Custom Bikes - jak, kiedy, dlaczego
W domowych zaciszach skacz±c po programach telewizyjnych można się natkn±ć na reality show, w którym grupa zapaleńców buduje motocykl. Od czego się to wła¶ciwie zaczęło?
Zacznijmy od tego, że 99% ludzi nie potrafiłoby przyporz±dkować słowa „custom" do żadnego rodzaju motocykla. Z pomoc± przychodzi słownik, które słowo te tłumaczy jako „niestandardowy, własny itp.". No wła¶nie, niestandardowy. Znam ludzi, którzy każdy nowy nabytek musz± w jaki¶ sposób zmienić i przerobić, byle odpowiadał on wła¶cicielowi. Nawet gdyby mieli w garażu nowiutkiego V-Maxa z foli± na siedzeniu, od razu snuliby plany przeróbek i modernizacji, byle tylko ich pojazd nie był nazywany „seryjnym". O ile słowo „custom" oznacza co¶ nietypowego i robionego pod siebie, w przypadku motocykli wi±że się ono raczej z jednym gatunkiem - chopperami. Skacz±c po kanałach telewizyjnych można się natkn±ć na tzw. realisty show z udziałem motocykli, w którym autorzy (aktorzy?) buduj± (buduj±?) motocykl. Przegl±daj±c prasę w kiosku można znaleĽć kolorowe, motocyklowe odpowiedniki Playboya. Na wystawach można ujrzeć błyszcz±ce cudeńka z długimi widelcami i ogromnym tylnym ogumieniem. Od czego się to wła¶ciwie zaczęło?
American dream
Pewnego styczniowego dnia, w Millwauke w stanie Wisconsin w USA, William Harley i Arthur Davidson siedzieli w szopie za domem. W tej małej klitce o wymiarach 4 x 3 m grzebali przy silnikach z zamiarem upchnięcia jednego z nich w ramę rowerow±. Z cał± pewno¶ci± nie przypuszczali nawet, że to, co wła¶nie robi±, zapocz±tkuje nowy nurt, a dla niektórych nawet religię. Samo słowo chopper (znowu geneza) jest często błędnie interpretowane. Ludzie wi±ż± je z wizerunkiem ociężałego mastodonta ustrojonego jak woĽny na Boże Ciało, który majestatycznie toczy się po drogach, wydaj±c z siebie głęboki gulgot. „Chop", czyli z ang. r±bać, ciosać, ci±ć (co¶ sporo tej genezy słownej) ma swoje podstawy. W pierwszych tego typu sprzętach nie chodziło o lans, ¶wiecidełka, szpan i chrom. Chodziło o moc i prędko¶ć. St±d też wła¶ciciele odr±bywali z nich wszystko, co niepotrzebne. Tak odchudzone maszyny zyskały na dynamice i wła¶ciwo¶ciach jezdnych. Dzięki temu zainteresowało się nimi nawet wojsko. Wszystko to jednak odbywało się w pewnym małym ¶wiatku, na niewielk± skalę. Sytuacja zmieniła się po filmie „Easy Rider". Twórcy rozpropagowali za jego pomoc± wizerunek motocykla, w którym na próżno szukać jakichkolwiek udogodnień. Ot siedzenie, rama, koła, silnik i to wszystko. Do tego wyci±gnięty widelec i amerykańskie malowanie. I w tedy się zaczęło. Historia po raz kolejny dowiodła, że produkcje kinowe maj± ogromny wpływ na rzeczywisto¶ć. Chopperowate motocykle w wersji „absolutne minimum" zdobywały ogromn± popularno¶ć i zainteresowanie. Na przestrzeni kilkudziesięciu lat powstało wiele firm trudni±cych się zawodowo przerabianiem motocykli. Narodził się nowy rodzaj motocykla - Custom Bike. Co? Kto? Jak? Dlaczego? Przyjrzyjmy się temu wszystkiemu bliżej.
