
dzisiaj 12:24 Wiadomości
Ergonomia
Nie ma co się oszukiwać - to duży motocykl. Dla jednych to wada, dla innych zaleta. Siadając za sterami czujemy się jak u siebie: czytelne zegary, wspomagane ciekłokrystalicznymi wyświetlaczami, informują o wszystkich istotnych parametrach. Oczywiście brak wskaźnika poziomu paliwa możemy uznać za niemiłe, aczkolwiek powszechne zjawisko w super sportach z tamtych lat, ale brak zegarka irytuje. Wszystkie przełączniki znajdują się na właściwym miejscu, a regulowane klamki sprzęgła i hamulca ułatwiają życie. Lusterka, o mocno archaicznym kształcie dobrze spełniają swoją funkcją, choć biorąc pod uwagę osiągi, równie dobrze mogłoby ich nie być. Pozycja, choć stricte sportowa, śmiało może być określona, jako niezła. Oczywiście w mieście już po kwadransie będziemy wiedzieć jak to jest, gdy bolą nadgarstki, a do tego ciężko pracujące sprzęgło nie ułatwi zabawy w korkach. Nie ma co się oszukiwać - nie jest to miejski motocykl.
Trasa to coś, co TL zdecydowanie woli. Oczywiście marząc o dłuższych przebiegach należy znaleźć sposób by mocno podkurczone nogi nie przeszkadzały, natomiast gdy się go znajdzie, przebiegi rzędu 500-600km dziennie nie są porównywalne z zesłaniem na tortury. Na pewno pomocne jest w tym zadziwiająco wygodne, choć twarde jak deska siodło. Pasażer, czy raczej pasażerka, zazwyczaj będzie zsiadać z maszyny w lepszym stanie, niż prowadzący. Ma do dyspozycji równie twarde i równie wygodne siodło, co kierowca ale nogi ugięte pod zdecydowanie wygodniejszym kątem. Nie przewidziano natomiast uchwytu dla pasażera, ktoś zapewne pomyślał, że są rzeczy ważniejsze. Nie sposób nie wspomnieć o schowku. Jak wszystko w tym motocyklu jest on duży. Poważnie, jeszcze nigdy nie schowaliście tak wiele, w tak sportowym motocyklu. A jeśli zamiast siedzenia pasażera mamy garb, przestrzeń ładunkowa dodatkowo rośnie do poziomu małej szafy.
Jazda
Przekręcić kluczyk, wcisnąć sprzęgło i starter. Tyle trzeba by być szczęśliwym - przyjemne dudnienie z koniecznie akcesoryjnych wydechów uszczęśliwia wszystkich, za wyjątkiem sąsiadów, gdy o 6 rano jedziemy do pracy. Silnik ukryty pod połaciami plastiku może nie wygląda, ale ambicjami aspiruje na miano pieca, rozgrzewa się szybko. Niestety rozgrzewa też ramę, a precyzyjniej mówiąc, miejsce dokładnie pod siodłem kierowcy. Dzieje się tak za sprawą kolektora drugiego cylindra. Nie są to może temperatury, przy których można się poparzyć, ale nie jest to przyjemne - zapewniam.
Wbijamy bieg, dwa tysiące i ruszamy z miejsca. Widlak bez oporów wkręca się na obroty już od 4 tysięcy obrotów na minutę. Niech nie zwiedzie to naiwnych, bo przy odrobinie chęci motor wstaje z gazu na gumę już od 3 tysięcy. Wibracje oczywiście są większe niż w rzędówkach, natomiast w żadnym wypadku nie są uciążliwe. W mieście silnik będzie naszym największym sprzymierzeńcem, zawsze gotów pokazać nam jak czuje się pocisk. Do dynamicznej jazdy absolutnie wystarczy nam przedział 4-6 tysięcy, a jeśli zdarzy się coś nieoczekiwanego, zawsze pozostaje zapas, by być tym najszybszym. Nasz widlak nie należy może do mistrzów manewrowości, natomiast bez kłopotu wciska się w korkach w takie miejsca, gdzie niejednokrotnie nie da się upchnąć 600. Dalej natomiast zaczyna się tragedia dyskomfortu, o czym już pisałem.
