tr?id=1223146534440221&ev=PageView&noscript=1

Syberian Express - motocyklem po Rosji

Autor: Marek Grzywna 2009.10.19, 15:18 9 Drukuj

W ciągu 22 dni dojechałem do Magadanu nad Morzem Ochockim pokonując 11672 km od Dorohuska

Syberian Express, czyli motocyklowa tułaczka po Rosji. Nazwa wyjazdu nie była przypadkowa i zawierała w sobie miejsce docelowe jak i przybliżony czas podróży. W ciągu 22 dni dojechałem do Magadanu nad Morzem Ochockim pokonując 11672 km od mojej rodzinnej miejscowości Dorohuska.

Celem wyjazdu było poznanie kultury rosyjskiej, buriackiej, jakuckiej. Spełnienie marzenia, które narodziło się w głowie chłopca z zachwytem słuchającego opowieści o srogiej Syberii. Oddanie czci ludziom zesłanym do Rosji, którzy w większości polegli w Gułagach lub podczas katorżniczej pracy. Celem nadrzędnym był codzienny zachwyt z jazdy na motocyklu, czerpanie przyjemności z pokonywania kolejnych kilometrów i przełamywanie stereotypów o niegościnności ludzi Wschodu. Obserwacja zmienności pięknego krajobrazu i integracja z lokalną społecznością miały być miłą odskocznią od trudów podróży. Przede wszystkim wyjazd miała być niesamowitą przygodą i poznaniem Matuszki Syberii!

Na Wschód

Wyjechałem 22 czerwca 2009 roku pełny nadziei na przygodę, która kilka lat temu była zbyt odległa aby o niej myśleć. Plan był prosty i zakładał pokonanie trasy do Magadanu i z powrotem na mojej jedynej towarzyszce podróży Hondzie Africa Twin 650 w czasie nie przekraczającym 50 dni. Przygotowanie do wyjazdu były dość żmudne i zajęły mi ok. 6 miesięcy, dzięki pomocy przyjaciół z ekipy Roztocze Riders i Africa Twin, jak również firmom www.Farma-Enduro.pl i www.Pro.Adventure.pl udało mi się odciążyć bardzo napięty budżet z zakupu opon i akcesoriów potrzebnych motocyklowi jak i bojowo nastawionemu motocykliście. Wyjazd podzieliłem na II etapy. Pierwszy z nich zakładał dojazd do miejscowości Czyta, za którą kończy się nawierzchnia asfaltowa i rozpoczyna grawiejka (droga szutrowa z kamieniami i z ubitej ziemi), drugi zaś poruszanie się po niej jak i odcinki typowo terenowe wyzbyte jakichkolwiek śladów asfaltu. Do każdego odcinka dobrałem inny zestaw zębatek i opon aby sprawniej i bezpieczniej się przemieszczać.

Z Dorohuska przez Ukrainę kierowałem się wzdłuż Wołgi na Samarę, Ufę, Nowosybirsk. Ten odcinek drogi nie obfitował w nic szczególnego poza niezliczonymi hektarami łąk, lasów brzozowych, bagien, rzeczek, jezior, kilometry mijały a ja odliczałem kilometry do Irkucka gdzie zgodnie z planem przewidziany był 2 dniowy odpoczynek i zwiedzanie miasta z zaznajomionym wczesnej rodakiem z Polski. Pogoda nie rozpieszczała, a każdy dzień bez deszczu nastrajał jeszcze bardziej do jazdy.

Głowa Lenina

Po szybkim serwisie motocykla i zmianie opon na bardziej terenowe wstąpiłem do Ułan Ude na obowiązkowe zdjęcie pod największą na świecie głowę Lenina, gdzie zaobserwowałem obyczaj wypuszczania gołębia przez nowożeńców. Przez 3 godziny przebywania w Ułan Ude i smakowania rosyjskiego kwasu (sprzedawany z karnistrach przy drodze) miałem przyjemność obserwowanie ośmiu wesel gromadzących się pod monumentem Lenina i towarzyszącej sesji zdjęciowej. Moja Honda również została uwieczniona na fotografią z pięknymi Buriatkami:)
Kolejnym etapem było dotarcie do Jakucka, przejazd drogą Kołymską do Magadanu i powrót Starą Magadańską Drogą przez miejscowość Tomtor(biegun zimna -71,2C) do Polski.

Bardzo długo oczekiwałem na dzień, w którym asfalt pojawiał się szczątkowo aż w końcu całkowicie zniknął z nawierzchni drogi. Kiedy to nastało wywołało wielki uśmiech na mojej twarzy, stwierdziłem iż Syberian Express czas zacząć. Deszcz padał praktycznie codziennie, tworząc na drodze warunki, które wymagały ode mnie większego skupienia. W zagłębieniach i kałużach gromadziła się woda, która rozchlapywana była przez ciężarówki nadjeżdżające z naprzeciwka.

