tr?id=505297656647165&ev=PageView&noscript=1 Tour the Europe - 4600 km w 18 dni -all
NAS Analytics TAG
NAS Analytics TAG
NAS Analytics TAG
NAS Analytics TAG
NAS Analytics TAG
Tour the Europe - 4600 km w 18 dni czyli wyprawa z Plecaczkiem!

Jak to się wszystko zaczęło

Pomysł wyprawy narodził się spontanicznie. Jako 20-letni studenci z Anglii postanowiliśmy spełniać nasze marzenia. Po uzbieraniu odpowiednich funduszy Maciej kupił upragniony sprzęt. Tak pojawił się nasz Bandziorek - Suzuki Bandit, tym razem nie 600 ale 1200! Dużo, dużo mocniejszy! I już wtedy było jasne, że wracamy nim do Polski. Trzeba było tylko obrać odpowiedni azymut.


Reklama


NAS Analytics TAG

Trasa

Anglia → Francja → Hiszpania →Monaco→ Włochy→ Austria ( i 30km Niemiec) → Czechy → Polska!

W 18 dni udało nam się przejechać przez 9 państw. Trasę wyznaczał mój prywatny i nieomylny GPS w postaci Macieja i zakupiona w kiosku mapa. Wspomagali nas również przyjaciele, którzy wiernie odzywali się co jakiś czas z zapytaniem czy jeszcze żyjemy. O rodzicach może lepiej nie mówmy. Powiem tylko, że spać nie mogli...

KRÓTKIE KALENDARIUM

Dzień 1 (3 lipca)

Plecaczek

6.00 rano pobudka! Maciej wstał znacznie wcześniej. Kiedy zeszłam na dół motocykl był już prawie spakowany. Szybka wymiana zdań, bo przecież czas ucieka, ale w końcu dałam się namówić na usunięcie pewnej ilości konserw... przynajmniej kumpele będą miały co jeść.

Godz. 7.00 wyjazd! Mamy dzisiaj do przekulania prawie 700km. Pierwszy odcinek to trasa z Wolverhampton do Dover na prom i tam już prosto w samo serce Francji czyli do Paryż. To so przypomina mi się w szczególności, kiedy myślę o tym dniu, to przede wszystkim deszcz! Można było się spodziewać... Anglia pożegnała nas w swoim normalnym stylu, ale co to dla nas trochę kropelek z nieba spadających. Co prawda kierowca został dziwnym zbiegiem okoliczności tak zmoczony że w Dover bieliznę trzeba było zmieniać, ale mimo to humory dopisywały. W końcu zaczęliśmy podróż naszego życia. Zaczęliśmy spełniać nasze marzenia!

Po długiej i męczącej podróży w końcu dotarliśmy na obrzeża tego jak dobrze nam znanego (dotychczas z TV) miasta zakochanych...

Kierowca Orzech

Godzina 19.00, ledwo siedzę na tyłku, ale perspektywa że zostało nam już tylko około 10 km do Paryża pomaga mi jeszcze wysiedzieć za kierownicą. Nocleg mamy zaplanowany na campingu w centrum miasta: Bois de Boulogne. Jako, że nie mamy mapy Paryża, a już tym bardziej GPSa (600 funtów za taką małą skrzynkę!) staram się kierować na centrum. Oczywiście jak to ze znakami bywa szybko się kończą i po chwili tkwimy gdzieś w Paryżu nie mając pojęcia, jak dotrzeć do campingu. Z lekko podkopanym morale siedzimy na krawężniku i kombinujemy, aż tu nagle słyszymy ojczysty język i spostrzegamy Polaków którzy z uśmiechem na twarzy kierują nas na Bois de Boulogne. Pierwszy dzień morderczej gonitwy na nieobudowanym Bandziorze dobiega końca. Jak się okazuje można tym motocyklem spokojnie utrzymać przelotową 140km/h, ale pod warunkiem ze mocno będziemy dzierżyć kierownice w rękach.

