Triumph Trident 800. Dynamiczny roadster dla wymagaj±cych. Test motocykla
Trident 800 - czy to ma sens? Moim zdaniem tak. Bo pomimo tego, że z jednej strony masz Tridenta 660, a z drugiej Street Triple, to Trident 800 nie zastępuje żadnego z nich. On po prostu rozsiada się w tym wolnym miejscu, które zostało pomiędzy.
Jadąc na Tridencie 800 od razu poczułam się jak w domu. Nie było potrzeby "wjeżdżania się", przyzwyczajania się do motocykla Po prostu - wsiadasz, odkręcasz manetkę i jedziesz. I to jest w nim najlepsze, bo daje frajdę w sposób, który nie wymaga wysiłku.
Sercem Tridenta jest trzycylindrowy silnik o pojemności 798 cm³, który generuje 115 KM i 84 Nm. I jeśli kojarzysz tę jednostkę z Tigera Sport 800, to jesteś w dobrym miejscu, bo baza jest podobna, tylko tutaj, jak to ładnie mówią inżynierowie, silnik jest "tuned", czyli zestrojony tak, żeby Trident był bardziej dynamiczny. I to czuć. Reakcja na gaz jest natychmiastowa, zero zawahania, wszystko dzieje się precyzyjnie i dokładnie wtedy, kiedy tego chcesz. A w połączeniu z górskimi winklami jest to czysta przyjemność.
Warunki drogowe na Cyprze potrafią być różne. Idealny asfalt, a za chwilę nierówności, studzienki, pofalowania. Warunki atmosferyczne również były zróżnicowane - od oberwania chmury po słońce. Dzięki temu miałam okazję sprawdzić Tridenta w każdych warunkach. Jego kręgosłupem jest stalowa, rurowa rama ze stalowym wahaczem. Zawieszenie to Showa - z przodu widelec USD 41 mm z regulacją tłumienia i odbicia, z tyłu amortyzator Showa z regulacją napięcia wstępnego i odbicia. Zawieszenie potrafi wytłumić nierówności, a w dynamicznej jeździe trzyma motocykl w zakręcie i pozwala się nim po prostu cieszyć.
Do tego dochodzi elektronika. Dzięki przepustnicy ride-by-wire otrzymujemy trzy tryby jazdy - Road, Sport i Rain, a działanie kontroli trakcji jest dostosowana do każdego z nich. Road jest najbardziej "na co dzień" i jednocześnie najbardziej optymalny, bo możesz jechać dynamicznie, ale dalej masz luz i komfort, żeby podziwiać widoki. Rain, który w końcu na testach miałam okazję sprawdzić w deszczu, a raczej przy oberwaniu chmury. Zawsze woziłam ze sobą przeciwdeszczówki w plecaku, żeby nie padało - tym razem to nie zadziałało. Chmura oberwała się w takim miejscu, gdzie nie było przestrzeni na postój a później na ubieranie się w przeciwdeszczówki było już za późno. Deszcz w połączeniu z Tridentem to zero stresu, zero uślizgów, w żadnym momencie nie poczułam się niekomfortowo. Duża w tym zasługa też opon, Michelin Road 6.
Następnie przyszedł moment, kiedy pogoda się poprawiła, asfalt zrobił się suchy i włączyłam tryb Sport. Zaczęła się ta część dnia, dla której w ogóle warto wstawać. To była bajka. Taka moja ulubiona "joga na motocyklu": gaz, hamowanie, prawo albo lewo, gaz, hamowanie, prawo albo lewo… i nagle orientujesz się, że minęło pół dnia, a ty jesteś bardziej wypoczęta niż rano.
Trident 800 ma z przodu podwójne tarcze, radialne czterotłoczkowe zaciski i stalowy oplot. Hamowanie jest skuteczne i przewidywalne. Naciskasz klamkę i hamujesz. Nie musisz się do tego przyzwyczajać, nie musisz "uczyć się" dozowania. Dodatkowo jest cornering ABS, co w winklach i przy gorszych warunkach daje ci ten przyjemny margines bezpieczeństwa, którego nie widać, dopóki nie jest potrzebny. Komfort zwiększa sześciobiegowa skrzynia biegów z quickshifterem. Działa on tak dobrze, że mam wrażenie, iż trzeba by odprawić jakieś czary, żeby bieg nie wskoczył, albo żeby nie dało się go wbić.
Trzycylindrowy Triumph potrafi brzmieć i tym przypadku nic się nie zmieniło. Jedynie wygląd wydechu budzi moje zastrzeżenia, ale jak komuś to przeszkadza - akcesoryjny Akrapovič czeka i temat się rozwiązuje.
Kokpit to okrągły, czytelny ekran TFT, który można połączyć ze smartfonem, co daje między innymi nawigację "zakręt po zakręcie". Dla tych, którzy myślą o dłuższych trasach jest też tempomat, dzięki niemu nadgarstek wam nie zdrętwieje i nie "odpadnie" po paru setkach kilometrów.
Wizualnie Trident 800 wygląda jak przypakowany Trident 660. Zbiornik jest szerszy, mieści 14 litrów paliwa, masa z płynami i paliwem to 198 kg, co jest naprawdę przyzwoitym wynikiem w tej klasie. I jest jeszcze detal, który ja po prostu lubię: minimalistyczny uchwyt tablicy rejestracyjnej, dzięki któremu tył wygląda zgrabnie i zdecydowanie, a nie jak jakiś dziwny, wystający ogon. Do tego pełne oświetlenie LED i charakterystyczny, okrągły reflektor z przodu, czyli klasyka w nowoczesnym wydaniu.
Pozycja na Tridencie jest wyjątkowo wygodna. Kierownica jest szersza niż w 660, kanapa jest na wysokości 810 mm. Mam 170 cm wzrostu i bez problemu dotykam stopami do ziemi. Siedzisz wyprostowany, naturalnie, ale kiedy chcesz pojechać dynamicznie, możesz się do niego "przytulić" i nadal jest wygodnie. I to jest kwintesencja tego motocykla - z jednej strony luz, z drugiej frajda i dynamika.
Dla kogo jest Trident 800? Dla osób, które szukają motocykla miejskiego, dynamicznego, ale nie tak agresywnego jak Street Triple. Dla tych, którzy chcą komfortu i swobody, ale nie chcą nudy. Dla ludzi, którzy czują, że 660 to już "trochę za mało", a Street to "trochę za dużo". I dla tych, którzy lubią wsiąść i od razu mieć wrażenie, że wszystko jest na swoim miejscu.
Trident 800 jest dostępny w trzech malowaniach, a jego cena zaczyna się od niecałych 47 tysięcy złotych. Więcej o modelu znajdziecie na stronie Triumph Polska.


Komentarze 1
Poka¿ wszystkie komentarzeBla bla zero rzetelnego testu, nieudolnie maskowana laurka reklamowa op³acona przez producenta, okraszona oficjalnym zdjêciami prasowymi. Dej Pani spokój.
Odpowiedz