przeszkadza, dalej mkniemy do celu. Na miejscu okazuje się, że „Słowacki raj” jest zamknięty gdyż od kilku dni pada i nadmiar wody zagraża turystom. Mimo wszystko zostajemy tu i wybieramy się na ponad trzy godzinny spacer po górach. Bardzo dużo połamanych drzew. O zmierzchu l±dujemy na polu kempingowym. Poznajemy ekipę Polaków spod Zielonej góry. Też dzi¶ trochę chodzili po górach. Informuj± nas, że szlaku Sucha Bela nie da się pokonać gdyż płynie bardzo dużo wody. A mieli¶my w planach przej¶cie nim. Zobaczymy rano.

Pobudka rano, ¶niadanie i idziemy na Such± Belę. Jest to szlak, który prowadzi korytem strumienia górskiego i dlatego jest zamknięty gdyż obfite opady spowodowały podniesienie poziomu wody. Postanawiamy przej¶ć przynajmniej kawałek, dok±d się da. Przeskakujemy z kamienia na kamień, trochę po krzakach, gałęziach, pniach, oby tylko do przodu. Woda płynie wartko, tworzy kaskady, kilkunastometrowe wodospady, w skałach rzeĽbi zagłębienia. Przy tym wydziela się duży szum. Trzeba zdj±ć buty i i¶ć po lodowatej wodzie na boso - innego sposobu niema. Po kamieniach w taki sposób daleko się nie zajdzie. Zakładamy buty i w wodzie często po kolana brniemy do przodu. Idziemy po drewnianych kładkach, drabinach przymocowanych pionowo na ¶cianach skalnych, podtrzymujemy się łańcuchami, przeciskamy się przez w±skie szczeliny, woda leje się na głowę. Zaczyna padać deszcz mimo tego pozytywna energia nie znika. Po ponad trzygodzinnym brnięciu w wodzie docieramy szczę¶liwi do końca szlaku. Nareszcie suchy grunt. Schodzimy na kemping cali przemoczeni. Wsiadamy do auta i ruszamy w kierunku powrotnym, do domu. Do wieczora udaje się nam dojechać aż za Przeworsk. Ostatni nocleg w namiocie, Michał znowu w Dacii z otwartymi drzwiami. Palimy ogień i smażymy kiełbaski.

Ostatni dzień tej szalonej wyprawy. Ciężko się rano ogarn±ć. Po drodze w kiosku kupujemy Kurier Lubelski. Pierwszy raz widzimy siebie w papierowym wydaniu i fajnie to wygl±da. Dojeżdżamy do Zwierzyńca, krótki spacer, obiad i dalej w drogę. Dobrze że zabrali¶my t± autostopowiczkę, zabawy było co niemiara. Tak pewnie smutno nam by się jechało. 20 kilometrów przed Urzędowem spotykamy delegację złożon± z naszych znajomych, którzy przyjechali motocyklami i samochodem. Spotykamy również pozostał± czę¶ć „Drogi do Urzędowa” Przema i Brysyję. U¶ciski, rado¶ć, emocje, pierwsze opowie¶ci. Delikatnie serce przyspiesza. Po drodze zatrzymujemy się koło Artura domu. Przywitanie z rodzin±. Ostatni kilometr i będziemy na rynku, a tam niespodzianka. Wita nas spora grupka znajomych, oblewa nasz± Dacię szampanem. Chyba nigdy to auto nie smakowało szampana. Balony, wst±żki, zdjęcia, u¶ciski, ¶miech, rado¶ć, wzruszenie. Wielkie szczę¶cie, że się udało. Wita nas również rada gminy Urzędów, pan Marek Przywara ze swoj± ¶wit±. Zaprasza nas na poczęstunek do gminy, dostajemy kwiaty, dzielimy się na gor±co przeżyciami.

Czas do domu. Szybko przebieram się w odpowiedni strój. Powietrze uszło w kołach jednak w szosie szybko się pompuje. Charakterystyczny dĽwięk zapinaj±cego się buta SPD, w pedał i mknę równiuteńkim asfaltem po ulicy Wodnej. Wszystko po staremu, raz jedna noga pcha raz druga, tylko jaka¶ ta pozycja taka dziwna. Potrzeba czasu. Jad±c sobie spokojnie słyszę znajomy dĽwięk. Za chwilę zza zakrętu wypada Artur na swoim motocyklu Kawasaki Z1000, mija mnie z zawrotn± prędko¶ci± pocisku. Zauważam na jego twarzy u¶miech. Pozdrawia mnie machnięciem ręki. Każdy powrócił do tego co kocha najbardziej.

Wyprawa zakończona, cele zrealizowane. Przebiegła w taki sposób, że najlepszy scenarzysta by takiego scenariusza nie przewidział. Mnóstwo przygód, bliższe poznanie siebie, nowe znajomo¶ci, nowo poznane miejsca, emocje, dramaty, smutek, rado¶ć, łzy, stres i wkurzanie się. Wydarzenia ciekawe i mniej ciekawe. Wszystko na tej wyprawie było.

Chcieliby¶my podziękować wszystkim osobom, którzy trzymali kciuki, pomagali nam, ¶ledzili na bież±co nasze poczynania, wspierali i wierzyli w nasz sukces. Dzięki!

W przygotowaniu jest także film dokumentalny z wyprawy. Ze 100 godzin zgromadzonego materiału miejmy nadzieje powstanie ciekawa ilustracja całej wyprawy. Już za kilka tygodni powinna ukazać się pierwsza jego czę¶ć.


Reklama


NAS Analytics TAG

Reklama


NAS Analytics TAG
Zdjęcia
NAS Analytics TAG
Autostop
Bieszczady
Dacia rocket fuel
Hale owce i Dacia
Na trasie przelecze w Rumunii
Rununska Dacia
Strumien w gorach
Varna
Wegry Nadudvar
Wjazd do Urzedowa
W Bieszczadach
W Karpatach
W Urzedowie
Wspinaczka
Komentarze 7
Pokaż wszystkie komentarze
Dodaj komentarz

Publikowane komentarze s± prywatnymi opiniami użytkowników portalu. ¦cigacz.pl nie ponosi odpowiedzialno¶ci za tre¶ć opinii. Jeżeli którykolwiek z komentarzy łamie regulamin , zawiadom nas o tym przy pomocy formularza kontaktu zwrotnego . Niezgodny z regulaminem komentarz zostanie usunięty. Uwagi przesyłane przez ten formularz s± moderowane. Komentarze po dodaniu s± widoczne w serwisie i na forum w temacie odpowiadaj±cym tematowi komentowanego artykułu. W przypadku jakiegokolwiek naruszenia Regulaminu portalu ¦cigacz.pl lub Regulaminu Forum ¦cigacz.pl komentarz zostanie usunięty.

NAS Analytics TAG

Polecamy

NAS Analytics TAG
.

Aktualno¶ci

NAS Analytics TAG
reklama
NAS Analytics TAG

sklep ¦cigacz

    NAS Analytics TAG
    na górę