Dzień 2 (4 lipca)

Plecaczek

Pierwsza noc naszej podróży nie była taka straszna. Namiot okazał się duży (jak dla mnie), Maciej miał drobne problemy, ale w końcu 2 metry wzrostu robi swoje. No i zaczynamy zwiedzać Paryż. Pierwszy punkt to Łuk Triumfalny. Wybudowany na zlecenie Napoleona ku czci i chwale jego armii. Znajdują się na nim nazwy ponad 100 miejsc z różnych bitew, które toczyła armia francuska. Ciekawostką są również nazwiska polskich generałów, którzy w nich brali udział. Po zobaczeniu grobu nieznanego żołnierza i przejechaniu najbardziej popularnej ulicy w całej Francji: Champs-Elysees dojechaliśmy do miejsca najbardziej przeze mnie oczekiwanego. To właśnie w tym miejscu Tom Cruise oświadczył się Kate Holmes, to właśnie to miejsce utożsamiane jest z zakochanymi, symbol miłości we Francji czyli wieża Eiffla. Pamiętam, że byłam nią zafascynowana. Kręte schody zaprowadziły nas na pierwsze piętro skąd dalej pojechaliśmy windą, aż na sam szczyt. Widok był oszałamiający! Wprost nie do opisania, po prostu trzeba tam być! Oprócz wieży Eiffla zobaczyliśmy również Plac Zwycięstwa, Luwr i katedrę Notre Dame pod którą spotkaliśmy francuskie kobiety siedzące i podziwiające przepiękne widoki. Jak widać nie tylko turyści są zachwyceni urokami tego miasta! I tutaj również spotkaliśmy się z polskim akcentem w postaci: młodego chłopaka grającego polskie przeboje na gitarze. Ach! Jak to dobrze usłyszeć ojczysty język! Zwiedzanie Paryża zakończyliśmy koło 21.00. Zaskakujące w tym mieście było to , iż wszystkie restauracje i pizzerie zostają zamknięte przed godzina 16.00. Maciej od razu stwierdził, ze nie mógłby tu mieszkać. Niestety NAM kiszki zagrały marsza akurat w tym czasie, stąd właśnie te ‘traumatyczne" wspomnienia dotyczące jedzenia z Francji.

Kierowca Orzech

Paryż - jak dla mnie „miasto skuterów", różnej maści, od małych 50-tek do gigantów o pojemności 650. Co ciekawe w ruchu ulicznym wszystkie były szybsze od naszego obładowanego i przyciężkiego Bandyty. Słynne rondo wokół łuku triumfalnego: brak pasów ruchu + mnóstwo pojazdów + brak sygnalizacji świetlnej oraz nadmierna prędkość użytkowników = totalny chaos i zaskoczenie dla nas. Na szczęście wyszliśmy z tego bez większych obrażeń. Ale ja i tak już czekałem na następny dzień z niecierpliwością...czekała nas przeprawa na południe Francji, a potem niesamowite winkle w Średnich Pirenejach i wreszcie upragniona, słoneczna Hiszpania.

Przy wyjeździe z Paryża nieźle popieprz...... drogę, po godzinie błądzenia i bluźnienia w końcu udało mi się trafić na jakaś autostradę kierującą się na południe.

Dzień 3 (5lipca)

Plecaczek

Ojojoj!...ciężko było wstać... 9.00 rano była dla mnie niczym środek nocy. Co innego Maciej, on od razu się zrywa, jest zwarty i gotowy do dalszej drogi. Ale, że posiada dziewczynę, która lubi sobie pospać musiał na nią poczekać! Złożenie namiotu i spakowanie bagaży zajęło nam godzinkę tak, że o godzinie 10.00 mogliśmy wyruszać.

Koszt całego campingowania wyniósł nas 15 Euro za noc. Camping na Bois de Bologne pomimo, iż znajdował się koło głównej drogi sprostał naszym oczekiwaniom i wspominamy go jak najlepiej. Niestety nie udało nam się dotrzeć do Hiszpanii z powodu zmęczenia Plecaczka, no i może troszeczkę kierowcy. Już dzisiaj mój tyłek dał mi się we znaki, wybraliśmy bowiem drogę dłuższą (omijając autostrady), ale jednocześnie ciekawszą. Przejeżdżając przez różna miasta i wsie przyjrzeliśmy się tutejszemu budownictwu i oboje stwierdziliśmy, ze jest bardzo podobne do Polski. Wieczorem zajechaliśmy do małego i bardzo spokojnego campingu du Lac przed Clermont Ferrant.

