
dzisiaj 12:24 Wiadomości
BMW K1600GTL - o wiele więcej niż turystyk 1
dzisiaj 11:39 Wiadomości
World Superbike przenosi się do USA
dzisiaj 11:05 WSBK
Kiedy ktoś wypowiada magiczne zaklęcie „Motocyklem dookoła świata”, w naszych umysłach natychmiastowo tworzy się słodka wizja przemierzania globu majestatycznym, obutym w kufry i każdy możliwy elektroniczny bajer mocarzem, najczęściej z biało-niebieskim śmigłem na baku. Prawda jest jednak taka, że nie potrzeba 80 tysięcy złotych, aby doświadczyć tej dziwnej satysfakcji z jazdy turystycznym enduro, co już zresztą udowodniliśmy. Czy faktycznie konieczny jest wielki dromader, którego masa oscyluje w okolicach ćwierć tony i do którego ewentualnego podniesienia z gleby potrzebny jest żuraw? Naszym zdaniem nie, dlatego przygotowaliśmy dla was kompleksowy przegląd turystycznych jednocylindrówek, które mimo niewielkich pojemności i mocy na poziomie 40-50 KM z powodzeniem sprawdzą się przy eksploracji kolejnych kontynentów. Dlaczego akurat małe jednocylindrówki? Powody są trzy. Są lekkie, są tanie i są proste w budowie oraz naprawie. Do tego prawidłowo eksploatowane są bardzo niezawodne. Kiedy postawisz swoją stopę i oponę na brzegu mongolskiego stepu potrzebujesz dokładnie tych zalet. Nad czym zatem warto się zastanowić?
BMW F650GS
To pierwsze, naturalne skojarzenie, docelowy, jednocylindrowy adventure bike. Genezą tego sprzętu jest F650 Funduro, motocykl zaprezentowany w 1993 roku jako rozrywkowy, łatwy i przyjemny motocykl z singlem produkowanym przez Rotaxa, znanym także z Aprilii Pegaso 650. Mało tego, drobna Beemka nieźle narozrabiała. Zwłaszcza wśród konserwatywnych fanów marki. Sprzęt zaprojektowali Niemcy, silnik był austriacki, a wszystko poskładano do kupy we Włoszech. Cudownie. Taka mieszanka w stylu tortu śledziowego z bigosem miała prawo nie działać, ale działała i to bardzo dobrze. Modernizacja nastąpiła w 2000 roku (oficjalnie dodany dopisek GS), kiedy BMW otrzymało wtrysk paliwa, a moc ze 48 KM wzrosła do 50 KM. Bawarczykom chodziło głownie o to, aby zakląć całą magię dużego GS w małym, przystępnym cenowo i gabarytowo sprzęcie. Udało się. Beemka sprzedała się w sporej ilości, zyskała oddane po dziś dzień grono zwolenników i doczekała się kontynuacji. Motocykl był niezniszczalny i zwyczajnie nie sprawiał problemów. Jedynymi sprawami, którym warto poświęcić więcej uwagi są tarcze sprzęgłowe i chłodnica. Tarcze czasami lubiły się kończyć wcześniej niż przewidziała fabryka, a w chłodnicy czasami mogły pojawić się nieszczelności. To jedno z najbardziej atrakcyjnych cenowo BMW. Polowanie można rozpocząć mając w kieszeni 7-8 tys. zł.
Aprilia Pegaso 650
Motocykl o dość dziwnych losach. Wyposażony w taki sam silnik jak w F650GS, był nieco bardziej dynamiczny, tańszy (w pewnym okresie różnica cenowa wynosiła 10 tys. zł!) i bardziej charakterny, ale nie zbliżył się do sukcesu Beemki. Dlaczego? Powody są dwa – Aprilia była kapryśna i nie miała image’u BMW. Silnik to identyczna jak w BMW jednostka jednocylindrowa, ale dramatycznie różniąca się zużyciem paliwa. Spalanie 7-8 litrów na setkę nie było ewenementem. Pierwsze modele nie były pozbawione wad. Przednie zawieszenie było zbyt miękkie, tylne czasami ciekło (akcja serwisowa), zacierał się wałek pompy cieczy chłodzącej, przedni reflektor był kiepskiej jakości, a motocykl miał tendencję do wężykowania. W 1997 roku nadeszła kolejna modernizacja. Obniżono siedzenie, podwyższono szybę i co najważniejsze, zbiornik paliwa z 14 litrów zwiększył się do 22 litrów. Motocykl stał się o wiele bardziej turystyczny, łagodniejszy, płynny. Na przestrzeni kolejnych lat pojawiały się drobne zmiany i wersje, których nazw nikt nie rozumie. Na prawdziwą odmianę trzeba było czekać do 2004 roku. Pegaso Strada dostała całkowicie nowy silnik z Yamahy XT660, zawieszenie USD Sachs 45mm i heble Brembo. Kropka. Aprilia stała się czymś w rodzaju ukłonu w stronę wariackiego supermoto. Dwa lata później, w 2006 pojawiła się jednak wersja terenowa wersja Trail z większymi kołami i większym skokiem zawieszenia. Ceny – podobnie jak z BMW, choć zdarza się, że można kupić w miarę działający sprzęt już za 4 tysiące. Wypasione wersje z 2004 roku w górę to wydatek rzędu 10-12 tysięcy.
