tr?id=505297656647165&ev=PageView&noscript=1 Kiedy znae niemal kadego motocyklist na drodze. Czy wtedy jedzio si lepiej?
NAS Analytics TAG
NAS Analytics TAG
NAS Analytics TAG
NAS Analytics TAG
NAS Analytics TAG

Kiedy znae niemal kadego motocyklist na drodze. Czy wtedy jedzio si lepiej?

Autor: Marek Harasimiuk 2023.04.14, 15:56 Drukuj

Oj, joj, joj! A to dopiero zapętliło mi się w głowie, gdy zacząłem zastanawiać się nad odpowiedzią na te pytanie, zadane przez Wysoką Redakcję. Żeby cokolwiek móc (kiedyś pisaliśmy módz, bo mogę) się na ten temat określić, to trzeba by zrobić solidną ankietę wśród wielu pokoleń motocyklistów. A ilu z nich już nie jeździ po tym świecie. Więc musielibyśmy chyba uciec się do seansów spirytystycznych. Sam, wielokrotnie już (ostatnio coraz częściej), spotykam się z rozmaitymi kolegami, znanymi mi od kilkudziesięciu lat, przy okazji "ostatniej drogi" innych kolegów, tzn. jakiegoś lepiej, czy gorzej zapadłego w pamięci kumpla. Nasuwa mi się taka gorzka konstatacja, że na pogrzebach tych co starszych motocyklistów, to jest coraz mniej ludzi. No cóż, rówieśnicy już odeszli (odjechali) przed nimi, a młodsi motocykliści, tak jakby mniej się z nieboszczykami kolegowali. Pocieszam się tym, że udało mi się (chytrze) skombinować skład kumpli, zwiedzających ze mną (teraz już chyba tylko) Polskę. I nie ma wśród nich starszych ode mnie. Może więc mnie też w ostateczności odprowadzą?

Zresztą mojemu truchłu to już będzie obojętne. Chciałem, zamiast kumpli, napisać "towarzyszy", ale ponieważ pamiętam tamtych z okresu PRLu, więc zdecydowanie odrzuciłem tę frazeologię. W rozmaitych, niezobowiązujących rozmowach, przy okazji motocyklowych spotkań, też czasami ten temat się pojawia. Temat brzmiący: co było i co jest! Spróbuję zatem w oparciu, przede wszystkim o własne spostrzeżenia i przemyślenia i co nieco wydobywszy z pamięci refleksje moich kumpli, odpowiedzieć na to tytułowe pytanie. Jako motocyklista będę oczywiście rozważał tę sprawę od strony właścicieli dwóch kółek. Ale nie unikniemy niestety stykania się z właścicielami "katamaranów", gdyż to oni jednak wywierają przemożny wpływ na szosy tego świata, a już na pewno Rzeczpospolitej.

NAS Analytics TAG

Nie jestem kinomanem, ale pamiętam film "Gangsterzy i filantropi". Film składał się z dwóch części. "Gangsterem" był śp. Gustaw Holoubek, mający do pomocy tzw. Parmezana, zresztą niezłego "wirachę", poznanego przeze mnie w "Stodole". Dlaczego wspominam ten film? Otóż w końcówce tej pierwszej części Profesor (Holoubek) ucieka samochodem, a gonią go dwa milicyjne (wtedy nie było policji) Junaki. Te oryginalne oczywiście, a na których kierowcy powywracali się zresztą na śliskim asfalcie. Co prawda była już późna pora, ale nawet o tej godzinie aktualnie na ulicach Warszawy nie jest łatwo, momentami, się przeciskać. Natomiast ścigające motocykle i ścigany samochód jadą totalnie asfaltową pustynią. Wokół, jak w pustym wąwozie, tylko bloki domów. Zresztą też już uśpionych.

