tr?id=505297656647165&ev=PageView&noscript=1 Czy Bagnaia ju si egna z tytuem? Klska urodzaju w Ducati
NAS Analytics TAG
NAS Analytics TAG
motul belka 950
NAS Analytics TAG
motul belka 420
NAS Analytics TAG

Czy Bagnaia ju si egna z tytuem? Klska urodzaju w Ducati

Autor: Mick Fiakowski 2024.05.15, 19:42 1 Drukuj

Włosi właśnie padli ofiarą własnego sukcesu i choć mają kilka wyjść z tej patowej sytuacji, to jednak każde niesie za sobą fatalne konsekwencje. Nie tylko wizerunkowe. Co zrobi Gigi Dall"Igna? Oto kilka możliwości.

Z jednej strony dominacja Ducati jest w tym sezonie miażdżąca, ale z drugiej chyba nikomu to nie przeszkadza, ponieważ na czele stawki zawodnicy dosiadający modelu Desmosedici fundują nam absolutnie kapitalne widowisko.

NAS Analytics TAG

Podczas dwóch ostatnich wyścigów, w Jerez i Le Mans, kibice mogli podziwiać fenomenalne pojedynki, których stawką było nie tylko zwycięstwo i tegoroczny tytuł, ale też przyszłość przynajmniej kilku zawodników i jednego, najbardziej pożądanego miejsca w przyszłorocznej stawce.

Obrońca mistrzowskiego tytułu i lider fabrycznej ekipy Ducati, Pecco Bagnaia, swoją umowę przedłużył na dwa kolejne lata jeszcze przed startem tego sezonu i on akurat może spać spokojnie, skupiając się wyłącznie na tegorocznej walce o tytuł. Jego zespołowy kolega, Enea Bastianiani, mimo przebłysków wydaje się być na wylocie, a na jego motocykl zęby ostrzą sobie dwaj piekielnie szybcy Hiszpanie.

W klasyfikacji generalnej prowadzi Jorge Martin, który co prawda dysponuje fabrycznym kontraktem i najnowszym motocyklem, ale reprezentuje barwy niezależnej, choć wspieranej przez Ducati, włoskiej ekipy Pramac Racing. Hiszpan mówi wprost, że nie zamierza ścigać się dla niej w przyszłym roku i pod uwagę bierze wyłącznie rolę zawodnika w pełni fabrycznego. Niekoniecznie w szeregach Ducati.

W każdych innych okolicznościach Martin byłby dla Ducati oczywistym wyborem. Jest piekielnie szybki, ma charakter i jest na najlepszej drodze, aby napisać historię pod tytułem "od zera do mistrza MotoGP". Dosłownie, bo nieco ponad dekadę temu jego rodzice rozłożyli już ręce i poinformowali syna, że skończyły się im pieniądze na wspieranie jego kariery.

Martina ocaliło wtedy zaproszenie do startów w serii Red Bull MotoGP Rookies Cup, którą finalnie wygrał, a następnie został mistrzem świata Moto3. Później trafił do Moto2, gdzie jego głównym rywalem był wspomniany już Bastianini. Włoch wyszedł z tej rywalizacji górą, ale obaj trafili do MotoGP, a dwa lata temu stoczyli kolejny pojedynek; tym razem o fabryczny kontrakt z Ducati.

Wtedy - trzeba przyznać, że zasłużenie - walkę tę wygrał Enea, który jednak niemal cały poprzedni sezon spędził lecząc kontuzję. Martin został z kolei w zespole Pramac i do ostatniej rundy walczył z Bagnaią o tytuł. Gdyby go zdobył, klauzula w jego kontrakcie automatycznie awansowałaby go do fabrycznego składu już na ten rok i problem byłby z głowy.

Tak się jednak nie stało. Martinowi najpierw zabrakło trochę szczęścia w Katarze, a następnie zimnej głowy w Walencji, gdzie storpedował - jak na ironię - kończącego przygodę z Hondą Marca Marqueza i pozbawił się szans na tytuł. Poza tą jedną wpadką zrobił wszystko i robi to nadal. Hiszpan pokazał zarówno szybkość, jak i cierpliwość, dlatego w każdych innych okolicznościach kontrakt z fabrycznym zespołem Ducati na 2025 rok miałby już w kieszeni.

Martin rozprawił się z Bastianinim i jak równy z równym walczy z Bagnaią, ale to za mało, bo poprzeczka znów trafiła na wyższy poziom. Trochę jak w grze wideo, Hiszpan musi zmierzyć się z kolejnym bossem. Tym razem jest to swojego rodzaju boss wszystkich bossów, najbardziej utytułowany zawodnik ostatniej dekady i jeden z najlepszych w historii.

To jeszcze nie koniec Marqueza

Kiedy wielu zadawało sobie pytanie, czy zbliżający się do trzydziestki i od trzech lat spowolniony przez poważną kontuzję ramienia Marc Marquez ma w sobie jeszcze "to coś", Hiszpan postanowił rozwiać wszystkie wątpliwości. Choć miał podpisaną wartą kilkanaście milionów euro rocznie umowę z fabrycznym zespołem Hondy, sześciokrotny mistrz MotoGP poprosił o jej przedwczesne rozwiązanie i przesiadł się na prywatne, roczne Ducati.