Trasa to docelowe miejsce tej maszyny, o której śmiało można powiedzieć, że spotkał ją ten sam los, co Hondę VFR, z tą różnicą, że na przestrzeni lat Honda przyznała się do swojej turystyczności, Suzuki zaś uparcie twierdziło, że to maszyna do wygrywania na torze. Jako szybki turystyk TLR sprawuje się dobrze, choć objuczenie go sakwami jest utrudnione przez wysoko poprowadzone wydechy. Pozycja na krótkie wypady jest idealna, a dobra ochrona przed wiatrem pozwala bezstresowo rozwijać nieprzyzwoite prędkości. Wyprzedzanie czy przerzucanie maszyny z zakrętu w zakręt przy nich to przyjemność. To tu docenimy w pełni hamulce, prowadzenie, czy elastyczność silnika. Ponadprzeciętna stabilność przy wysokich prędkościach okupiona jest jednak małym „ale”. TL nie lubi zmian, jeśli planujemy pokonać zakręt w zaplanowany sposób, maszyna idzie jak po sznurku, ale jeśli z jakiś przyczyn musimy bardzo zacieśnić łuk, nie obejdzie się bez brutalnej siły. Dlatego długie szybkie łuki będą podobać nam się najbardziej. W ostrych ciasnych winklach taka na przykład 929 Hondy spisze się lepiej.
Wygłupy to coś co TLR znosi dobrze. Jazdę na gumie musi lubić, bo wstaje na nią chętniej, niż kumpel z kanapy gdy proponujesz wyjście na piwo. Mimo iż przód jest cięższy niż w TLs, równie niespodziewanie potrafi wyrwać do góry na nierówności. Tu na szczęście podobieństwa się kończą, bo zarówno w pionie jak i przy powrocie przedniego koła na asfalt nie spotkała mnie nigdy żadna niespodzianka ze strony motocykla. Niestety nie umiem odpowiedzieć jak w wertykalnej pozycji ma się smarowanie przedniego cylindra. W późniejszym SV był z tym kłopot, dlatego nie zakładałbym aby tu było lepiej. Jazdę na przedniej oponie sponsorują nam rewelacyjne hamulce. W ogólnym pałowaniu zaś pomagają dwie chłodnice choć przy niskich prędkościach w korkach silnik potrafi się zagrzać. O dziwo nie zauważyłem wpływu temperatury na prace tylnego zawieszenia, mimo iż z wielką chęcią stałbym po stronie krytyków zawieszeniowych wynalazków. Nie mam się do czego przyczepić. Niestety z racji turystycznego wykorzystywania motocykla, nie wiem jak tylny zawias spisuje się na torze.
Ekonomia i awaryjność
To mógłby być najkrótszy lub najdłuższy akapit, zależnie od tego jak chciałbym ująć moje dylematy. W krótkiej wersji można powiedzieć, że motocykl mało się psuje i jest nieekonomiczny.
W długiej sprawa nieco się komplikuje. O ile bezawaryjność jest mocną stroną TLa i poza regulatorem napięcia, który psuje się rzadziej niż w Hondach, nie ma za bardzo do czego się przyczepić, o tyle paliwożerność to zupełnie inna bajka. Przypomina nastolatka na gastrofazie przed pełną lodówką - wiadomo, że będą straty. Jednocyfrowe spalanie w mieście jest możliwe i należy się z niego bardzo cieszyć. Ale inna cyfra niż dziewięć nie wystąpi przed przecinkiem, po nim zresztą dziewiątka też lubi występować. Dodajmy do tego napęd zjadany w oczach. Osobnym wydatkiem jest sprzęgło - tu na szczęście mamy możliwość wyboru. Albo założymy mocne (najmocniejsze, jakie uda się znaleźć) sprężyny docisku albo liczmy się z częstymi wymianami. Czyli albo cierpi portfel, albo lewa ręka.
