Red Racing Team - strona 2
| Jako pasażerka Randiego Mamoli Dzieje się tyle, że będąc w Hiszpanii tylko przez trzy dni, żal mi spać. Pobudka w poniedziałek o 5:30 rano, bo musimy dojechać jak najszybciej na tor. Spałam dwie godziny i zaspałam na śniadanie. Dostaję w pośpiechu kanapkę, ale nie mam czasu, żeby zjeść, więc nic nikomu nie mówiąc jadę na czczo na sprawdzian własnej odwagi i wytrzymałości. To niezbyt rozsądne, bo wiem, że przez kilka minut wezmę sprawy we własne ręce w sensie dosłownym-jedyne, co może utrzymać mnie na pędzącym motocyklu to dwa uchwyty przykręcone do baku Desmosedici. Gdy wchodzimy na tor, na starcie stoją już dwa czerwone Ducati. Vitto i Randy spacerują w kombinezonach, a my szybko znikamy w hospitality area na paddocku, żeby się przebrać. W powietrzu czuć napięcie - większość uczestników nie jeździła nigdy z dużymi prędkościami na silnych sportowych motocyklach. Ja czuję się dosyć pewnie, bo przez kilka lat jako pasażer zdążyłam przywyknąć do szybkiej i dynamicznej jazdy. Dotychczasowym rekordem mojej pasażerskiej wytrzymałości było 285 km/h na świeżo odremontowanej szerokiej prostej w centrum Łodzi. Wiedziałam, jak się trzymać, żeby nie dać się zdmuchnąć z tylnej kanapy, jak zaprzeć nogi i kiedy spiąć mięśnie całego ciała. Tym razem jednak sprawa jazdy wyglądała poważniej - Vitto i Randy tłumaczą nam, że nie wolno puszczać uchwytów i łapać się ich w czasie jazdy. Kiedy odczujemy puknięcie w nogę, mamy zaprzeć się kolanami o lędźwie kierowcy; poza tym, oczywiście, żadnego pochylania się na bok w zakręcie i machania ręką do pozostałych, gdy między pierwszym, a drugim okrążeniem będziemy przejeżdżać przez start. Dzielą nas na dwie grupy po dziesięć osób. Maszerujemy gęsiego za Vittem i Randy'm po paddocku, ubrani w identyczne kombinezony, z kaskami pod pachą. Argentyńczycy zaczynają śpiewać po hiszpańsku, ale jedyne, co nam Polakom pozostaje, to dośpiewywać „lalalalala", bo ciężko zapamiętać tekst, którego się zupełnie nie rozumie. Wchodzimy na pit lane i widzimy mechaników robiących ostatnie poprawki. Jadę jako piąta w kolejności, więc przyglądam się pierwszej dwójce. Zakładają kaski, rękawice, wsiadają na tył. Kamerzysta i fotografowie robią szybko zdjęcia i warczące Ducati startują. Okazuje się, ze Randy i Vitto ścigają się ze sobą po torze, mając pasażerów z tyłu. Pierwsze co widzę, to potężne wheelie na prostej. Potem motocykle znikają za zakrętem i słychać jedynie wycie wysokich obrotów w oddali. Jedno okrążenie toru ma prawie pięć kilometrów długości, ale mimo to, po niespełna dwóch minutach Desmosedici przelatują z hukiem przez start i zaczynają drugi przejazd. W tej chwili z ust wyrywają się przekleństwa w języku polskim, angielskim i hiszpańskim. Mija mi cała pewność siebie i czuję, że zamiast krwi w żyłach mam tylko adrenalinę wymieszaną z bladym strachem. Po kolejnych dwóch minutach Vitto i Randy zatrzymują się z tak wysokim stoppie na mecie, że dwóch rosłych Argentyńczyków, którzy siedzieli na tyłach motocykli prawie przelatuje kierowcom przez głowę i na drżących nogach zsiada z tylnych kanap. Dostają ręcznik i wodę mineralną, ale tak się trzęsą, że potrzebują pomocy przy zdjęciu kasków. Nie ma czasu na sentymenty, bo bez chwili zwłoki muszą wsiadać następni. Scenariusz z pędzącymi Ducati, wheelie, stoppie i śmiertelnie przerażonym pasażerem powtarza się za każdy razem. Reklama KTM 125 Duke vs 390 Duke 2026. Który pasuje do ciebie lepiej i dlaczego odpowiedź nie jest oczywistaKTM konsekwentnie buduje klasę swoich nakedów, a obecny rok przynosi kolejny rozdział w wykonaniu 125 Duke i 390 Duke. Oba motocykle dzielą tę samą filozofię, podobne ramy i tę samą agresywną stylistykę, ale różnice też są niemałe. Czy można porównywać te maszyny? POZNAJ MOTOCYKLE, KTÓRE DAJĄ FRAJDĘ! »Wreszcie przychodzi moja kolej. Wsiadam na tył do Randy'iego, łapię się za uchwyty na baku i ruszamy. Czuję szarpnięcie i zamiast prostej widzę niebo-jedziemy na jednym kole w takim tempie i tak długo, że nie mogę złapać tchu. Randy składa się w zakręcie tak nisko, że od taśmy dzieli nas kilkadziesiąt centymetrów. Serce dudni mi jak oszalałe, bujam się na prawo i lewo, bo jesteśmy