American beauty
Stany zjednoczone jako kolebka customów, zdecydowanie przoduję w ich produkcji. Na pocz±tek spójrzmy na Orange Country Choppers. Z nimi jest naprawdę interesuj±cy temat. Robi± choppery. „Robi±" jest tutaj raczej przesad±. Z otrzymanych w pudełkach z foli± b±belkow± czę¶ci składaj± sprzęt do kupy. Przypomina to trochę zabawę klockami LEGO. Za pomoc± drogich, firmowych narzędzi skręcaj± poszczególne elementy w cało¶ć. Wszystko byłoby spoko, bo sprzęty wychodz± im naprawdę kozackie, gdyby nie sposób, w jaki pokazuj± ¶wiatu jak je buduj±. Ich realisty show „American Chopper" bije rekordy popularno¶ci. I to wła¶nie mnie martwi. Ogl±daj± go ci sami ludzie, którzy potem ogl±daj± „Big Brothera" i „Klan". OCC straszliwie poszło w komercję i pod publikę. Realisty show to tylko umowna nazwa, do każdego odcinka jest pisany scenariusz. Senior stoi tutaj, Junior idzie się zdrzemn±ć, Miki podpala palnikiem opony, wszyscy się kłócicie, byle gło¶no, gło¶no! Dorzućmy do tego budowę motocykli dla straży pożarnej, Lancea Armstronga (fundacja walki z rakiem) czy ku pamięci amerykańskich żołnierzy i już mamy przepis na mega wzrost ogl±dalno¶ci i u¶miechnięt± buzię u Kowalskiego (Smitha). A miło¶nicy customów tn± sobie żyły. Ciekawe jak bardzo je cięli na „Big Daddy Kustomizer" emitowanym niegdy¶ na Discovery. Całe szczę¶cie, stacja zdjęła go z anteny, bo to, co prowadz±cy wyprawiał przed kamerami nadawało się tandetnego filmu gangstersko-obyczajowo-dramatycznego. Ale to tylko taka mała dygresyjka.
Jesse James też miał swój program. Zwał się „Monster Garage" i budowano w nim w zasadzie wszystko. Po pewnym czasie Jesse jednak waln±ł w pię¶ci± w stół, powiedział „F**k!" i przestał przychodzić do programu. Producenci zrezygnowali z kontynuowania emisji bez niego, co było dobrym posunięciem. Dlaczego Jesse jest inny niż OCC? Przecież też buduje choppery na zamówienie, też robił z tego program telewizyjny, ale wszystko jest jako¶ inaczej. W żadnym z jego odcinków MG nie było widać, jak oczka mu się ¶wieciły na my¶l o wzro¶cie ogl±dalno¶ci. To człowiek, którego napędza pasja. Też ma tatuaże, też buduje dla gwiazd, też wygl±da groĽnie. Czę¶ci do swoich motocykli produkuje sam w przeciwieństwie do Teutulów. W jego dziełach widać wizerunek brudnego Bad Boya. Stroni od wymuskanych, lej±cych się chromem cudeniek z wysokimi na metr kierownicami. Maszyny z logiem WCC reprezentuj± podobny design, jaki kojarzony był z Hell's Angels. Notabene Jesse James jest w pewnym stopniu z tym gangiem (nie lubię tego słowa, ale nie sposób go unikn±ć) powi±zany, ale mało jest informacji na ten temat. Tylko najpotrzebniejsze elementy, wysoka rama z niewielkim zbiornikiem paliwa i prosta, krótka, czasami wręcz dragbarowa kierownica. Do tego szeroka tylna opona i mocarny silnik oczywi¶cie ze stajni HD. Większo¶ć chopperów z West Coast Customs to harde kawały żelastwa, które wzmagaj± pozycję za sterami w stylu „chyba nie muszę mówić, kto tu rz±dzi, prawda?". Ciekawostka - Jesse ostatnio przerobił ... BMW R1200GS. Zrobił to na potrzeby podróży do Kanady i wyposażył bawarskiego turystyka w opony z kolcami, podgrzewane manetki i ... ogniste malowanie.
Jestem hardkorem
Marcus Waltz być może nie potrafi wspinać się po piorunochronach, ale do cholery, potrafi budować motocykle. W czasie, gdy w USA rodziły się pierwsze customy, a na starym kontynencie królowały Cafe Racery, Marcus za młodu przesiadywał na torze Hockenheimring. W wieku 14 lat, za swoje kieszonkowe kupił Zündnappa CS25, którego kompletnie przebudował. Trzy lata póĽniej miał już ponad 20 motorowerów, żadnego w fabrycznym stanie. W wieku 20 lat nabył pierwszego Harleya - Softaila z 1987 roku. Rozebrał go na czynniki pierwsze, złożył od nowa, wprowadzaj±c własne modyfikacje i sprzedał ... za kolosaln± jak na owe czasy kasę - 50 tys. marek. Marcus tworzył w stajni dla koni od rodziców swojej dziewczyny. Tam też narodziła się firma ‘Waltz Hardcore Cycles". Stajenne lokum szybko okazało się za małe, więc Waltz przeniósł się do 600-metrowego