
Quad Ducati - zawsze na cztery łapy 4
dzisiaj 12:37 Wiadomości
2008.12.16 Michał Mikulski
| Waga przekraczająca 400 kg, rozstaw osi powyżej 1680 mm, sześć cylindrów i 1800 cm pojemności skokowej. Nie, nie chodzi o miejskie autko indyjskiej produkcji. | |
| Waga przekraczająca 400kg, rozstaw osi powyżej 1680 mm, sześć cylindrów i 1800 cm pojemności skokowej. Nie, nie chodzi o miejskie autko indyjskiej produkcji. To monstrum ma dwa koła i skrzydlate logo na zbiorniku. Przez całe moje życie męczyło mnie jedno pytanie odnośnie Gold Winga: dlaczego? Dlaczego ktoś chciałby jeździć tak ciężkim, ogromnym, wręcz przesadnym motocyklem? Dlaczego na takich sprzętach z reguły widzi się panów „z brzuszkiem" i na Boga, dlaczego każdy z tych panów jedzie powoli przez miasto z radiem rozkręconym na pełny regulator, tak by nikt nie śmiał przegapić tego pokazu? Jak pewnie zauważyliście, moje nastawienie do ujeżdżanej maszyny nie należało do najlepszych. Pierwszy Gold Wing ujrzał światło dzienne już w 1974 roku, podczas targów motocyklowych w Kolonii. Wbrew pozorom nie przypominał on tego, co kojarzy nam się ze współczesnymi „Goldasami". Brak owiewek, niedostępne sakwy (nawet opcjonalnie!) w połączeniu z dużą wagą, ogromnym jak na tamte czasy czterocylindrowym bokserem o pojemności 999ccm, sprawiały, że sprzętu nie dało się łatwo zaszufladkować. W czystej teorii miała być to maszyna sportowa. Dopiero na początku lat '80 wraz z modelem GL1100 Honda poszła po rozum do głowy, skręcając w kierunku turystyki. Od roku 1988 GL przytył o kolejne 400ccm, w 2001 światło dzienne ujrzał GL1800. Na pierwszy rzut oka Wizualnie największa z Hond budzi mieszane uczucia. Wszystko tutaj jest przysadziste, w iście amerykańskim stylu. Wielkie wloty powietrza z boku odpowiadające za odpowiednią temperaturę chłodnic obramowane są chromowaną ramką. Chromy zresztą aż ociekają z GL'a. Od gmoli poczynając, na tłumikach długości latarni kończąc. Z tyłu za sprawą dużych bagażników kierowcy ukazuje się piętrowy tort, zaś wyraziste, ogromne lampy tylko potęgują to wrażenie. Podobać może się za to kształt przednich świateł, poprowadzonych ostrą, dynamiczną linią. Kierunki ulokowano w lusterkach. Zanim zasiądzie się za sterami, trzeba pamiętać o wadze motocykla i odpowiednio psychicznie do niej się przygotować. Mocne szarpnięcie i sprzęt stoi w pionie. Ilość przycisków, pokrętełek i przełączniczków powala. Osobiście naliczyłem ich (uwaga!) 52. sztuki. Na szczęście wszystko jest dobrze opisane, a ich wielkość jest odpowiednia, by można było korzystać z nich podczas jazdy. Pod kciukami znajdziemy przełączniki odpowiadające głównie za sterowanie radiem oraz te bardziej typowe dla motocykli: klakson, czy przełącznik świateł. Po przekręceniu kluczyka w stacyjce nawigacja satelitarna przyjaźnie wita właściciela. Jednostka napędowa i zawias Jednostką napędową Hondy Gold Wing jest czterosuwowy bokser o pojemność 1832ccm. Wbrew prześmiewczym opiniom, nie pochodzi on z Hondy Civic i jest typowo motocyklową jednostką napędową. Sześć dwuzaworowych cylindrów generuje moc przekraczającą nieznacznie 119 KM. Ważniejszym wskaźnikiem jest jednak moment obrotowy, 167 Nm przy 4000 obr/minutę. Tak duża siła ciągu przy tak niskich obrotach robi spore wrażenie, nawet przy wadze podchodzącej pod 400 kg. Moc przekazywana jest za pomocą pięciostopniowej skrzyni biegów i wału Kardana na tylne koło. Silnik pracuje cicho i specyficznie. Dopiero na wysokich obrotach słychać, jakiego potwora ma się między nogami. Hydrauliczne sprzęgło pozwala na używanie