tr?id=505297656647165&ev=PageView&noscript=1 Via Baltica - pomysł na udaną wyprawę motocyklem NAS Analytics TAG
NAS Analytics TAG

Via Baltica - pomysł na udaną wyprawę motocyklem

Autor: Lovtza, Richie 2005.05.08, 21:11 7 Drukuj

Zdjęcia:

baltica trasamed
1. Tak prezentował sie plan wycieczki

 

NAS Analytics TAG

baltica 1med
2. Pierwszy postój i nocleg to Hotel w Sejnach, miasteczko 10km od granicy Polski z Litwą

 

baltica 2med
3. Nad Niemnem - zatrzymaliśmy się, aby nacieszyć sie pięknym widokiem

 

baltica 3med
4. i dać chwilkę odpocząć naszym maszynom

 

baltica 4med
5. Centrum Wilna

 

baltica 5med
6. Jeden z głównych placów Wilna

 

baltica 33med
7. Wileńska starówka jest bardzo przyjazna turystom

 

 

baltica 7med
8. Klasyczna architektura ryskiej starówki i krzykliwe kolory japońskiego przemysłu motocyklowego

 

baltica 8med
9. W Rydze nie brak ogródków piwnych

 

baltica 9med
10. Kufry to podstawowe wyposażenie w dalsze wycieczki na dwóch kołach

 

baltica 10med
11. Cisza i spokój na Ryskiej starówce

 

baltica 11med
12. Imponująca katedra górująca nad Starym Miastem

 

baltica 12med
13. Flagi narodowe podkreślają dumę mieszkańców Łotwy ze swej stolicy

 

baltica 13med
14. Piękna architektura jest w Rydze wszechobecna

  

 

Gdzie to jest?

Wiele osób słysząc takie nazwy jak Litwa, Łotwa czy Estonia nie za bardzo potrafi zaklasyfikować te kraje. W Polsce wiedza na temat państw nadbałtyckich jest raczej znikoma. Ciągle pokutuje u nas nazywanie ich „Ruskimi” i szufladkowanie naszych północnych sąsiadów gdzieś miedzy niepojętą Rosją i białoruską dyktaturą.

Czemu właśnie tam?

Chyba trochę z przekory... Na myśl o turystyce myśli większości ludzi biegną na południe do cieplejszych regionów. Co może być interesującego w chłodnej Estonii? Postanowiliśmy to sprawdzić osobiście. Zachętą były niskie ceny, relatywnie nieduża odległość od Warszawy i entuzjastyczne relacje naszych znajomych, którzy mieli już okazje odwiedzić Bałtów.

Co warto zobaczyć?

Przede wszystkim warto zobaczyć stolice. Wilno, Ryga i Tallin są miastami tak bardzo różnymi od siebie, że aż dziw bierze, jak to możliwe przy tak małych odległościach między nimi. Ale po kolei...

Pierwszego dnia wyruszyliśmy z Warszawy i aby nie przemęczać się zbytnio od razu, po przejechaniu ok 350 km polskimi drogami w średnim ruchu aut wyjeżdzających na długi majowy weekend, zanocowaliśmy w Sejnach, małej miejscowości w odległości zaledwie 10 km od granicy z Litwą.

Drugi dzień to przekroczenie granicy z samego rana i ok 150 km pustymi, równymi drogami litewskimi do stolicy tego kraju.

Nasza wycieczka zaczęła się więc na dobre od wizyty w Wilnie. Co prawda nie mieliśmy zbyt wiele czasu na jego zwiedzanie, ale kilka spostrzeżeń udało nam się wywieźć z tego bliskiego wielu Polakom miejsca. Miasto jest przytulne i komuś, kto mieszka w Warszawie może wydać się wręcz małe. Bardzo duża jest natomiast starówka, wyjątkowo zadbana i niesamowicie malownicza. Małe uliczki przy których stają piękne kamienice i imponujące kościoły pełne są ludzi i gwaru. Centrum starego miasta to oczywiście kafejki i puby. Wszędzie widać spokój i luz, ruch uliczny jest spokojny, aby nie powiedzieć, że wręcz leniwy.