na odcinku, na którym zakręt goni zakręt. Potem znowu prosta i znowu wheelie. Myślę sobie: „Gdzie ja jestem?!". Trzymam się tylko rękoma, bo nie jestem w stanie zaprzeć się nogami o stopki. Widzę nitkę toru przed sobą, potem widzę niebo, za chwilę znów czerwono-białą taśmę zakrętu. Z prawej strony niebezpiecznie blisko wyprzedza nas Vitto, za chwilę my go mijamy. Linia mety mija niepostrzeżenie i przez chwilę jest mi słabo na myśl o tym, że czeka mnie takie samo okrążenie, ale zarazem cieszę się na myśl o tym, że jeśli wytrwam i ręce nie odmówią mi posłuszeństwa, to będę się miała czym pochwalić. Tym razem w ostrym zakrętach przymykam oczy i wsłuchuję się w wycie silnika pomieszane z ogłuszającym szumem powietrza. Kiedy zatrzymujemy się na mecie, prawie przelatuję nad głową Randy'iego, ale udaje mi się samodzielnie zeskoczyć z motocykla. Odpinam kask, dostaję wodę i ręcznik i jedyne, co czuję, to ból w nadgarstkach. Większość mojego dotychczasowego życia spędziłam przy fortepianie, więc przerzucając się z klawiszy na manetki zrobiłam rzecz karkołomną, bo nie spotkałam jeszcze pianisty z silnymi rękoma. W każdym razie, udało się, tym bardziej, że przetrwałam jazdę z prędkościami ponad 300 km/h. Skwar leje się z nieba, po przejeździe wszystkich uczestników organizatorzy ustawiają nas koło motocykli na linii startu. Kamerzysta nagrywa nasze entuzjastyczne okrzyki radości, a fotograf robi pamiątkowe zdjęcia. Na koniec Randy i ekipa Ducati gratulują nam odwagi i oznajmiają, że każdy z nas wraca do domu z kaskiem, w którym jechał. Okazuje się, że to limitowana edycja Arai, wyprodukowana na zamówienie Ducati i na chwilę obecną (połowa czerwca) jest tylko 20 takich kasków, czyli dokładnie tyle, ilu jest uczestników. Nie wierzę własnemu szczęściu, bo w tej chwili odpada mi część wydatków motocyklowych, na które w Polsce usiłuję zarobić. Poza tym, to, prócz setek zdjęć i wspomnień, najlepsza pamiątka, jaką mogłabym sobie wyobrazić po największej przygodzie życia. Każdy dostaje również imienny dyplom, który dokumentuje fakt, że przeżyliśmy ekstremalną jazdę po torze w Katalonii; podpisali się pod nim kolejno Randy Mamola, Vitto Guareschi, Loris Capirossi i Casey Stoner. Patrzę na swoje imię i nazwisko, patrzę na odręczny, zamaszysty podpis Stonera i kolejny raz nie wierzę w to, gdzie jestem. Wracamy do hotelu, pakujemy się, chociaż tak naprawdę nie zdążyliśmy się nawet rozpakować. Jedziemy na lotnisko, czekamy na kolejny opóźniony samolot i około 18 wsiadamy na pokład. W Mediolanie znów szybka przesiadka i gdy już siedzę w samolocie do Warszawy, nie pozostaje mi nic innego, prócz dwugodzinnego snu. Zapakowany w pudełko kask trzymam w bagażu podręcznym i myślę o tym, ile kilometrów w nim przejeżdżę. Sprawdzi się na pewno, bo chrzest bojowy na torze wyścigów Moto GP przeszedł perfekcyjnie. Ja i motocykle Od kilku lat mam prawdziwą obsesję na punkcie motocykli. Na dźwięk silnika szybciej bije mi serce. Mieszkam przy jednej z tras, po której śmiga wiele jednośladów. Środa jest dniem, gdy motocykliści w moim mieście spotykają się w kilku umówionych miejscach, więc zaglądam tam, żeby dać pożywkę mojej miłości do motorów. Mam dużo znajomych, którzy jeżdżą, wreszcie robię prawo jazdy na kategorię A i już nie mogę się doczekać pierwszej własnej maszyny. P.S. Pozdrowienia dla Asi, Marty, Sabiny, Krzyśka i Tomka, z którymi tam byłam! |
|
|


























Komentarze 6
Pokaż wszystkie komentarzeRacja, paulinko:) To co tam się działo to był sen na jawie, ale ból w stawach po jeĽdzie z chłopakamiskutecznie udowodnił, że rzeczywi¶cie tam jechali¶my :) Pozdrawiam
OdpowiedzMOJE GRATULACJE! JESTE¶ BARDZO ODWAżNA. JA JEżDżę NA MOTOGP Z MOIM CHłOPAKIEM, ALE NIGDY NIE MIAłAM OKAZJI PRZEJECHAć SIę NA MOTOCYKLU PO TORZE
OdpowiedzRespect! Miałem okazję wiele razy zobaczyć z bliska miny ludzi przewożonych przez Randy'ego tuż po zej¶ciu z Desmosedici i na sam± my¶l o takiej przejażdżce dostaję stanu przedzawałowego. ...
Odpowiedzcosmos ... wielkie gratulacje ... !!!!
OdpowiedzSuuuuper przygoda....:)))Gratulacje dla Pauliny
OdpowiedzKurde ludzie to maj± farta w zyciu! Ale i tak chyba lepiej ze nie pale fajek:)
Odpowiedz