Dni z cyklu Rodez (6-10lipca)

Kierowca Orzech

Dziś lecieliśmy głównie drogami bocznymi... czyli to, co tygrysy lubią najbardziej, górzysty teren, niesamowite widoki i ostre, szybkie winkle podpompowywały nam cały dzień adrenalinę. Niestety, żeby nie było tak łatwo, na jednym z postojów zauważyłem plamę oleju pod motocyklem... niczego dobrego to nie zapowiadało. Przeciekała chłodnica oleju, poodciągałem śruby i ruszyliśmy dalej. Po 200 km i górzystym terenie motocykl coraz mocniej chlastał olejem. Szczęście w nieszczęściu w jednej z miejscowości o dźwięcznej nazwie Rodez dostrzegliśmy salon Suzuki. Decyzja: zatrzymujemy się i prosimy o diagnozę i pomoc. Szybka naprawa silikonem nie zdała egzaminu i rozpoczął się koszmar. Jako, że był początek weekendu musieliśmy czekać na nowa chłodnice aż 5 dni!! I pozbyliśmy się 500 Euro z naszych portfelików. 5 dni bez motocykla... podróżowaliśmy autostopami i pieszo.

Plecaczek

No i stało się... po prostu katastrofa!! Motocykl zepsuty, a my utkwiliśmy aż na 5 dni w francuskiej miejscowości o nazwie Rodez. Szkoda, ze Bandit nie ‘odmówił posłuszeństwa' w Hiszpanii. Camping Layoule,w którym się zatrzymaliśmy znajdował się w dolinie i żeby dostać się do centrum miasta należało przejść 3 km pod górkę. Oj! Marudziłam strasznie...ale od tego w końcu są kobiety.

Rodez, znajdujące się nad rzeką Aveyron, zostało przez nas zwiedzone w jeden wieczór. Charakterystycznym zabytkiem znajdującym się tutaj jest potężna romańska katedra zlokalizowana na środku rynku. Jedną z atrakcji, którą mieliśmy okazję zobaczyć był samochodowy rajd amatorów. Odbywał się na ulicach miasta. Było szybko i głośno!

Spędziliśmy też trochę czasu we francuskich kawiarenkach. Muszę przyznać, że urzekł mnie ich urok. Kiedy pogoda dopisuje i świeci słońce obecność tu jest obowiązkowa! Chociażby po to, aby zaspokoić swoje pragnienie szklaneczką Coli! Siedząc na wygodnych wiklinowych krzesełkach, czując ciepłe podmuchy wiatru i wcinając przepyszne owocowe lody zapomina się o wszystkim! Chwilo trwaj jak najdłużej!

odpoczynek w drodze
Suzuki Bandit na trasie
zakret lewy
zakret prawy
Autostrady europa
alpejskie jezioro
pozar sciolki
alpy parking
Austria alpy
Widok na Alpy
Alpy Austria
Gory
Anglia wyjazd
Francja na wakacjach
brzeg morza
Cannes czerwony dywan Francja wycieczka Paryz Champs Elisses
Paryz Luvre Paryz wieza Eiffla zabytki europy

Dzień 9 (11 lipca)

Kierowca Orzech


Reklama


NAS Analytics TAG

Po długich 5 dniach tęsknoty za Bandytą nareszcie mamy go z powrotem i możemy lecieć dalej. Kierunek, upragniona i gorąca Hiszpania. Droga była wyśmienita, dużo motocykli. Co ciekawe przy okazji można dostrzec ciekawy sposób pozdrawiania się motocyklistów nie zauważany przeze mnie w Polsce, tzn motocyklista który nas wyprzedzał ściągał lekko nogę z podnóżka w geście pozdrowienia. Tuż przed granicą francusko - hiszpańska rozpościerały się pokaźnych rozmiarów góry. Na sam widok ślinka mi ciekła... góry = dużo ostrych zakrętów. Na serpentynach musiałem pewnym osobnikom w srebrnym Peugeocie 206RC udowodnić wyższość motocykla nad samochodem...zostali daleko z tyłu mimo usilnych starań, za co oczywiście dostałem ochrzan od Plecaczka! Po przekroczeniu granicy poszukiwaliśmy miejsca docelowego naszej wyprawy czyli miasteczka Llanca. Upał i brak oznakowań spowodowały, że ciężko było nam odnaleźć drogę. Z pomocą przyszedł nam młody Francuz na Hondzie Transcity 125 która na dziurawych i krętych drogach okazywała się zadziwiająco skuteczna i szybka. Francuz pokazał nam właściwą drogę i szybko odjechał. My mknęliśmy sami przez groźnie wyglądające wzgórza (ktoś kto oglądał film „Wzgórza maja oczy" zrozumie nasze obawy). Po kilku kilometrach pustkowia zza pagórka wyłoniło się błękitne morze Śródziemne, w świetle zachodzącego słońca wyglądało to cudownie. Z daleko było już widać wybrzeże, ale jak się później okazało aby tam dotrzeć musieliśmy użyć Bandyty jako motocykla enduro, ponieważ asfaltowa droga nagle się skończyła. W tumanach kurzu po kamieniach i cholernie ostrych zakrętach przebrnęliśmy do morza... Cel osiągnięty!