minimalnej siły by ruszyć. Aluminiowa rama z profili bez wątpienia ma co dźwigać. Nie chodzi mi w tym momencie o przeciętnych właścicieli tego sprzętu, ale raczej wyposażenie samej maszyny. O odpowiedni komfort dba teleskopowe zawieszenie o średnicy rur nośnych aż 45mm, skoku rzędu 140 mm. Z tyłu znajdziemy jednostronny aluminiowy wahacz z amortyzatorem w systemie Pro-Link. Co ciekawe, zawieszenie posiada elektroniczną regulację wysokości, in plus. Samo zestrojenie jest miękkie i komfortowe, choć względem modelu 2007 napięcie wstępne sprężyn zostało zwiększone, co pozytywnie wpłynęło na stabilność prowadzenia. Jak to jeździ? Pierwsze chwile są dość traumatyczne. Motocykl swoje waży i przy niskich prędkościach czuć to nad wyraz mocno. Sytuacji nie poprawia 170 cm wzrostu i 60 kg wagi jeźdźca. Dopiero po kilku minutach nabiera się pewności i można powoli czerpać przyjemność z jazdy. Silnik reaguje na odkręcenie manetki gazu dynamicznie, lecz bez fajerwerków. Liniowe oddawanie mocny od samego dołu sprzyja płynnej jeździe. Żadnego szarpania, jak tankowiec, który niewzruszony przecina fale. Zawieszenie spisuje się bardzo dobrze, jak na tą unikalną klasę motocykla. Radzi sobie na nierównościach, choć nie oszukujmy się - jego żywioł to autostrada gładkości stolnicy. To właśnie tam Gold Wing czuje się jak świeżo wrzucony do morza przez zielonych braci waleń. Przy prędkościach nie przekraczających 140 km/h nie czuć pędu powietrza, a sprzęt jedzie jak po szynach. Jeśli kierującemu znudzi się kręcenie manetką, można włączyć tempomat, który utrzyma stałą prędkość. Przy wyższych wskazaniach prędkościomierza trzeba brać poprawkę na boczne podmuchy oraz lekkie wężykowanie. Przyjemność z jazdy była by niezwykle wielka, gdyby nie... spalanie. GL1800 pochłania hektolitry paliwa, a 25 l zbiornik paliwa potrafił przemienić się w spaliny jeszcze sporo przed pokonaniem 300 km. Zgroza... Wyposażenie Gold Winga, jak na sprzęt luksusowy przystało, możemy nabyć w kilku wersjach. Na polski rynek przygotowano dwie: podstawową oraz wersję z nawigacją i airbagiem. Obydwie seryjnie wyposażone są w ABS (w odróżnieniu chociażby od rynku amerykańskiego, gdzie za ABS trzeba dopłacić), radio, ogrzewanie, tempomat oraz całą listę mniej lub bardziej przydatnych gadżetów. Tak dopasiona, jak na motocyklowe standardy, wersja to wydatek rzędu 79.900 zł. Jeżeli pokusimy się o nawigację i poduszkę powietrzną, musimy do tej sumy dodać kolejne 6 tysięcy złotych. Co do samego airbagu, to jego opis znajdziecie w naszej relacji z Baden. Na koniec słów kilka Honda Gold Wing to motocykl pozytywnie zaskakujący. Jest przesadnie wielki, niepraktyczny, nieoszczędny, ciężki w prowadzeniu i drogi. Mimo to, ma w sobie to coś, co po przejażdżce pozostawia lekki uśmiech miłego zaskoczenia na twarzy. Wielu ironizuje, że to już nie motocykl, jednak w dużym stopniu wynika to z zazdrości lub nieznajomości tematu. Nie każdego stać na jednoślad zahaczający o 80 tysięcy złotych. Pod względem pakowności lepiej już chyba być nie może, nawet najwybredniejszy użytkownik pomieści się do dużych kufrów. Ergonomię także można zaliczyć na plus. A czy wspomniałem o tym, że pasażer przez każdy kilometr jazdy będzie czuł się jak w niebie? Największą wadą Gold Winga jest jego lekkie niedostosowanie do europejskich dróg, a już na pewno do dróg polskich. GL1800 idealnie pasuje do kraju hamburgerów, gdzie proste i szerokie drogi nie mają końca. Zabrakło także elektrycznie podnoszonej szyby, co znajdziemy chociażby w Pan Europeanie, oraz można zauważyć niedoróbki jakościowe jeśli chodzi o plastiki. Komu to jednak przeszkadza? Tutaj liczy się prestiż! Dane techniczne:
