| Nowy motocykl, który świetnie nawiązuje do swoich przodków Intro Reklama Kalendarz dla motocyklisty na rok 2026 Gwiazdy MotoGP.Duży 42x30 cm. 79 zł WYSYŁKA GRATIS!Kalendarz motocyklowy na rok 2026 ścienny, przedstawiający najważniejszych bohaterów tego sezonu MotoGP. Marc Marquez, Jorge Martin, Johann Zarco, Raul Hernandez, Fabio Quartararo, Franco Morbidelii, Pedro Acosta, Pecco Bagnaia, Marco Bezzecchi, Alex Marquez i inni w obiektywnie Łukasza Świderka, polskiego fotografa w MotoGP KUP TERAZ. WYSY£KA GRATIS »Praprzodkiem tej maszyny jest legendarny już dziś Suzuki GSX600F. Motocykl, który miał rywalizować z najostrzejszymi „600" lat 80-tych, szybko musiał spuścić ze sportowego tonu i wcielić się w uniwersalny motocykl o sportowym zacięciu. Dzięki swemu charakterystycznemu wyglądowi, maszyna ta funkcjonowała w środowisku jako „imbryk", co, chyba wszyscy się zgodzą, jest ksywą mało czadową. Mi osobiście maszyna ta zapisała się w pamięci jako kombinacja sporej masy i ogromnej ilości plastiku. Podobnie było z drugą generacją GSX600F, która zadebiutowała w roku 1998. Tutaj obłe, bioniczne kształty zaowocowały przydomkiem „jajko", niemniej nowy motocykl ponownie cechowała spora masa i hektary plastiku, jakich użyto do jego pokrycia. Czego by jednak nie mówić o uniwersalnych „600" Suzuki, miały one także dwie zasadnicze zalety. Przede wszystkim wyglądały na motocykle sportowe i potrafiły rozpędzić się do prędkości ponad 200 km/h. Swego czasu „jajko" było nawet reklamowane w Polsce jako najtańsze 200 km/h. Taka kombinacja cech wraz z wieloma innymi walorami zapewniała im spore grono zwolenników. Niestety bezduszni europejscy biurokraci wzięli pod lupę ochronę środowiska, czego wymiernym rezultatem okazały się obligatoryjne normy czystości spalin. To one „zabiły" stare i uwielbiane serie „olejaków", montowane w Banditach i GSX-Fach. Suzuki nie mogło pozwolić sobie na zaprzestanie produkcji tak popularnych maszyn. W ubiegłym roku Bandity wróciły , tyle że z zupełnie nowymi silnikami, spełniającymi oczekiwania Brukseli. W ofercie zabrakło jednak Suzuki GSXF. Czyżby ludzie z Hamamatsu odeszli od przyciężkawych maszyn o sportowym zacięciu? Oczywiście, że nie. Pytanie dotyczyło tylko i wyłącznie tego, w jakiej formie na rynku pojawi się następca „imbryka" i „jajka". I oto jest, nowy Suzuki GSX650F. Nieco uprzedzając fakty powiem, że najwyraźniej dziedziczenie dotyczy także motocykli... My plastic is fantastic No właśnie. Zacznijmy od wyglądu zewnętrznego. O ile wcześniejsze generacje GSX-Fa były autonomicznymi konstrukcjami, to najnowszy model tego motocykla jest w prostej linii klonem Bandita 650. Tu nawet nie można mówić o podobieństwach, bo te same zawieszenia i hamulce, ten sam silnik i rama, te same elementy nadwozia i osprzętu w praktyce oznaczają ten sam motocykl. GSX650F wyróżnia się natomiast tym, co odziedziczył po przodkach - połaciami plastiku. Rozbudowana przednia owiewka ma powierzchnię większą, niż przypadku współczesnych motocykli sportowych. Nawiązaniem do sportu jest ukształtowanie wlotów powietrza i lampy podobnie, jak miało to w modelu GSX1000R K4/K5. Za sterami ukłonem w stronę sportowego image jest zestaw przyrządów, łudząco podobny do tego zastosowanego w modelach serii GSX-R. Przyznać trzeba, że jest bardzo ładny i bardzo funkcjonalny, a zainstalowany wskaźnik zapiętego biegu to już duży plus na tle konkurencji. Reszta jest już mniej spektakularna. Wypełnienie za przednią owiewką to ogromna, szara, plastikowa pustynia, przywodząca na myśl deski rozdzielcze tanich japońskich aut z lat 80-tych. Tutaj zdecydowanie zabrakło polotu stylitom, co jest o tyle dziwne, że Suzuki ma w swoim garażu