| Dziwny dreszcz przechodzi człowieka po plecach, gdy wsiada pierwszy raz na supermoto. Tym dziwniejszy, kiedy zda sobie sprawę, iż to sześćsetka dobrze rozpoznawalnej marki, jaką jest Husqvarna. Włoska firma znana jest od lat z tworzenia ostrych motocykli offroadowych, które skutecznie konkurują z tuzami gatunku. Na motocyklach spod tego znaku jeździ nasz mistrz Bartek Obłucki, co napawało mnie dużym optymizmem, przeplatanym ekscytacją związaną z zapoznaniem się z agresywną maszyną supermoto. Supermoto Reklama Te motocykle najlepiej sprzedawały się w ubiegłym rokuZobacz nowości na sezon 2026 »Motocykle tej marki były na pierwszym miejscu sprzedaży w Polsce! Na rok 2026 przygotowali nowe modele, które mają być jeszcze większymi przebojami tego sezonu. Zobacz te nowości i przetestuj je podczas dni otwartych ZOBACZ NAJNOWSZE MODLE NA 2026 »Czy ktoś wie, czym jest wyżej wspomniane supermoto? Śpieszę z objaśnieniami. Wyobraź sobie drogi Czytelniku mocny motocykl crossowy, jakąś 450-tkę lub nawet coś większego. Mam nadzieje, że masz to już w głowie. Teraz dodajmy do tego 17calowe koła na szerokich oponach, sportowe czterotłoczkowe zaciski, obniżone i utwardzone zawieszenie, poskracane błotniki i zmienione przełożenia - to właśnie jest supermoto. Jedna z większych motocyklowych hybryd ostatnich lat. Rasowe motocykle tego typu przy masie około 100kg, mocy w granicach 60 KM i zwrotności dużo lepszej niż popularne „ścigi" dają niesamowicie duża dawkę adrenaliny w mocno skondensowanej pigułce. Zawody supermoto rozgrywane są na przeróżnych torach - przede wszystkim jednak na kartingowych. Sam obiekt jest także przedziwną konstrukcją, gdyż łączy się go z kilkoma piaszczystymi zakrętami, a nawet hopkami niczym w motocrossie! Rusz wyobraźnią drogi Czytelniku po raz kolejny i zobacz siebie stojącego na starcie do takiego wyścigu. Pod czterema literami buczy Ci duży jednocylindrowiec. Startujesz! Wpadasz na serię zakrętów jeden w drugi, ostre hamowanie, uślizg tylnego koła, zjazd na piasek, hopka i znów na torze - 100% czystej mieszanki wszystkich nałogów świata podawane drogą dożylną. Husqvarna SM 610 S to też taka maszyna - nieokiełznana, niesamowicie mocna, zwrotna, agresywna i dzika ... no właśnie. Czy aby na pewno? Zacznijmy od początku. Prolog Moje niewłaściwe podejście, zaprezentowane na samym początku, owocowało później coraz to większą konsternacją. Czy naprawdę to jest właśnie to niebezpieczne niczym lew podczas godów supermoto? Nie byłbym taki pewien. W taki oto sposób skutecznie zapełniłem kartkę tekstem, nie pisząc nic konkretnego. Poważnie jednak mówiąc, chciałem zaznaczyć genezę supermoto samego w sobie i porównać ją z genezą testowanego motocykla. Sam z chęcią nazwałbym go jako „rekreacyjne supermoto" lub „supermoto turystyczne", bo w rzeczywistości bardziej pasuje do takich określeń. Proszę, więc nie popełniać mojego błędu i pogodzić się z faktem, iż zaraz zapoznacie się Drodzy Czytelnicy z testem dobrego motocykla uniwersalnego, a nie maszyny wyczynowej. Pierwsze wrażenia Siadam za sterami. Pierwsze, co rzuca się w oczy to wygodna, wyprostowana pozycja. Mimo mojego, nie oszukujmy się, niedużego