tr?id=505297656647165&ev=PageView&noscript=1 Motocykle, które powinny być kontynuowane NAS Analytics TAG
NAS Analytics TAG

Motocykle, które powinny być kontynuowane

Autor: Łukasz „Boczo” Tomanek 2012.03.16, 12:28 60 Drukuj

Panta rhei, wszystko płynie. Bezpowrotnie. Robią to nasze pieniądze, które wypływają na wieczny rejs do urzędu skarbowego. Robią to nasze postanowienia noworoczne, wraz z dymem z papierosa zapalonego 3 stycznia. Robią to nasze plany zakupu nowej pralki, kiedy dostaniemy zdjęcie z fotoradaru. Robią to także motocykle, które niczym dinozaury wyekstynkcjonowane są meteorytem. Podobno. Ile razy roniliśmy łzy, kiedy jakiś prawdziwie fajny motocykl umierał? Kiedy jego los zostawał bezczelnie zdruzgotany przez jakiegoś buraczanego smutasa w Brukseli albo księgowego z czerwoną pieczątką. Rozmyślać i wspominać jest dobrze. To pozytywnie wpływa na duszę i nasze psychiczne samopoczucie. Ale z racji tego, że to portal nie filozoficzny ale motoryzacyjny, tradycyjnie nadamy tematowi akademickiej nuty. Zadajmy sobie więc pytanie – które motocykle zasługują na wskrzeszenie?

Suzuki GSX1400 – jestem duży bo tak

bialo niebieski Suzuki GSX 1400Nie chodzi tutaj o sam motocykl, ale o jego ideę. Mimo, że GSX był w swoim czasie całkiem udanym sprzętem ze świetnym podwoziem i monstrualnym silnikiem. Taki sam schemat stosuje dziś MotoGuzzi, ale potrzebujemy dużego retro bike’a, który działa. Nie trzeba mieć doktoratu ze spostrzegawczości, aby wysunąć wniosek, że na obecnym rynku nie ma żadnego sensownego retrobike’a, który nawiązuje do muscle carów, a takich nawiązań właśnie chcemy.Hondzie prawie się to udało z CB1100, ale od razu strzelili sobie w stopę udostępniając wielki retro motocykl wyłącznie na rynku na którym motocykle tego typu i tych rozmiarów są zupełnie niepopularne. Co ciekawe, Suzuki niemal otarło się o genialny pomysł. Wskrzeszono Inazumę, ale, uwaga, dano jej silnik 250cm2 i wygląd GSRa. Jeśli chodzi duże motocykle z dużą ilością koni mamy B-Kinga, który jest, i nie można tego określić inaczej, głupi. I brzydki. Obranie Hayabusy z owiewek, jeśli nie jesteś Chuckiem Norrisem, jest dość niebezpiecznym zabiegiem. Krótko mówiąc powstał motocykl, którego mocy nie da się wykorzystać i który po prostu boli. Potrzebujemy dużego, ciężkiego, idiotycznego mięśniaka, z niebieską farbą i białymi pasami. Suzuki! Przecież potraficie robić cudowne retro big bikei!

Ducati Supermono – życie singla jest takie piękne

Ducati SupermonoSupermono to nic innego jak ultra-unikalna, super-lekka, dziko-mocna torowa mini-Godzilla. Patrząc na parametry tego motocykla można złapać się za głowę.Masa z płynami 136,5 kg, moc 75 KM z silnika jednocylindrowego, potężne hamulce, zawieszenie Ohlinsa. To czyniło z Supermono broń zagłady na torach wyścigowych. I owszem, obecnie ten motocykl jest tak samo unikalny jak Święty Graal, a ceny zaczynają się od 30 tys. dolarów, ale lekka i mocna jednocylindrówka to coś, co po prostu fruwałoby po torach wyścigowych. Wystarczy spojrzeć na to, co wyczynia KTM 690 Duke. Nieoficjalnie przerabia się go na torowego plastika, ale naszym zdaniem to dobry kierunek, nawet dla Ducati. Skoro tak lukratywny koncern potrafi zbudować broń do niszczenia planet, czyli Superquadro, z całą pewnością może zbudować żywiołowego singla i upchnąć go do podwozia np. Monstera. Trudny do zignorowania jest też fakt, że single są piekielnie szybkie w zakrętach z racji bycia lekkimi i bardzo zwrotnymi. Wykorzystanie tego wymaga jednak kunsztu kierowcy. To sprawia, że jednocylindrówki są trochę niedoceniane, bo łatwiej jest odkręcić na prostej czymś znacznie większym. Właśnie dlatego Duke nie jest bestsellerem. Co więcej, jednocylindrówki, z powodu posiadania tylko jednego cylindra są tańsze w produkcji. Jeśli udałoby się utrzymać sensowny poziom cenowy, powstałby motocykl z otwartymi drzwiami do świata wyścigowego i pucharów.

