Wyższe ubezpieczenie pojazdu. Dlaczego będziemy płacić więcej?
Koszty ubezpieczenia rosną i nic na to nie poradzimy, szczególnie w aspekcie wysokiej inflacji. Ale drożejące polisy nie biorą się wyłącznie z nieciekawej sytuacji ekonomicznej.
Zgodnie z raportem Warsaw Enterprise Institute, czyli think tanku będącego w zasadzie częścią Związku Przedsiębiorców i Pracodawców, sytuacja pogarsza się z powodu wzrostu zainteresowania… pojazdami elektrycznymi. Co to ma do rzeczy? Okazuje się, że dużo.
Reklama
Te motocykle najlepiej sprzedawały się w ubiegłym roku
Zobacz nowości na sezon 2026 »
Motocykle tej marki były na pierwszym miejscu sprzedaży w Polsce! Na rok 2026 przygotowali nowe modele, które mają być jeszcze większymi przebojami tego sezonu. Zobacz te nowości i przetestuj je podczas dni otwartych
ZOBACZ NAJNOWSZE MODLE NA 2026 »
Podstawowym problemem jest fakt, że elektryfikacja branży motoryzacyjnej przyspiesza, ale to wcale nie oznacza, że podobne tempo mają inne segmenty. Pierwszy polski samochód elektryczny Izera ma być produkowany w fabryce w Jaworznie już za dwa lata. Ale kto będzie naprawiał te samochody i inne pojazdy zasilane prądem z gniazdka? Wyspecjalizowane zakłady żądają krocie, innych brak, a to nie koniec kłopotów.
Naprawy samochodów i motocykli elektrycznych bywa tak droga, że może przekroczyć wartość rynkową uszkodzonego egzemplarza. Takich przypadków jest wiele. Głośna sprawa z ostatnich tygodni to historia niejakiego Markusa Jensena-Langsetha. Norweg najechał swoim nowym MG5 na leżącą luźno, okrągłą płytę studzienki kanalizacyjnej. Pokrywa uderzyła w podwozie, ale właściciel pojechał dalej i dopiero po powrocie do domu skontaktował się z warsztatem samochodowym. Finał tej sporawy to konieczność wymiany akumulatora, który wyceniono wraz z usługą na 939 738 koron, co w przeliczeniu na polską walutę daje nam kwotę 167 tys. zł.
Czy to dużo? Markus Jensen-Langseth wydał na swój doposażony egzemplarze MG5 dokładnie 380 tys. koron. Co najciekawsze, sam akumulator nie został uszkodzony. Szkoda dotyczyła wyłącznie skrzynki akumulatorów i zaworu bezpieczeństwa.
Przypadek Norwega jest skrajny, ale bez wątpienia liczba możliwych szkód, również całkowitych, w przypadku samochodów elektrycznych jest wyższa niż samochodów z silnikami konwencjonalnymi. Według przeprowadzonego przez jedną z firm ubezpieczeniowych badania, samochody elektryczne są znacznie droższe w naprawie od samochodów tradycyjnych - koszt szkody jest średnio o 10 proc. wyższy, niż w przypadku pojazdów benzynowych i aż 50 proc. wyższy, niż w przypadku hybryd typu plug-in.
Ale firmy ubezpieczeniowe starają się oczywiście "nie karać" właścicieli samochodów niskoemisyjnych wysokimi cenami polis. Ktoś musi jednak za to zapłacić. Finalnie składamy się wszyscy, to znaczy właściciele pojazdów zasilanych benzyną i ropą. Polisy będą drożeć, bo kupujemy pojazdy elektryczne.







Komentarze 1
Pokaż wszystkie komentarzeWitam. Nie 167 000 PLN tylko około 400 000 PLN.
Odpowiedz