Dojazd do Jakucka był bardzo wyczerpujący, ale fascynujący zarazem. Piękno krajobrazu i życzliwość ludzi napawała optymizmem i była dobrym wskaźnikiem przed celem nr jeden mojego wyjazdu, czyli Kołymą. Z pewnym niepokojem wjeżdżałem na prom przewożący pojazdy przez rzekę Aldan, po przekroczeniu której rozpoczyna sie to tragiczne miejsce w historii ludzkości.

Dojazd do Xandygi po bezludnych kilometrach przez lasy mógł wzbudzać lęk i dawać wyobrażenie o bardzo ciężkich warunkach, z którymi przyszło się zmierzyć zesłańcom. Przejazd droga kołymską był dla mnie niesamowity, nie tylko ze względu na symbolikę tego miejsca, ale również związany z niepokojem o występujące na tym obszarze niedźwiedzie. Obawy narastały kiedy pojawiały się nieskończone kilometry łąk z krzaczkami jagodowymi, które są przysmakiem miśków. Kilometry mijają, a charakter jazdy musiałem dostosować do ilości stacji paliwem które występują sporadycznie. Mosty na Kołymie są w okresie letnim remontowane i dojazd do Magadanu latem poza niedogodnościami związanymi z bazą hotelową i gastronomiczną, wszechobecnym pyłem wydobywającym się spod kół samochodów i ciężarówek, jak i natarczywymi komarami, nie jest niczym szczególnym a obawy przed wyjazdem w te rejony są często wyolbrzymiane.

Ciężki powrót

W Magadnie trafiłem do bardzo życzliwej rodziny do której adres dostałem od znajomych z Nowosybirska. Nad miastem swoje spojrzenie rozciąga monument Maska Skorbi symbolizująca ludzi, którzy zginęli na Kołymie. Serwis motocykla udało mi się wykonać w warsztacie samochodowym, w którym dostałem oddzielnie pomieszania na czas mojego pobytu w mieście. Po 3 dniowym zwiedzaniu Magadanu i okolic, przygotowaniu motocykla do drogi powrotnej z nadziejami na jeszcze więcej przygód udałem się przez Ust Omczug(kołymska żyłka złota) w kierunku Kandykczanu gdzie rozpoczyna się prawdziwa męska przygoda i walka z trudami nie remontowanej przez 17 lat Starej Magadańskiej Drogi. Pierwsza przeprawa przez rzekę będzie niezapomniana, dwie godziny brodzenia po wodzie i krzakach w poszukiwaniu bezpiecznego przejazdu, walka ze zdrowym rozsądkiem i pierwsze pytanie „Co ja tu właściwie robię!?" dawało dużo do myślenia. Przeprawa przez rzeczki czy kałuże wiązała się za każdym razem z przeniesienie bagażu, obadaniem przejeżdżanej kałuży (ślady po ciężarówkach typu Uaz zalane wodą) wylaniem wody z butów i niezliczonymi potyczkami z komarami, które staczałem przy każdym postoju.

100 km iście offroadowego terenu, który był najtrudniejszy do pokonania podczas 46 dni wyjazdu pokonałem w ciągu aż 11 godzin. Między Kandykczanem, a Kjubeme w kierunku Tomtoru spotkałem dwóch ludzi, którzy pracują sezonowo przy koszeniu trawy. Ugościli mnie najlepiej jak mogli i pozwolili przenocować w jedynej zamieszkałej chacie w liczącej przed kilkoma laty 1700 mieszkańców wsi. Pozostali mieszkańcy przenieśli się w inne obszary kiedy złoto i diamenty w okolicznych kopalniach się skończyły.

Następnego dnia gospodarze pokazali mi objazd przez stary poligon, który umożliwił sforsowanie rzeki Anadylach w najniższym jej miejscu. Ten dzień był również niesamowity, gdyż spotkałem długo wyczekiwanego niedźwiedzia, który dla większości ludzi zamieszkującym Kołymę jest nieodzownym punktem krajobrazu. Zwierz przebiegł drogę w bezpiecznej odległości pozostawiając po sobie wrażenie piękna złocistej sierści, dzikości i zaskoczenia bardzo sprawnym poruszaniem się tego zwierzęcia, mimo dużej masy.

O zmroku dojechałem do Tomtoru, w którym zanotowano najniższą temperaturę -71,2C. Latem jest powyżej 20C, a w dzień mojego pobytu temp oscylowała pod 30C. Z Tomtoru nawierzchnia drogi jest poprawna i poza rzeką Kjubeme bardzo przewidywalna. Z żalem ale i wiarą we własne możliwości wyjechałem z Kołymy na którą niewątpliwie jeszcze wrócę. Będzie mi się kojarzyła przede wszystkim z otwartością ludzi, bezinteresowną pomocą i życzliwością jakiej nie dane mi było poznać podczas dotychczasowych wakacyjnych wyjazdów.

