tr?id=505297656647165&ev=PageView&noscript=1 Dookoła na dwóch kołach: to już jest koniec...

Dookoła na dwóch kołach: to już jest koniec...

Autor: Maciej Grzelak 2012.04.27, 09:21 2 Drukuj

Od redakcji: Przed wami piąta, ostatnia część relacji Maćka Grzelaka z podróży po Europie. Jedno jest pewne – Maciek uzbierał zestaw przygód i wspomnień, którego możemy mu jedynie zazdrościć. Zapraszamy do lektury i mamy nadzieje, że nakręci ona was na przynajmniej weekendowy wypad na dwóch kołach.

Kryzys i pomoc Włochów

W Kayseri - w miasteczku położonym w środkowej Turcji - dopadł mnie kryzys. Posypałem się. Czułem się strasznie samotny. Brakowało mi mojej dziewczyny, znajomych, kontaktu z ludźmi. Przespałem się w parku i rano ruszyłem dalej na południe w kierunku Mersin. Im więcej myślałem o domu, tym było gorzej. Musiałem się zatracić w podróży. Zapomnieć o wszystkim... Jechałem więc dalej w kierunku Silifke – miasteczka położonego na wschodnim wybrzeżu Morza Śródziemnego. Tu poznałem parę Włochów - Albero i Annę. Oboje byli nauczycielami. Podróżowali po zachodniej części Turcji, przez Grecję do Włoch. Przyłączyłem się do nich. Potrzebowałem towarzystwa. Pojechaliśmy za Antalię, do małego miasteczka, w którym z ziemi wydobywały się gazy zapalające się od kontaktu z powietrzem.

Wieczór spędziliśmy bardzo miło, śmiejąc się i rozmawiając o niczym. Czułem się dobrze w ich towarzystwie - zupełnie jakby mieli po dwadzieścia lat. Bariera wiekowa nie istniała...

Po nocy przespanej na kampingu zjedliśmy śniadanie. Udało nam się nawet upitrasić budyń. Całe to spotkanie i poranny budyń poprawiły moje samopoczucie. Dojechaliśmy razem do głównej drogi, gdzie po wymianie adresów, numerów i obustronnych zaproszeń rozstaliśmy się.

Ja pojechałem dalej, przez przepiękne lazurowe wybrzeża w kierunku Izmiru. Tam zaliczyłem nocleg w parku pod chmurką i rano wyruszyłem w dalszą w drogę. Przybyłem do miasta króla Priama. Troja zwana inaczej Ilionem – rozczarowała mnie! Nie tego się spodziewałem! Zastałem tu tylko kilka kamieni. Wejściówka kosztowała mnie 30 lirów!

Z Troji ruszyłem wzdłuż wybrzeża do Stambułu. Po drodze spotkałem parę Turków, którzy powiedzieli mi o tańszym i szybszym sposobie transportu - promie z Badmiry. Standardowa wymiana adresów, zaproszeń, uśmiechów. Do kompletu dorzucam kilka zdjęć i w drogę. Dojechałem do Badmiry. Tam spotykam znajomych poznanej pary na KTM 990 (pierwsi Turcy, którzy nie jeździli w klapkach i czapeczkach z daszkiem na motocyklu). Zabrali mnie z promu i po dopłynięciu do portu odprowadzili pod wskazany adres. Mieszkał tu mój znajomy - Moe, którego poznałem poprzednim razem. Wykorzystuję miejscówkę i robię pranie. Porządny nocleg i odpoczynek dobrze mi robią. Zostaję na jeszcze jedną noc. Gosia - znajoma, u której spałem poprzednim razem, robi imprezę w nowym mieszkaniu. Na imprezie pojawiłem się oczywiście, ale bylem tak zmęczony, że nic nie piłem i poszedłem spać o 23:00. Zasnąłem nawet nie wiem kiedy. Rano wracam do Moe po swoje rzeczy. Pokuję się, jem śniadanie, żegnam, zabieram dobre wspomnienia i jadę dalej.

Kierunek- Silivri. Przeprawa na cwaniaka czy może raczej na żebraka przez autostradę czyli „wpuść mnie pan, bo nie mam kasy”.