Yamaha XT600Z Tenere
Lubimy Yamahę Tenere za to, że można ją bezkarnie maltretować, katować, wrzucić do wulkanu, a ona nadal będzie działać. To zdecydowanie jeden z najbrzydszych jednocylindrowych turystyków, chyba, że ktoś kocha oldschoolowe, kanciaste klimaty przywodzące na myśl piekarnik. Motocykl pamięta jeszcze czasy, kiedy głównym zagrożeniem na ziemi nie było zanieczyszczone środowisko, ale dinozaury. Literatura z czasów owych dinozaurów donosi o dramatycznych awariach silnika, np. wyrwania śrub mocujących głowicę czy wydmuchania uszczelki pod głowicą, ale działo się tak zazwyczaj w momencie, jeśli ktoś postanowił zamiast oleju wlać mieszankę płynu Ludwik i gwoździ. To prawdopodobnie najbardziej terenowy z opisywanych dziś sprzętów. Ma koła 21 i 17 cali i zawieszenie ze sporymi rezerwami, które rewelacyjnie radzi sobie z brutalnym podłożem. Już od pierwszych lat produkcji Yamaha cechowała się bardzo energiczną reakcją na dodanie gazu i świetną elastycznością. Największa modernizacja miała miejsce w 1991 roku. Tenere dostała nowy, większy silnik z 5-zaworową głowicą, moc wzrosła do 48 KM, a cały motocykl stał się nieco mniej terenowo-hardkorowy na rzecz szosowej użyteczności. Co ciekawe, model z pierwszego roku produkcji miał zbiornik paliwa o pojemności 30 litrów (!), którego pojemność na przestrzeni kolejnych lat nie spadała poniżej 20 litrów. Za 6-7 tysięcy można kupić dwie Tenery w konfiguracji 1+ zapasowe części lub 1 na co dzień, 2 na weekend. Sprzęt jest prosty, tani, jest do niego mnóstwo części i sprawia wrażenie najbardziej hardego z naszego zestawienia. Warto rozejrzeć się za egzemplarzami z końca lat 80 i początku lat 90.
Suzuki DR750/800 BIG
DR BIG jest ogromnym enduro z ogromnym zbiornikiem paliwa i ogromną ładownością. 750 mieścił w swoim baku 29 litrów paliwa, 800 24 litry i co ciekawe, jak na wielkiego jednocylindrowca zasilanego gaźnikiem zużywał go stosunkowo niewiele (5-5,5 litra na 100 km). Doktor Big wibrował jak wściekły, był umiarkowanie komfortowy, w trasie pęd powietrza bardzo wdawał się we znaki, a realna maksymalna prędkość to 150 km/h. Rzeczą najbardziej irytującą (DR 750) było odpalanie. Aby uruchomić silnik, należy jednocześnie wcisnąć sprzęgło, dźwigienkę dekompresatora i przycisk rozrusznika. Dodatkowo dźwignia ssania znajdowała się tuż obok gaźnika. Widocznie docelową grupą odbiorców byli motocykliści z trzema rękami. Tradycyjnie też dla Suzuki doktorek posiada „antykradzieżową” stacyjkę na którą trzeba wypracować sobie sposób (kluczyk nieco do góry i przekręcamy). Zawieszenie po wyjeździe z fabryki było nieco zbyt miękkie, hamulce miały tendencję do przegrzewania się i topienia osłon tarczy, silnik zdaje się mieć korzenie w Harley-Davidson, a kanapa jest za twarda, ale nie da się, po prostu nie da zignorować teoretycznego zasięgu 700 km i „Suzukowatości”, która objawiała się odpalaniem w każdych warunkach. Wbrew pozorom, egzemplarzy na polskim rynku wtórnym jest niewiele i ceny nie są tak atrakcyjne, jak np. Tenery. 5,5 – 7 tys. wydaje się być rozsądną granicą.