Po wyczerpującej jeździe po bezdrożach i braku bazy noclegowej zasypiam szybko w przydrożnym baraku, nie ryzykuje rozbicia namiotu z obawy przed dziką zwierzyną. Następnego dnia niefortunnie spóźniam się na prom, który pozwoliłby mi opuścić Kołymę. Pomoc proponuje mi Siergiej który jest posiadaczem 18 letniej motorówki o nazwie „KRYM" z drżeniem serca pakujemy motocykl na małą łódkę i zmierzamy na drugi brzeg rzeki Aldan. Co 5 min robimy postoje gdyż dwusuwowy silnik się nadmiernie nagrzewa pod obciążeniem. Odpoczywam w Jakucku u poznanego wcześniej na promie Jakuta, który pokazuje mi miasto i zaznajamia z jakucką kulturą.

Z Jakucka kieruje się na Tyndę, pogoda jest bardzo słoneczna, tumany kurzu wydobywające się spod kół ciężarówek znacznie utrudniają widoczność i zmuszają chwilami do podejmowania ryzykownych decyzji o wyprzedzaniu jadącego 50 km/h auta. Taki schemat pojawia się każdego następnego dnia aż do dojechania do asfaltu... czyli kurz, pył, bezdroża i remonty na drogach.

W drodze powrotnej odwiedzam miejscowość Iwołgińsk, oddaloną o 45 km od Ułan Ude, która jest centrum buddyzmu w Rosji. Miałem szczęście natrafić na jedno ze świąt i ujrzeć zapasy w wykonania Buriatów, strzelanie z luku, a w jednej ze świątyń na terenie klasztoru czczonego przez wszystkich wiernych, nieżyjącego Lamę Pandiło Ałigielova, którego ciało od ponad 80 lat nie ulega rozkładowi (nawet zachowuje się jak ciało żywej osoby, np. jest ciepłe, a po przekłuciu lekko krwawi).

Trasa z Ułan Udę do Polski to całodzienna jazda, smarowanie łańcucha, smakowanie miejscowej kuchni i integracja z miejscową społecznością.

W Rosji spotkałem motocyklowych podróżników z całego świat. Kilku z nich przemierzało nasz glob dookoła, niektórzy wracali z malowniczej Mongolii, jeszcze inni zmierzali do innej części Azji. W oczach każdego można było odczytać jeden obraz. Szczęście z realizacji marzeń, wolność z pokonywania każdego kilometra i niesamowita życzliwość względem drugiego motocyklisty, za którą tęsknie w naszym pięknym kraju przesyconym użytkownikami motocykli.

Refleksje

Rosja to niesamowity kraj, w którym przejazd miedzy skrajnymi miejscowościami nie sposób przeliczać na godziny czy dnie, w moim przypadku były to tygodnie. Dokładnie 22 dni aby spełnić marzenie i dojechać do Magadanu, przejechać drogę Kołymska, przeprawiać się przez rzeczki, łykać kurz z grawiejki i poznać niesamowitych ludzi żyjących na Syberii. Ludzi na wspomnienie których raduje się serce. Ich dobroć i chęć dzielenia się wszystkim, co mają pozwala zrozumieć ich ciężki los związany z bardzo wymagającym klimatem i niewielkim zaludnieniem Republiki Sacha. Całość wyjazdu zamknąłem w 46 dniach, 24 tysiącach kilometrów, mnóstwem nowych przyjaciół i niezliczoną liczbą pozytywnych wspomnień.

Pozdrawiam Marek Grzywna Majo

Syberia Kolyma

wyprawa motocyklowa Syberia Slowacy

Pomnik Magadan

Iwolginsk centrum buddyzmu w Rosji

Ulan Ude glowa Lenina

Daleki Wschod Rosja

Zdjęcia
Komentarze 8
Pokaż wszystkie komentarze
Dodaj komentarz

Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu. Ścigacz.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii. Jeżeli którykolwiek z komentarzy łamie regulamin , zawiadom nas o tym przy pomocy formularza kontaktu zwrotnego . Niezgodny z regulaminem komentarz zostanie usunięty. Uwagi przesyłane przez ten formularz są moderowane. Komentarze po dodaniu są widoczne w serwisie i na forum w temacie odpowiadającym tematowi komentowanego artykułu. W przypadku jakiegokolwiek naruszenia Regulaminu portalu Ścigacz.pl lub Regulaminu Forum Ścigacz.pl komentarz zostanie usunięty.

Nasi fani komentowali

Polecamy

Aktualności

reklama

sklep Ścigacz

    na górę