Recykling kontra motocykli¶ci. Unia z³omuje pasjê?
Unia Europejska znów majstruje przy przepisach, a tym razem bierze na cel nasze jednoślady. Trwają prace nad nową wersją unijnej dyrektywy o pojazdach wycofanych z eksploatacji (End-of-Life Vehicles - ELV), która do tej pory dotyczyła głównie samochodów.
Teraz Komisja Europejska chce rozszerzyć jej zakres o motocykle. Choć z pozoru może to wyglądać jak proekologiczny krok naprzód, w rzeczywistości może to oznaczać katastrofę.
Pod hasłem walki o gospodarkę o obiegu zamkniętym, unijni urzędnicy planują objąć motocykle tymi samymi rygorystycznymi przepisami co auta. Chcą podnieść poziomy recyklingu, zaostrzyć przepisy dotyczące baterii w pojazdach elektrycznych i przerzucić jeszcze więcej obowiązków na producentów poprzez tzw. Rozszerzoną Odpowiedzialność Producenta (EPR). Brzmi ekologicznie? Może i tak, ale w przypadku motocykli jest to działanie, które może więcej zaszkodzić niż pomóc.
Motocykle już teraz są znacznie bardziej przyjazne środowisku niż samochody, bo potrzebują mniej surowców, generują mniej odpadów i mają o wiele dłuższy cykl życia. A to dzięki pasjonatom, którzy potrafią tchnąć nowe życie w maszynę mającą trzy dekady na karku. To my - fani jednośladów - od lat prowadzimy nieformalny recykling, odzyskujemy części, budujemy projekty od zera, często przy garażowych warsztatach, gdzie każda śrubka znajduje drugie życie. W krajach Zachodu aż 50-60 proc. części motocyklowych trafia ponownie na drogi. Dla porównania w przypadku samochodów jest to ledwie 15 proc.
Nowe przepisy mogą zrujnować ten naturalny ekosystem pasji. Jeśli masz motocykl w trakcie odbudowy, niekoniecznie klasyk, ale starą Yamahę czy Suzuki z lat 80., może się okazać, że zostanie on uznany za odpad tylko dlatego, że jeszcze nie jeździ. Mało tego, unijne normy mogłyby zmusić Cię do oddania go na złom, mimo że masz plan i chęć, by przywrócić go do życia. To nie żart! W świetle projektowanych przepisów to Unia może decydować, kiedy Twój motocykl "skończył żywot", a nie Ty.
To wszystko wywołało burzę wśród motocyklistów, a Federacja Europejskich Stowarzyszeń Motocyklistów (FEMA) stara się obecnie nagłośnić temat i zaalarmować instytucje, organizacje, europosłów, czyli wszystkie możliwe środowiska, które mogą nam pomóc. Chodzi o to, by nagłośnić temat i wprowadzić poprawki do proponowanych regulacji.
Federacja chce przede wszystkim, by motocykle zostały całkowicie wyłączone z zakresu nowych przepisów albo by każde państwo mogło ustalać własne reguły. Domaga się też uznania motocykli powyżej 30 lat jako hobbystycznych, które nie powinny być traktowane jak odpady. Projekty renowacyjne powinny móc być kontynuowane, bez groźby przymusowego złomowania. Złomowanie musi pozostać darmowe, a sprzedaż części i projektów możliwa bez zbędnej biurokracji. Nie można pozwolić, by motocykle bez papierów lub przeglądu były automatycznie uznawane za śmieci.
Nie chodzi o to, że jesteśmy przeciwni ochronie środowiska. Wręcz przeciwnie! Ale nowe przepisy są oderwane od realiów świata motocykli. Ignorują motocyklowe środowisko, praktyki i efektywność w wykorzystywaniu tego, co już mamy. Zamiast wspierać oddolne systemy napraw i recyklingu, Unia chce je zniszczyć w imię "jednolitego podejścia". Nie pozwólmy na to.


Komentarze 1
Poka¿ wszystkie komentarzeW weekend wybory. Jedna opcja przybli¿a do implementacji takich regulacji, a druga pozwala mieæ nadziejê, ¿e oddala.
Odpowiedz