tr?id=505297656647165&ev=PageView&noscript=1 Moto Morini 1200 Corsaro [opinia użytkownika]

Moto Morini 1200 Corsaro [opinia użytkownika]

Autor: Chylo 2018.12.26, 18:51 Drukuj

Załóżmy, że szukasz używanego streetfightera, czujesz chęć na coś włoskiej sztuki użytkowej i piec V2, ale nie chcesz popularnego Ducati, uważasz że Aprilia Tuono ma za mało finezji, MV Agusta i Benelli nie te silniki, a Super Duke… Nie jest przecież włoski! Do tego nie lubisz ogromu elektroniki i chcesz trochę uniwersalności. Co w takiej sytuacji? Wybierasz Moto Morini 1200 Corsaro!

Za co kocham włoskie marki? Za wyścigowy rodowód, historię, tradycję i krążącą wokół ich powstania legendę… Opis włoskiej marki nie zaczyna się słowami: "powstała w roku 1937." Tak samo jest z Moto Morini, jako "tą drugą marką z Bolonii", która na początku słynęła z produkcji wyścigówek o pojemności 125-350 ccm, później 500 ccm.

Na maszynach z logo kanciastego orła karierę zaczynał nie kto inny, jak legendarny Giacomo Agostini! Morini na stałe zapisało się na kartach motocyklowej historii, którą jak to bywa w kraju w kształcie buta, przerwał deficyt finansowy. Po kolejnej sprzedaży w 1999 roku Morini trafia pod skrzydła Motori Franco Morini (firma bratanka założyciela).

Jaki Pirat jest każdy widzi

W 2004 roku w prasie pojawiały się pierwsze szkice, a rok później ujrzeliśmy nowego, flagowego nakeda Moto Morini. Patrząc pierwszy raz na maszynę, która rzuca się w oczy, ma się wrażenie, że gdzieś już to wszystko widzieliśmy… Silnik V2 i kratownicowa rama, trochę jak Ducati (tak zakorzenione, mimo że przecież to nie oni pierwsi ją stosowali), lampy jak w Buellu, owiewka jak w Speed Triple’u, ogromne tłumiki jak w MT-01… Jednak mimo wszystko motocykl wygląda oryginalnie i przede wszystkim mocarnie!

Jest bandycko, ale i klasycznie zarazem. Kształty są łagodne, ale linia poprowadzona ostro. Cały wizerunek najpierw dominuje potężny silnik, okalany filigranową kratownicą, później strzelające w górę lufy wydechu, a przód wieńczą małe reflektory. Motocykl w stylu tych, które kochasz, albo nienawidzisz.

Malowania są proste, wszystko jest tam, gdzie ma być, bez zbędności, ponadczasowo. Konstrukcja na wskroś klasyczna. Ale przecież to "egzotyk"! Stacyjka typowo po włosku, u nasady baku, przy główce ramy. Grube lagi, gruba profilowana kierownica, lekkie koła, smukły zadupek... Mi początkowo nie pasował skrzynkowy wahacz, taki prosty, taki zwykły, jak niewłoski… Aż w końcu odkryłem, że dosłownie w jego środku pracuje zgrabnie wkomponowany tylny amortyzator! Ot taki smaczek.

Serducho z kończynami

Całą imprezę w tym motocyklu zgarnia piec. Silnik o nazwie Bialbero Corsacorta, będący dziełem Franco Lambertiniego, charakteryzuje budowa ponad kwadratowa, czyli średnica tłoka jest większa niż jego skok. Znajomo? Tak, Ducati się tym chwaliło w Panigale, 6 lat później po Morini… Co to daje? Pomijając zwartą budowę jednostki, daje świetne wkręcanie na obroty! Jest to V2 wkręcające się jak 600-tka, ale… 600-tka o wielkości dwóch 600-tek!

Przekręcamy kluczyk w stacyjce, wita nas prosty licznik cyfrowy z analogowym obrotomierzem (archetyp!). Gdy odpala, wali szybkim łomotem z wydechu, szumem łańcuchów, syczeniem z airboxa. Tak, to jeszcze maszyna z duszą. W 2005 roku okrągłe 140 KM i aż 1200 ccm to było coś, a moment na poziomie 125 Nm nawet dziś wciąż budzi respekt.

Ruszamy spokojnie. Wbrew wszelkim opisom internetowych wieszczów, testerów, dziennikarzy - jest to dla mnie najprzyjemniejszy, najlepszy mocny widlak, jakim kiedykolwiek jeździłem! Wszystkich, którzy oczekują bestii na miarę H2R, rozczaruje (chyba, że latasz SV650). Ten silnik to nie jest agresor! Pewnie, że nie jest dla początkujących. Pewnie, że namawia do złego, ale wszystko robi przewidywalnie i arcyliniowo! Nic nie dzieje się tu wbrew woli kierowcy, jak np. w TL1000S. Jednostka jest elastyczna, nie szarpie jak Rotaxy, kręci się do samej góry z takim samym impetem, jak zaczyna z dołu. Ani się obejrzysz, a zaraz po odkręceniu masz odcinkę.

Chcesz na koło? Nie ma sprawy. Chcesz turystycznie? Nie ma sprawy, tylko po co? Nieodwijanie tym motocyklem, to jak życie z supermodelką i nie uprawianie z nią seksu. Wszystko to jednak prowadzi tylną oponę życiem przez męki. Krótkim życiem. Kiedyś dla pewności przejechałem się na Tuono 1000R kumpla, dla porównania, czy aby coś nie jest nie tak z moim Moto Morini. I Tuono w ogóle nie zrobiła na mnie wrażenia pomimo, że ma przecież więcej sportowego genu. No i ta skrzynia biegów w Morini, to poezja przez duże "P". Jeździłem różnymi makaronami i w żadnym tak gładko i pięknie nie chodziła, a Moto ma przecież już 12 lat.