Na ulicach słychać chyba wszystkie języki Europy. Dominują oczywiście litewski, rosyjski i polski. Na każdym rogu spotkać można Polaków, a wielu miejscowych mówi świetną polszczyzną. Klimat miasta jest bardzo ciepły i przyjazny – Wilno to idealne miejsce na weekendowy wypad i wyciszenie się w cywilizowanych warunkach od... cywilizacji.

Po skróconej problemami technicznymi, jakie pojawiły się w jednej z naszych maszyn, wizycie w stolicy Litwy ruszyliśmy na północ w kierunku Rygi. Mieliśmy więc jeszcze tego samego dnia do przebycia prawie równe 300 km. Już na samej wylotówce z Wilna przechwycił nas patrol litewskiej policji, ale o tym za chwilę. W czasie przejazdu na Łotwę zaskoczyło nas bardzo rzadkie rozmieszczenie stacji benzynowych. Przyzwyczajeni obecnością w Polsce stacji paliw na każdym rogu nie zaprzątaliśmy sobie zbytnio głów tankowaniem. Okazało się, że pierwsze stacja za Wilnem była w odległości ponad ... 80 km, co omal nie doprowadziło do przymusowego postoju na poboczu jednej z maszyn. Co jeszcze dziwniejsze, było to na odcinku drogi, która u nas byłaby nazywana autostradą, a następna stacja była... znów po ok 80 km. W każdym razie po zatankowaniu dojechaliśmy bez przeszkód do Rygi i z ulgą rozpakowaliśmy się po ok 550km na motocyklu tego dnia w hotelu pełnym... a jakże, Polaków.

Wieczorną Rygę można opisać jedynie w samych superlatywach! Miasto jest po prostu piękne! Starówka jest jedną z najładniejszych, jakie dane nam było w życiu zobaczyć. Stolica Łotwy bije na głowę swoim urokiem większość zachodnich miast i to nie tylko w kategorii urody, ale też oferowanych atrakcji. W sobotni wieczór ulicę miasta tętnią życiem i zabawą. Zaskoczyła nas mocno duża ilość knajpek, pubów i wszelkich innych lokali rozrywkowych. Gdyby ktoś przywiózł nas do Rygi z zamkniętymi oczyma i dopiero tam pozwolił otworzyć oczy to w pierwszej chwili przysiągłbym, że znalazłem się w jakimś rozrywkowym mieście gdzieś na południu Europy. Podobnie jak w Wilnie zaskakuje spokój, luz, brak krzyków i podejrzanych typów. Będąc tu nawet po raz pierwszy można naprawdę odprężyć się i poczuć bezpiecznie. Miasto jest sterylnie czyste i niewiarygodnie zadbane. W każdej kamieniczce i ulicy da się wyczuć dumę Łotyszy ze swojej stolicy i zaprawdę duma ta jest w pełni uzasadniona. Wszystko to okraszone jest wyjątkowo wysokimi, pięknymi łotewskimi dziewczynami i turystami z całego świata. Na ulicach centrum, wieczorową porą większość aut, jakie zobaczymy to BMW M3, modele serii 6,7 lub ostatecznie Audi A8...

Co ciekawe w całym mieście obowiązuje zakaz sprzedaży alkoholu po godzinie 22.00 poza wyznaczonymi do tego lokalami gastronomicznymi. Z jednej strony może to trochę utrudniać spontaniczny rozwój szampańskiej zabawy, ale z drugiej strony trzeba przyznać, że na ulicach nie widać nikogo pijanego.

