C.technology i LiveWire razem dla motocyklistów
LiveWire Group i szwajcarska firma c.technology AG łączą siły, by stworzyć nową platformę łączności dla motocykli elektrycznych. Wspólny projekt ma objąć rynek północnoamerykański i europejski.
Celem jest zaoferowanie użytkownikom LiveWire bardziej intuicyjnego i zaawansowanego cyfrowego doświadczenia, a bardziej po ludzku, to ma być krok w stronę integracji technologii z jazdą.
Nowa aplikacja mobilna i webowa pozwoli właścicielom modeli LiveWire ONE oraz Harley-Davidson LiveWire w czasie rzeczywistym śledzić dane dotyczące motocykla. Kierowcy zyskają dostęp do informacji o poziomie naładowania akumulatora, zasięgu i osiągach. System umożliwi też zapisywanie historii przejazdów, śledzenie tras i lokalizacji pojazdu oraz ustawianie powiadomień i alertów.
Ważnym elementem projektu jest też społeczność. Nowa platforma pozwoli motocyklistom dzielić się trasami, wynikami i wrażeniami z jazdy, tworząc sieć entuzjastów marki LiveWire. Wszystko to będzie działać w oparciu o bezpieczną, skalowalną chmurę opracowaną przez c.technology, gotową na rozbudowę o kolejne funkcje w przyszłości.
Jak podkreśla Dylan O’Mahony, dyrektor ds. produktów cyfrowych w LiveWire, współpraca ma na celu stworzenie stabilnego i inteligentnego rozwiązania zaprojektowanego z myślą o motocykliście. Z kolei Christian Fehr, współzałożyciel i CEO c.technology, mówi wprost, że połączenie danych pojazdu z intuicyjnym designem może zmienić sposób, w jaki motocykliści korzystają z technologii.
LiveWire, którego większościowym udziałowcem pozostaje Harley-Davidson, od lat koncentruje się na rozwijaniu motocykli elektrycznych. Marka korzysta z doświadczeń zdobytych przez dekadę prac nad elektromobilnością i inwestuje w rozwiązania, które mają wyznaczać kierunek rozwoju motoryzacji. Z kolei c.technology specjalizuje się w platformach chmurowych i systemach łączności dla pojazdów, współpracując z producentami na całym świecie. Wspólny projekt z LiveWire to dla obu firm szansa, by połączyć dwa światy - technologii cyfrowej i motocyklowej - w spójny, nowoczesny ekosystem.
Warto przypomnieć, że dobra passa LiveWire to już przeszłość. Prototyp zobaczyliśmy już w 2014 roku, ale kiedy w 2019 roku Harley-Davidson wypuścił wreszcie LiveWire, swój pierwszy elektryczny motocykl, społeczność motocyklowa rzeczywiście była zaciekawiona tym projektem. Limitowana edycja First Strike, z ceną grubo ponad 100 tys. złotych, rozeszła się w liczbie około 500 sztuk, co jak na nowość w świecie elektryków było niezłym wynikiem. To był powiew świeżości, bo Harley, ikona spalinowych bestii, postawił na prąd! Ale, jak to bywa z marzeniami, rzeczywistość szybko zaczęła studzić entuzjazm.
Rok 2020, z pandemią w tle, nie pomógł. Sprzedaż ledwo nie rosła, oscylując wokół kilkuset sztuk, bo kto myślał o kupowaniu motocykla, kiedy świat się zamykał? Infrastruktura do ładowania była w powijakach, a cena LiveWire nie zachęcała do eksperymentów. Ale potem przyszły lata 2021-2022, które dały pewną nadzieję. LiveWire stał się osobną marką w lipcu 2021, a sprzedaż ruszyła do poziomu 387 sztuk w 2021 i jeszcze więcej w kolejnym roku. Wyglądało, że elektryczny Harley łapie wiatr w żagle.
Niestety, od 2023 roku coś się zacięło. Co prawda sprzedano jeszcze 660 sztuk, ale w 2024 zaczął się spadek. Do klientów trafiło finalnie 612 egzemplarzy. Były momenty nieco lepsze, jak 238 egzemplarzy w czwartym kwartale 2024, czy skok do 158 w drugim kwartale tego samego roku, ale w 2025 doszło do katastrofy. Pierwszy kwartał to zaledwie 33 sprzedane motocykle, a drugi tylko 55. To spadek o ponad 70 proc. w porównaniu z poprzednim rokiem! Nawet nowe modele, jak Del Mar, i inwestycje w platformę S2 nie przyciągnęły tłumów.
Finansowo też nie jest różowo. LiveWire traci 18-20 milionów dolarów co kwartał, a kasa topnieje jak lód w letnim słońcu. Bez potężnego wsparcia albo rewolucji w strategii, ten elektryczny sen może się szybko wypalić. Czy LiveWire ma szansę się odbić? Nowa apka chyba za bardzo nie pomoże.


Komentarze
Poka¿ wszystkie komentarze