kilka dobrych i sprawdzonych wzorów. Co by jednak nie mówić, tradycji stało się zadość. Ilość plastiku na „650" jest imponująca, zupełnie jak za starych, dobrych czasów. Niejako przy okazji GSX-F odziedziczył także sporą wagę. W tym konkretnym przypadku jest to efekt tego, że maszyna wyjściowa, czyli Bandit 650 także nie jest ułomkiem. W rezultacie wytężonej pracy japońskich inżynierów otrzymaliśmy produkt, który jak już wcześniej wspomniałem, świetnie nawiązuje do swoich przodków. Euro 3 Co oznacza ten skrót, każdy doskonale zapewne wie. Dla Suzuki oznaczało to zupełnie nową generację silników. Ten w GSX-F jest dokładnie taki sam, jak w testowanym przez nas w ubiegłym roku Bandicie 650. Oszczędzę wam wywodów na temat konstrukcji silnika, tym bardziej, że szczegółowe informacje na jego temat znaleźć możecie w naszej relacji z pierwszej, prasowej prezentacji tej maszyny w Rzymie latem ubiegłego roku. Dla porządku przypomnę jedynie, że nowe Suzuki napędzane jest czterocylindrowym, szesnasto zaworowym silnikiem. Jednostka napędowa wyposażona jest we wtryskowy układ zasilania, co w połączeniu z chłodzeniem cieczą i wykorzystaniem katalizatora pozwoliło na uzyskanie odpowiedniej czystości spalin. Cała reszta jednostki napędowej jest na wskroś klasyczna. Sześciobiegowa skrzynia, mokre sprzęgło to japońska klasyka i jednocześnie standard panujący w klasie średniej. Miłym akcentem jest natomiast hydraulicznie sterowane sprzęgło. Pracuje ono lekko i precyzyjnie, a przy tym dysponuje regulacją. Pod spódnicą Niewiele nowego wnosi także podwozie. Jest ono dokładnie takie samo, jak w przypadku Bandita 650, zatem posiada te same wady i zalety. Zacznijmy od tych pierwszych. Widelec, tradycyjnie dla Suzuki, jest za miękki w fabrycznym ustawieniu. Na szczęście mamy tu do dyspozycji regulację napięcia wstępnego sprężyny, choć przydałaby się jeszcze regulacja siły tłumienia. Nie jest jednak źle. Tylny amortyzator pracuje nieco tępo, ale w zupełności radzi sobie z jazdą solo i z pasażerem. Tutaj także regulacja napięcia wstępnego sprężyny jest w standardzie. Można narzekać na prostotę układu jezdnego i znikome możliwości regulacji, ale przecież mówimy o motocyklu tanim i popularnym. Dlatego przejdźmy do zalet, bo jest ich wiele. Podwozie, choć nie zapewnia kierowcy takiej informacji zwrotnej, jak w przypadku maszyn z wyższej półki, jest bardzo stabilne i przewidywalne. Motocykl świetnie znosi jazdę z pasażerem i jego dociążenie nie pogarsza radykalnie własności jezdnych. „650" jest bardzo zwrotna. GSX-F, mimo sporej masy, chętnie składa się w zakręty i precyzyjnie utrzymuje kierunek jazdy. Taka, a nie inna konstrukcja i zachowanie zawieszania są dowodem na to, że pomimo kreowania sportowego wizerunku tej maszyny, konstruktorzy nakierowali ją na wykorzystanie typowo użytkowe. Filmy
|
|
|
| Suzuki GSX650F w akcji Nowa „650" Suzuki to motocykl bardzo wdzięczny w użytkowaniu. Po zajęciu miejsca za sterami chwili przyzwyczajenia wymaga bezmiar szarego plastiku, ale wszystkie instrumenty są dokładnie tam, gdzie powinny być. Pozycja za kierownicą nie ma wiele wspólnego ze sportem, siodło jest odpowiednio twarde i wygodne. Lusterka zapewniają dobre pole widzenia. Wrzuceniu jedynki towarzyszy cichy stuk w skrzyni biegów, nieco gazu i płynnie ruszamy z miejsca... Reklama Kalendarz dla motocyklisty na rok 2026 Gwiazdy MotoGP.Duży 42x30 cm. 79 zł WYSYŁKA GRATIS!Kalendarz motocyklowy na rok 2026 ścienny, przedstawiający najważniejszych bohaterów tego sezonu MotoGP. Marc Marquez, Jorge Martin, Johann Zarco, Raul Hernandez, Fabio Quartararo, Franco Morbidelii, Pedro Acosta, Pecco Bagnaia, Marco Bezzecchi, Alex Marquez i inni w obiektywnie