tr?id=505297656647165&ev=PageView&noscript=1 Wracam za 20 dni - tak zaczęła się moja podróż dokoła świata...
NAS Analytics TAG
Advertisement
NAS Analytics TAG

Wracam za 20 dni - tak zaczęła się moja podróż dokoła świata...

Autor: Gustavo Cieslar i Elke Pahl 2008.06.12, 10:49 1 Drukuj

Río de Janeiro było zbyt daleko od Buenos Aires, aby dotrzeć do niego na tak małym motorze

"Widzimy się za dwadzieścia dni!", powiedziałem rodzicom z motoru, kiedy puszczałem sprzęgło. Moi rodzice przejęci zostali w drzwiach domu. Río de Janeiro było zbyt daleko od Buenos Aires, aby dotrzeć do niego na tak małym motorze. Wszystkie manatki improwizacyjnie przywiązane były do motoru. Miałem mało czasu na przygotowanie wszystkiego i jedynie dałem radę przymocować dwie stare i pocerowane skórzane sakwy, plecak, składane krzesło, kuchenkę gazową i jeszcze jakieś wiszące graty. Prawdziwy bałagan. W plecaku umieściłem mnóstwo książek z mikrobiologii, przedmiotu, który miałem zdawać na Wydziale Weterynarii po powrocie do Buenos Aires, po dwudziestu dniach. Potrzebowałem kilku dni relaksu, żeby się rozerwać po wyczerpujących dniach wykładów i pracyw biurze.

"Czy ten motocykl dojedzie dalej, niż za róg?", pomyślałem wjeżdżając na pierwszą drogę i oczekując, że w każdym momencie silnik może wybuchnąć. Według uwag moichkrewnych drogi w Brazylii są niebezpieczne, a ruch drogowy śmiertelny. "Ciężarówki ci nie odpuszczą! Przejadą po tobie!", przestrzegali mnie niektórzy. To wszystko trochę mnie niepokoiło, ale wrażenie z jazdy było silniejsze. Po raz pierwszy poczułem smak drogi i dwóch kół, który zmieniły moje życie dużo bardziej, niż myślałem.

Wyjechałem z domu 22 grudnia 2003 roku. Dwa dni przed Bożym Narodzeniem. Spędziłem święta na granicy między Argentyną i Brazylią, tysiąc czterysta kilometrów z dala od domu, sam w namiocie, ale z sercem eksplodującym szczęściem. Była to już najdłuższa podróż, którą kiedykolwiek odbyłem na motorze! Miałem już wiele mechanicznych miłości w moim życiu, niektóre z nich wysoko pojemnościowych, ale tylko używałem ich do przemierzania ulic mojego rodzinnego miasta. Nigdy nie doświadczyłem przygody drogi... „Ile zagrożeń, ile trudności mogło się pojawić po drodze...", myślałem. Zawsze marzyłem o podróży interkontynentalnej na motorze, ale było to gdzieś daleko, w przyszłości, kiedy zdobędępotrzebne pieniądze i sprzęt, kiedy warunki będą idealne.

Był to już czwarty dzień podróży, a pierwszy w Brazylii. Mój portugalski był zerowy i zadawałem sobie pytania, dlaczego jest tam tyle wiosek o nazwie "devagar" ("powoli"). Wiele dni później zrozumiałem znaczenie tych tabliczek, których wydawało się miejscowi kierowcy też nie rozumieli. Zachwycony przemierzałem faliste przestrzenie z nielicznymi wiatrakami. Nagle tylne koło zaczęło się kołysać. Zdecydowałem się przyspieszyć, podejrzewając przebicie, z nadzieją, że w ten sposób nadrobię kilka kilometrów. Miałem dużo szczęścia, pośrodku pustkowia pojawiła się mała chatka z napisem: "Wulkanizator". Podjechałem i odkryłem, że tam, w tym skromnym jednopokojowym domku żyła rodzina z pięciorgiem dzieci. „Coś się stało? Tutaj to panu naprawimy!",oświadczyła głowa rodziny. Wziął się do pracy i przy każdej odkręcanej śrubce opróżniał jedno piwo. Przy szóstej śrubie i szóstym piwie człowiek zniknął. Leżał wyciągnięty w swoim łóżku, w swojej szczególnej wyprawie.

