tr?id=1223146534440221&ev=PageView&noscript=1

Najlepsze motocykle do jazdy w świecie opanowanym przez zombie

Autor: Łukasz „Boczo” Tomanek 2011.12.28, 12:43 49 Drukuj

Śmiertelny wirus wyniszczył ludzkość. Cała cywilizacja została zgładzona. Nawet Facebook przestał działać. Świat opanowały zombie. Pojawia się podstawowe pytanie – jakim motocyklem najlepiej jeździć w takich okolicznościach?

Od redakcji: Pierwotnie tekst ten miał zostać opublikowany na http://boczo.riderblog.pl/, gdzie Boczo nie jest przez nikogo pilnowany i może wypisywać swoje karkołomne przemyślenia bez filtru redaktora naczelnego. Uznaliśmy jednak, że kwestia wyboru motocykla, który najlepiej sprawdzi się w post apokaliptycznym świecie jest na tyle ważna, że zasługuje na osobną publikację. Profilaktycznie jednak przepraszamy...

Póki co, świat jest wspaniały. Wszyscy jesteśmy szczęśliwi po świętach, radośnie czekając na implozję naszych żołądków. Niedługo Sylwester, zabawa, wodospady alkoholu, fajerwerki, niechciane ciąże. Wszystko jest pozytywne i sielankowe. Ale niestety kiedyś się to skończy. Dlaczego? Sprawa jest prosta – koniec świata. Nie wiemy, jak to się stanie. Nie wiemy też kiedy (choć podobno Majowie mają jakieś informacje). Może to być jutro, może to być w przyszłą środę, może to być za 100 lat. Przyjmijmy jednak tendencyjną opcję wirusa i metamorfozy ludzkości w odrażające, jedzące mózgi zombie. Tak, wiem, że to pytanie ciśnie się na usta wszystkich. Jaki motocykl będzie najlepszy do przemierzania świata opanowanego przez paskudnych nieumarłych?

Ostatnią rzeczą jakiej chcesz doświadczyć podróżując po świecie zainfekowanym przez przebrzydłe na wpół martwe kreatury jest ból pleców. A najlepszym narzędziem do jego unikania jest Honda Goldwing. To zenit motocyklowego komfortu, a więc wypoczęty i zrelaksowany jeździec będzie mógł spożytkować zaoszczędzoną energię na wesołą rozwałkę nioeumarłych za pomocą wiosła lub siekiery. Goldas ma jeszcze jedną niepodważalną zaletę. Jeśli zombiaków uzbiera się w jednym miejscu określona liczebna zgraja, można w nie wjechać. Wielu pewnie uważa, że w tym momencie napiszę coś o BMW. I mają rację. No bo jak można nie wspomnieć o R1200GS  w momencie kiedy rozmawiamy o post apokaliptycznym świecie opanowanym przez zombie? To prawdę mówiąc moje pierwsze skojarzenie i ja wybrałbym wersję Adventure. Jest wielka, potężna, ma zbiornik paliwa na sześć tysięcy litrów, przejedzie przez większość ruin zgładzonych metropolii i nie zaskoczy nas ewakuacją korbowodu. Poza tym jakoś pasuje mi idea jazdy niemieckim sprzętem w zrujnowanym, mrocznym, smutnym świecie.

Niby fajnie byłoby przemierzać wspomniany smutny, ponury świat kontrastującym krwistoczerwonym Ducati, ale o ile jedyny żyjący człowiek nie jest dentystą, nie ma to sensu. Oprócz tego nikt nie chce zatrzymać się na poboczu w lesie z paskiem rozrządu w dwunastu częściach. Nikt nie chce tego w cudownym i sielankowym świecie, a co dopiero w lesie, gdzie w niedźwiedzich gawrach nieumarłe paskudy konsumują czyjąś mosznę. Poza tym skoro wszyscy już nie żyją, a po świecie hasają jedynie zombie, komu mielibyśmy imponować?

No właśnie, skoro cała ludzka cywilizacja została zgładzona przez śmiertelnego wirusa, istnieje spora szansa, że nikt nie stoi w kasie na stacjach benzynowych. Dlatego tez możemy pobawić się V-Maxem. To trochę przykre, że postapokaliptyczny świat, w którym wszyscy ludzie nie żyją, a ich resztki zombie tłamszą w swoich ohydnych mordach wydaje się jedyną sensowną okolicznością kiedy można pojeździć V-Maxem bez obawy o spalanie. Zresztą spójrzcie na niego. Wygląda, jakby sam spowodował tą apokalipsę. I skoro może nim jeździć Ghost Rider w nowym filmie, to dlaczego nie może jeździć nim ostatni żyjący na ziemi człowiek? Z emocjonalnego i „wow, ależ on groźny i mroczny” punktu widzenia V-Max jest idealny. Ale pod kątem praktyczności i faktu, że trzeba się co dwie i pół minuty zatrzymywać się po benzynę już nie.

