Chciał ukrócić drogow± patologię, dostał wezwanie jako sprawca. S±d musiał ratować sytuację
Historię opisał portal moto.pl. Otóż pewien obywatel i zwolennik ładu na drogach zareagował na ewidentne łamanie przepisów przez właścicieli samochodów, a w zamian aparat państwowy obrócił się przeciwko niemu.
Dokładnie taki scenariusz rodem z filmów Stanisława Barei miał miejsce w Warszawie, gdzie próba utemperowania drogowej patologii skończyła się dla zgłaszającego wezwaniem na komendę w charakterze obwinionego. Cała ta kuriozalna machina musiała zostać zatrzymana przez sędziego, który ratował resztki zdrowego rozsądku w starciu z policyjną nadgorliwością.
Reklama
Liberty Rental: nowe motocykle, top marki i rezerwacja online. Wypożycz wymarzony pojazd w 10 minut
Wyobraź sobie taką sytuację. Budzisz się w słoneczną sobotę, pijesz poranną kawę i nagle dociera do ciebie, że to jest ten idealny dzień na trasę. Kilka godzin później zakładasz już kask, zapinasz kurtkę i odpalasz silnik maszyny, o której marzyłeś od miesięcy.
Wypożycz wymarzony pojazd szybko i bez wychodzenia z domu »
Wszystko zaczęło się od masowej imprezy pod nazwą Tysiąclecie Korony Polskiej, która zgromadziła tłumy na Stadionie Narodowym w kwietniu ubiegłego roku. Wokół gigantycznego obiektu sportowego błyskawicznie zapanował totalny paraliż komunikacyjny, a kierowcy w poszukiwaniu wolnego skrawka przestrzeni masowo najeżdżali na chodniki i zostawiali swoje pojazdy w miejscach absolutnie niedozwolonych. Jeden z pieszych zmagających się z tym komunikacyjnym chaosem postanowił uwiecznić na filmie sznur samochodów, które bezceremonialnie poruszały się ulicą Zamoyskiego pod prąd, stwarzając realne zagrożenie.
Pan Filip postanowił uwiecznić zdarzenie za pomocą aparatu w telefonie komórkowym, wykonując kilka ujęć również podczas pokonywania przejścia dla pieszych. Zebrane w ten sposób dowody przesłał na oficjalną policyjną skrzynkę służącą do tępienia piractwa drogowego, spodziewając się rychłej kary dla łamiących prawo szoferów. Odpowiedź, jaka nadeszła z komendy, wprawiła go jednak w osłupienie, ponieważ otrzymał wezwanie na przesłuchanie w roli sprawcy wykroczenia. Mandatowa propozycja ze strony mundurowych opiewała na kwotę 300 zł, a podstawą było korzystanie ze smartfona na pasach.
Funkcjonariuszka prowadząca sprawę stwierdziła, że skoro przesłane zdjęcia są ostre i nierozmazane, to autor musiał w pełni skoncentrować swój wzrok na wyświetlaczu urządzenia zamiast obserwować jezdnię. Dedukcja ta opiera się na art. 14 pkt 8 ustawy Prawo o ruchu drogowym, zgodnie z którym pieszemu "zabrania się korzystania z telefonu lub innego urządzenia elektronicznego podczas wchodzenia lub przechodzenia przez jezdnię". Warto podkreślić, że wspomniane restrykcje mają zastosowanie tylko wtedy, gdy operowanie smartfonem realnie utrudnia pieszemu kontrolowanie tego, co dzieje się wokół niego.
W tej konkretnej sytuacji pan Filip zachował pełną czujność i doskonale kontrolował otoczenie. Nawet jeśli na moment skierował wzrok na wyświetlacz, robił to jedynie po to, by udokumentować drogowy paraliż — cały czas monitorował więc przestrzeń i mógł natychmiast zareagować w razie niebezpieczeństwa.
Ponieważ mężczyzna odmówił przyjęcia kary, sprawa automatycznie powędrowała na wokandę sądową, gdzie początkowo w trybie nakazowym zaocznie zasądzono 150 zł grzywny. Dopiero po złożeniu oficjalnego odwołania tematem zajął się Sąd Rejonowy dla Warszawy Pragi-Północ, który po dokładnym zbadaniu okoliczności wydał wyrok uniewinniający. Choć orzeczenie nie jest jeszcze prawomocne, a stołeczna komenda wciąż oficjalnie zastanawia się nad złożeniem apelacji, to sytuacja rzuca cień na sens policyjnych skrzynek kontaktowych.
Przepisy prawa o ruchu drogowym zabraniają co prawda korzystania z elektroniki na przejściach, ale policja chyba powinna wiedzieć, że tylko wtedy, gdy ogranicza to możliwość pełnej obserwacji otoczenia. Dokumentowanie niebezpieczeństwa na drodze jest właśnie formą monitorowania sytuacji, a nie bezmyślnym gapieniem się w ekran, co dostrzegł sąd, lecz nie przedstawiciele niebieskiej formacji.












Komentarze
Pokaż wszystkie komentarze