Sprawa zmienia się drastycznie, gdy wyjedziemy poza miasto - nagle spalanie spada radykalnie i to do tego stopnia, że jadąc spokojnie z plecakiem, z nieprzepisową prędkością, nie jest żadnym wyczynem zejść poniżej sześciu litrów na setkę. Powiem więcej – przy średniej prędkości oscylującej w okolicach 220km/h na szkockiej autostradzie, ku mojemu zdziwieniu po stu kilometrach do zbiornika weszło zaledwie 7,5l papu, choć jak na niecałe pół godziny jazdy może wydawać się, że to sporo. Czynności serwisowe nie są też jakąś straszną bolączką, olej zmieniamy tak jak w każdym motocyklu, a V2, o ile dobrze utrzymane, nie je go wcale. Wymieniając świece kupujemy dwie, choć do samodzielnej wymiany potrzeba nie lada talentu, zaworów też nie jest specjalnie dużo. Gdyby się uprzeć możemy dorzucić częstą wymianę łożysk przedniego koła i główki ramy, ale należy wtedy wziąć pod uwagę mniejsze zużycie przedniej opony. Koszt części nie jest może zatrważający, niestety to sportowy motocykl, więc aby dostać się do pożądanego elementu nie obejdzie się bez rozebrania przynamniej jednej trzeciej motocykla. Dla przykładu, do wymiany głównego bezpiecznika instrukcja jasno mówi: „krok pierwszy – zdejmij lewą owiewkę”. Jak to mówią - coś kosztem czegoś.
Ta konkretna sztuka
Ta konkretna sztuka to efekt czteromiesięcznego poszukiwania zupełnie innego motocykla. Moją uwagę przykuł kilka walorami poza tak oczywistymi, jak piękny czerwony lakier, czy wydechy Yoshi. Przebieg na poziomie dwudziestu pięciu tysięcy mil oraz pełna dokumentacja wraz z potwierdzeniem remapu ECU, dzięki któremu moc oscyluje w okolicach 145KM. Użytkując go na przestrzeni ośmiu miesięcy zawiódł mnie dwa razy. Za pierwszym razem pękł przewód elektryczny w okolicach głównego bezpiecznika. Problem banalny w swej prostocie choć niezmiernie czasochłonny w diagnozie. Za drugim, regulator napięcia. Z niecodziennych tematów należy pamiętać, że tylne zawieszenie ze względu na swoją budowę wymaga okazyjnego (jakieś 20 tysięcy kilometrów) rozebrania i smarowania w przeciwnym razie coś tam czasem skrzypi. Ten raz akurat wypadł w czasie mojego posiadania maszyny. TLa ujeżdżam każdego dnia czy słońce czy deszcz, w mieście dojeżdżając do pracy, w weekendy uskuteczniając wycieczki. Gdzie przebiegi rzędu 200-300km to norma, jeżdżąc zarówno z plecakiem jak i solo. Bez kłopotu dotrzymuje kroku nowszym i szybszym maszynom, a zsiadam nie skarżąc się na bóle bardziej niż inni.
Podsumowanie
Reasumując, TLR to zdecydowanie dobry motocykl, choć nie pozbawiony wad. Wymagający do jeźdźca ciągłej uwagi i sporej ilości doświadczenia. Kosztuje relatywnie niedużo, a skręca, hamuje i przyspiesza jak rasowy superbike. Do tego dobrze wygląda, jest oryginalny i bezawaryjny. Części do niego nie są droższe, niż do innych maszyn z tego okresu. Co chyba najważniejsze - nie zabija on wszystkich swoich nabywców, tylko tych głupich i nierozważnych, nazwę to wiec nie morderstwem, a naturalną selekcją.
|
|
Dane techniczne
| Model | Suzuki TL 1000 R |
| Pojemność skokowa | 996 ccm |
| Typ silnika | V2, DOHC |
| Ilość suwów | 4 |
| Moc maksymalna | 135 KM (98.5 kW)) przy 9500 obr/min |
| Maksymalny moment obrotowy | 106 Nm (10.8 kgf-m) przy 7500 obr/min |
| Stopień sprężania | 11.7:1 |
| Średnica cylindra x skok tłoka | 98.0 x 66.0 mm |
| Liczba zaworów na cylinder | 4 |
| Rozruch | Elektryczny |
| System chłodzenia | Ciecz |
| Skrzynia biegów | 6 biegowa |
| Wtórne przeniesienie napędu | Łańcuch |
| Waga motocykla gotowego do jazdy | 230 kg |
| Rama | Aluminiowa |
| Wysokość siodła | 825 mm |
| Rozstaw osi | 1,395 mm |
| Skok zawieszenia przedniego | 115 mm |
| Skok zawieszenia tylnego | 125 mm |
| Opona przednia | 120/70-ZR17 |
| Opona tylna | 190/50-ZR17 |
| Hamulec przedni | Dwutarczowy |
| Średnica przedniej tarczy | 320 mm |
| Hamulec tylni | Jednotarczowy |
| Średnica tylnej tarczy | 220 mm |
| Prędkość maksymalna | 260 km/h |
| 0-100 km/h | 3.2 sek. |
| 60-140 km/h | 9.2 sek. |
| Pojemność zbiornika paliwa | 17 litrów |
| Zużycie paliwa na 100km | 6,9 litra/100km |
KOMENTARZE (21) Pokaż wszystkie komentarze » Podyskutuj na forum Powiadomienia mailowe o nowych komentarzach
Jeździłem TLem, ledwo kręcąc silnik i zapinająć wyższe obroty w ułamek sekundy miałęm 200 km/h na liczniku. Zmieniłem na RSV i nie miała już takiego pierdolnięcia, ale za to bardziej płynnie jeździła, była mocniejsza na górze.