Tamtego dnia zostałem tam na noc, śpiąc z nimi. Po tym wszystkim polubiliśmy się. Ostatecznie skończyliśmy naprawiać awarię razem z żoną i jedną z córek. W międzyczasie, pośród śmiechu, uczyłem się moich pierwszych słów po portugalsku, dając czas gospodarzowi, żeby się rozbudził, aby pójść na spacer do najbliższej rzeki. Dzień zakończyliśmy pysznym pieczonym kurczakiem, przygotowanym pod drzewami przy rancho. W ten sposób spędziliśmy niespodziewanie miły dzień, nie przestając się dziwić naszej wymianie międzykulturowej.

"Chcemy z tobą porozmawiać. Załatwimy dużą rybę i przygotujemy obiad. Musimy porozmawiać.", była to pierwsza rzecz, którą powiedział mi stary, kiedy obudziłem się następnego ranka."Proszę mi wybaczyć, bardzo bym chciał, ale muszę kontynuować moją podróż.", odpowiedziałem. "Muszę wcześnie wyjechać, żeby dotrzeć do Curitiba." "W żadnym wypadku! Musimy porozmawiać o czymś poważnym!" odparł poważnie i nie pozwalając mi zareagować wyszedł po wielką rybę do pobliskiego stawu. Po chwili wrócił z wielką sztuką trzymając ją za ogon i dużym uśmiechem na twarzy. "Ale... proszę mi wybaczyć, mówię poważnie, muszę jechać... mam mało czasu, a muszę wrócić do domu, żeby zdać egzaminy.", oświadczyłem, starając się ich przekonać. Z ich twarzy zniknął uśmiech, pojawiło się rozczarowanie i niejedna łza wypłynęła z ich oczu. Wtedy mężczyzna wyłożył karty na stół: "Chcemy, abyś się ożenił z naszą córką i abyś był ojcem jej małego synka."Moje zdziwienie sięgnęło zenitu! Tak krótko nie mogła trwać moja podróż. Wyobraziłem sobie moją przyszłość naprawiając opony na środku tamtej pustyni. Moja negatywna odpowiedź była stanowcza, ale niezadowolony z wyniku, mężczyzna rzucił: "Więc zapłać nam za rybę!"

Z tymi to wesołymi wspomnieniami kontynuowałem podróż do Río. W sumie, tam i z powrotem było to 6000kilometrów. Ale miałem w sobie wiele chęci. Czułem energię, która jak nigdy wcześniej przepływała przez moje wnętrze. Byłem na dobrej drodze, w symbiozie ze światem i sobą samym.

Już nie obchodziła mnie pojemność motoru. Przy niewielkich prędkościach mogłem lepiej doceniać każdy szczegół krajobrazu, zatrzymać się, aby poczuć ciszę i to coś, co mają linie na asfalcie, które gubią się na horyzoncie. Chęć brnięcia dalej zaczynała się stawać nałogiem, a myśl, że w Río de Janeiro zacznie się powrót przyprawiała mnie o niepokój.

Po południu dwunastego dnia podróży, jak każdego z pozostałych dni zatrzymałem się na stacji benzynowej. Nie tylko, żeby napełnić bak, ale także, aby zapytać, czy mógłbym tam spędzić noc. "Nie ma problemu! Możesz przenocować w moim domu!", powiedziała mi spokojnie sprzedawczyni. Zacząłem rozumieć tam coś, co było później czymś normalnym przez resztę drogi: nieopisana gościnność ludzi. Zdałem sobie sprawę, że musiałem się wiele na ten temat nauczyć i że ludzie byli w stanie zrobić dla mnie dużo więcej, niż był bym w stanie zrobić ja.

