Stunt a Freestyle... subiektywnie

Autor: Simpson 2009.02.23, 16:04 59 Drukuj

Przepraszam, ale o kij niektórym z was chodzi piszącym maniakalnie o tym, że ten i tamten głupi i debil, bo w podkoszulku, bo bez kasku, bo w trampkach?

Za nami Stuntwars 2009 oraz mistrzostwa świata w Zurichu. Zostańmy na chwilę przy tym, co wydarzyło się w USA. Jedna z największych imprez stunterskich wywołała więcej kontrowersji niż zwykle. Odległe pozycje znanych wymiataczy, przejazdy pozbawione finezyjnych tricków wywołały fale jak dla mnie śmiesznych komentarzy.

Problem polega na tym, że przez profesjonalne podejście do tematu znanych nam zawodników zatarła się nam granica pomiędzy stuntem, a freestyleem. Samo nazewnictwo już jest mylące. Za słowem stunt potocznie kryje się kreatywna jazda na motocyklach szosowych. Natomiast słowo freestyle przylgnęło na stałe do motocrossu. Lekko mnie to irytuje, ale mowa potoczna rządzi się własnymi prawami. Jakby nie patrzeć słówko samo w sobie jest dość wymowne free - wolny style - styl. Można to przypisać prawie do każdej dziedziny, nie ważne czy jest to jazda na motocyklu, snow-boardzie, a nawet taczce. Freestyle to wyrażenie siebie, a narzędzie jakim to robimy to sprawa całkowicie drugorzędna. Konflikt z cząstką słowa „wolny" następuje w momencie zawodów. Nazwa zostaje, bo tak się przyjęło, jednak jak możemy określić mianem wolnego coś, co jest ujęte w jakiekolwiek ramy tylko po to, żeby mogło być ocenione? Efektem tej sprzeczności jest subtelna różnica pomiędzy stunterem, a freestyleowcem...

W momencie kiedy rodziła się kultura jazdy na motocyklach w sposób niekonwencjonalny od początku towarzyszyła temu garstka maniaków, których teraz możemy nazwać zawodowcami. Ac Farias, Christian Pfeiffer, Kevin Carmichael i wielu innych wzięło wszystko, co się działo na bardzo poważnie i potraktowali to z góry jako sposób na życie. Poświęcając się całkowicie doskonaleniu techniki jazdy stosunkowo szybko osiągnęli niesamowicie wysoki poziom. Naturalną sprawą jest to, że w momencie gdy grupa ludzi koncentruje się na podobnych zadaniach siłą rzeczy musi dojść do rywalizacji. Tak właśnie pokazy na zlotach i imprezach motocyklowych przerodziły się w zawody. Przy wysokim poziomie wykonywania tricków do kryteriów oceny zawodników dołączono takie kategorie jak wygląd motocykla, kontakt z publicznością i inne w moim odczuciu komiczne kategorie. Stąd mamy pstrokate motocykle, otwarte kaski, uśmiechy na ustach, machanie rękami i radosne okrzyki. Wiadomo, że niektórym osobom to może się podobać, ja do tej grupy nie należę. Mimo wszystko zawodowcy szokują stopniem opanowania motocykli, przez co bez wątpienia należy im się bardzo duży szacunek.

Jakieś 10 - 12 lat temu pojawiły się pierwsze motocykle sportowe, które bardzo chętnie rwały się na koło np. Suzuki GSX-R 750. Nie wymagały już jakiś magicznych przeróbek dlatego jazda na kole stawała się coraz bardziej popularna wśród „normalnych" użytkowników. Po  filmie „Las Vegas Extremes" (kto nie widział ten gapa) ruszyła prawdziwa lawina gości zajmujących się wygłupami na motocyklach... W tym momencie swobodnie możemy określić tą grupę ludzi mianem subkultury freestyleu na motocyklach sportowych. Jeżdżą kiedy chcą bo są wolni, jeżdżą gdzie chcą bo są wolni, jeżdżą  w czym chcą bo są... wolni. Przepraszam, ale muszę dać upust swojej frustracji i zapytać się o kij niektórym z was chodzi pisząc maniakalnie o tym, że ten i tamten głupi i debil, bo w podkoszulku, bo bez kasku, bo w trampkach... Zapamiętajcie raz na zawsze - jest to moja dupa i to MNIE będzie szczypać jak się zedrze o asfalt! Wolna wola kto w czym lata, jak chcę to będę latał w stringach i ciągał się za motocyklem jadącym na stelażu, wiecie dlaczego? Bo jestem WOLNY i będzie to moja świadoma decyzja. Proste? Dziękuję.

