Ta witryna używa plików cookie. Więcej informacji o używanych przez nas plikach cookie, ich zastosowaniu
i sposobie modyfikacji akceptacji plików cookie, można znaleźć
tutaj
oraz w stopce na naszej stronie internetowej (Polityka plików cookie).
Nie pokazuj więcej tego komunikatu.
Ja na pierwsze moto kupiłem gsxr 1100. Nie jest przesadnie cieżki i pięknie się układa w zakrętach. Przejechałem nim 27 tys. km. Zaliczyłem dwie gleby: 1. połamane żebra, pęknięta kość obojczykowa, złamany piszczel, zerwane więzadło kolanowe (po 4 miesiącach doszedłem do siebie). Drugim razem motor przeleciał przez barierki, ja przeszlifowałem asfalt i tyle. W dwóch przypadkach niestety moto zawiodło: 1. pękł przewód hamulca przedniego (nie bylo oplotu). 2. zamknąłem oponę...za bardzo. Ogólnie to każdemu odradzam kupno motocykla. Jak się w to wpakujesz to nigdy nie skończysz, chyba że nie bedziesz miał wyboru. JA teraz jestem na odwyku i jeżdżę DL 650. Ale to nie jest już to...;/ ciągle brak tego co się dzieje w okolicach 10tys./obr w sportach...Rzadko jeżdżę szybciej niż 110km/h. Pierwsze moto...moc nie jest ważna. Liczy się to co masz w głowie i co ważniejsze z kim jeździsz. Czasem presja grupy bywa bardzo duża...Polecam tylko lekkie motocykle. Łatwiej jest je podniesc po glebie parkingowej, która niewątpliwie Was nie ominie.