pomieszczenia niedaleko toru Hockenheim. W 1998 roku nast±pił przełom. Marcus zaprezentował ramę „Drag Style". Niski, potężny, mocarny, zbity szkielet doprowadził do powstania zupełnie nowego nurtu - Drag Bike. Jak w skrócie można to opisać? Nisko, szeroko, groĽnie. Jego hardkorowe fury s± wyj±tkowo charakterystyczne, co uniemożliwia pomylenie ich z czymkolwiek innym. Przede wszystkim, każdy jego drag bike ma jednostronny wahacz. Dzięki temu tylne koło w rozmiarze grubo ponad 300mm jest lepiej wyeksponowane. Po drugie, zazwyczaj siedzi się bardziej W niż NA motocyklu, w odległo¶ci 30 - 40 cm od gleby. To nie problem dla kierowcy F1, Kimi Raikkonena, który na co dzień w pracy siedzi na podobnej wysoko¶ci. Waltz skonstruował dla niego Icemana 1 i 2. Długi, niski sprzęt w czerwonym malowaniu, z emblematami Ferrari kosztował Kimiego ... nikt tak naprawdę nie wie ile. Waltz mówi, że 1000 Euro za jednego konia mechanicznego + pozostałe elementy. A że w ramie siedzi widlak rozwijaj±cy ponad 130 koni, no cóż. W Icemanie, zwłaszcza tym z numerem 2 zastanawia mnie jedna sprawa, mianowicie wydechy. Po dokładniejszym przyjrzeniu się można zauważyć, że ich wylot znajduje się dokładnie w miejscu, w którym kończy się tyłek kierowcy, a zaczyna jego udo. No pain no fun? Pieczone udka? Zwał jak zwał, faktem jest, że w tych maszynach nikt nie zwraca uwagi na przypalone nogi, „magnesow±" pozycję za sterami, czy sztywn± ramę. A propos komfortu, zerknijcie na motocykl, który nazywa się „Old School Bobba". Słowo „Hardcore" nabiera zupełnie nowego znaczenia. Marcus chyba miał w domu zbędn± deskę do krojenia chleba i wykorzystał j± jako siedzenie. To za pomocn± my¶li spartańskiej można przetrzymać, ale faktu, że genitalia jeĽdĽca znajduj± się 1 cm od głowicy, już nie. Nie przeszkadza to klientom Waltza. Na zamówienia nie narzeka i nadal szczyci się mianem jednego z najlepszych customizerów na ¶wiecie.
Różnorodno¶ć gatunkowa
Można by rzec, że odmian customu jest tyle, ilu buduj±cych. WeĽmy np. bobbery. Też kojarz± się z chopperami, ale s± jednak odmienne. Czym wła¶ciwie jest bobber? To roznegliżowany do granic możliwo¶ci motocykl, który nie lubi chromu, szyb, frędzli, dodatków itd. Po prostu silnik z dodatkami umożliwiaj±cymi jazdę. Cechy charakterystyczne - krótkie, symboliczne siedzenie, niezbyt szeroka tylna opona, niewielki zbiornik paliwa, wysoka kierownica. Co ciekawe, silniki z Milwaukee nie s± tutaj wiod±cym serduchem. Z powodzeniem stosuje się np. rzędówki z legendarnych japońskich motocykli np. Hondy CB750.
Kolejnym podgatunkiem customów jest rat bike. Wkraczamy tym samym na terytorium ekstremalnych sprzętów. WyobraĽcie sobie najbardziej wymuskany, wypasiony wystawowy sprzęt, na który trzeba patrzeć przez okulary słoneczne, bo tak razi chromem. Rat bike to jego absolutne przeciwieństwo. Za spor± czę¶ć inspiracji do budowy takich maszyn odpowiada zapewne film „Mad Max". Dla normalnego człowieka „Szczur" to motocykl, który kiedy¶ miał wypadek, a póĽniej stał w szopie przez 30 lat. Nie pojedziesz tym w paradzie na festynie. Rdza i brud to elementy przewodnie. Znam go¶cia, który kupił za psie pieni±dze prawie salonow± Hondę Shadow 750. Użytkował j± ksi±dz, który nabył j± w salonie, ale miał mikroskopijnego szlifa na parkingu, dzięki czemu pojawiło się kilka rysek. Zdecydował się go sprzedać ... za 5 tys. zł ... rocznik 2005 z przebiegiem 500 km. Człowiek, który j± kupił, postanowił j± przerobić na rat bike'a. Wszystko poza silnikiem zanurzył w kwasie na trzy tygodnie, dodał elementy typu czaszka kozła z rogami (to nie żart), rury kanalizacyjne, dużo ta¶my izolacyjnej itd. Wierzcie lub nie, chociaż obok niego stanęłoby stado HD-ków, wła¶nie on będzie w centrum zainteresowania. To sprowadza nas do kolejnej sprawy. Budowa chopperów to nie tylko profesjonalne zakłady i firmy, w których katalogach ceny zaczynaj± się od kilkudziesięciu tysięcy. To setki godzin spędzone w garażu w towarzystwie spawarki, szlifierki, przesi±kniętej olejem szmaty, litanie przekleństw i realizowanie wizji.
