STOP do likwidacji. Sygnalizacja zamiast rozsądku
To nie żart, to rzeczywistość. Jak donosi auto-świat.pl nasze niezawodne Polskie Koleje Państwowe postanowiły pozbyć się znaków STOP z kilku przejazdów kolejowych, bo... nie pasują do zapisów w rozporządzeniach.
Tak, dobrze czytasz. Choć znak B-20 miał jasno określoną funkcję - zmusić kierowców do zatrzymania się i upewnienia, że nie nadjeżdża pociąg - to teraz ma zniknąć, bo prawo mówi, że nie przystoi mu stać przy przejeździe kategorii C. Zgodnie z urzędniczą logiką, wystarczy migająca lampka i nie potrzeba nic więcej. Co z tego, że nie ma szlabanu. Co z tego, że widoczność może być ograniczona. Przecież czerwone światło wszystko załatwia. A kierowca? Kierowca ma się domyślić.
Reklama
Kalendarz dla motocyklisty na rok 2026 Gwiazdy MotoGP.
Duży 42x30 cm. 79 zł WYSYŁKA GRATIS!
Kalendarz motocyklowy na rok 2026 ścienny, przedstawiający najważniejszych bohaterów tego sezonu MotoGP. Marc Marquez, Jorge Martin, Johann Zarco, Raul Hernandez, Fabio Quartararo, Franco Morbidelii, Pedro Acosta, Pecco Bagnaia, Marco Bezzecchi, Alex Marquez i inni w obiektywnie Łukasza Świderka, polskiego fotografa w MotoGP
KUP TERAZ. WYSYŁKA GRATIS »
Zmiana wprowadzana od 10 lipca obejmie pięć przejazdów w powiecie gostyńskim na trasie Łódź Kaliska - Tuplice. Znikające znaki to efekt martwych przepisów, które przewidują, że STOP może stać wyłącznie przy przejazdach kategorii D, czyli takich, gdzie nie ma ani szlabanów, ani sygnalizacji. W kategorii C - tam, gdzie działa automatyczna sygnalizacja świetlna - taki znak to już "zbędne oznakowanie". Nawet jeśli poprawiał bezpieczeństwo. Nawet jeśli kierowcy czuli się dzięki niemu bezpieczniej.
Tu nie chodzi o logikę, tylko o literę prawa. A ta, choć nie zawsze rozumna, ma być przestrzegana. Zdaniem PKP, znaki trzeba usunąć, bo nie ma podstawy prawnej, by je tam trzymać. I choć nie słychać fanfar, decyzję przyklepał Wojewoda Wielkopolski. Starosta gostyński mógł tylko przytaknąć i przygotować się do kosztownego demontażu. Tak, dobrze zgadujesz - usunięcie znaków też kosztuje. Kto za to płaci? My.
Nie brakuje jednak głosów rozsądku. Komisja ds. bezpieczeństwa ruchu drogowego, powołana niedawno przez starostwo, ostro skrytykowała pomysł znikających STOP-ów. Podobnego zdania jest lokalna policja. W ich ocenie, taki ruch może pogorszyć bezpieczeństwo i prowadzić do tragicznych wypadków. Szczególnie że przejazdy kategorii C nie mają ograniczeń prędkości dla pociągów, w przeciwieństwie do klasy D, gdzie obowiązuje 20 km/h. W efekcie z torów mogą w każdej chwili nadciągnąć rozpędzone składy, a kierowcy - pozbawieni dodatkowego ostrzeżenia - nie będą w porę reagować.
Dyskusje nie pomogły. Z prawem, choćby najbardziej absurdalnym, nie da się dyskutować. Przepisy wygrywają z rozsądkiem. Na przejazdach, gdzie jeszcze niedawno trzeba było się obowiązkowo zatrzymać, teraz wystarczy zaufać migającym światłom. I trzymać kciuki, że wszystko działa, jak należy.







Komentarze
Pokaż wszystkie komentarze