Zawieszenia mają oczywiście pełną regulacje. Przód Marzocchi, tył Sachs - ja u siebie wymieniłem również na Marzocchi, ale z Brutale 1090RR, z radialnymi zaciskami. Heble serynie to oczywiście Brembo Serie Oro - seryjny układ jest naprawdę świetny, jednak ja jak zwykle coś zmieniam - wstawiłem radialne pompy z RSV Fatory (które są seryjnie w Corsaro od 2008 r.) i zaciski z BMW S 1000RR. Do tego dorzuciłem jeszcze piękne, szprychowe felgi od Morini 9 1/2.

Motocykl prowadzi się jak rowerek, środek ciężkości jest dość nisko i nie czuć masy 195 kg. Geometria jest ostra, ale rozstaw osi wcale niemały, wiec potrzeby amortyzatora skrętu nie zauważymy. Siedzimy "w motocyklu", a nie "na motocyklu", co sprawia wrażenie większej zwartości z maszyną. Potęguje to jeszcze krótki przód i mocno wcięty zbiornik. Corsaro jest naprawdę wygodne - w tej klasie nie ma konkurencji. Kierownica nie za wąska, nie za szeroka. Lekko wisimy nad szerokim bakiem, a nogi nie tracą krążenia od silnego zgięcia. Przy moich 175 cm wzrostu do ziemi dostaję pewnie stopami. Objechałem nim Rumunie, jednego dnia robiąc przebieg 1200 km, bez problemu, ani dużego zmęczenia.

Wady i zalety użytkowe

Osobiście dla mnie ten motocykl nie ma wad. Jest motocyklem i do tańca i do różańca. Jeżdżę nim od 2 lat, przejechałem łącznie 15 tys. km i nic się nie zepsuło, nie licząc tylko regulatora, zaraz po kupnie. Wszystko wymienione powyżej to zalety, ale że jestem zboczony na punkcie włoskich motocykli, moja ocena jest subiektywna… Dlatego ku przestrodze zainteresowanych uprzedzę o kilku potencjalnych niedogodnościach:

- Części. Niby pozornie wszystko jest, niby czasy Ebaya, Amazona itd., ale jak się czegoś konkretnego szuka, to się ma problem… Na przykład zestaw napędowy - jest, różne rodzaje, firmy, twardości, ale… Zawsze bez przedniej zębatki! Ja w końcu dorwałem z Niemiec. Fabryka dalej produkuje, ale że nowe modele (prawie identyczne, jak stare) to z produkowaniem części do tych starszych gorzej.

- Spalanie, a nawet bardziej pojemność zbiornika paliwa, który w swej większej części mieści ogromy airbox. Paliwa mieści się niecałe 18 litrów, co przy spalaniu ok. 8l / 100 km, jest słabe. Najniżej zszedłem do 7,6 l, a najwięcej 11,5 l (200 km/h z wyprzedzaniem). No i do tego ta rezerwa… Jak zacznie mrugać kontrolka, to więcej niż 20 km nie przejedziecie, a jak sie zapali na stałe, możecie zacząć odliczanie…

- Regulator napięcia. Jak w każdym makaronie elektryka musi być pod obserwacją. Tutaj problem powstał w zarodku. Włosi skonstruowali Corsaro, już opijali go winem i nagle ktoś sobie przypomniał: "Ej, zapomnieliśmy regulatora!". Więc dali go do schowka, nad wydechy, gdzie nie ma przewiewu... Ja przełożyłem go na bok silnika i problem z przegrzewaniem zniknął.

- Reflektory. Ładne, czy nie, ale w nocy świecą do kitu. U siebie przerobiłem je tak, by na drogowych świeciły oba (seryjnie po jednym). Jest lepiej, ale bez szału.

- Mapowanie. Tutaj, jak chyba w żadnym motocyklu, robi się to na androidzie, czyli wyłącznie telefon lub tablet... Trochę wkurzające, zwłaszcza, że przy zmianie wydechu trzeba mapę przestroić, jeśli nie chcemy mieć między nogami jajecznicy. Do tego sam licznik ma ograniczone funkcje oraz dostęp do nich.

10 lat bez zmian…

Przy tym wszystkim najbardziej zachęca niska cena, gdzie za ok. 15 tys. zł dostajemy kawał porządnej maszyny, coś innego, gdzie konkurencja, jak Ducati Streetfighter 1098, kosztują ponad 25 tys zł. Do tego na Corsaro da się objechać Rumunię (można nawet we dwójkę). Można też wyskoczyć na tor, czy na co dzień po bułki. Chyba najlepszą rekomendacją dla tego motocykla jest fakt, że był produkowany bez żadnych zmian przez 10 lat! Wszystkich fanów Moto Morini zapraszamy na grupę ‘Moto Morini w Polsce’ na FB i na profil grupy ‘Unique Bikers WDC’.

Zdjęcia
Komentarze
Pokaż wszystkie komentarze
Dodaj komentarz

Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu. Ścigacz.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii. Jeżeli którykolwiek z komentarzy łamie regulamin , zawiadom nas o tym przy pomocy formularza kontaktu zwrotnego . Niezgodny z regulaminem komentarz zostanie usunięty. Uwagi przesyłane przez ten formularz są moderowane. Komentarze po dodaniu są widoczne w serwisie i na forum w temacie odpowiadającym tematowi komentowanego artykułu. W przypadku jakiegokolwiek naruszenia Regulaminu portalu Ścigacz.pl lub Regulaminu Forum Ścigacz.pl komentarz zostanie usunięty.

Nasi fani komentowali

Polecamy

Aktualności

reklama

sklep Ścigacz

    na górę