Trzeciego dnia, rano Ryga przywitała nas mokrą, pochmurną pogodą. Po śniadaniu zabraliśmy, a właściwie zmuszeni byliśmy wykraść motocykle ze strzeżonego parkingu, gdzie wbrew umowie z poprzedniego wieczoru nie było człowieka pobierającego opłaty. Wjazd na ryską starówkę jest zastrzeżony dla mieszkańców i zaopatrzenia, ale nikt nie robił wielkiego problemu z faktu, że rozlokowaliśmy się z motocyklami na samym rynku. Po pysznej kawie z ciastkiem ruszyliśmy do Tallina - to około 300 km. Na tym odcinku Via Baltica zbliża się momentami na kilka metrów do piaszczystych plaż zatoki ryskiej dając możliwość podziwiania przepięknych widoków morza. Do estońskiej granicy jechaliśmy z grupą Finów i Estończyków, którzy nie zawracali sobie zbytnio głowy ograniczeniami prędkości, utrzymując wraz z nami średnią przejazdu rzędu 120-140 km/h.

Po szybkiej odprawie na granicy byliśmy już po estońskiej stronie rozkoszując się świetną nawierzchnia drogi i znikomym ruchem na trasie. Przerwa na obiad potwierdziła starą prawdę, że najlepsze jedzenie jest tam, gdzie stoją TIR-y. Nawet nie próbowaliśmy kryć swego zaskoczenia gdy wręczone nam menu było w zaledwie dwóch językach – estońskim i... polskim! Po obiedzie i malej przerwie na kawę byliśmy już w Tallinie. Hotel choć oddalony o kilka km od centrum jak się okazało miał bardzo dogodne połączenie z centrum, przez co już po południu byliśmy w talińskim porcie podziwiając zachód słońca nad zatoką fińską.

Starówka, podobnie, jak w przypadku Rygi, jest pełna knajpek o przeróżnym charakterze. Od typowych pubów przez trendy kluby aż po klimatyczne, sportowe knajpy, gdzie wydarzenia sportowe na bieżąco wyświetlane są na wielkich monitorach. To niesamowite, ale są kraje, gdzie to inne nacje niż Polacy uważane są za ostatnie moczymordy! Tak właśnie jest w Estonii nawiedzanej przez spragnionych wrażeń Finów. W swej ojczyźnie rodacy świętego Mikołaja mają mocno utrudniony cenowo i administracyjnie dostęp do napojów wyskokowych, co zachęca ich do odwiedzania Tallina. Weekendowe wycieczki Finów do Estonii kończą się zazwyczaj niekontrolowaną popijawą, której skutki było dane zobaczyć nawet nam. Z lekkim zniesmaczeniem przyglądaliśmy się nieudolnym próbom przywrócenia do pionu jednego z Finów przez jego kumpli, któremu, jak to ujął Marcin, wyczerpała się bateria. Jako, że wszystko się działo na środku ulicy, a baterie kumpli też były lekko nadgryzione, całe zajście wyglądało dosyć zabawnie.

W Estonii da się już wyczuć skandynawski klimat. Nie chodzi tylko o rozwój roślinności opóźnionej w stosunku do naszej o minimum 2-3 tygodnie ale też o oferowane usługi i podejście do klienta. W hotelach, poza śniadaniami w cenę często wliczona jest też poranna sauna, co w przyjemny sposób pobudza do życia w tym chłodnym klimacie. Po takim właśnie poranku ruszyliśmy na motocyklach na starówkę, skąd po kilku pamiątkowych fotkach ruszyliśmy w stronę Polski. Założenie było takie, że będziemy jechali tak długo, aż będziemy zmęczeni i wtedy poszukamy jakiegoś noclegu na trasie. Okazało się, że błyskawicznie i bezproblemowo przelecieliśmy przez Estonię i Łotwę mając przyjemny wiatr w plecy.

Na Litwie zatrzymaliśmy się na obiad na starym lotnisku przerobionym na hotel i restaurację. Po obiadku okazało się, że jesteśmy już tak blisko Polski, że męcząc się godzinkę dłużej dotarliśmy na imprezę pod Augustowem zorganizowaną przez znajomych. Razem 800 km jednego dnia. Ostatni dzień wycieczki to przelot do Warszawy. Na liczniku ponad 2300 km a na oponach zdecydowanie mniej bieżnika.