Honda CBR1100XX Blackbird – fruwając po lądzie

Honda CBR1100XX Blackbird prawy bokPrzez 10 lat XX nie przestawał zdobywać serc fanów. Wygodny, szybki, łatwy, tani, niezawodny, chętny do tuningu i połykania kolejnych kilometrów. Aż tu nagle finito. Honda decyduje się zaprzestać produkcji Blackbirda. W 2010 roku według niektórych schedę stara się przejąć VFR1200F. Niestety tylko pod kilkoma względami. Fajnie byłoby oglądać złych chłopców znów razem w akcji. Kawasaki ma ZZR1400 (całkiem potężne zresztą, czego dowodzą testy), Suzuki ma Busę, a Honda? Lotniczy hyperbikeładnie dopełniłby ofertę i bądź co bądź byłby ciekawą, wręcz potrzebną alternatywą dla VFR. Warto też odnotować, że z całej ekipy hyperbike’ów XX był najbardziej cywilizowany. Z powodzeniem sprawdzał się nie tylko w atomowych przyspieszeniach i przelocie przez autostrady, ale także na co dzień, będąc motocyklem bardzo szybkim, przyjaznym i oszczędnym. Pojemność 1100 jest raczej mało prawdopodobna. Konkurencja ma jej po prostu więcej i premiera motocykla zgodnego z historią strzałem na własną bramke. Niemniej jednak Blackbird nowych czasów jest czymś, co byłoby bardzo mile widziane.

Suzuki DR350 – prawdziwy koń wszędzie pociągnie

DR 350Kwestia tego, czy DR650 był bardziej popularny, jest dyskusyjna. Nie podlega jej natomiast fakt, że „350” był motocyklem bardziej terenowym i zdecydowanie lepiej działającym w offroadzie. Mało tego, sprzęt sprawdzał się też jako mini wołek roboczy do codziennej eksploatacji. W przypadku awarii mógł sobie poradzić z nią każdy z podstawową znajomością młotka i plasteliny. Sam motocykl był lekki, hardy, wytrzymywał złe traktowanie i był zwyczajnie przyjemny. KTM właśnie zaprezentował swój pomysł na motocykl o podobnych cechach, który nazywa się 350 Freeride. DR350 to motocykl, który pozwalał postawić pierwsze kroki w enduro. Niezawodny, wydajny, popularny. Taka jest tego idea. Dziś endurówki wyewoluowały w kierunku bardzo drogich specjalistycznych maszyny o deprymująco niskiej trwałości i skomplikowanym serwisie. Czy coś takiego zachęca amatorów do jazdy w terenie? Nie.

Suzuki GS500 – jestem tak oczywisty, że szok

gs500 7 gs w akcjiJeśli masz znajomego, który jeździ motocyklem, istnieje 99% szans na to, że kiedyś posiadał, jeździł lub miał styczność z GS500. To motocyklowy odpowiednik AK47. Tani, skuteczny i nawet jeśli się zepsuje to i tak działa. To nadal jeden z najlepszych wyborów na pierwszy motocykl, ale także nadal ciekawy sprzęt to jazdy użytkowej. Nie wygląda zbyt pięknie, nie jest wyposażony w praktycznie nic, stuka, puka, ale jeździ. A jeśli coś (np. apokalipsa) sprawi, że przestanie, za 30 zł można go naprawić. To  100% motocykl dla ludu, taki Volkszuki. Liznąć ten pomysł postanowiła Honda, która wjeżdża w tym roku ze swoimi NC, tanimi motocyklami dla codziennych jeźdźców z ograniczonym budżetem. Jeśli zastanowić się nad tym głębiej, to możemy doszukać się reinkarnacji genialnej CB500. To bardzo dobry kierunek, choć Suzuki musi uważać, bo próba wskrzeszenia SV650 skończyła się kłopotliwym rozczarowaniem. Tak czy siak, GS500 w modern-formie mógłby poważnie namieszać na rynku i zadowolić sporą rzeszę motocyklistów.