„Stunt to nie tylko jazda" to powiedzenie w bardzo krótki, ale jakże dosadny sposób charakteryzuje freestyle. Swoją drogą wychodzi mi z tego tekstu słówkowy labirynt, ale wierze, że się nie zgubicie. W tej kwestii możemy zobaczyć największą przepaść pomiędzy stuntem zawodowym, a amatorskim (freestylem). Czołówka światowa trenuje, my sobie jeździmy... Aby osiągnąć światowy poziom nie ma zmiłuj, musisz trenować praktycznie codziennie i dbać o kondycję (czyt. stronić od alko i innych używek oraz utrzymywać się w dobrej kondycji fizycznej). Dlatego zawodowcy zazwyczaj trenują sami, bądź z maniakami podobnymi do siebie. Freestyleowcy to całkiem inna brocha, nie ma treningów, a są ustawki. Krótka piłka kilka telefonów, spotykasz się w jakimś miejscu w Polsce i ogień. Oprócz ćwiczenia umiejętności raz na czas zawsze ktoś odwali jakąś głupotę, dzięki której atmosfera na miejscówce nigdy nie jest zawodowo zamulona. W momencie, gdy ktoś wybija się jakimś nowym odjechanym trickiem w oczach pozostałych zamiast zawiści można dostrzec tylko iskrę dodatkowego powera, motywującego do pokonywania kolejnych osobistych barier.  Gdy przychodzi wieczór zawsze znajdzie się jakieś miejsce do zorganizowania imprezy i tam dopiero prawdziwy stunt wychodzi na jaw. Nie da się tego opisać, tym bardziej, że każdy wieczór rządzi się własnymi prawami. Jest to fenomenalne zjawisko jak potrafi zżyć się ze sobą grupa ludzi, która de facto nie zna się dobrze, a często nawet w ogóle. Oczywiście nie wszyscy potrafią się odnaleźć w tym klimacie lub nie chcą tego robić, jednak jest to ich ewidentna strata. Oczywiście wśród amatorów zdarzają się psychole, którzy wykazują się czystym darem do jazdy albo niesamowitym samozaparciem.  W życiu każdego z nich przychodzi dzień, w którym chcą się sprawdzić i wtedy lecą na zawody.

Nie trzeba być znawcą, żeby zauważyć wielką różnicę w stylu jazdy zawodowego stuntera i amatorskiego freetyleowca. Jest to więc kwestia gustu, czyja jazda do nas przemówi. Na zawodach o zwycięstwie jednak nie decyduje niczyj gust, a punkciki. Musimy ich zdobyć jak najwięcej, czyli wykonać jak największą ilość tricków i pamiętać o tym, żeby się nie wywrócić, bo punkciki uciekną raz dwa. Dlatego właśnie przejazdy zawodowców są pozbawione czystej finezji, ewolucje są wykonywane bardzo czysto jednak pozbawione są luzu i najtrudniejszych (przez co najbardziej efektownych) tricków. Jest to dla mnie lekki paradoks, bo przez to podczas zawodów nie możemy zobaczyć szczytu możliwości danego zawodnika. Inaczej trochę jest z amatorami. Wiedzą, że aby błysnąć muszą się czymś wybić, więc cisną na oporze próbując wykonać tricki, które nie zawsze im wychodzą albo nawet do tej pory nie wychodziły w ogóle.  Prowadzi to do gleb, utraty punktów, dodatkowo nie umieją machać rękami tak, żeby tłum szalał i odległe miejsce w klasyfikacji gotowe. Taka sytuacje mieliśmy w tym roku na Stuntwars. Guru który odwalił według mnie najbardziej hardcorowy trick w historii stuntu, czyli suicide circles, a dodatkowo jest bardzo uniwersalnym stunterem nie znalazł się nawet blisko czołówki. Niestety nie widziałem jego przejazdu i nie chcę za bardzo krytykować sędziów, jednak jak dla mnie coś tutaj nie zadziałało... Jest już na świecie trochę stunterów wywodzących się z freestyleowego światka, którzy na zawodach umieją się odnaleźć i pojechać tak, żeby zająć wysoką lokatę. W wielu przypadkach jednak widać u nich zmuszanie się do pewnych zachowań podczas przejazdu...

Tak, więc proponuję organizatorom wszelkich imprez przemyśleć tryb oceniania. Już nie chodzi tutaj o same lokaty, bo każdy z nas zazwyczaj zna swoje miejsce w szeregu i jest świadomy swojego poziomu jazdy. Chodzi o obiecane na plakatach wielkie widowisko, niechcący kastrowane przez zasady oceniania. Wystarczy zmniejszyć znaczenie gleb, a większą uwagę przykuć do unikalnych umiejętności/tricków poszczególnych stunterów i bardzo szybko z pukładanego i względnie przewidywalnego przedstawienia, będziemy mieli prawdziwie hardcorowe pełne emocji i niespodzianek show. 

Filmy:
stunt majowka 2008
Bike Show Millenium 2007 freestyle Litwa
Kevin Carmichel Extrememoto 2008
Zoltan pokaz2 Extrememoto 2008
Zdjęcia
Mok
Cygan i Beku
Borsk AC sledz
Fiodor Sokol wheelie
Freestyle Streetbike Axel3
Dni BMW Chris Pfeiffer
StreetBike 1074
Stunter 13 Indoor Freestyle World Championship Zurich relacja
ognisty pokaz zoltana
Beku wheelie
ktos mi zabral przednia zawieche
Borsk Maciek5
Komentarze 18
Pokaż wszystkie komentarze
Autor:alrick 12/07/2010 10:38

Stunt to jest cos

Odpowiedz
Dodaj komentarz

Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu. Ścigacz.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii. Jeżeli którykolwiek z komentarzy łamie regulamin , zawiadom nas o tym przy pomocy formularza kontaktu zwrotnego . Niezgodny z regulaminem komentarz zostanie usunięty. Uwagi przesyłane przez ten formularz są moderowane. Komentarze po dodaniu są widoczne w serwisie i na forum w temacie odpowiadającym tematowi komentowanego artykułu. W przypadku jakiegokolwiek naruszenia Regulaminu portalu Ścigacz.pl lub Regulaminu Forum Ścigacz.pl komentarz zostanie usunięty.

Nasi fani komentowali

Polecamy

Aktualności

reklama

sklep Ścigacz

    na górę