W Turcji jest bardzo dziwny system płacenia za autostrady. Trzeba wykupić kartę w większym mieście na stacji benzynowej, na przejściu granicznym lub w budkach stojących przy niektórych wjazdach na autostradę. Taka karta to 13-krotny przejazd przez bramkę a koszt to 50 lirów (około 90 zł). Co dziwne, nie można kupić jednego przejazdu, dwóch, trzech lub czterech. Trzeba kupić trzynaście lub więcej. Właśnie dlatego zostałem autostradowym żebrakiem. Zdarzało mi się też przejeżdżać na pałę przez niektóre bramki. Każda bramka, przez którą przejeżdżałem bez płacenia przeraźliwie za mną brzęczała. Aż się bałem czy wypuszczą mnie na granicy bez płacenia mandatu. Na szczęście nikt się nie połapał w moim kryminalnym procederze.

K***y, fucki i yarraki - wypadek w Silivri, Burger King przychodzi z pomocą

Jechałem do Silivri, miasta w prowincji Stambuł. Tam szukałem właściwej drogi do Takirdag. Nagle zobaczyłem tuż przed sobą biały samochód dostawczy. Wyskoczył jakby spod ziemi a może to ja się zagapiłem. Nie zdążyłem wyhamować, a on się niezdara nie zmieścił przede mną. Sk******n wyjechał mi z drogi podporządkowanej. Zdążyłem tylko zablokować tylne koło, obrócić motocykl lekko bokiem, żeby nie uderzyć w niego centralnie przodem. Dzwon! Jakby ktoś nagle zatrzymał mnie przed ścianą. Wgniotłem się w bok samochodu i usłyszałem dźwięk motocykla szorującego asfalt. Zamroczyło mnie na moment. Chyba uderzyłem głową w asfalt. Pierwsza myśl :"Jestem cały? Byłem na szczęście cały. Druga myśl :"Co z moim motocyklem?! To już koniec podróży?!" Trzecia myśl: "Zatłukę cię palancie!". Zadziwiająco dużo myśli – jak na ofiarę wypadku. Prawdziwy natłok pytań. Uderzam pięścią w maskę samochodu. Jestem wściekły. Wstaję i widzę przerażoną minę Turka. Gość ma jakieś czterdzieści lat. Przez otwarte okno wydzieram się do niego po polsku, angielsku i turecku. W mojej wypowiedzi przeważają same k***y, fucki, i yerreki. Jedną rękę wsadzam do samochodu i łapię gościa za gębę. Nie myśląc dużo uderzam faceta w twarz rękawicą z "dyskusyjnymi" zabezpieczeniami na kostkach dłoni. To musiało boleć. Ale dobrze mu tak. A niech cierpi! Gość wysiada z samochodu i wyciąga kij z tylnego siedzenia. Wtedy podbiega trzech Turków - obserwatorów całego zajścia. Jeden łapie mnie i uspokaja, drugi robi to samo z kierowcą samochodu. Odciągają nas od siebie praktycznie siłą. Trzeci - młody chłopak pyta czy nic mi nie jest. Odpowiadam, że nie. Wszystko gra. W głowie mam ciągle pytanie: czy to już koniec mojej podróży? Pyta mnie czy wezwać policję. Kiedy przyjeżdża policja okazuje się, że oczywiście nikt nie mówi słowa po angielsku. Święty by zwariował i chciał ich wszystkich na kupę tu zabić! Kierowca samochodu dostawczego, przez którego całe to zamieszanie jest w lepszej sytuacji. Cały czas gada z policjantami. Tłumaczy im coś, pokazuje na mnie, naśladuje głosem dźwięki wysokich obrotów motocykla. Niemiłosiernie się wkurzam. Gość doprowadza mnie do szału. Zaczynam pytać przechodniów. Szukam kogoś, kto mówi w języku angielskim. Wszyscy omijają mnie i patrzą na mnie z dziwną miną. Policjanci (chyba) usiłują mnie uspokoić. Oglądam motocykl. Oceniam szybko szkody i straty: zbite lewe lusterko, plastiki w kierunku połamane, skrzywione przednie koło, połamane owiewki, zerwane nity w kufrze, pęknięta i powyginana rama stelażu kufrów, zerwane kable od klamki sprzęgła, złamana klamka, skrzywiona kierownica. Masakra. Koniec świata…