„Seryjne = złe"
Pierwsze choppery zapocz±tkowały co¶ zupełnie nowego. Ogołacane dla poprawy osi±gów motocykle szybko stały się czym¶ więcej, niż tylko wynikiem potrzeby. Dzi¶ customy zawitały na posesje gwiazd kina i muzyki, wystawy, okładki magazynów, do programów telewizyjnych. Marketingowcy z wiod±cych koncernów też nie próżnuj±, dzięki czemu możemy kupić motocykle stylizowane na customy wprost z fabryki. Liderem w tej dziedzinie jak zwykle jest Harley-Davidson. Rocker C pokazany ¶wiatu rok temu jest dowodem na to, że sprzęt z fabryki może spokojnie stawać w szranki z maszynami spod profesjonalnej customowej ręki. A V-Rod? Niski i szeroki przywodzi na my¶l dzieła Waltza. Sotfail Cross Bobes to ewidentny bobber - mini kanapa, resorowane przednie zawieszenie, wysoka kiera. Yamaha w zeszłym roku wypu¶ciła stuningowan± wersję XV1900 - Raider Custom, a Honda swoj± Fury, która niczego nie udaje tylko z założenia ma być seryjnym customem. Wszystko spoko, kto nie chce się babrać w oleju i otrzymać pozwu o rozwód, może kupić sobie przerobionego choppera prosto z fabryki. Zatraca się w tym trochę sens customów, które zrodziły się z potrzeby ucieczki przed ta¶m± produkcyjn±, ale niestety to fakt i nie zmienimy tego. Jeżeli chodzi o wła¶ciwo¶ci użytkowe wszelkich customowych sprzętów, to s± one jak UFO - podobno s±, niektórzy w nie wierz±, ale niezwykle trudno je odnaleĽć. Gdyby jednak tylko praktyczno¶ć była natchnieniem dla twórców takich maszyn, wszystkie firmy i zakłady zajmuj±ce się customami miały by w swoim logo wielkie skrzydło.
W Polsce customowcy też nie leż± bykiem. Wystarczy wspomnieć o Free Rider Motorcycles, czy S.C. Motorcycles, choć zapewne w naszym kraju jest wielu ludzi, którzy potrafi± robić dwukołowe cuda, a ¶wiat o nich jeszcze nie słyszał. Custom Bikes to dziedzina motocyklizmu, któr± dosięgła paskudna macka komerchy. Pokładam jednak nadzieje we wszystkich tych, którzy tworz± maj±c plan i marzenie przed oczami, a nie stosik banknotów.






























Komentarze 4
Pokaż wszystkie komentarzewitam prowadze własna firme custom roboty ful jest to piekne kiedy sie zbuduje i zrobi te prace duzo godzin czeba poswiecic ale to pasja ....moja strona www.zych-motor.pl zapraszam do siebie ...
Odpowiedznaucz się baranie pisać hahahah
Odpowiedzwszystko ładnie i pieknie ale popracuj jeszcze nad poprawnymi nazwami motocykli;)
Odpowiedzi nie country tylko county;)
Odpowiedzodno¶nie słowa chopper ... HD nie jest chopperem ... żaden Shadow też nie ... dawno temu kolesie wzięli sobie motocykl na warsztat ... rozebrali go z niepotrzebnych rzeczy i odcięli mu czę¶ć ...
OdpowiedzWszystko ok...błednym jednak jest wysnucie tezy że "custom" to wył±cznie choppery. Widac tu niestety, ze poza tymi "reality show" i lixnieciem odrobinki historii niektorych twórców (tych ...
OdpowiedzGdyby¶my chcieli zamie¶cić w jednym tek¶cie wszystkie firmy, odmiany, w±tki, osoby, to powstał by artykuł na 50 stron. PJP o których wspominasz w Twojej wypowiedzi, zajmuj± się raczej budow± streetfighterów, a o tym mamy osobny materiał, podobnie jak o cafe racerach :) Pozdrawiam
Odpowiedzmówie ze stwerdziłe¶ w artykule że custom to wyłacznie choppery - to jest błedne. Streetfighter to też custom...
OdpowiedzRower z płon±c± naklejk± to też custom. Id±c takim tokiem rozumowania, musieliby¶my mieć "Streetfightery", "Cafe Racery" i "Choppery, drag bike'i, bobbery, cruisery, rat bike'i". Customy w 90% kojarzone s± z chopperami.
OdpowiedzChyba jednak nie jest tak ze custom w 90% kojarzy sie z chopperem. Juz predzej choppery kojarzone sa z customami. Wiele osob mowiac chopper ma na mysli motocykl w stylu Easy rider, przerobke. Natomiast custom osobie w zaznajomionej z motoryzacja kojarzy sie z przerobkami i nic wiecej, zadnych podtekstow odnosnie rodzaju maszyny.
Odpowiedz