Oglądając czasami kroniki filmowe (Polska Kronika Filmowa), które były puszczane przed seansami filmowymi, to można się natknąć na widoki z ulic ówczesnych (lata 50te i 60te) miast. Może trochę żartobliwie, ale tramwajów i autobusów było tam więcej niż osobowych samochodów i motocykli. Zresztą przewaga samochodów (osobowych) nad motocyklami była wtedy zdecydowanie mniejsza niż obecnie. Jednak ci faceci w berecikach na swoich WFMkach pojawiali się w obiektywach kamer tych kronikarzy filmowych. Ponieważ moja (króciutka), ówczesna przygoda z motocyklami zaczęła się w połowie lat 60tych, więc do tego zamierzchłego okresu się odniosłem. O ile jednak ulice, przynajmniej wielkich miast, były już w jakim takim stanie (oczywiście nie było tych wszystkich dróg szybkiego ruchu i obwodnic), to nasze szosy, zarówno te główne, jak i (zwłaszcza) te poboczne, były w nieporównanie gorszym stanie, niż to co mamy w tej chwili przed naszymi kołami. A zatem gdyby nawet mieć motocykl o współczesnych parametrach, na dodatek z tymi wszystkimi bajerami zawieszeniowo-hamulcowymi, to i tak jazda po tamtejszych drogach musiałaby być duuuużo ostrożniejsza i zdecydowanie mniej płynna. Zresztą ówczesna benzyna zupełnie by nie spełniała parametrów do obecnych silników. Nie tylko zresztą benzyna!   

Zostawmy teraz na 20 lat motocykle. Moje motocyklowe postrzeganie świata wróciło praktyczne w połowie lat 80tych, a konkretnie od roku 1984. A zatem jak było wtedy: przyjemniej, czy nie bardzo? Przede wszystkim (zagraniczna) prasa utwierdziła mnie w przekonaniu, że motocykle są już zupełnie inne, niż przed 20tu laty. Po prostu jeżdżą bez nadmiernego doglądania i na dodatek nie "obsikują" olejem każdego miejsca, w którym się zatrzymały. Co prawda w końcu lat 60tych na praktyce studenckiej w Nowej Dębie (robili tam również silniki do WSK) ujrzałem jakiś niewielki model Hondy, ale było to jak oglądanie pojazdu UFO. Marzeniem był któryś z "ptaszków" z motocykli WSK 175. Na początku lat 80tych, kiedy moje zainteresowanie motocyklami zaczęło we mnie znowu kiełkować coraz wyraźniej, dochodziło do mojej świadomości przekonanie, że na "tych" motocyklach można wygodnie, bezpiecznie i bez większego stresu wyruszyć również poza miasto, nie będąc zmuszony do często wielogodzinnego generalnego remontu w przydrożnym rowie, co jako człowiek lubiący podróże, a zatem przede wszystkim przemieszczanie się, niezbyt ceniłem (ani umiałem). A zatem oprócz szumu w uszach i warkotu silnika, przebijającego się przez pęd, jaki wywoływał motocykl, w duszy kołatało się skowyczące radością uczucie niezakłóconej przyjemności z jazdy.

Co do takiego hedonistycznego uczucia, jak przyjemność z jazdy motocyklem, jest jeszcze potrzebne? Na pewno abyśmy nie przemarzli, nie przemoczył nas deszcz, czy też aby motocykl można było bezproblemowo nakarmić benzyną (oj, były z tym wówczas problemy). Pamiętam taką sytuację, kiedy otrzymawszy (dodatkowe) kartki benzynowe od mojego kuzyna Skarbimira Szczytnickiego (tak tłumaczyłem imię i nazwisko Hiroyasu Yamazaki, dziennikarza agencji Kyodo, prywatnie męża mojej stryjecznej siostry) pojechałem na stację i nabrałem cały kanister benzyny. Szczęśliwy jak dziecko, bo MZ TS 150 paliła niewiele ponad 2,5 l/100, przytroczyłem to do bagażnika i z grającą w duszy "Odą do radości" ruszyłem do domu. Nagle na zakręcie podskakując na wybojach ulicznych wyprzedził mnie, krzesząc iskry, tenże kanister. To że wtedy nie wybuchł, to niestety odbija się teraz moją pisaniną na Scigaczu.pl.  Czy to były przyjemności tamtego czasu, czy tylko wspomnieniowe klikanie w pulpit motocyklowego Matuzalema? Natomiast jeśli dosiadało się motocykla tzw. zachodniego (czyli np. "japońca"), to ogromnym problemem, w tym wynikającym z kursu walutowego (zarabiało się w przeliczeniu oficjalnym ok 20-30 USD), było zaopatrzenie tegoż motocykla w rozmaite zużywające się części jak np. klocki hamulcowe, tarcze sprzęgłowe czy łańcuchy z zębatkami. No, z tymi czynnikami wtedy było bez porównania gorzej, niż jest od kilkunastu już lat. A zatem teraz jest zdecydowanie przyjemniej (pod tymi względam), niż było nawet w latach 80tych.

