tr?id=505297656647165&ev=PageView&noscript=1 Szwajcaria i Francja w maju 2004 Triumph Tlo premium Tiger prawdziwa przygoda 08-03
NAS Analytics TAG

Szwajcaria i Francja w maju 2004

Autor: Erik Pogorzelec 2008.01.11, 13:30 4 Drukuj
Ukazały się nam widoki, przy których myliły się biegi od zachwytu...

Moja podróż zaczęła się w Szwajcarii. Co prawda wystartowaliśmy z Frankfurtu, ale ciągnąc po autostradzie nie przyszło mi, ani mojemu towarzyszowi drogi do głowy, aby zrobić choć jedną fotkę. 360 km z zagryzioną wargą, patrząc przed siebie, nieubłaganie przecinaliśmy asfalt wypatrując szwajcarskich szczytów.

Szwajcaria

W końcu jesteśmy w Szwajcarii. Przebijając się przez korki miasta Bazylea, szukamy naszej drogi do wiodącej w góry. Cała trasa była skrupulatnie zaplanowana, a więc nic nie mogło się stać. Ale... na mapie droga była bardzo dobrze widoczna, znalezienie jej wydawało się więc proste. Hmm... tylko dlaczego w praktyce nie było potwierdzenia? Znaleźliśmy ją po paru okrążeniach obok... (można było ją zaliczyć do rozbudowanej polnej drogi).

Już po niewielkim odcinku drogi ukazały się nam widoki, przy których myliły się biegi od zachwytu. Zbliżaliśmy się do potężnego jeziora Losan. Jechaliśmy wzdłuż jego brzegu w kierunku Genewy, a widok turkusowej wody rozpieszczał nasze oczy. Postanowiliśmy zatrzymać się na noc, gdyż pora była już najwyższa. Wypatrując odpowiedniego miejsca na nocleg, znaleźliśmy mały żeglarski port. Nie było tam hotelu ani campingu, jednak życzliwość miejscowej ludności okazała się wielka. Właściciel tego portu udostępnił nam niewielka łódkę w samym porcie, co nie ukrywam niezmiernie nam pasowało. Łazienka, ciepła woda, a nawet swojskie wino, o takiej gościnie nawet nie marzyliśmy. Po kolacji padliśmy, jak kawki w śpiwory, szum falującej wody ukołysał nas do snu.

Następnego dnia rano...

Po spakowaniu, porannej espresso, omówieniu trasu jeszcze obowiązkowe standardowe oględziny maszyn. Wszystko wygląda wspaniale. Bagaże zamocowane, mapy ustawione, w pełni zmotywowani ruszamy... I nagle pod motorem mojego towarzysza drogi odkryliśmy tłustą plamę. Po paru minutach oględzin okazało się, że to tylny przewód hamulcowy . No i „po ptokach" . Jechać można było teraz tylko z przednim. Wyruszyliśmy więc na poszukiwania warsztatu, lecz po paru godzinach zmuszeni byliśmy się poddać. Nikt nie miał takiego przewodu, a reszta miała zamknięte (sobota). W tym momencie było dla nas jasne, że dalsza kontynuacja drogi wymaga mocnego przerobienia trasy. W planie mieliśmy przemierzyć pas górski Szwajcarii aż do samego Morza Śródziemnego. No i fajnie było...

Ale nie załamujemy się, mapa w ręce i nowy plan ... Poruszając się dalej ujrzeliśmy kolejne jezioro - tym razem Jezioro Genewskie. Było ono jeszcze potężniejsze, widoki niesamowite, puls rósł, absolutna wolność, czuliśmy się Kolumbami Szwajcarii. Nagle nasz zachwyt przerwał głośny dźwięk przypominający zawody motocrossowe. To mój tłumik-nikczemnik odpadł prosto na ulicę. Patrząc jak się oddala, zacząłem odmawiać zdrowaśki, żeby nikt go nie przejechał. Dobra! Udało się, mam go! Ale ...cholera, zgubiona śruba, a warsztatu w niedzielę tym bardziej nie mam co szukać. I ponownie wystawiliśmy na próbę życzliwość szwajcarską i zaczęliśmy zatrzymywać przejeżdżające motory. Zatrzymuje się jeden dobrodziej i po paru minutach pantomimy zrozumiałem, że mam jechać za nim. Zaprosił nas do siebie, użyczył narzędzi i śrub. Tłumik mogłem przymocować porządnie.

Dobry nieznajomy ( Alex ) pokazał nam jeszcze swój balkon, z którego rozpościerał się widok na cale Jezioro Genewskie. Po krótkim spektaklu fotograficznym ruszyliśmy w dalszą drogę. Przejechaliśmy przez stolicę Szwajcarii - Genewę i kierujemy się w stronę Grenoble.

Tam odkryliśmy bardzo ciekawą trasę, prowadzącą u podnóża gór. Pędziliśmy przed siebie podziwiając okolicę, przejeżdżaliśmy przez małe osady, w których stanął czas. Przypominały trochę Kubę. Malowane na budynkach reklamy Pepsi, odpadająca farba, kruszący się tynk wskazywały na starość. Ale w takich miejscach można dostać najlepszą espresso i jeszcze lepszy prowiant - smaczny chleb, swojskie salami, pyszny górski ser, w końcu swojskie wino do kolacji.

Mapa Tour 04 002
Annecy
motocykle w porcie
Lyon
naprawa motocykla
kamping austria kamping szwajcaria drewniany jacht
Dluga Ulica Marsylia brama Geneve
europa poludniowa II Francuskie wybrzeze Europa poludniowa
jacht morski jachty port kamping w porcie
Lotniskowiec francuski w porcie Park Francuskie wybrzeze morskie nabrzeze
na le jachtow piekne winkle pomnik rondo
pomocna dlon Marsylia na koncu dlugiej Ulicy Prowincja

Polecamy

Aktualności

NAS Analytics TAG
reklama
NAS Analytics TAG

sklep Ścigacz

    na górę