odpowiedzMa ceche wspólną z Hayką - Tak samo brzydki :D
odpowiedzCzekam na materiał o SV 1000, podobno jeszcze lepszy(tzn. mniej widow- makerowy).
odpowiedz"S" ma ponadczasowy wygląd. Dla mnie to jeden z najładniejszych moto w historii.
odpowiedz50 000 czujników ? To chyba prom Columbia miał mniej.
odpowiedzeeeeeeeeee tam , spoko napisane. czepiactwo. Nawet jak gdzieś coś już było, to teraz jest tutaj. Dzięki temu coś się człowiek dowiedział. dobry artykuł - mam już wyobrażenie o tym moto. pozdro
odpowiedzZero konkretów, samo bajkopisarstwo. Nieskładna mieszanina faktów, domysłów i pomysłów autora, który być może i jeździł na takim motocyklu ale ma o nim pojęcie takie jak pięciolatek jeżdżący na rowerze. Bo co to np. ... » czytaj dalej
odpowiedzZgadzam się. Mało prawdziwych faktów. Ja swoją sztuką nakulałem 14 tyś km i bedzie dużo więcej. Napiszę do redakcji swoje fotostory jak stuknie mi 70tyś na liczniku i nadal w oryginalnym malowaniu ale ostro dłubięty i mimo... » czytaj dalej
odpowiedzhttp://www.suzukiownersclub.co.uk/showthread.php/30023-Dyno%E2%80%99d-my-TLR jak widać wynik 125KM na kole nie jest problemem powinno to dać trochę ponad 140 na silniku a na hamowni nie działa... » czytaj dalej
odpowiedzJestem w ciągłym kontakcie z ludźmi z USA, UK, Australii, Kanady i Niemiec którzy swoje Tilery mają na prawdę igły stan i sporo pogrzebane i na prawdę żeby przebić 130km na kole trzeba mieć rozwiercone cylindry. Najlepszy i... » czytaj dalej
odpowiedzJak umiesz lepiej, to kup to moto, pojeździj nim dwa lata, a potem napisz artykuł wytykając wszystkie błędy autora. Na pewno będą tłumy zainteresowanych.
odpowiedzJuż sobie popłakałeś? No to dobrze.
odpowiedzJesteś tak głupi że nawet nie zajarzyłeś że artykuł dotyczy modelu R, a nie wcześniejszego S w którym były problemy z rozcieńczaniem oleju. Jak to było? Że poziom inteligencji można sprawdzić prostym ćwiczeniem czytania z... » czytaj dalej
odpowiedzZastanów się o czym piszesz. Autor tekstu napisał, że w modelu "S" występowały "pożeranie oleju", podczas gdy to jest naturalnie idiotyzm. Podobnie jak Twoja uwaga.
odpowiedzS pożerał olej, dlatego w drugim roku produkcji zmieniono pierścienie. Jednocześnie dolewał paliwa do oleju - totalne zamieszanie. Naturalnie idiotyczne są Twoje nieudolne próby wybrnięcia z żenującego położenia...
odpowiedzS nie pożerał oleju. S go wywalał do odmy czasem po dłuższej jeździe na wysokich obrotach. Dzięki temu, że ja u siebie miałem obniżone dawki paliwa w komputerze to także nie miałem problemu z rosnącym poziomem oleju.... » czytaj dalej
odpowiedzHahahahahaha, uwielbiam jak ktoś dojeżdża trola :D GZ
odpowiedz