| Wprowadzenia do testów porównawczych tych dwóch motocykli zawsze obfitują w monumentalne frazy Wprowadzenia do testów porównawczych tych dwóch motocykli zawsze obfitują w monumentalne frazy. Pojedynek tytanów, wojna na szczycie, gwiezdne wojny i temu podobne. Co zapewne wielu nie zdziwi są one jak najbardziej uprawnione, bowiem wkraczamy na arenę gdzie tytan stosowany jest powszechnie, a osiągi zahaczają o stratosferę. Przed wami najnowsza Yamaha YZF-R1 oraz nowe Suzuki GSX-R 1000. Te dwie maszyny to nie tylko najzagorzalsi rywale w większości narodowych serii wyścigowych, ale także bezpośredni konkurenci rynkowi, na naszym rynku od lat idący w wynikach sprzedaży łeb w łeb. Ustalmy to zawczasu. Potencjał tych maszyn wykracza daleko poza możliwości statystycznego motocyklisty, nawet jeśli jest on ukierunkowany właśnie na motocykle sportowe. Zwróciliście zapewne uwagę, że w ostatnich latach Japończycy zamiast dokładać kolejne dziesiątki KM w tabelach z danymi technicznymi skupili się przede wszystkim na poprawie właściwości jezdnych i umożliwieniu właścicielom współczesnych litrów wykorzystania tego, co jest w tych motocyklach oferowane już o kilku lat. Odpowiedzi na pytanie do czego prezentowane dziś wyścigówki się nadają, a do czego się nie nadają próżno zatem szukać na zwykłej ulicy, pytając o to zwykłego kierowcę. Dlatego też do naszego dzisiejszego testu zaprosiliśmy Marka Szkopka, piekielnie szybkiego człowieka, który właśnie na maszynach tej klasy odnosił sukcesy w Polsce i poza jej granicami. Na miejsce testu wybraliśmy zamknięte lotnisko, którego gabaryty, a także równa i przyczepna nawierzchnia pozwoliły na rozwiniecie skrzydeł przez oba pojazdy. Niezależnie od tego każda z maszyn wystąpiła później także w roli woła roboczego dowożąc nas do pracy oraz pomagając załatwić sprawy na mieście. Oto co nam z tego porównania wyszło... Film | |