Jedzenie

Wszędzie bardzo dobre i niedrogie. Tutaj zdecydowanie wyróżnia się Estonia z ogromnymi porcjami, jakie się serwuje w knajpach. Nie sposób tego zmieścić, a jednocześnie żal zostawić. Ceny dań obiadowych wahały się w przeliczeniu na złotówki pomiędzy 15 a 20zł. Utrudnione mogą być poszukiwania lokalnych dań. We wspomnianym wyżej menu znaleźliśmy takie pozycje jak... schabowy, golonka czy też kotlet mielony! Przydrożne restauracyjki i knajpki serwują raczej „uniwersalne” posiłki nie zmuszając nikogo do eksperymentowania. Narodowe potrawy raczej znaleźć można w droższych restauracjach, ale takie z uwagi na nasz budżet raczej omijaliśmy.

Ludzie

Są wspaniali. Niesamowicie gościnni, życzliwi i pomocni. Mogliśmy się o tym przekonać już na samym początku wycieczki, gdzie kłopoty z układem paliwowym jednej z maszyn zmusiły nas do „przetoczenia” paliwa z innego motocykla. Mimo, iż cała sytuacja miała miejsce w szczerym polu znalazł się człowiek, który bezinteresownie zorganizował dla nas gumowy wąż niezbędny dla wykonania „zabiegu”. Zapewne osoba ta nie zdawała sobie nawet sprawy z faktu, jak bardzo nam pomogła i tym bardziej było nam głupio, że nie mogliśmy się odwdzięczyć. Pytając o drogę w Wilnie i Rydze zostaliśmy odeskortowani samochodami w odpowiednie miejsce przez zaczepione osoby, tak abyśmy nie musieli szukać za długo.

Mieszkańcy „Przybałtyki”, jak nazywają ten region Rosjanie, są zdecydowanie bardziej wyluzowani od nas. Widać to w sposobie w jaki poruszają się po drogach (limuzyny czy sportowe auta - 120km/h na autostradach, szybciej po prostu nie jeżdżą...), sposobie w jaki pracują i komunikują się z innymi. Aż chciałoby się zabrać trochę tego spokoju i uśmiechu ze sobą...

Jak się z nimi porozumieć?

Wszyscy mieszkańcy krajów nadbałtyckich powyżej 15-roku życia biegle posługują się językiem rosyjskim, który dla nas był podstawowym narzędziem komunikacji. Ogólnie rzecz biorąc Rosjanie i język rosyjski, z oczywistych dla wszystkich oprócz samych Rosjan względów, nie mają w tej części Europy zbyt wysokich notowań. Z tego właśnie względu warto rozpoczynając rozmowę zapytać, czy rozmówca nie ma nic przeciw konwersacji w tym języku. Wtedy raczej nikt nas nie zbędzie stwierdzeniem, że nie rozumie co do niego mówimy. Z jakiejś nieznanej nam przyczyny każdy, z kim rozmawialiśmy od razu wiedział, że jesteśmy Polakami, co natychmiast przełamywało lody.

W stołecznych miastach w powszechnym użyciu jest język angielski, więc młodsze pokolenia podróżników, które nie musiało od podstawówki uczyć się rosyjskiego też sobie jakoś poradzi. Gorzej z angielskim jest na prowincji, ale ciągle zostaje możliwość prób komunikacji w lokalnym narzeczu, które tak na Litwie, jak w Estonii i Łotwie było dla nas zupełnie niezrozumiałe.

Na jakim jechać sprzęcie?

Drogi w krajach nadbałtyckich są zdecydowanie lepsze niż te u nas. Momentami można odnieść wrażenie, że jest się u naszych zachodnich sąsiadów. Sam asfalt jest trochę inny niż ten, do którego przywykliśmy w Polsce, znacznie bardziej porowaty i szorstki. Z tego właśnie powodu odnieśliśmy wrażenie, że opony „schodzą” praktycznie w oczach. Dobre drogi nie zmuszają do przygotowywania się do wyprawy w tamte okolice na maszynie typu Varadero albo DL 1000. Wystarczy zwykły szosowy sprzęt.