Myślę, że całkiem fajne byłoby także uciekanie zombiakom przez lasy na KTM 530 EXC czy Hondzie CRF. Wykorzystamy je w pełni, bo i tak prawdopodobnie w niedalekiej przyszłości zwieńczymy swój żywot w sposób mało godny – mając wątrobę wydartą zębami. Więc widmo śmierci nie przyćmi ogarniania sprzęta w 100%. A idąc zaś tym tokiem rozumowania interesującą opcją będzie pierwsze Kawasaki ZX10R i KTM Super Duke. A cóż ważniejszego jest niż zaznanie nieco funu w tak okrutnych, morderczych okolicznościach?

Kwestia Harleyów. Oczywiście, że trzeba o nich wspomnieć. Ja osobiście wybrałbym Muscle, bo reszta tych dudniących grzejników będzie raczej bezużyteczna w survivalowych okolicznościach i nikt na nich żadnemu zombie nie ucieknie. Ale jeśli kiedyś cywilizacja odżyje i ktoś będzie chciał nakręcić film o ostatnim człowieku, który podróżował przez trudny, skalany zombie świat, fajnie byłoby, aby człowiek ten jeździł starym Knuckleheadem. Ten przekozacki sprzęt olśniewa swoim imidżem, jest w 100% klasyczny i cudowny i uważam, że jeszcze cudowniej wyglądałby z motywem czaszki, kaburą na shotguna i głową zombie zamiast przedniej lampy.

Dobrze, ale potrzebujemy naprawdę bad boyowego, złowrogiego, przerażającego motocykla, które perfekcyjnie pozostanie w pełnej symbiozie z apokaliptycznymi okolicznościami przyrody. Chciałbym powiedzieć „Diavel”, ale za bardzo pachnie mi on procesem product placement, opanowanym przez Ducati do perfekcji i modnymi, podstarzałymi kowbojami z problemami w sekcji spodni. Chciałbym powiedzieć „Intruder M1800”, ale problem jest podobny i dochodzi do niego ogromna chęć posiadania czegoś wielkiego, co nie jest Harleyem. Zatem co? Triumph Rocket III Roadster. Ten motocykl nie powstał po to, aby dobrze wyglądać przed stacją benzynową, na której zapleczu zombie pałaszują personel. Ale ta bestia cholernie dobrze tu pasuje. Brzmi jak Armagedon, dysponuje podobnym do niego momentem obrotowym i założę się, że dobrze wyglądałaby z zamontowana wyrzutnią rakiet.

 Jestem świadom faktu, że wśród osób które dotarły do tej części tekstu są również takie, które myślą sobie zapewne „Cóż za dziwny, przykry psychopata”. To wielce prawdopodobnie, ale czym byłby świat, jeśli nie zadawalibyśmy sobie zupełnie idiotycznych pytań? Np. jaki motocykl będzie najlepszy do podróżowania po post apokaliptycznym świecie? Zanim ktoś zacznie w złości wymachiwać rękami w powietrzu i napisze w komentarzach coś w stylu „Bosz, ten portal schodzi na psy, zero profesjonalizmu, co za idiotyczna lista, a gdzie Yamaha R1, gdzie Honda Fireblade! Żal! Ścigacz.pl upada i wkrótce umrze”, niech przez chwilę się zastanowi. Przecież jest apokalipsa, wszyscy nie żyją, w tym dealerzy motocykli. Przecież można sobie podjechać do salonu, zabrać kluczyki i odjechać dowolnym sprzętem. Czyż to nie piękne? No może oprócz faktu, że jesteś ostatnią żyjącą osobą na ziemi, a twoim głównym zmartwieniem jest to, czy kogoś nagle nie ogarnie niepowstrzymana ochota na zjedzenie twojej krtani.

Zdjęcia
motor vmax 2009 yamaha test d mg 0099
Honda Goldwing w trasie kufry
Knucklehead HD
ktm exc-r 2008 od tylu
miesniak w garazu Harley Davidson V Rod Muscle
prawy przod Triumph Rocket III Roadster
prawy tyl dol diavel
statyka widok z lewej
Komentarze 32
Pokaż wszystkie komentarze
Autor: Vincent 11/10/2014 20:31

Dobrze gada, Polac mu!

Odpowiedz
Dodaj komentarz

Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu. Ścigacz.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii. Jeżeli którykolwiek z komentarzy łamie regulamin , zawiadom nas o tym przy pomocy formularza kontaktu zwrotnego . Niezgodny z regulaminem komentarz zostanie usunięty. Uwagi przesyłane przez ten formularz są moderowane. Komentarze po dodaniu są widoczne w serwisie i na forum w temacie odpowiadającym tematowi komentowanego artykułu. W przypadku jakiegokolwiek naruszenia Regulaminu portalu Ścigacz.pl lub Regulaminu Forum Ścigacz.pl komentarz zostanie usunięty.

Nasi fani komentowali

Polecamy

Aktualności

reklama

sklep Ścigacz

    na górę