|
Drogo w biednym kraju Import towarów z pominięciem oficjalnego importera na dany kraj to zjawisko, jakie obserwujemy w Polsce na coraz większą skalę. Do naszej ojczyzny szerokim strumieniem płyną motocykle, części zamienne do nich, akcesoria motocyklowe oraz pełna gama odzieży i wyposażenia motocyklistów. Dokładnie tak samo, jak ma to miejsce w przypadku aut, samolotów, jachtów, elektroniki użytkowej i wszelkiej maści dóbr mniej lub bardziej luksusowych. Reklama Kalendarz dla motocyklisty na rok 2026 Gwiazdy MotoGP.Duży 42x30 cm. 79 zł WYSYŁKA GRATIS!Kalendarz motocyklowy na rok 2026 ścienny, przedstawiający najważniejszych bohaterów tego sezonu MotoGP. Marc Marquez, Jorge Martin, Johann Zarco, Raul Hernandez, Fabio Quartararo, Franco Morbidelii, Pedro Acosta, Pecco Bagnaia, Marco Bezzecchi, Alex Marquez i inni w obiektywnie Łukasza Świderka, polskiego fotografa w MotoGP KUP TERAZ. WYSY£KA GRATIS »Czemu tak się dzieje? Przede wszystkim dlatego, że w Polsce jest drogo. Drożej, niż w krajach sąsiednich, a często najdrożej w okolicy. O ile oczywiście Stany Zjednoczone zawsze były rynkiem na którym pojazdy były tańsze niż w Europie, o tyle dla wielu klientów nie do zaakceptowanie jest sytuacja, gdy motocykle w polskich salonach są wyraźnie droższe, niż np. w sąsiednich Niemczech. Znane są nam przypadki, gdy klient zachęcony do zakupu motocykla w salonie w Polsce zlecał jego zakup na terenie Niemiec i dostarczenie do domu przesyłką kurierską. Nawet uwzględniając koszty dostawy, 10% różnicy na cenie nowego motocykla, to całkiem sporo. Na forach internetowych znaleźć można wiele zirytowanych głosów z pytaniami, czemu tak się dzieje. Polska nie jest krajem gnębionym wysoką inflacją, skrajnie niestabilnymi kursami walut, czy niestabilną sytuacją społeczno-gospodarczą. Zakładanie „bezpiecznych" przeliczników kursów walut prowadzi do sytuacji, w której wiele nowych motocykli rejestrowanych w naszym kraju pochodzi z berlińskich, lub drezdeńskich salonów. Jeśli chodzi o same Stany. To przykład rynku, na którym w takim stopniu jak na rynkach europejskich nie pasożytuje wielka, wiecznie nienasycona pijawka w postaci urzędu skarbowego. Podatki, cła i akcyzy. Gdy potraktujemy w ten sposób produkt trafiający na rynek europejski, to dochodzimy do sytuacji w której sportowy litrowy motocykl kosztuje w amerykańskim salonie równowartość 26 000 PLN (!!) (około 11500 USD), podczas gdy ten sam motocykl w Polsce kosztuje równowartość 45 -50 tyś PLN. Oczywiście swój wydatny udział w tej sytuacji ma także rekordowo tani dolar. Sami jednak przyznacie, że ta sytuacja jest dla szarego zjadacza chleba i frustrująca i trudna do zaakceptowania jednocześnie. W ten prosty i obrazowy sposób dochodzimy do szybkiej odpowiedzi na pytanie, skąd tak wielka popularność prywatnego importu do Polski. W kontenerach płyną do nas choppery, maszyny wyścigowe, części do nich, odzież, gadżety, słowem wszystko na co jest zapotrzebowanie. Używki wiecznie w cenie Małe garażowe firmy zlokalizowane w niewielkich mieścinach obracają w dzisiejszych czasach niewiele mniejszymi ilościami motocykli, niż niektórzy oficjalni importerzy. Powód? Uszkodzone motocykle na zachodzie i w USA bardzo tracą na wartości. Odkupowane za przysłowiowe grosze od firm ubezpieczeniowych, handlarzy czy też samych właścicieli trafiają do kraju nad Wisłą. Tutaj przeróżnymi sposobami naprawione trafiają na nasze wspaniałe drogi. To, że w wielu wypadkach pojazdy te uznane zostały w krajach swego pochodzenia za niezdatne do naprawy jest już mało istotnym szczegółem. O ile nowe maszyny bardzo często sprowadzane są w oryginalnych opakowaniach, które zabezpieczają je przed uszkodzeniami w czasie transportu, o tyle maszyny używane nie mają lekkiego życia. Należy być świadomym, że lśniąca wylicytowana na którymś z serwisów aukcyjnych maszyna po przyjeździe