Dojechałem do bardzo szczególnej plaży, ukrytej za wysoką górą, pośrodku gęstej roślinności, bliskoParaty, już w stanie Río de Janeiro. Następnego ranka i po długiej nocy na twardej podłodze namiotu, zjadłem na śniadanie fasolę, jajka i wypiłem pyszną kawę z mlekiem. Po śniadaniu, wziąłem spokojnie motocykl i wyruszyłem w drogę z wielkimi oczekiwaniami dotarcia tamtego dnia do miasta wielkiego Chrystusa. Po przejechaniu około 20 kilometrów na północ porządnie podskoczyłem, kiedy nagle przypomniało mi się: "nie zapłaciłem za śniadanie!". Natychmiast wyobraziłem sobie przeklinającego mnie właściciela, wybiegającego na ulicę ze strzelbą w ręce, w pościgu za mną ... Pomyślałem, że mógłbym wrócić, żeby uregulować rachunek, ale kiedy wyobraziłem sobie tę zuchwałość, której znów miałbym unikać, zdecydowałem, że lepiej będzie zapłacić w drodze powrotnej do Buenos Aires.

Tamtego dnia zwiedziłem przepiękne, kolonialne miasto Paraty, z jego kamiennymi licami zalewanymi przez morze w czasie przypływów, gdy księżyc jest w pełni. Noc spędziłem na tylnim patio przydrożnej stacji benzynowej, starając się jak najoszczędniej wykorzystywać rezerwy gotówki. Następnego dnia w południe dojeżdżałem już do tego tak wyczekiwanego miasta, ale to kreśliło już końcowy punkt podróży. Drogi za Río de Janeiro miały pozostać tylko tajemnicą. Przyszła pora powrotu do domu. Dopadało mnie całe mnóstwo doznanych wrażeń. Z jednej strony radość z osiągnięcia czegoś, co wydawało mi się niemożliwe. Przebycia 3.500 na motorze 125cm 3 . Ale z drugiej strony, oburzenie spowodowane koniecznością pozostawienia przygody w najlepszym momencie.

Oczywiście pierwszą rzeczą, którą zrobiłem w tym magicznym mieście było znalezienie tego wielkiego Chrystusa, który swoimi otwartymi ramionami obejmuje całe to szaleństwo, które dzieje się dnie i noce na ulicach. Później znalazłem Cukrowy Chleb, przejechałem przez Ipanemę i Copacabanę oraz blisko mitycznej dzielnicy "favelas". Kiedy szukałem miejsca, aby się rozbić z namiotem, stało się to, czego się obawiałem: policjant stał na drodze pokazując, abym się zatrzymał. Był to policjant na motorze. Błyskawicznie pojawiło się w mojej głowie mnóstwo pomysłów: "właściciel baru podał mnie na policję...", to był pierwszy. Zatrzymałem motor za jego motorem, policjant podszedł i powiedział: "Dzień dobry, czy mógłby mi pan pomóc popchać motor, bo wyczerpał mi się akumulator?". Co za ulga! Po popchnięciu nogą, wdzięczny władza poprowadził mnie, aż do bramy campingu.

W dniach spokoju, kiedy rozbiłem namiot blisko Río zdecydowałem, że egzaminy na uniwersytecie mogą zaczekać kilka dni i określiłem nową metę. Dojechać do Salvador de Bahía, pięć tysięcy kilometrów dalej na północ. Do tego miasta dotarłem pięćdziesiąt siedem dni później po przeżyciu dziesiątek przygód. Zacząłem poznawać gościnność motoklubów. W Vitoria, stolicy Sergipe, pewien człowiek zobaczył mnie w deszczu i kiedy dostrzegł na motorze butlę z gazem, zapytał mnie: "ten motor jeździ na gaz?". Przygoda ta skończyła się wielką przyjaźnią i zostałem w jego domu dwa tygodnie, jako kolejny członek rodziny. Wjeżdżając do stanu Bahía miałem możliwość spędzenia kilku dni życia z tubylcami Pataxós zamieszkującymi Monte Pascual, pierwszym miejscu, które spotkali Portugalczycy podczas odkrywania tamtych ziem.

Przypadło mi zobaczyć ten niesamowity karnawał w tym regionie, w mieście Porto Seguro, gdzie przyjęli mnie ludzie z lokalnego klubu motorowego. Po przejechaniu przez Ilheus, ziemi Jorge Amado i jego Gabrieli, przepłynąłem rzekę na tratwie i dotarłem do półwyspu Maraú. Było to jedno z najpiękniejszych miejsc z plażą, które kiedykolwiek widziałem. Kilometry rajskich wybrzeży. Królestwo palm i białego piasku, gdzie składają swoje jaja żółwie.