Kolejną sprawą były problemy z poruszaniem się choćby po Europie, a nawet po tzw. "demoludach", czyli krajach Demokracji Ludowej (takie masło maślane). Co prawda reżim Jaruzela wyraźnie był mniej rygorystyczny w otrzymaniu paszportu (który nadal nie był własnością obywatela lecz był przechowywany w stosownych agendach bezpieki), czy zdobywaniu wiz, niż to  było za Gnoma (Gomułki) i nawet za Eda (Gierka), ale jednak te wizy trzeba było wystać przed ambasadami (za zaproszeniami), a przecież nie istniało Schengen i na każdej granicy też trzeba było trochę czasu spędzić. Zwłaszcza granice "demoludów" i "wolnego świata", to dopiero potrafił być cyrk! Tak więc podróżowanie, te trochę dalsze, też było mniej przyjemne. Natomiast natykał się człowiek (na zachodzie) na zdecydowanie mniej najrozmaitszych restrykcji administracyjnych, które (mam wrażenie) rozrosły się wraz z powstaniem Komuny Europejskiej. Co się tyczy Polski, to oczywiście nie było tylu stacji benzynowych, najrozmaitszych knajpek, czy też tzw. ekoturystyki. Ale jeśli już się jechało, to drogi były zdecydowanie luźniejsze i dynamika, granicząca z szarogęszeniem się rozmaitych samochodowych  mistrzów kierownicy, zdecydowanie niższa. Łatwiej więc było zachować płynność jazdy i tym samych zmniejszyć zużycie paliwa. No i "last but not least" takich ogromnych i długaśnych ciężarówek, które trzeba wyprzedzać, wtedy nie było. Zresztą przyjemność czerpana z jazdy (w grupie) to są odczucia przynależące do poszczególnych motocyklistów, którzy przecież mają rozmaite temperamenty i zainteresowania. No to jeszcze zastanówmy się chwilę nad tymi przyjemnościami. O tym, co dla kogo jest przyjemne, to na tych stronach nie będziemy dyskutować. Najważniejsze że czytelnicy tego forum już wybrali. Ich przyjemność wiąże się z jazdą (w najprzeróżniejszy sposób) na motocyklach. Aby  tylko pogoda, okoliczności i finanse umożliwiały czerpanie z tej jazdy jak nawiększej przyjemności. I jak mawiał mój śp. Teściunio przed każdym moim dłuższym wyjazdem: "Niech cię gówno, prowadzi po zasranej drodze!". Jak widać były to szczęśliwe życzenia. Czego i ja (Szczęścia) życzę PT. Czytelnikom.    

NAS Analytics TAG


NAS Analytics TAG
Zdjcia
NAS Analytics TAG
Komentarze
Poka wszystkie komentarze
Dodaj komentarz

Publikowane komentarze s prywatnymi opiniami uytkownikw portalu. cigacz.pl nie ponosi odpowiedzialnoci za tre opinii. Jeeli ktrykolwiek z komentarzy amie regulamin , zawiadom nas o tym przy pomocy formularza kontaktu zwrotnego . Niezgodny z regulaminem komentarz zostanie usunity. Uwagi przesyane przez ten formularz s moderowane. Komentarze po dodaniu s widoczne w serwisie i na forum w temacie odpowiadajcym tematowi komentowanego artykuu. W przypadku jakiegokolwiek naruszenia Regulaminu portalu cigacz.pl lub Regulaminu Forum cigacz.pl komentarz zostanie usunity.

Polecamy

NAS Analytics TAG
.

Aktualnoci

NAS Analytics TAG
reklama
NAS Analytics TAG

sklep cigacz

    NAS Analytics TAG
    na gr