Foto: D. Borowicz |
|
|
KOMENTARZE (21) Pokaż wszystkie komentarze » Podyskutuj na forum Powiadomienia mailowe o nowych komentarzach
Co do paliwożerności GL, to się nie zgadzam. Po przyzwyczajeniu się do tego "maleństwa" można spokojnie zejść do 7-8 litrów w mieście. Od pół roku jeżdżę prawie wyłącznie po mieście do pracy. Owszem trochę jest toporny w ... » czytaj dalej
odpowiedzZe mojego doswiadczenia moge dodac ze goldasek to super maszynka i jesli kogos stac na nia ,to palwozernosc nie ma tu znaczenia ,to motocykl do pokonywania odleglosci i wedlog mnie jest narazie dla mnie numerem jeden. Bzdura ... » czytaj dalej
odpowiedzFajny test fajnego motoru. Ja jeżdżę Intruderem C1800R więc waga motoru i silnik o podobnych parametrach. Także używam go turystycznie. Jestem więc ciekaw różnicy w podróżowaniu tymi sprzętami. Może ktoś miał możliwość je ... » czytaj dalej
odpowiedzJa przez 1 pełny sezon jeździłem na zmianę VTX 1800C i Goldasem 1800 (miałem oba). I coż, różnica jak cholera. Goldas jest od 1000 obr/min jak lokomotywa i nie ważne, na którym biegu jedziesz. Praktycznie brak wiatrów... » czytaj dalej
odpowiedz25 l paliwa i 300 km. Bzdura! Osobiście zrobiłem Goldem 2008 w tym roku 5000 km i tylko pierwsze tankowanie było traumatyczne. Faktycznie tak duzo spalił. Ale kolejne to już inna bajka. Jak sie nauczysz jeździć z dołu to ... » czytaj dalej
odpowiedzCzy Honda GoldWing ma jakaś konkurencję? Czy są inne motocykle, które można w jakiś sposób porównywać z GoldWingiem, o podobnej funkcjonalności i zachowaniu?
odpowiedzGL jest dosyć unikalnym motocyklem, ale z racji gabarytów można porównywać go chociażby z H-D Electra Glide. To są trochę inne bajki, ale podobne rynki zbytu, a i pewnie właściwości jezdne. Nic innego nie przychodzi mi... » czytaj dalej
odpowiedzJeżdiłem Electrą z roku 2006 i zrobiłem w sezonie 18 tys km- prowadzenie bajka , ale bajka się skończył kiedy w tym roku przesiadłem się na GL 1800 to dopiero jest bajeczka
odpowiedzDzięki za info. Rzeczywiście wygląda na to, że Honda jest bezkonkurencyjna. Ale Electra też wygląda ciekawie. Szkoda, że nie można jej przetestować w PL.
odpowiedzBłąd - zależy gdzie mieszkasz np. w Katowicach przetestujesz Electrę w Arrow Katowice ul Zyzna
odpowiedzJeżeli tylko pojawi się okazja, z chęcią porównamy Electrę do Gold Wingda.
odpowiedzDo 140 nie czuć pędu powietrza... Tosz to w motocyklu chodzi o to, by czuć pęd powietrza i każdy przemieżany kilometr :D nawet wróbla na klate nie można przyjąć podczas jazdy... nuda i żenada !! ;P Jeszcze zamiast ... » czytaj dalej
odpowiedzTosz to nalerzało przemieżać pilnie karzdy kilometr do żkoły zanim się Goldwingiem zainteresofało. Ta pisofnia to rzenada....
odpowiedzZenadą drogi kolego jest to kiedy zakłada się do niektórych motocykli szybę ,która pasuje do niego jak wół do karety, ale zakłada się bo........ co ?, a te makabryczne niektóre podróbki radia śmiesznie wyglądające, też dla... » czytaj dalej
odpowiedzMarzyc oczywiście przez rz- przepraszm
odpowiedzCo do spalania to myśle że w Goldasie śmiało można zakładać gaz, jakaś mała butla na pewno się zmieści do któregos z kufrów.
odpowiedzŚwietny test! Rzucający inne spojerzenie na Gold Wing'a, zupełnie odbiegające od panów z dużymi brzuchami.
odpowiedzPanie Michale 170 cm i 60 kg wagi toż to bardzo mało dość mało jak na faceta i raczej nie porawi sytuacji .. ;]
odpowiedzWiem, że mało i w rzeczy samej - sytuacji nie poprawia ;).
odpowiedz