Yamaha RD350 – złoty środek

RD 350W swoich czasach motocykl ten cieszył się naprawdę ogromną popularnością. Bo dlaczego miało być inaczej? Mały, dwucylindrowy silnik łączył w sobie dynamikę, łatwość użytkowania i płynność pracy. Dlatego też motocykl ten używany był w bardzo szerokim spektrum sytuacji. Nawet jako weekendowy wojownik bocznych dróg. Jest jednak pewien problem. Pojemność 350 cm3 jest w naszym kraju łatwiejsza do zaakceptowania w offroadzie. Jeśli dziś pojawiłby się motocykl drogowy 350cc, klientela mogłaby go nie zrozumieć i odrzucić. Dlatego też np. Bandit 400 nigdy niczego nie podbił. Przynajmniej u nas. KTM jednak pokazuje, że można, importując w tym roku do Polski Duka 200. Ogromny sukces Duka 125 skusił producenta do pójścia o krok dalej. I miło byłoby jeśli podobnego zastrzyku odwagi dostała Yamaha. Z rezurekcją XJ600 Diversion przecież się udało. Nadal można kupić RD350 jeśli się starannie poszuka. Był to jeden z ostatnich popularnych dwusuwów o przeznaczeniu drogowym i pojawiły się plotki o rzekomym jego wskrzeszeniu ale już z wtryskiem paliwa. Czas pokaże.

Suzuki TL1000S – adrenalina w maksymalnej dawce

TL 1000 STL1000S z całą pewnością był wyjątkowo ekscytującym motocyklem. Nie tylko z powodu szatańskiego silnika, ale także z powodu niedopracowanego podwozia, które sprawiało, że motocykl czasami zwiastował swojemu kierowcy jak będzie wyglądała jego śmierć. Niemniej jednak TL był szybki, mocny, brzmiał jak burza i wymagał od kierowcy pełnego zaangażowania. W aktualnej ofercie, a nawet w ofercie sprzed kilku lat Suzuki nie miało nic, co można by porównać do TLa. Pojawiają się plotki o reaktywacji dużego V-Stroma. Może za jednym razem ogarnąć dwa sprzęty? GSX-R stale modernizowany jest w sposób mało spektakularny i mało znaczący. A gdyby tak dać mu wielkie V2…

Teraz sam jestem dziadkiem…

Marzyć, spekulować i snuć odważne teorie można bez końca. Zapytaliśmy was na Facebooku, jakie waszym zdaniem motocykle są godne kontynuacji. W wielu przypadkach pojawiały się olejaki Suzuki. I owszem, bardzo byśmy chcieli, aby kiedyś jeszcze wyjechał z fabryki potężny, grzechoczący, chłodzony powietrzem piec. Ale tak się nigdy nie stanie. Dlaczego? Dlatego, że wbrew pozorom koncerny motocyklowe muszą podporządkowywać się do urzędników i ich czerwonych pieczątek, które zatwierdzają kolejne wyśrubowane normy emisji spalin. Oprócz tego ważny jest panujący aktualnie trend. W latach 80-tych wszyscy mieli bezpieczeństwo gdzieś, dlatego też powstawały sprzęty tak dramatyczne jak GSX-R1100 czy V-Max, co później ewoluowało w TL1000S czy FZR1000. Teraz wszyscy montują do motocykli ABS, kontrole trakcji i inne systemy zapobiegające krzywdzie kierowcy. To znacznie podnosi cenę, podobnie jak silniki, które muszą być zgodne z Brukselą. Wiele motocykli umarło, bo było po prostu niewypałami. Ale sporej części z nich zapaliliśmy świeczkę ze smutkiem. Może jeszcze nie wszystko stracone?

Polecamy

Aktualności

NAS Analytics TAG
reklama
NAS Analytics TAG

sklep Ścigacz

    na górę