Plecaczek

Dojechaliśmy do Hiszpanii!!!! Chociaż muszę przyznać, że było ciężko. Motywowało mnie tylko to, że niedługo odpoczniemy i położymy się w słoneczku na plaży. Miejscowość Llanca, którą znaleźliśmy okazała się miejscem w sam raz dla nas! Cudowne widoki, kręte, niebezpieczne drogi , czyściutka niebiesko-zielona woda w morzu no i my. Czego chcieć więcej? Zostajemy aż do niedzieli!

Dni z cyklu Llanca (11-15 lipca)

Plecaczek

Llanca... nareszcie! Dla nas to miejsce upragnionego odpoczynku! Plaża, gorący piasek, słońce, różnokolorowe odcienie morza - to właśnie to, za czym podczas całej naszej podróży tęskniliśmy. W celu porównania cen, a także widoków wybraliśmy się również na plażę do Francji. Droga, przez którą jechaliśmy była niesamowita lecz jednocześnie niebezpieczna (droga N 114). Liczne zakręty sprawiły, iż zgubiliśmy jedną z najbardziej przydatnych rzeczy na plaży, czyli klapek. O jego stracie dowiedzieliśmy po zajechaniu do Francji. Wydając na śniadanie prawie 20 Euro szybko zatęskniliśmy za naszą Hiszpanią. Szybka kąpiel na plaży, obejrzenie straganów z ciuszkami i wracamy! W drodze powrotnej ku naszemu zdziwieniu znalazł się także nasz samotnie leżący na drodze klapek. Maciej był bardzo zadowolony. Resztę dni spędziliśmy smażąc się na gorącym słońcu i leniuchując na plaży.

Dzień 13 (15 lipca)

Plecaczek

Wyjazd!! Tego dnia opuściliśmy słoneczną Hiszpanię i zaczęliśmy małymi kroczkami zbliżać się do naszego upragnionego celu - Polski. Podczas całodniowej jazdy udało nam się zrobić postój w dobrze znanej ( z lekcji historii! )miejscowości Awinion. Już podczas wjazdu do miasta zobaczyliśmy ciągnące się ogromne mury obronne, które zaciekawiły nas tak bardzo, że musieliśmy ‘zajrzeć do środka'. Oprócz zwiedzenia Pałacu Papieskiego, w którym więzieni byli papieże (tzw. Niewola awiniońska) przyjrzeliśmy się również licznym teatrom, które reklamowały poszczególne sztuki biorące udział w słynnym Festiwalu de' Awignon.
Wieczorkiem zatrzymaliśmy się na campingu tuż przed Cannes.

Dzień 14 (16 lipca)

Plecaczek

Najgorszy dzień podczas całej naszej podróży. Dlaczego? Zacznijmy może od tego, że było tak gorąco, iż ledwo wytrzymywaliśmy na motocyklu. Pierwszy przystanek zrobiliśmy w słynnej miejscowości, gdzie co roku rozdawane są Złote Palmy - Cannes. Po przejściu się po czerwonym dywanie ruszyliśmy w dalszą drogę. Kolejny przystanek zrobiliśmy w Księstwie Monaco. Na uwagę zasługują tu oczywiście najbardziej znane kasyno na świecie Monte Carlo, a także niewyobrażalne ceny. Krótkie futerko kosztowało aż 8900 Euro! Po prostu szok! Aż baliśmy się zapytać ile kosztuje szklanka Coli. Szybko przejechaliśmy przez autostradę we Włoszech gubiąc przy okazji torbę, w której znajdowały się: arafatka, rękawiczki, moja kochana bluza i co najważniejsze - atlas! Tej nocy nie udało nam się znaleźć campingu z powodu braku oznakowań we Włoszech. Byliśmy, więc zmuszeni wydać 70 e za nocleg w hotelu.

