tr?id=505297656647165&ev=PageView&noscript=1 Austria, Włochy i Francja w maju
NAS Analytics TAG
Advertisement
NAS Analytics TAG

Austria, Włochy i Francja w maju

Autor: Erik Pogorzelec 2008.04.10, 12:46 2 Drukuj

Kręta droga między górami robiła się z zakrętu na zakręt coraz węższa, ale amok jazdy trzymał nas w swoich szponach coraz silniej, mimo głodu i zmęczenia

W naszą podróż wystartowaliśmy trzyosobową grupą maju 2005 roku. Wyruszyliśmy o 7 rano, z Frankfurtu. Była to idealna pora na pokonanie 360 km autostrady. Po czterogodzinnych zmaganiach nareszcie dotarliśmy do Austrii. Naszym oczom ukazały się pierwsze szczyty z wierzchołkami pokrytymi lśniącym, białym śniegiem. W blasku słońca zapraszały do jazdy. Pogoda dopisywała, asfalt był suchy. Kręta droga między górami robiła się z zakrętu na zakręt coraz węższa, ale amok jazdy trzymał nas w swoich szponach coraz silniej, mimo głodu i zmęczenia. W końcu, to tak na prawdę droga była prawdziwym celem naszej podróży.

Poruszaliśmy się szlakiem Brenner łączącym Innsbrück z Bolzano. Jest to bardzo ciekawy odcinek, na którym można spotkać motocyklistów i turystów poruszających się wszelkiego rodzaju środkami lokomocji. Droga ta bowiem przyciąga licznymi zakrętami, malowniczymi krajobrazami, choć równolegle niemal biegnie autostrada, którą można byłoby poruszać się zapewne szybciej i bezpieczniej. Należy jednak wykazać szczególną koncentrację, ponieważ wspaniałe krajobrazy, wąskie pasy i wzmożony ruch tworzą niebezpieczną mieszankę.

Pogoda nie zapowiadała się ciekawie, mieliśmy wrażenie jakby goniły nas chmury. Za miejscowością Vipiteno postanowiliśmy oddać się przygodzie i zboczyliśmy z planowanego szlaku. Wypatrzyliśmy małą, wąską ścieżkę prowadząca z wąwozu na szczyt góry znajdującej się po naszej prawej stronie. Bez namysłu ruszyliśmy tym szlakiem. Po 20 km wąskiej, krętej dróżki dotarliśmy na szczyt - Penserjoch (2211 m n.p.m). Na szczycie w maleńkiej kawiarni wypiliśmy pyszne cappuccino, a walka śnieżnymi kulkami dobrze nam zrobiła. Temperatura na tej wysokości wynosiła -3 °C. Zacinający lekko wiaterek zachęcał do dalszej jazdy. Zatem ze świeżymi siłami i soplem na nosie ruszyliśmy na podbój Włoch.

Zjazd ze szczytu prowadził krętymi, wąskimi na jedno auto drogami Mijaliśmy małe górskie osady, czasem droga prowadziła przez podwórko gospodarskie, gdzie trzeba było przedzierać się między stadem owiec i obornikiem. Niekiedy wydawało się nam, że zabłądziliśmy. Po paru takich osadach zaczęła pojawiać się cywilizacja, znaki drogowe, w większych miejscowościach zaopatrywaliśmy się w prowiant i benzynę. Robiło się też coraz bardziej zielono.

Byliśmy nieopodal Bolzano. Droga przeplatała się wąskimi, wydrążonymi w skale tunelami i szerokimi wąwozami, z przepaskami po jednej stronie. Nawierzchnia zmieniała się z asfaltowej w żwirową, co mojemu kompanowi nie raz dawało się we znaki. Jego maszyna nie dawała sobie rady z taką nawierzchnią.

W tym miejscu muszę wspomnieć o bardzo ważnej sprawie - nie wszystkie znaki drogowe we Włoszech oznaczają, to co nam się wydaje i nie wszystko, co według nas winno być oznakowane, jest istotnie oznakowane. Na przykład, spotkaliśmy się z nie oznakowaną budową tuż za zakrętem, za to zetknęliśmy się ze znakiem o zmianie nawierzchni, kiedy nie miało to miejsca w rzeczywistości. Niemniej jednak przyznam, że ktoś o bogatym doświadczeniu na polskich drogach nie powinien mieć z tym problemu.