do Polski zza oceanu może wyglądać zdecydowanie mniej apetycznie. Częste uszkodzenia w trakcie transportu, a także bardzo częste kradzieże części z transportowanych maszyn (ponoć są wyspecjalizowane grupy złodziei okradający motocykle pakowane do kontenerów) sprawiają, że doprowadzenie nowego nabytku do stanu używalności może przekroczyć koszty jego zakupu... Life is brutal. Skala zjawiska Czy prywatny import rzeczywiście jest problemem? Raporty sprzedaży i pierwszych rejestracji pokazują wyraźnie, że zjawisko nieoficjalnego importu maszyn nowych i używanych przybiera ogromne rozmiary. W roku 2007 w oficjalnych sieciach dealerskich sprzedano około 4500 motocykli. W tym samym czasie nowych motocykli (w to wliczono także maszyny używane poniżej 3 lat stanowiące realną konkurencję dla nowych motocykli w naszych salonach) zarejestrowano blisko 8000. Motocykli używanych sprowadzono blisko 35 000. Gros z nich pochodzi z krajów Europy Zachodniej i USA. Co to oznacza? A to, że szlak został przetarty. W tym roku już każdy wie gdzie, jak i którędy sprowadzać pojazdy ze Stanów. Powstało wiele firm specjalizujących się w sprowadzaniu konkretnych modeli. Klient może wybrać sobie dowolny kolor i wyposażenie. Trafia do niego nowy fabrycznie pojazd, zapakowany w oryginalne pudło. Albo używany, wypatrzony na aukcji. Do wyboru, do koloru. Tani dolar, czy jak kto woli mocna złotówka, to jedynie katalizator tej eksplozji popularności importu spoza granic Polski. W tym roku nowych motocykli w oficjalnych sieciach powinno sprzedać się około 7000 sztuk. To oczywiście szacunki na podstawie dotychczasowych wyników sprzedaży. Jest jednak wielce prawdopodobne, że liczba maszyn nowych, lub prawie nowych, jaka trafi w tym roku na nasz rynek przez nieoficjalnych importerów będzie porównywalna, jeśli nie większa. |
|
W krajach cywilizowanych Oczywiście prywatny, tudzież nieoficjalny import funkcjonuje także w innych krajach. Ma on jednak nieco inne podłoże i nieco inne cele. Zamiast dostarczać motocykle jak najtaniej i co tylko popadnie, prywatni importerzy sprowadzają często motocykle, których np. nie da się oficjalnie zdobyć na danym rynku. Nie jest żadną tajemnicą, że kupienie wielu modeli jest niemożliwe w Europie, a jedyną szansą ich zdobycia jest sprowadzenie ich z USA lub z Japonii. To samo dotyczy części, odzieży i wyposażania. Oczywiście w krajach europejskich sprzedaż maszyn poza oficjalną siecią dealerską także ma miejsce, niemniej jednak jest to marginalna sprawa, a oficjalni importerzy mają się bardzo dobrze. Niezależni importerzy, a polski rynek? W Polsce prywatny import motocykli nowych i używanych, a także nieoficjalny import nowych fabrycznie maszyn jak już wiemy ma się bardzo dobrze. Co jest motorem napędowym tego zjawiska? Poza niższymi cenami za granicą jest nim także niska zamożność Polaków. Rzeczywiście jest coraz lepiej i coraz więcej ludzi stać na zakup nowego motocykla, ale to grono szczęściarzy jest ciągle zbyt wąskie. Wielu chce dołączyć do grupy posiadaczy nowych motocykli kierując się do prywatnych importerów. Wystarczy poświecić chwilę na przeszukanie Internetu, aby odkryć, że kupienie motocykla poza siecią oficjalną to żaden problem. Problem natomiast widzą w tym fakcie oficjalni importerzy i dealerzy motocykli. Na naszym raczkującym jeszcze rynku motocyklowym oficjalni importerzy i dealerzy motocykli muszą sporo zainwestować w salony i serwisy oraz ich wyposażenie. Do tego dochodzą koszty szkoleń personelu i spełnianie wyśrubowanych często wymagań producentów. To oczywiście generuje koszty. Oto, jak swoje stanowisko przedstawiła nam Magdalena Piskorz z Yamaha Motor Polska
|
|
Bardzo podobną argumentację usłyszeliśmy od Adama Badziaka, prezesa POLand POSITION, jednego z najbardziej znanych salonów motocyklowych w Polsce, należącego do oficjalnej sieci Suzuki.