Gdy podejmował tę decyzję wielu pukało się w głowy, nawet w Ducati. Nic dziwnego, że jako mistrz, który ma jeszcze coś do udowodnienia, Marquez chciał dysponować najlepszym motocyklem w stawce. Przesiadka na Desmosedici wydawała się jednak ślepą uliczką lub co najwyżej chwilowym postojem w drodze do innego portu docelowego na sezon 2025. Tym portem wydawał się wówczas wspierany przez Red Bulla, austriacki KTM.

W końcu Ducati - wystawiając aż osiem motocykli - może przebierać w młodych, ambitnych zawodnikach, którzy w ochotą wsiądą na ich motocykl z wystającym z kieszeni kontraktem na przysłowiowe "frytki". Czasy, gdy Ducati płaciło swoim gwiazdom wielkie miliony, minęły bezpowrotnie razem z rozpoczęciem ery covidowej i choć ta jest już dawno za nami, o czym świadczy rekordowa frekwencja na trybunach, okazała się świetną wymówką do zmiany finansowej filozofii.

Marquez zrobił jednak coś, czego nikt się nie spodziewał. Nie chciał ani od Ducati, ani od zespołu Fausto Gresiniego, ani grosza. Chciał jedynie motocykl i dostał, choć w starszej, ubiegłorocznej specyfikacji. Trudno było oczekiwać, że wyjdzie z tego coś więcej, niż sporadyczna walka o podia i zwycięstwa, a tymczasem Marc zrobił coś więcej.

Dzisiaj nie tylko walczy o tytuł i regularnie bije się o podia, ale też włożył nogę w drzwi, które jeszcze kilka miesięcy temu wydawały się zamknięte na kłódkę. Jeszcze jesienią wydawało się absolutnie niemożliwe, aby Marc mógł trafić kiedykolwiek do fabrycznego zespołu Ducati. Włosi mówili wręcz wprost, że do niczego nie jest im potrzebny.

Stawiając wszystko na jedną kartę Marquez postawić ich jednak pod ścianą, wywierając subtelną, ale zabójczo skuteczną presję. Dzisiaj bowiem Ducati najzwyczajniej w świecie nie może pozwolić sobie na to, aby przynajmniej nie zaproponować Marquezowi fabrycznego kontraktu na sezon 2025. Tym bardziej, że Hiszpan ewidentnie z wyścigu na wyścig jeszcze bardziej podkręca tempo.

Dwie ostatnie rundy pokazały, że będzie walczył o tytuł, co dla niektórych jeszcze do niedawna wydawało się niemożliwe; w końcu jeszcze w Katarze objeżdżali go nie tylko zawodnicy Ducati, ale i młody, dosiadający KTM-a Pedro Acosta.

Bagnaia między młotem a kowadłem

Co zrobi Ducati? Mam wrażenie, że nawet Martin zdaje sobie doskonale sprawę, że jest na straconej pozycji, a jego wypowiedzi nie są tylko sprytną, PR-ową taktyką, mającą wywrzeć presję na Włochach. Tak, Jorge jest piekielnie szybki i przez 2-3 kolejne lata nadal będzie na krzywej wznoszącej. Na dzień dzisiejszy jest także wyraźnie szybszy niż Marquez.

Sęk w tym, że to Marc jest nazwiskiem, które przyciąga miliony i trzęsie padokiem, mogąc się jednocześnie pochwalić CV, któremu Martin może nigdy nie dorównać. Jorge doskonale zdaje sobie z tego sprawę i mówi wprost, że jego jazda może nie wystarczyć, a on sam chyba się już z tym pogodził. Jest mi go szczerze żal, bo najzwyczajniej w świecie zrobił wszystko i zasłużył na fabryczną posadę w Ducati.

Problem - przynajmniej z jego perspektywy - polega na tym, że Marquez także zrobił absolutnie wszystko, a nawet więcej, stawiając na szali absolutnie wszystko, odchodząc z Hondy i startując za darmo na rocznym Desmosedici.

Uważam, że najbliższe dwa wyścigi będą kluczowe. Barcelona i Mugello to legendarne tory. Ten pierwszy to domowe terytorium zarówno Martina, jak i Marqueza. Ten drugi, to bastion Ducati. Jeśli Marc na obu będzie górą, nie tylko postawi Ducati pod ścianą, co wręcz podejmie decyzję za Gigiego i spółkę. Jeśli zaś Martin utrzyma go za plecami, w Bolonii będą musieli zwołać sztab kryzysowy i podjąć potencjalnie najtrudniejszą decyzję w sportowej historii Ducati. Tak czy inaczej nie chciałbym być w ich skórze.