Trasa powoli odciskała w nas swoje piętno. Jak do tej pory, przejechaliśmy 700 km, dzień chylił się ku końcowi, czas było znaleźć miejsce na nocleg. Zajechaliśmy więc do Bolzano, znajdującego się u stóp szczytu, z którego zjechaliśmy. Miasto jest pięknie położone - w wąwozie, między trzema szczytami górskimi. Architektura nadaje temu miastu specyficzny urok. Stare domy, palmy i rynek pełen kupców i towarów, jakich tylko dusza zapragnie. Atmosfera jak w ulu, tak różna od ciszy, z której przybyliśmy. Mieliśmy wrażenie, że dostaliśmy się do innego wymiaru. Postanowiliśmy jechać dalej, w kierunku Trento, wzdłuż masywu gór. W miejscowości Ora wypatrzyliśmy hotel -Marcus Hof- mały, przytulny, ale z restauracją, basenem i camping-placem. Po kąpieli udaliśmy się na kolację z włoskimi przysmakami i winem. W hotelu był akurat bankiet, więc kolację jedliśmy przy muzyce.. czegóż można było chcieć więcej, chyba tylko wygodnego łóżka.

Następnego dnia po śniadaniu oględziny maszyn i w drogę. Cel - Francja. Ze względu na złą pogodę w górach (chmury z Austrii nadal nas prześladowały), postanowiliśmy jechać doliną. Jechaliśmy w kierunku Trento, a aby nie było nudno, na trasie wyznaczyliśmy do zdobycia jeden mały szczyt. Następnie odbiliśmy na Lago di Garda. Malowniczo położone jezioro Garda przyciąga tłumy turystów. Lekka bryza, wieczne słońce i lazur wody zachęca do przeróżnych sportów wodnych. Prawdziwym rajem dla motocyklistów jest objechanie tego jeziora.

Z Lago di Garda obraliśmy kierunek na autostradę , aby podkręcić czas na 250 kilometrach i dotrzeć do Genewy. Kilometry na autostradzie ciągnęły się w nieskończoność, droga nudna, a wszystko przez tą pogodę.

Genewa przywitała nas najpierw licznymi serpentynami. Cudownie, bo na autostradzie zdrętwiały nam wszystkie kończyny. Slalom między samochodami bardzo nam się podobał, dopóki nie zaczęły się tunele. Trzeba sobie to wyobrazić, dwupasmowa droga, z lewej trony ściana, z drugiej wąwóz, ostre zakręty, intensywne słońce i nagle wjazd do... nieoświetlonego tunelu. I tak ze dwadzieścia razy pod rząd. No i przestało nam się podobać. Na szczęście w końcu zobaczyliśmy miasto. Panorama z wyżyny cieszyła oko, a najbardziej widok morza.

Kręta ulica na kancie skalnego wybrzeża prowadziła ku zachodowi słońca. Patrząc w dal i zachwycając się widokami, jechaliśmy jak John Wayne w poszukiwaniu odpowiedniego miejsca na nocleg. W niewielkiej miejscowości znaleźliśmy pięknie położony camping. Na stoku góry wyglądał, jak tarasy na wielu poziomach. Choć nie byłem zachwycony, że muszę z tobołami wspinać się pod górę, widok wszystko wynagradzał.

Mapa trasy alpy maj snieg
alpy maj gorskie drogi Alpy austria
alpy wloskie camping Ardache kafejka
Ardache kajaki Ardache francja
Ardache kajaki splyw Ardache splyw kajakowy
Dolina francja drogi francja wybrzeze
francuska kawiarnia gorska droga
hotel alpy przelecz hotele wybrzeze francja
hotele wybrzeze plaza jacht wybrzeze francja
jezioro alpy Kamping Ardache
kamping przy Ardache kawiarnia Ardache
krajobraz wlochy wybrzeze maly hotel wlochy
marina marsylia morze srodziemne port
morze srodziemne wybrzezedroga most na Ardache
mycie zebow wlochy parkin motocykle wlochy

Polecamy

Aktualności

NAS Analytics TAG
reklama
NAS Analytics TAG

sklep Ścigacz

    na górę