Prywatni importerzy nie zgadzają się ze stwierdzeniami, że szkodzą oficjalnym sieciom dealerskim. Najczęściej przytaczanym argumentem jest to, że większość klientów importerów prywatnych to ludzie, których nie stać byłoby na zakup motocykla w oficjalnej sieci. W ogłoszeniach prywatni sprzedawcy zapewniają także o udzieleniu gwarancji, a także różnych formach finansowania i pomocy w rejestracji pojazdów. Badając temat postanowiliśmy dowiedzieć się u źródła jak to wygląda z drugiej strony barykady i zwróciliśmy się o komentarz do jednego z najbardziej znanych polskich nieoficjalnych importerów - firmy IU-H A. Bogusławski |
|
|
USA to nie UE Warto wiedzieć, że rynek europejski i amerykański różni nie tylko położenie geograficzne. Oba te obszary mają osobne standardy, osobne procedury homologacji i prawodawstwo w zakresie norm bezpieczeństwa. Wielu amerykańskich producentów postrzega Europę, jako rynek marginalny, dlatego nawet nie podejmuje się uzyskania europejskich certyfikatów CE, traktując to jako zbędny koszt. Warto o tym wiedzieć, gdy się sprzedaje, lub kupuje wyposażenie dla motocyklistów. Kaski i odzież bez odpowiedniej certyfikacji to potencjalnie poważny problem. Gdy w wypadku zginie lub straci zdrowie motocyklista mający na głowie niecertyfikowany kask, to osobiście nie chciałbym być w skórze sprzedawcy tego kasku. Jeśli rodzina pokrzywdzonego ma wystarczająco dużo samozaparcia, aby brnąć przez polski wymiar sprawiedliwości, to bardzo prawdopodobny jest wyrok skazujący na sprzedawcę. Jest on bowiem zobligowany do sprzedaży towarów spełniających krajowe standardy. Tutaj ponownie sięgamy do źródła i pytamy o zdanie Huberta Czerpaka, właściciela sklepu Livefast specjalizującego się między innymi w imporcie akcesoriów motocyklowych zza oceanu. Reklama Kalendarz dla motocyklisty na rok 2026 Gwiazdy MotoGP.Duży 42x30 cm. 79 zł WYSYŁKA GRATIS!Kalendarz motocyklowy na rok 2026 ścienny, przedstawiający najważniejszych bohaterów tego sezonu MotoGP. Marc Marquez, Jorge Martin, Johann Zarco, Raul Hernandez, Fabio Quartararo, Franco Morbidelii, Pedro Acosta, Pecco Bagnaia, Marco Bezzecchi, Alex Marquez i inni w obiektywnie Łukasza Świderka, polskiego fotografa w MotoGP KUP TERAZ. WYSY£KA GRATIS »Plusy dodatnie i plusy ujemne Zwolennicy oficjalnych importerów i zwolennicy prywatnego importu mogliby długo przerzucać się argumentami. Niemniej jednak sprawa jest dosyć prosta. Podstawowa zaleta kupowania poza siecią dealerską, tudzież sprowadzania motocykla zza granicy to niższa cena. Koniec kropka. Innych zalet tutaj trudno się dopatrzyć. Wad jest zdecydowanie więcej. Przede wszystkim utrata fabrycznej gwarancji i opieki asisstance. Odcięcie od możliwości wzięcia udziału w oficjalnych akcjach serwisowych, brak oryginalnych dokumentów, obniżenie wartości pojazdu przy odsprzedaży. Często tej pojawiają się problemy z