Warte honorowego wspomnienia
Pierwszym motocyklem wartym odnotowania jest Kawasaki KLR650. Zieloni twierdzą, że przez ponad 20 lat produkcji nic w nim nie zmieniano, bo… wszystko udało się ogarnąć za pierwszym razem. I faktycznie, motocykl był niezawodny, bardzo tani (w 2003 roku oficjalna cena w PL to 19900 zł) i zdecydowanie bardziej energiczny od np. BMW. Oczywiście nie osiągnął on aż tak spektakularnego sukcesu, ale KLR jest na naszych drogach widywany znacznie częściej niż np. Aprilia Pegaso. Z cenami bywa różnie. Można wyszperać działający egzemplarz za 3 tysiące, można mieć problemy ze znalezieniem dobrej sztuki poniżej 8 tysięcy.
Kolejnym interesującym sprzętem jest Suzuki DR650RS. Klasyczny DR650 to raczej odpowiednik roweru trekingowego. Lekki, zwinny, w sam raz na sympatyczną wycieczkę na ryby. Wersja RS była wyposażona w niewielką owiewkę boczną i szybę, ale to nie uczyniło z niej super-turystyka sięgającego po koronę BMW. Niemniej jednak, to bardzo fajny motocykl, z którego przy odrobinie chęci (i części akcesoryjnych) można wydobyć diabła, idąc bardziej w stronę chuligańskiego supermoto.
Dlaczego, po co, jak to?
Wątpliwości są jak najbardziej na miejscu. Jednocylindrówki? W trasę? Niby dlaczego? Sam wolałbym udać się na wschód pancernikiem transkontynentalnym zwanym katalogowo GS Adventure, z kontrolą trakcji, ESA II, komputerem pokładowym z ładnym wyświetlaczem i ładną czcionką w menu, podgrzewanymi manetkami. I radiem. Naczelny z kolei najbardziej pragnie, aby jego motocykl miał tylko dwie ruchome części – koła i był całkowicie pozbawiony elektroniki. I szczerze mówiąc, jest to dobry kierunek do konkluzji naszego artykułu. Wszystkie z wymienionych wyżej sprzętów są przystępne na wiele sposobów, tanie (niektóre zestawy kufrów są droższe niż Yamaha Tenere) i mają silniki o budowie tak skomplikowanej jak podkowa. Jasne, jednocylindrowce w trasie mogą czuć się nieco przemęczone, co nie znaczy, że ktoś nie dojedzie z Gdyni do Chin czymś, co ma 50 KM i jeden gar. W przypadku jednocylinrówek trzeba pamiętać o jednej, ważnej rzeczy. Przebieg 50 tys. km może być sygnałem do remontu silnika. Choć te proste w budowie jednostki napędowe są bardzo niezawodne, to jakość obsługi, stosowanych olejów, a także sam styl jazdy i rozgrzewania silnika mogą istotnie wpływać na trwałość jednocylindrowców. To coś, czego w przypadku singli nie da się uniknąć i coś, co trzeba koniecznie sprawdzić przy zakupie.
Spokojnie, nie należy odbierać tego jako przestrogi. Mnóstwo jednocylindrowców dubluje swój przebieg remontowy i jeździ dalej. A czy tego właśnie nie wymagamy od prostych enduraków? Jako dowód na to, że jeden cylinder w zupełności wystarczy, aby zwiedzić glob można uznać Michała Gąsiorowskiego i Tomasza Gorazdowskiego, dziennikarzy Radiowej Trójki, którzy objechali całą planetę na XTZ660 Tenere, a także Maćka i jego Youth Trip dookoła Europy. Można?