Wraca „Onur” - chłopak, który uspokajał mnie na początku i którego obchodzi chyba mój los. Jego "brat" (tak tam się nazywają wzajemnie prawdziwi motocykliści) jest mechanikiem i może naprawić mój motocykl. Jestem szczęśliwy, że ktokolwiek się mną zainteresował i chce mi pomóc. Po spisaniu raportu przez policję i skserowaniu dokumentów jedziemy do mechanika. "Brat" (bo i do mnie zaczęli tak mówić) mówi, że naprawa potrwa miesiąc. Trzeba zamówić części z Yamahy. Twarz mi się robi biała jak ściana. Miesiąc?! Wolne żarty. Za dziesięć dni muszę być w Berlinie i jechać dalej! Nie mam miesiąca do cholery! Po dokładnych oględzinach motocykla okazuje się, ze największy problem czyli skrzywione lagi (przednie zawieszenie) to fałszywy alarm. Nie jest tak źle jak wyglądało na początku. Skrzywione było tylko miejsce, w którym łączy się przednie zawieszenie z kierownicą. Naprawa zajęła więc jakieś czterdzieści minut. Wymianą części zajął się inny "brat". Okazało się, że miał tego samego XT tylko z 2009 roku. A jednak cuda się zdarzają!

Powiedział, że mogę je (części) po prostu wziąć. Stwierdził, że mnie się teraz bardziej przydadzą niż jemu.

Tak więc cała naprawa zajęła może z półtorej godziny. I tak musiałem zostać na noc. Następnego dnia miałem się zgłosić po orzeczenie policji. Zatrzymałem się więc u chłopaka, który mi pomagał. Czekając aż skończy pracę w Burger Kingu zjadłem tyle hamburgerów, lodów, coli i innych smakołyków, że aż sam nie mogłem w to uwierzyć.

Onur zaprosił mnie do siebie do domu. Opowiedział o swoim wypadku, który miał rok wcześniej. Jechał wtedy na GSX-R 750 (18 lat chłopak!). Stwierdził, że od momentu tego wypadku przestał być głupim, nieodpowiedzialnym i lekkomyślnym motocyklistą. Zaczął dbać o bezpieczeństwo. Niestety prawdziwe zęby to już przeszłość...

Onur uparł się, że muszę zrobić pranie. Potem pojechaliśmy na imprezę. Impreza była oczywiście bezalkoholowa bo trwał Ramadan. Ale i tak było miło i przyjemnie. Następnego dnia śniadanie (w BK oczywiście) i wizyta na policji. Orzeczenie, którego zupełnie nie kumałem brzmiało dość idiotycznie. Gość popełnił mianowicie osiem wykroczeń i miał we krwi 0.03 promila. Ja miałem czyste konto. Drugie śniadanie zjadłem oczywiście w Burger Kingu, spakowałem się i ruszyłem w drogę.

Dość sprawnie przekraczam granicę z Grecją. Kierunek - Saloniki. Po drodze kolejni, nowi znajomi. Zatrzymałem się na papierosa, a po chwili zatrzymało się koło mnie dwóch innych motocyklistów. Pogadaliśmy i kilka kilometrów przejechaliśmy razem. Rozstaliśmy się na stacji benzynowej. Oni pojechali a ja mam znowu problem. Mojej karty nie przyjmuje terminal, a benzyna zatankowana do pełna, za całe 18 euro. Na stacji pełna olewka. Nikt nie wie jak mi pomóc. Pracownicy przestali się interesować moim problemem. Karty oddać mi nie chcieli. Nagle jakiś gość zaproponował, że zapłaci za mnie jeśli oddam mu pełną kwotę w Salonikach. Trzeba przyznać, że gość ma wiarę w ludzi.

Przyjąłem oczywiście tę propozycję. Pojechałem za nim. Na miejscu wskazał mi bankomat, z którego pobrałem pieniądze. Pogadaliśmy trochę i okazało się, że też podróżuje motocyklem. Gdy dowiedział się, że nie mam gdzie spać a hotel kosztuje 50 euro daje mi klucze do mieszkania. Mogę spędzić w tym lokalu jedną noc. Dobre i to.