Na chłodno

Ochłońmy jednak, bo przecież wybór jednego z tej dwójki nie oznacza dla drugiego końca kariery. Jakie opcje mają obaj zawodnicy? Tutaj sytuację komplikuje fakt, że Ducati wciąż twardo negocjuje warunki dalszej współpracy z zespołem Pramac Racing. Jeśli ekipa Paolo Campinotiego zdecyduje się przesiąść na Yamahę, Martin będzie musiał i tak się z nią pożegnać. To jednak nie koniec wyścigowych puzzli.

Fabryczny kontrakt z Ducati na sezon 2025 ma już dominujący w Moto2 Fermin Aldeguer, który w normalnych okolicznościach awansowałby właśnie do Pramac Racing. Hiszpan nadal nie wie jednak, w jakich barwach będzie się ścigał w przyszłym roku.

Jeśli do fabrycznego zespołu awansuje Martin, a Pramac zostanie na Ducati, być może do zespołu tego trafi Marquez, dla którego wcale nie byłoby to końcem świata. Mam wrażenie, że Marc lepiej czułby się w środowisku, w którym zarówno presja, jak i zakres obowiązków, byłyby zdecydowanie mniejsze. Pod tym względem Marquez jest w zdecydowanie lepszej sytuacji. Z drugiej strony sam powiedział przed Le Mans, że "ma plan". Jaki? Tego nie zdradzi, ale chyba łatwo dodać dwa do dwóch.

Jeśli Martin nie trafi do fabrycznej ekipy, najprawdopodobniej pożegna się z rodziną Ducati, bo nie chce jeździć dalej w Pramacu, a przejście np. do Gresiniego byłoby dla niego dużym, nie tylko wizerunkowym, ciosem. Co w takim razem? Za kulisami mówi się o bardzo lukratywnej ofercie od Hondy i z jednej strony ma to sens.

Marquez zarobił już na torze grube miliony, podczas gdy Martin cały czas jest "na dorobku" i walczy nie tylko o sukces sportowy, ale też spokojną przyszłość. Jeśli nie dostanie tego, czego chce od Ducati, pozostają mu dwie opcje; Honda lub Aprilia. W jednym i drugim zespole byłby zawodnikiem fabrycznym i liderem projektu.

Sęk w tym, że Aprilia, choć bardziej konkurencyjna niż Honda, nawet Fabio Quartararo proponowała zaledwie cztery miliony Euro. Kieszenie Hondy są znacznie głębsze, ale zapytajcie dziś Lucę Mariniego, czy miażdżąca mentalnie perspektywa dojeżdżania regularnie na końcu stawki jest warta tych pieniędzy.

Tak czy inaczej wydaje mi się, że gościem, który jest pod nieporównywalnie większą presją, jest dzisiaj Jorge Martin. Przez cały wyścig w Le Mans zastanawiałem się, co musi dziać się w jego głowie w sytuacji, gdy stawka jest tak nieprawdopodobnie wysoka. 

Ducati mówi wprost; decyzja zapadnie niedługo z szacunku dla zawodników. Chodzi o to, aby dać im czas na poukładanie sobie przyszłości, jeśli zabraknie dla nich miejsca. Tak się składa, że podczas Grand Prix Włoch poznamy losy przyszłości Aleixa Espargaro, przyjaciela i mentora Martina, który skłania się ku wyścigowej emeryturze i może zwolnić miejsce w Aprilii.

Czy na Mugello więcej elementów tej wyścigowej układanki ułoży się w jedną całość? Czy za rok zawodnik startujący z jedynką będzie to robił na motocyklu zupełnie innym, niż ten, na którym ją wywalczył? Pod tym względem Marqueza i Martina może jeszcze pogodzić Bagnaia, ale chwilowo uwaga całego wyścigowego świata skupia się właśnie na tej dwójce.

Niech wygra lepszy, niezależnie od tego, jak definiujemy dzisiaj to zwycięstwo. A jeśli chodzi o Ducati, to kto nie chciałby mieć takich dylematów?

NAS Analytics TAG


NAS Analytics TAG
Zdjcia
NAS Analytics TAG
Komentarze 1
Poka wszystkie komentarze
Dodaj komentarz

Publikowane komentarze s prywatnymi opiniami uytkownikw portalu. cigacz.pl nie ponosi odpowiedzialnoci za tre opinii. Jeeli ktrykolwiek z komentarzy amie regulamin , zawiadom nas o tym przy pomocy formularza kontaktu zwrotnego . Niezgodny z regulaminem komentarz zostanie usunity. Uwagi przesyane przez ten formularz s moderowane. Komentarze po dodaniu s widoczne w serwisie i na forum w temacie odpowiadajcym tematowi komentowanego artykuu. W przypadku jakiegokolwiek naruszenia Regulaminu portalu cigacz.pl lub Regulaminu Forum cigacz.pl komentarz zostanie usunity.

Polecamy

NAS Analytics TAG
.

Aktualnoci

NAS Analytics TAG
reklama
NAS Analytics TAG

sklep cigacz

    motul belka 950
    NAS Analytics TAG
    na gr