KOMENTARZE (23) Pokaż wszystkie komentarze » Podyskutuj na forum Powiadomienia mailowe o nowych komentarzach
Mondo Enduro i Terra Circa zrobiono na DR 350... Ale jak widać Boczo zna się lepiej i wsadził 750... Co do remontu: 50k jako sygnał do remontu silnika występuje też w jeżdżonych bandycko R4. Więc gdzie problem?!
odpowiedzWiele lat jeździłem na BMW F650 Funduro i naprawdę go wielbiłem. Zrobiłem też 2 sezony na F650 CS i choć nigdy go nie polubiłem (bo był w wykonaniu jakiś taki chiński) to jednak jest zupełnie bezobsługowy, ze spalaniem ... » czytaj dalej
odpowiedzDo tortu śledziowego dobrze pasuje gorąca czekolada.
odpowiedzMam Suzuki freewinda i przykro mi że nawet zdjecia niema
odpowiedzto rozumiem ze KTM LC4 Adventure to w zadnym stopniu nie jest turystyczna jednocylindrowka?? Uzupelnij bo chyba niewybaczalny błąd sie wkradł...
odpowiedzJuż drugi raz (kiedy rzuca mi się to w oczy) omijacie motocykle Hondy. Kilka artykułów wcześniej pisząc o pół litrach pominęliście CB 500 bo oś tam... Teraz ani słowa o Dominatorze. Nie lubicie tej marki czy co? PS ... » czytaj dalej
odpowiedzNareszcie artykuł z którego można się czegoś ciekawego i wartościowego dowiedzieć. Co niestety nie jest tutaj standardem :/
odpowiedzCzasami musimy napisać o najlepszych motocyklach do walki z zombie :)
odpowiedzw sumie zryzgali tu Pegaso z tym spalaniem. Jako właścieciel powiem ,że wszystko zależy od regulacji moja pali mi ok.5,5-6l. Wiadomo że jak sie da w palnik to i 8l wyskoczy,ale i tak to jest bardzo fajny motor i wacale nie ... » czytaj dalej
odpowiedza gdzie KTM 640 adventure??????
odpowiedzArtykuł ciekawy, choć brakuje mi XR650L. Dlaczego? Po pierwsze motocykl o konstrukcji prostej jak budowa cepa (chłodzenie powietrzem, zero elektroniki). Po drugie wywodzi się z konstrukcji która wygrała Dakar w 1983r. Po ... » czytaj dalej
odpowiedzA zbiornik ile ma litrów? Enduraki bez kawałka owiewki i z bakiem wielkości butelki po piwie się nie liczą. Gdybym miał przejechać np. do Hiszpanii tą maszyną z filmu z wiatrem wiejącym w ryj i tankowaniem co kwadrans to... » czytaj dalej
odpowiedzA co za problem wymienić zbiornik? Ja mam 22l Acerbisa i mam święty spokój. Zasięg z bagażami na poziomie 350-400km. Szyba? Do tej pory nie była mi potrzebna, ale teraz zakładam akcesoryjną. Nie ma chyba motocykla który... » czytaj dalej
odpowiedzI wystarcza ci 22 litry? To czemu na filmie wieziesz benzynę w 1.5 litrowych butelkach? ;)
odpowiedzSpokojnie mi wystarcza. W trasy jeżdżę ze znajomymi na Freewindach czy Transalpach i zawsze oni pierwsi krzyczą że tankować trzeba. Podobny zasięg miałem w CB500 czy Varadero (24l). Kupiłem nawet swego czasu dodatkowy... » czytaj dalej
odpowiedzArtykuł ciekawy, choć brakuje mi XR650L. Dlaczego? Po pierwsze motocykl o konstrukcji prostej jak budowa cepa (chłodzenie powietrzem, zero elektroniki). Po drugie wywodzi się z konstrukcji która wygrała Dakar w 1983r. Po ... » czytaj dalej
odpowiedzTo na filmie ni cholery nie przypomina turystyki dookoła świata. No chyba że przypomina tylko ja się nie znam.
odpowiedzTo na filmie było dla pokazania co ten motocykl potrafi w terenie, w przeciwieństwie do wymienionych w artykule. Filmiki turystyczne: http://www.youtube.com/watch?v=N-QQk0CXW_U... » czytaj dalej
odpowiedzMoże i potrafi tyle że nikt nie będzie tego sprawdzał tysiące km od domu. Jak się człowiek przestawi na tryb turystyczny to liczy się bezpieczeństwo i utrzymanie sprzętu w OK stanie a nie hopki z tobołami.
odpowiedzMiałem DR650RS - wspaniała maszyna, gdyby nie jej awaryjność jeździłbym nią po dziś dzień! Polecam wszystkie enduraki od suzuki, ale trzeba naprawde na nie uważać, bo to jednak wbrew pozorom delikatne maszyny. DR w ... » czytaj dalej
odpowiedza wałek Ci się nie zatarł ? :D
odpowiedzłożyska na wale, które wymieniłem a potem coś ze skrzynią i już nie robiłem tylko sprzedałem tak jak stał znajomemu z forum dr :)
odpowiedz