Mój nowy znajomy nakarmił mnie i podwiózł do mieszkania. Przespałem się trochę w normalnych warunkach. Rano wymieniłem tylną oponę, co kosztowało mnie 600 zł. Zostałem bez pieniędzy. Postanowiłem dojechać tylko do Macedonii i tam tuż za granicą spać. Niestety na granicy problem. Moje ubezpieczenie nie jest tu respektowane. Zielona karta kosztuje na granicy 50 euro, więc rezygnuję z wjazdu do Macedonii. Wracam do Salonik i śpię w parku. Zamiast trasy po Macedonii postanawiam spędzić trochę czasu w Salonikach. Następną noc spędzam u gościa, którego poznaję w parku. Kolejna noc - ostatnia w Salonikach - mija mi już w hotelu. Chcę się umyć i odpocząć przed dalszą trasą.

Dziś czekam na ważny e-mail z kopią ubezpieczenia motocykla, które (wstyd wstyd wstyd!) gdzieś zgubiłem. Jak dostanę, to wydrukuję, schowam na dnie kufra i jadę dalej.

Kierunek - Albania, Czarnogóra, Chorwacja, Słowenia, Niemcy. W Niemczech planuję spędzić jakiś czas w Berlinie. Potem zaplanowałem wizytę w warsztacie w Nowym Tomyślu. Mam nadzieję na konkretny serwis i przegląd motocykla.

Epilog

Cała wyprawa zakończyła się dość nagle i w dość, moim zdaniem nieuczciwy sposób. Sponsor zostawił mnie bez pieniędzy już w Salonikach, w Grecji. Fakt faktem, otrzymałem olbrzymią pomoc ze strony p. Norberta Gańczarka- Rał, p. Pawelca (Yamaha Nowy Tomyśl) oraz firmy Zamkon. Firmie iTechnologie też dziękuje.. Bez nich ta wyprawa na pewno by się nie odbyła. Mogłaby jednak trwac nadal… Cóż, szkoda, że skończyła się w taki sposób…

Dziękuję wszystkim, którzy mi pomogli i którzy śledzili moje losy.

Jak widać, jeśli się odpowiednio mocno czegoś pragnie to można to zdobyć. Wszystko zależy tak naprawdę od Was! Wyjdźcie z domu i walczcie!

www.dookolanadwochkolach.pl

Zdjęcia
blekitna wodabudowla w tle
burger kingdetale architektura
imprezakasjer burger king
klimatycznieluzik
napotkani przyjacielena kolano
na laceopis wypadku
oswietlone wnetrzeparking w srodku
skropne jedzeniesniadanie mistrzow
strapiony na plazyuliczne szalenstwo
wedkowaniewielka fontanna
wspolne zdjeciezabytek pod folia
zolw na drodzez kumplem
przy skaleruda dziewczyna
tlok na ulicachnocleg w parku
detale drobiazgidroga wybrzeze
dziadek na ulicyelewacja miasto
fochjak w raju
kamienne blokikorzenie
orzeczenieprom rzeka
przy drodzeruiny
siemkawlepa na znaku
zielonozza kierownicy
mala dziewczynkaobok kasku
krowy obok siebieuliczny sprzedawca
Komentarze 2
Pokaż wszystkie komentarze
Dodaj komentarz

Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu. Ścigacz.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii. Jeżeli którykolwiek z komentarzy łamie regulamin , zawiadom nas o tym przy pomocy formularza kontaktu zwrotnego . Niezgodny z regulaminem komentarz zostanie usunięty. Uwagi przesyłane przez ten formularz są moderowane. Komentarze po dodaniu są widoczne w serwisie i na forum w temacie odpowiadającym tematowi komentowanego artykułu. W przypadku jakiegokolwiek naruszenia Regulaminu portalu Ścigacz.pl lub Regulaminu Forum Ścigacz.pl komentarz zostanie usunięty.

Nasi fani komentowali

Polecamy

Aktualności

reklama

sklep Ścigacz

    na górę