Dzień 15 (17 lipca)

Kierowca Orzech

Tego dnia dotarliśmy do Wenecji... słynny niemiły zapach poczuliśmy na szczęście tylko przy wjeździe, dalej było już w porządku. Mieliśmy sporo problemów z zaparkowaniem motocykla, ostatecznie wcisnąłem zapakowanego Bandziora w pół metrowa lukę między skuterki, sam nie wiem jak to się udało. Upał był niesamowity, troszkę pobiegaliśmy po Wenecji i w drogę w stronę Austrii. Udało nam się dotrzeć na samą granicę, gdzie po godzinie poszukiwań wylądowaliśmy na przewspaniałym campingu wśród Włoskich Alp i pięknego jeziorka. Kolejny dzień zapowiadał się ekscytująco, marzenia o austriackich winklach nie pozwalały w nocy zasnąć...

Dzień 16 (18lipca)

Kierowca Orzech

Austria... to raj dla każdego motocyklisty, płaski jak stół asfalt, mała liczba samochodów, szerokie drogi.... byłem w siódmym niebie, w przeciwieństwie do Plecaczka, który miał lekkie nudności od tych zawijasów... Przez Austrie przefrunęliśmy szybko trąc podnóżkami o asfalt na każdym zakręcie. Obiecaliśmy sobie, że jeszcze na pewno tu wrócimy na dłużej. Za 150 kilometrowy odcinek autostrady zapłaciliśmy 8 Euro, a reszta dróg, jakimi jechaliśmy były niepłatne.

Dzień 17 (19 lipca)

Plecaczek

Yupi! Dojechaliśmy do Polski! Dokładnie o godzinie 18.35 przekroczyliśmy granicę w Jakuszycach. Od razu powietrze wydaje się inne takie nasze, polskie. Jesteśmy w domku! Wcześniej jeszcze zatrzymaliśmy się na krótkim postoju w Pradze, gdzie posililiśmy się troszkę. I oto nareszcie nasza upragniona ojczyzna! Po skończeniu roku akademickiego w Anglii, po przebyciu 4600km i przejechaniu przez 9 państw dotarliśmy do domku. To było cudowne, niesamowite uczucie, aż trudno mi było uwierzyć, że nam się udało. Zatrzymaliśmy się na noc w Szklarskiej Porębie, zadzwoniliśmy pospiesznie do naszych rodziców i wieczorkiem pełni energii i szczęśliwi udaliśmy na karaoke do baru.

Dzień 18 (20 lipca)

Dom :)

Czego nauczyła nas ta 18-dniowa podróż po całej Europie....? Myślę, że przede wszystkim cierpliwości, której zawsze nam brakowało. Pokonywania trudności i szukania pozytywnych aspektów w każdej, nawet najgorszej sytuacji. Ale przede wszystkim wiary. Wiary w siebie, we własne możliwości i marzenia, które się spełniają! Trzeba ‘ iść za marzeniem i tak dalej iść za marzeniem i tak stale, aż do końca". Warto więc postawić wszystko na jedną kartę i ryzykować, bo kto nie ryzykuje ten nie wygrywa.

Granica Hiszpanii
austria drogi
kemping austria
kemping w Polsce
prom Dover
Morze Srodziemne
zachod slonca nad jeziorem
Wenecja gondola
Linia brzegowa morza srodziemnego na wakacjach Wycieczka po wenecji
widok na morze Pireneje widok na morze Powrot do Polski
Zatoka port jachtowy Wenecja kanal

Reklama


NAS Analytics TAG

Komentarze
Poka¿ wszystkie komentarze
Dodaj komentarz

Publikowane komentarze s± prywatnymi opiniami u¿ytkowników portalu. ¦cigacz.pl nie ponosi odpowiedzialno¶ci za tre¶æ opinii. Je¿eli którykolwiek z komentarzy ³amie regulamin , zawiadom nas o tym przy pomocy formularza kontaktu zwrotnego . Niezgodny z regulaminem komentarz zostanie usuniêty. Uwagi przesy³ane przez ten formularz s± moderowane. Komentarze po dodaniu s± widoczne w serwisie i na forum w temacie odpowiadaj±cym tematowi komentowanego artyku³u. W przypadku jakiegokolwiek naruszenia Regulaminu portalu ¦cigacz.pl lub Regulaminu Forum ¦cigacz.pl komentarz zostanie usuniêty.

NAS Analytics TAG
Tagi

Polecamy

NAS Analytics TAG
.

Aktualno¶ci

NAS Analytics TAG
reklama
NAS Analytics TAG

sklep ¦cigacz

    na górê