Jednoko³owiec kontra przepisy. 1000 z³ za brawurê
To nagranie z wideorejestratora dolnośląskiej drogówki potrafi zaskoczyć. Nieoznakowany radiowóz uchwycił mężczyznę jadącego jezdnią na elektrycznym monocyklu, czyli jednym kole bez kierownicy.
24-latek jechał z prędkością 61 km/h, a przynajmniej takie było wskazanie policyjnego wideo rejestratora. Szacunek za odwagę, ale to jednak było nieco niebezpieczne, szczególnie jeśli pomyśle o stanie wrocławskich dróg i zimowych warunkach.
Oczywiście zgodnie z prawem elektryczny jednokołowiec nie jest zapraszany na jezdnię, a jego naturalnym środowiskiem powinna być droga dla rowerów. Jeśli jej nie ma, pozostaje chodnik, ale tylko przy prędkości zbliżonej do tempa pieszego i z bezwzględnym ustępowaniem pierwszeństwa. Tymczasem bohater nagrania wybrał asfalt i gaz do oporu, a kamera w radiowozie bez trudu zarejestrowała zarówno trasę przejazdu, jak i wynik na liczniku. Jak poinformował asp. Paweł Noga z KWP we Wrocławiu, kierujący złamał jednocześnie dwa przepisy, bo zamiast maksymalnych 20 km/h poruszał się trzykrotnie szybciej i to w miejscu, gdzie w ogóle nie powinien się znaleźć.
Kontrolę zakończyła kara w wysokości 1000 złotych. 24-latek przyjął mandat na miejscu, bez prób tłumaczenia czy szukania wymówek. Policjanci przy okazji przypomnieli, że niezależnie od tego, czy ktoś jedzie motocyklem, hulajnogą czy elektrycznym jednokołowcem, zasady są po to, by każdy miał szansę dotrzeć do celu w jednym kawałku. Szczególnie w zatłoczonym centrum miasta, gdzie margines błędu bywa brutalnie mały.
Swoją drogą, warto chyba jeszcze napisać, skąd właściwie wzięły się te futurystyczne maszyny balansujące. Choć dziś EUC kojarzą się z nowoczesną elektroniką, w rzeczywistości to technologia pochodząca z początków motoryzacji. Już w 1869 r. pojawił się patent na ręcznie napędzany monowheel, a w kolejnych dekadach XX wieku powstawały eksperymentalne konstrukcje, które jednak nie potrafiły przebić się do masowej wyobraźni. Przełom przyszedł dopiero w 2001 r., gdy Segway udowodnił, że technologia samo-balansowania ma sens i może działać w codziennym użytkowaniu.
Dziewięć lat później amerykański wynalazca Shane Chen zaprezentował Solowheel, pierwszy komercyjny elektryczny jednokołowiec w formie zbliżonej do tej, jaką znamy dziś. Prawdziwa ekspansja nastąpiła jednak w latach 2014-2015, kiedy chińscy producenci tacy jak Inmotion, Kingsong, Gotway i Ninebot zaczęli zalewać rynek coraz mocniejszymi i szybszymi modelami. Od 2019 r. standardem stały się aplikacje mobilne, łączność Bluetooth i wydajniejsze baterie, a w 2020 r. do gry weszło zawieszenie, które diametralnie poprawiło komfort jazdy po nierównościach.
Dziś topowe EUC potrafią przekraczać 100 km/h i oferują zasięgi powyżej 150 km, co moim zdaniem powoli zaciera granicę między gadżetem a pełnoprawnym pojazdem. I właśnie dlatego takie przypadki, jak z Wrocławia, stają się coraz częstsze.


Komentarze
Poka¿ wszystkie komentarze