Łukasza Świderka, polskiego fotografa w MotoGP KUP TERAZ. WYSY£KA GRATIS »Motocykl sprawnie nabiera prędkości, w czym wydatnie pomaga liniowa charakterystyka silnika. Żadnych szarpnięć, żadnych nieprzewidzianych załamań krzywej mocy. Zmiana biegów jest bezproblemowa, zupełnie jak w protoplaście. W połączeniu ze stabilnym podwoziem zachęca to do dynamiczniejszej jazdy, która wyraźnie nie męczy Suzuki. Z większymi prędkościami znakomicie dają sobie radę zastosowane w GSX-F hamulce. Czterotłoczkowe zaciski dysponują pokaźnym zapasem siły hamowania i są dobrze dozowalne. Tylny hamulec jest za to zbyt mało precyzyjny i łatwo doprowadzić do zablokowania tylnego koła. W przypadku jazdy po mieście niewielkie gabaryty motocykla znakomicie ułatwiają lawirowanie między samochodami. Wyprostowana pozycja za kierownicą nie obciąża nadgarstków i pozwala na swobodną obserwację tego, co dzieje się przed motocyklistą i na sygnalizatorach. Wygodne zawieszenie zapobiega traumatycznym doznaniom na dziurawych miejskich ulicach, a przy tym dostatecznie sprawnie informuje kierującego o tym, co dzieje się z kołami motocykla. Sporym zaskoczeniem były dla mnie szybsze odcinki za miastem, przede wszystkim z uwagi na słabą ochronę przed wiatrem. Nie jest ona co prawda najgorsza, ale po takiej ilości owiewek spodziewałem się czegoś więcej. Ponadto motocykl przy wyższych prędkościach zdecydowanie traci na dynamice. Odpowiedzialna jest za to mniejsza, niż u konkurencji moc silnika i wyższa, niż u konkurencji masa. Niestety z prawami fizyki nie da się chodzić na kompromisy. Dzień jak co dzień GSX650F to maszyna adresowana do motocyklistów, którzy nawijają sporo kilometrów i nie stronią od codziennej jazdy. Przyjrzyjmy się temu motocyklowi właśnie pod tym kątem. Oczywiście aktualne pozostają tutaj wszystkie zalety motocykla, o jakich wspomniałem wyżej, niemniej jednak w codziennej eksploatacji czeka nas kilka znaczących „uniedogodnień". Przede wszystkim zaskakuje brak bagażnika. Przy klasycznie poprowadzonym tłumiku nie potrafię dojść do racjonalnego wytłumaczenia, czemu Japończycy tak to wykombinowali. Denerwuje brak centralnej podstawki. Rozumiem, że motocykl ma być tani, ale dodanie w fabryce tego elementu podniosłoby jego cenę zaledwie o kilka groszy, przy zdecydowanie większym komforcie obsługi maszyny. Nieco irytują trzeszczące w okolicach 4000 obr/min. plastiki, ale to da się jeszcze znieść. Trudne do zaakceptowania jest natomiast wysokie zużycie paliwa. W przypadku spokojnej jazdy GSX650F wciąga 6,5 litra benzyny na każde 100 km/h. Przy ostrzejszym operowaniu gazem Suzuki spokojnie dochodzi spalania na poziomie 7,5l / 100 km. Konkurenci w postaci Yamahy FZ6, czy choćby Hondy CBF600 zadowalają się wyraźnie mniejszymi dawkami paliwa. Nasza ocena GSX650F jest bardzo miłym, dobrze ułożonym nowym dzieckiem inżynierów Suzuki. Nowy członek rodziny z Hamamatsu odziedziczył po przodkach dobre maniery, przede wszystkim zachowanie na drodze i jakość wykonania. Trudno natomiast uznać go za jednostkę przesadnie utalentowaną, czy super wybitną. Motocykl ten dysponuje pewnym zawieszeniem, bardzo dobrym silnikiem oraz świetnymi hamulcami. Jednocześnie jest odrobinę przyciężki, ma nieco upośledzoną funkcjonalność, jak na maszynę do codziennego użytku i sporo pali. Niemal zupełnie, jak obie generacje jego użytkowników. Jednak wielbiciele sportowego, lajtowego stylu nie powinni narzekać. Nikt nie ma w swojej ofercie porównywalnego, w pełni obudowanego motocykla za zaledwie 25900 zł. Dane techniczne
|
| |||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||
|













































Komentarze
Poka¿ wszystkie komentarze