Mycie motocykla zim±. Kiedy pomaga, a kiedy niszczy?
Zimą motocykle znikają z dróg, ale to wcale nie oznacza, że temat soli, wilgoci i mycia przestaje mieć znaczenie. Wręcz przeciwnie.
Każdy, kto choć raz wyjechał motocyklem w styczniu lub lutym wie, że zima potrafi być dla jednośladu bezlitosna. I tu zaczynają się mity bardzo podobne do tych, które od lat krążą wokół samochodów. Nie myj, bo mróz. Nie ruszaj, bo zardzewieje. Albo odwrotnie. Porad jest tyle, co motocyklistów, a jak się doda różnej maści pociotków, to jeszcze więcej. A jakie są fakty?
Reklama
Te motocykle najlepiej sprzedawały się w ubiegłym roku
Zobacz nowości na sezon 2026 »
Motocykle tej marki były na pierwszym miejscu sprzedaży w Polsce! Na rok 2026 przygotowali nowe modele, które mają być jeszcze większymi przebojami tego sezonu. Zobacz te nowości i przetestuj je podczas dni otwartych
ZOBACZ NAJNOWSZE MODLE NA 2026 »
Zimowe mity kontra twarda rzeczywistość
Wyjaśnijmy sobie raz na zawsze, że sól drogowa nie rozróżnia, czy atakuje karoserię auta, czy ramę motocykla. Według analiz ADAC i europejskich organizacji badających korozję pojazdów, największym problemem nie jest sama obecność soli, ale jej długotrwałe zaleganie w połączeniu z wilgocią. Motocykl ma tu nawet trudniej niż samochód, bo przecież dochodzi odsłonięta rama, wahacz, śruby, połączenia elektryczne i układ napędowy.
Wszystkie te elementy są bezpośrednio wystawione na działanie chemii drogowej. Do tego, jeśli lakier lub powłoka ochronna są uszkodzone, korozja potrafi zacząć się szybciej, niż wielu właścicieli chce w to wierzyć. O ile nie jeździsz motocyklem jedynie do kościoła i po bułki, to lakier ma kilka słabych miejsc. Zimowa sól na pewno bardzo szybko je odnajdzie. To jak z tym myciem?
Myć czy nie myć - oto jest pytanie zimy
Mycie motocykla zimą ma sens, ale nie na zasadzie rytuału po każdej przejażdżce. Eksperci podkreślają, że częstotliwość powinna wynikać z warunków jazdy. Jazda po mokrych, intensywnie solonych drogach to sygnał, że warto zmyć osad, szczególnie z dolnych partii motocykla. Ale jednocześnie suchy asfalt i lekki mróz bez chemii drogowej to inna historia. Wtedy nadgorliwość może stać się większym wrogiem niż brud.
Jest też granica, której lepiej nie przekraczać. Warto pamiętać, że mycie motocykla przy temperaturach spadających poniżej -10 stopni Celsjusza niesie realne ryzyko. Gwałtowny kontakt zimnych elementów z ciepłą wodą może prowadzić do mikropęknięć lakieru i osłabienia powłok ochronnych, co potwierdzają zarówno niemieckie, jak i skandynawskie ośrodki badawcze zajmujące się trwałością pojazdów. Do tego dochodzi problem wody, która dostaje się do linek, przełączników i gniazd, a potem zamarza. W motocyklu skutki bywają nawet bardziej dotkliwe niż w aucie.
Lód, piasek i woda pod ciśnieniem - niebezpieczne trio
Jeśli już decydujesz się na zimowe mycie, powinieneś wpierw przygotować motocykl. Śnieg i lód trzeba usunąć ręcznie jeszcze przed użyciem wody, chyba że są "przyspawane" to w ogóle lepiej wpierw odpadły samoistnie, co wymaga niestety pomieszczenia z plusową temperaturą. Jeśli zabierzesz się za mycie z pozostawionymi bryłkami śniegu i lodu, najczęściej z inkluzjami piasku, mogą zadziałać jak papier ścierny, a w przypadku motocykla ryzyko zarysowania elementów plastikowych i lakierowanych jest szczególnie wysokie. Ciśnienie wody również ma znaczenie. Rzetelne źródła techniczne od lat ostrzegają przed kierowaniem silnego strumienia bezpośrednio w łożyska, uszczelnienia, chłodnicę czy złącza elektryczne. Ale to się rozumie samo przez się i nie trzeba do tego specjalistów. Chodzi o to, że mycie ma być spłukaniem soli i brudu, a nie testem wytrzymałości motocykla.
Idąc dalej, programy z gorącą wodą i agresywną chemią nie są zimą potrzebne. Wystarczy delikatne mycie z naciskiem na dolne partie motocykla, koła, zaciski hamulcowe i okolice napędu. Łańcuch po kontakcie z wodą i solą wymaga ponownego smarowania, co potwierdzają zarówno producenci napędów, jak i organizacje szkoleniowe związane z bezpieczeństwem motocyklistów. Zaniedbanie tej czynności skraca jego żywotność i zwiększa ryzyko awarii, ale to też jest chyba dla każdego oczywiste, natomiast rzadziej pamiętamy, że zimą szczególnej uwagi wymaga także ochrona motocykla po myciu.
Najgroźniejsze zaczyna się dopiero po myciu
Trzeba pamiętać, że osuszenie jest absolutną podstawą. Wilgoć pozostawiona w zakamarkach potrafi wyrządzić więcej szkód niż sama jazda po solonej jak śledź drodze. Nie bójmy się też preparatów do konserwacji gumowych elementów, uszczelek i przewodów, które są zresztą rekomendowane przez producentów motocykli i chemii motocyklowej, bo najzwyczajniej zapobiegają pękaniu i twardnieniu materiałów w niskich temperaturach. Warto również zadbać o zabezpieczenie styków elektrycznych specjalnymi środkami antykorozyjnymi, co jak pewnie wiecie, jest również standardową procedurą w serwisach motocyklowych przygotowujących maszyny do zimy.
Nie można zapominać o aspekcie bezpieczeństwa. Brudne reflektory, lampy i odblaski w zimowej szarudze znacząco pogarszają widoczność motocykla. Czyste oświetlenie i sprawne hamulce mają zimą mają nawet większe znaczenie niż latem. Sól i wilgoć osadzające się na tarczach oraz zaciskach mogą przyspieszać korozję i pogarszać skuteczność hamowania, jeśli motocykl długo stoi bez jazdy.
Zimowa rutyna, która ratuje motocykl
Wniosek jest prosty. Zimowe mycie motocykla, dodajmy jeżdżącego motocykla, powinno być rutyną, jeśli pojazd jest wyraźnie zabrudzony soloną, śniegowo-lodową breją. Trzeba jednocześnie unikać skrajnych mrozów, zmywać sól po jeździe w trudnych warunkach, dbać o osuszanie i konserwację. Motocykl nie musi wyglądać jak w salonie, ale regularne usuwanie zimowej chemii i wilgoci realnie wydłuża jego życie.







Komentarze
Poka¿ wszystkie komentarze