Sama trasa Via Baltica jest mało skomplikowana „technicznie”. Nie ma tam górskich serpentyn czy też gruntowych odcinków. Nasze maszyny to same „600”-tki – Bandit, Fazer i R6.

Wszystkie spisały się bardzo dobrze, przy czym do szaleństw na pustych odcinkach najlepiej nadawała się „szóstka”, a najwygodniejszy był stabilny Bandit ze swą obszerną kanapą i bardzo dobrą ochroną przed wiatrem. Chwile na Bandicie były prawdziwym relaksem w zestawieniu z twardą kanapą Fazera i „kompaktową” pozycją na R6. Dodatkowo R6 można było przejechać nawet wspomniane 800km w ciągu ok 9 godzin, ale pod jednym warunkiem, że prędkość nie spada poniżej 120 km/h. Wtedy kierowca nie jest unoszony już lekko do góry i cały ciężar przenoszony jest na ręcę, a te w takiej sytuacji zaczynają mocno boleć i nie wytrzymywać trudów takiej jazdy po ok 300 km. Dobrym pomysłem dla wszystkich jest wtedy zamienianie się jednośladami dla odpoczynku rąk, a dla kierowców w pozycji prostej, dla odciążenia chwilowo kręgosłupa.

Policja

Drogówka u naszych północnych sąsiadów jest raczej bardziej restrykcyjna niż w Polsce. Przekonać się nam było dane o tym już na początku wyjazdu gdy zostaliśmy zatrzymani na przekroczeniu prędkości o 12 km/h w miejscu gdzie ograniczenie wynosi 90... U nas prawdopodobnie policjant nawet nie zaprzątałby sobie głowy tego typu wykroczeniem, ale tam na tle spokojnie jeżdżących kierowców takie przekroczenie prędkości odbierane jest jako coś poważnego. Z litewską policją negocjuje się dosyć ciężko i tylko dobra znajomość języka rosyjskiego z obu stron pozwalająca na zabawne zestawienie litewskiej rzeczywistości z tą, do której przywykliśmy w Polsce pozwoliła nam odjechać bez mandatu. Tutaj trzeba zaznaczyć, że to nie sama wysokość mandatu (ok. 80 zł) jest problemem, ale fakt, że policjanci upierają się przy uiszczeniu kary na miejscu, co w przypadku braku gotówki oznacza zatrzymanie prawa jazdy do czasu zameldowania się na posterunku z dowodem opłaty mandatu w banku.

Trochę zaskakujący był dla nas fakt, że litewska i estońska drogówka lubi stać z radarem w miejscach gdzie nie ma żadnych ograniczeń, w miejscach, gdzie aż prosi się o odkręcenie. Niektóre z tych miejsc to kilkukilometrowe proste z idealną widocznością i nawierzchnią, gdzie ciężko było się nieraz opanować i nie przetestować choćby przez chwilę prędkości maksymalnych własnego czy kolegi motocykla.

Koszty

Koszty wyjazdu do naszych północnych sąsiadów są zdecydowanie atrakcyjne. Średnia cena paliwa to około 3-3,5 zł i przy tym jest to zdecydowanie lepszej jakości paliwo, mimo że tankowaliśmy teoretycznie średniej jakości (95 a mają także 92 i 98) niż to co u nas sprzedawane jest pod nazwą „benzyna bezołowiowa”.

Wszystkie motocykle zużywały mniej paliwa, niż ma to miejsce w Polsce przy podobnej eksploatacji, więc raczej nie ma tu mowy o przypadku. Rekordzistą był Fazer zużywający nieraz tylko 5,0l/100km, a najwięcej paliła R6 od 5,5l do 6,6l/100km, zależnie od wiatru i prędkości przelotowych.