Było gorące popołudnie, z całkowicie przejrzystym niebem, kiedy kołysałem się sam w falach. Po raz kolejny byłem bliski osiągnięcia mety i znów powracały mi myśli: "czy to nie moment, aby spełnić moje marzenie, albo przynajmniej tego spróbować? Jeśli teraz wrócę do domu, czy znowu kiedyś wyjadę? Założę rodzinę, dostanę lepszą pracę, będę miał dom, samochód... umrę nie próbując nawet spełnić swojego marzenia?". "Nic z tego! Nie umrę ze świadomością, że nawet nie spróbowałem!", powiedziałem to do siebie, patrząc na motor leżący w oddali w piasku. "Pojadę aż do Australii, do domu Waltera!". Od 15 lat mieszkał tam mój brat i byłby to idealny punkt na kolejną metę, gdyż był on najbardziej oddalonym punktem na całej planecie.

Pieniędzy miałem wystarczająco jedynie na powrót do domu i oczywiście wszystkieznaki na niebie i ziemi mówiły mi, że jestem szalony: "Jak przeżyjesz, kiedy skończą ci się środki? Gdzie będziesz spał, co jadł? Co się stanie, jak ci wszystko ukradną? Nie znasz tych miejsc! A jak będziesz miał wypadek?".

Chęci kontynuowania były silniejsze, niż wszystkie te obawy i w następnym rozdziale opowiem wam pozostałe przygody w Ameryce Południowej i w jaki sposób zdobyłem środki, żeby ją przemierzyć.

O wyprawie Elke i Gustavo możesz również przeczytać na:
http://re-moto.com/

  NAS Analytics TAG

Zdjęcia
Arraial DAjudaBarra Grande
Corrientes-PlanicieEntre Rios-El Palmar
Entre Rios-El Palmar 2Entre Rios-El Palmar 3
Estrada Da GraciosaEntre Rios-El Palmar 4
Entre Rios-El Palmar 5Itacare-Jamaica
Estrada Da Graciosa 2Divisa ES BA
Itacare-Jamaica 2Marau-Arena
MarauItacare
Mangue Seco 2Mangue Seco
Monte Pascoal-BiraiPalmas-Familia Wolff Cinhaia
MisionesMonte Pascoal-Birai 2
Monte Pascoal-Familia PataxoMarau 2
Monte Pascoal-Familia Pataxo 3Morro de Sao Paulo
ParatiPe de Serra
PalmasPalmas-Taize y Eva
Ponta da Fruta-Encuentro 3Ponta da Fruta-Encuentro 4
Ponta da Fruta-Encuentro 2Ruta
Ponta da Fruta-EncuentroRio de Janeiro-Ipanema
Porto Seguro-ExcursionPraia Do Guarau-Samir y Favio
SaliendoRuta BR101
SombraSalvador-Pelourinho
Salvador-AluminioSaliendo 3
Salvador-10000km-ChristianVila Velha-Repteis-Ruy Aranha Romulo
Salvador-TVESta Cruz da Cabralia
Salvador-SBTVitoria-Tercera Ponte
Vila De TrinidadeVitoria-Comiendo cangrejos
Vitoria-AmarradoVitoria-Rede Tribuna
Salvador-10000kmTaipus de Fora
Palmas-Eva y GabrielVitoria-Iemanja
Saliendo 2Lauro de Freitas-Maletas
Komentarze 1
Pokaż wszystkie komentarze
Dodaj komentarz

Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu. Ścigacz.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii. Jeżeli którykolwiek z komentarzy łamie regulamin , zawiadom nas o tym przy pomocy formularza kontaktu zwrotnego . Niezgodny z regulaminem komentarz zostanie usunięty. Uwagi przesyłane przez ten formularz są moderowane. Komentarze po dodaniu są widoczne w serwisie i na forum w temacie odpowiadającym tematowi komentowanego artykułu. W przypadku jakiegokolwiek naruszenia Regulaminu portalu Ścigacz.pl lub Regulaminu Forum Ścigacz.pl komentarz zostanie usunięty.

Nasi fani komentowali

Polecamy

Aktualności

NAS Analytics TAG
reklama
NAS Analytics TAG

sklep Ścigacz

    na górę