Pit bike - NPK Riders w Rumunii

Autor: Marcin Machura 2010.03.04, 15:58 12 Drukuj

Rumunia. Raj dla maniaków błota wydobywającego się fontannami spod kół ryczących na stromych wzniesieniach motocykli i quadów. Kraj goszczący najlepsze i najbardziej znane imprezy motocrossowe i enduro w Europie

10 dni, 5 riderów, 7 pit bike'ów i rumuńskie Karpaty. 2 lata wcześniej zupełnie przypadkiem spotkało się kilku zapracowanych typów, którzy woleli kanapy crossówek na wyboistych leśnych podjazdach, niż kanapę przed telewizorem. Do tego doszła fascynacja relacjami z takich imprez, jak Red Bull Romaniacs czy Erzberg Rodeo. Wkrótce okazało się, że Ameryka oszalała na punkcie pit bike'ów. Niewielkich crossów z silnikami od 50 do 125 cm3 pozwalających rozwijać prędkość do 100 km/h! Musieliśmy je mieć! Aukcje internetowe, dystrybutorzy - po kilku tygodniach w garażu stanęła pierwsza partia pitów, kiedy na naszych komputerach było już parę giga filmów, opowiadających o tym, co można wyrabiać na takim sprzęcie. Zajawka rosła każdego dnia i tak w dużym skrócie powstał motocrossowy team NPK Riders.

Pierwsze przygotowania

Pierwszy rok upłynął pod znakiem zapoznawania się ze sprzętem i szkolenia techniki w podwarszawskich lasach, ale w głowie już świtały ambitniejsze plany. I wreszcie stało się. Dwa kilkudniowe wypady w nieobjęte ochroną części polskich Tatr, zorganizowane dzięki pochodzącym z Podhala członkom teamu sprawiły, że powąchaliśmy trochę hardcoru. Prawdziwa przygoda była jednak dopiero przed nami. Po pierwszym sezonie okazało się, że w Polsce pojawił się pierwszy profesjonalny dystrybutor pit bike'ów - firma Diabolini, pod której skrzydła trafił team NPK Riders. Dzięki tej współpracy mogliśmy śmielej zacząć planować poważniejszą wyprawę na tych wyjątkowych maszynach.

Kierunek...

...Rumunia! Raj dla maniaków błota wydobywającego się fontannami spod kół ryczących na stromych wzniesieniach motorów i quadów. Kraj goszczący najlepsze i najbardziej znane imprezy motocrossowe i enduro w Europie. Nasz wybór był oczywisty. Gorzej było ze zgraniem terminów. Potem kolejne etapy organizacyjne - pity, części zamienne, narzędzia, sprzęt ułatwiający przeżycie w górach w razie nieplanowanych noclegów oraz transport. W końcu nadszedł ten dzień - 11. września 2009 roku. Team NPK Riders wyruszył w euforii na trip Pit The Hill Romania 2009.

Przygotowując się do wyprawy, udokumentowaliśmy dwa najlepsze spoty dla fanów crossowych doznań, w ramach ciągnącego się przez całą Rumunię łańcucha Karpat. Są to okolice miasta Sibiu znanego z imprezy Red Bull Romaniacs, leżącego nieopodal słynącej z zamku Drakuli Transylwanii oraz okolice Caransebes. Wybraliśmy to drugie miejsce, położone 100 km na południowy wschód od Timisoary, ze względu na mniejszą o ponad 300 kilometrów odległość od Polski. Tak czekała nas 24-godzinna podróż minivanem wypełnionym szczelnie riderami i sprzętem z nieproporcjonalnie wielką przyczepą z pitami.

Po dotarciu do wioski Borlova, w której znajdowała się nasza baza, mieliśmy wrażenie, że nie jesteśmy w Rumunii. Architektura przypominała połączenie meksykańskich hacjend z greckimi domostwami. Miejsce, w którym się zatrzymaliśmy, było wyspecjalizowanym w goszczeniu oraz obsłudze riderów pensjonatem, położonym między górskimi szczytami, które w ciągu najbliższych dziesięciu dni miały być celem podjętego wyzwania.

2000 metrów nad poziomem morza

Następne dni upłynęły pod znakiem całodziennych, wyczerpujących eskapad na kolejne szczyty, podczas których łataliśmy podziurawione na kamieniach dętki, wymienialiśmy połamane klamki oraz błogosławiliśmy chwile, w których kupiliśmy nasze camelbagi - czyli wszystko zgodnie z planem. Pierwszego dnia, w ramach rozgrzewki, zaatakowaliśmy turystyczne wzgórze z górującą nad okolicą kamienną basztą. Najwyżej kilkaset m n.p.m. Pozornie - przebieżka. Ostatni odcinek niektórzy z nas pokonywali ponad 2 godziny, walcząc z palącym słońcem, w tumanach kurzu, próbując łapać się bieżnikiem koła nawet najmniejszego korzenia, aby pokonać niewidoczną z dołu stromiznę.

Potem zdobyliśmy jeszcze tzw. Pięć Wzgórz, znów niewinna nazwa. Kolejnym etapem była góra Muntele Mic, będącą zimą znanym narciarskim stokiem. Po ich zdobyciu spotkaliśmy riderów na pełnowymiarowych „sześćsetkach". Przecierali oczy ze zdziwienia, jak dostaliśmy się w takie miejsce na pit bike'ach!

I na koniec

Zwieńczeniem ponadtygodniowej zaprawy był jak najbardziej poważny i najwyżej położony w tej okolicy szczyt góry Tarcu, 2193 m n.p.m. Zdobycie go wiązało się z pokonaniem urozmaiconego, ale nieustannie wiodącego w górę szlaku. Napotkaliśmy zarówno głazy niczym na austriackim Erzbergu, strome piaszczyste podjazdy, jak i połoniny, które w bliższym starciu okazały się być pofałdowanymi pagórkami, na których można było nawet urwać wydech. Dziesięć dni upłynęło szybko, ale wrażeń wystarczy na cały rok.

Ekipa NPK chciała podziękować za wsparcie firmom: Diabolini, Red Bull, High Level Films oraz Mateuszowi Pasternakowi za zdjęcia.

pit bike rumunia diabolini 2009

pit bike duzy podjazd

diabolini w zakrecie rumunia

Zdjęcia
Komentarze 5
Pokaż wszystkie komentarze
Dodaj komentarz

Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu. Ścigacz.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii. Jeżeli którykolwiek z komentarzy łamie regulamin , zawiadom nas o tym przy pomocy formularza kontaktu zwrotnego . Niezgodny z regulaminem komentarz zostanie usunięty. Uwagi przesyłane przez ten formularz są moderowane. Komentarze po dodaniu są widoczne w serwisie i na forum w temacie odpowiadającym tematowi komentowanego artykułu. W przypadku jakiegokolwiek naruszenia Regulaminu portalu Ścigacz.pl lub Regulaminu Forum Ścigacz.pl komentarz zostanie usunięty.

Nasi fani komentowali

Polecamy

Aktualności

reklama

sklep Ścigacz

    na górę