Jeśli już jesteśmy przy paliwie to warto zaznaczyć, że na wielu stacjach na Litwie wymagane jest uiszczenie opłaty przed tankowaniem. Nie zdając sobie sprawy z tego faktu daliśmy jednej z pań niezłą reprymendę za, w naszym nieświadomym odczuciu, traktowanie nas jak potencjalnych złodziei. Dystrybutor został co prawda włączony, ale dopiero po chwili zobaczyliśmy, że autochtoni najpierw płacą, a dopiero potem tankują...

Autostrady którymi mieliśmy okazję się poruszać są zwolnione z opłat. Od razu widać że ulubieniec redakcji, niedościgniony w swej kreatywności Marek Pol, nigdy nie mieszkał w krajach nadbałtyckich, gdyż nigdzie nie spotkaliśmy się z opłatami za przejazd mostami, tunelami czy jakimikolwiek drogami.

Ceny noclegów, ok 30-60zł za osobodobę w hotelach i wspomnianej wcześniej gastronomii, są bądź na takim poziomie jak u nas, bądź tańsze. Podobnie jest z usługami i cenami w sklepach. Słowem - nie ma się czego bać.

W naszej ocenie

Kraje nadbałtyckie jako cel turystycznego wyjazdu to w naszej ocenie znakomity pomysł. Jest tam blisko, ceny są bardzo rozsądne a drogi bardzo dobre. Jednak nade wszystko urzekło nas piękno tamtej ziemi i niesamowicie przyjaźni ludzie. Jeśli ktoś zdecyduje się na odwiedziny u naszych północnych sąsiadów to już teraz możemy się pokusić o stwierdzenie, że będzie to milo spędzony czas. Po tym wyjeździe rozumiemy czemu Litwini, Estończycy i Łotysze tak mocno obruszają się za nazywanie ich „ruskimi”. Kraje te, choć ciągle widać w nich pozostałości sowieckiego panowania, mają więcej wspólnego z Londynem niż Moskwą.

Nie należy się jednak sugerować wielkością państw nadbałtyckich. Pomimo swych raczej skromnych wielkości, oferują one mnóstwo rzeczy do zobaczenia poczynając od wspaniałych miast, przez ciekawostki historyczne i przyrodnicze kończąc na przepięknym wybrzeżu morza bałtyckiego. Polecamy!

Zdjęcia c.d.

baltica 16med
15. Przydrożna knajpka w Estonii zaoferowała nam niezapomnianej wielkości i jakości porcje jedzenia

 

baltica 17med
16. Ceny paliwa wszędzie były dla nas miłym zaskoczeniem

 

baltica 18med
17. Tak wygląda Via Baltica – cisza i spokój

 

baltica 34med
18. Talliński ratusz

 

baltica 19med
19. Wieczorne uliczki Tallina

 

baltica 20med
20. Zachód słońca nad talińskim portem

 

baltica 21med
21. Zatoka Fińska – dalej jest już tylko Finlandia

 

baltica 22med
22. Tallińskie kamienice

 

baltica 23med
23. W architekturze Tallina zdecydowanie widać skandynawskiego ducha

 

baltica 24med
24. Tallińska starówka za dnia

 

baltica 25med
25. Estońsko-Łotewskie przejście graniczne – warto zwrócić uwagę na rozwój roślinności – tam jest ciągle przedwiośnie

 

baltica 26med
26. Łotewskie równiny

 

baltica 27med
27. Miejscami Via Baltica zbliża się do morza na wyciągniecie ręki oferując zapierające dech w piersiach widoki

 

baltica 31med
28. Cisza, przestrzeń, spokój...

 

baltica 32med
29. Bezkresne bałtyckie plaże

 

baltica 29med
30. Przytulny hotel zorganizowany w budynkach byłego lotniska

 

baltica 30med
31. Tu i ówdzie widoczne pozostałości wielkiego Związku Radzieckiego

 

Polecamy

Aktualności

NAS Analytics TAG
reklama
NAS Analytics TAG

sklep Ścigacz

    na górę