dokumentacją i rejestracją motocykli, o jakiej wspomniał w rozmowie z nami Adam Badziak. Jak to wygląda na konkretnych liczbach? Suzuki GSR600 w ofercie IH-U A. Bogusławski kosztuje 21000 zł. Ten sam motocykl u autoryzowanego dealera, np. w POLand POSITION kosztuje 28500 zł. Daje to 7500 różnicy, czyli sporo jak na popularny pojazd. Nowa R1 oficjalnie u dealera kosztuje 48900, natomiast na Internecie znaleźć można firmy oferujące ten motocykl sprowadzany z USA nowy, w fabrycznej skrzyni w cenie 37-38 tyś PLN. To ponad 10 tyś zł różnicy, przy czym należy wziąć pod uwagę, że nie tak całkiem dawno R1 w polskim salonie kosztowała blisko 55 tyś zł, co czyniło różnicę w cenie bardzo dużą. Generalnie rzecz biorąc im droższy motocykl, tym większa różnica w cenie. Diabeł często jednak tkwi w szczegółach. Na wspomnianego GSR600 można otrzymać kupon na dowolne akcesoria o wartości 3500 zł, który czyni różnicę znacznie mniejszą. Podobnie sprawa wygląda w przypadku innych importerów, gdzie w salonach znaleźć można wiele promocji, możliwość jazdy motocyklami testowymi i innych form zachęty dla klienta do zrobienia zakupów właśnie w autoryzowanym salonie. Nasze podsumowanie Skąd w ogóle powstał w naszym kraju ten temat i czemu jest on tak widoczny i palący? Przyczyna jest jedna - ciągle jesteśmy biedni. Ten stan rzeczy prowadzi do sytuacji, w której ludzie których wyobraźnię i chęć konsumpcji rozbudziły machiny marketingowe wielkich koncernów są zaledwie na wyciągnięcie ręki od upragnionego, nowego, błyszczącego motocykla. Aby go zdobyć często sięgają właśnie do oferty nieoficjalnych importerów, oszczędzając znaczne kwoty za cenę ryzyka awarii pojazdu i kłopotów z jego późniejszą naprawą. Nie trzeba specjalnie tęgiej głowy, aby uznać racje każdej ze stron. Importerów oficjalnych irytuje prywatny handel, jako niszczący ich wysiłki w kierunku zapewnienia jak najlepszej obsługi klienta, rozwoju sieci dealerskiej i osiągania przy tym wszystkim odpowiednich zysków. Klienci z kolei bulwersują się, że przy niższych zarobkach muszą płacić za motocykle i wyposażenie do nich więcej, niż motocykliści w zachodniej Europie i często blisko dwukrotnie więcej, niż Amerykanie. Dlatego też trudno potępiać motocyklistów za szukanie oszczędności w sytuacji gdy po wyjechaniu z salonu będą gnębieni w tym kraju najdroższymi na świecie opłatami za korzystanie z autostrad, horrendalnie wysokimi cenami paliwa i morderczymi stawkami ubezpieczeniowymi za jednoślady. Właśnie dlatego gdzieś między tymi przeciwstawnymi racjami znalazła się rynkowa nisza dla importerów prywatnych. Zanim jednak ktokolwiek zdecyduje się skorzystać z oferty poza oficjalną siecią dealerską sugerujemy dokładnie wszystko przeliczyć. Oszczędności poczynione na zakupie mogą w ostatecznym rozrachunku okazać się iluzoryczne. |
|
















Komentarze
Poka¿ wszystkie komentarze