wzrostu, bez problemu dosięgam nogami do ziemi, a to duży plus. Ustawiam lusterka, które notabene dość ciężko dają się skalibrować, lecz po krótkiej walce wszystko jest w porządku. Czas chyba odpalić. Elektryczny starter wprawia tłok w ruch i już z tłumika słyszę znajomy basowy gong jednocylindrowca. W jednym momencie przypomina mi się, jak ja to lubię. Brzmienie okaże się bardziej rasowe niż cały motocykl - jednakże po kolei. Warszawska zatłoczona ulica staje dla mnie otworem, gdy wyjeżdżam na nią dosiadając nowej Husky. Nie rozkręcam jej mocno i delikatnie lawiruje między puszkami w drodze do świateł. Szeroka kierownica i ogólny dobry wgląd na sytuację wokół ukazuje bardzo dużą zaletę tego motocykla, jaką jest przydatność w mieście. Dojeżdżam do świateł i ... Heble ... i tylne koło wędruje w górę, gdy lekko muskam dźwigienkę przedniego hamulca. Spłoszony niczym jamnik w burzową noc, odpuszczam szybko. Pierwsze naprawdę miłe zaskoczenie! Cztero tłoczkowe zaciski firmy Brembo wgryzają się siarczyście w 320mm tarczę. Nic dziwnego, iż ten osprzęt tak działa - spokojnie wyhamowałby Boeinga 747, a przecież nie możemy zapominać, że mowa tu o 140 kg motocyklu. Sportowego smaczku dodają także przewody w stalowym oplocie oraz złotawy kolor zacisku. Jak się okaże parę przestraszonych staruszek dalej, tylny hamulec radzi sobie równie męsko z powierzonymi nań zadaniami. Po mniej lub bardziej efektownym zatrzymaniu się pod światłami, próbuję wbić luz. Skrzynia biegów To jest po prostu niewykonalne! Na pierwszej sygnalizacji pokonała mnie skrzynia biegów. Już wcześniej zauważyłem, że przekładnia chodzi wyjątkowo twardo, ale nie przepuszczałem, co mnie czeka. Kontrolka z mała literką „N" wyprowadziła mnie z równowagi. W tej Husqvarnie po prostu niemożliwe jest wbicie biegu jałowego podczas pracy silnika. Dwie godziny później na torze kartingowym okaże się ostatecznie, iż skrzynia biegów jest dużą skazą na tej maszynie. Jej działanie jest niesamowicie toporne, biegi wyskakują, a jej zestopniowanie jest większym nieporozumieniem, niż wokalista młodzieżowego zespołu Tokio Hotel. Na mieście można to jakoś przełknąć, na torze to niewybaczalne. Silnik Stoję więc pod owymi światłami, trzymając mocno dźwigienkę sprzęgła. Obok mnie „przepiękne" czarne BMW późnych lat osiemdziesiątych - oczywiście głośna muzyka, w której rytm obija się tylna rejestracja, kule dyskotekowe, plusz, skrzydła i neony inlcuded. Ciężko powiedzieć, kto był za kierownicą, gdyż szyby były prawdopodobnie polakierowane wraz z autem. Kierowca gazuje mocarne 1.6. Nie mam zamiaru się z nim ścigać, bo od tego jest tor, z chęcią jednak odkręcę trochę mocniej manetkę. Żółte, zielone - poszli! Motocykl dość żwawo wyrywa do przodu, ale gdzie jakieś fajerwerki? Do licha, przecież to sześćsetka! Jedynka, dwójka, trójka i na liczniku mam już 120km/h. Oczywiście BMW zostało dawno w tyle, ale jestem niepocieszony. Przecież taki motocykl powinien przesunąć mnie o kilka centymetrów w tył siodła, powyrywać nadgarstki i co najmniej przez pierwsze trzy biegi rwać na gumę. Nic... cisza... Maszyna jednak szybko przyspiesza, jest silna i dość elastyczna. Jedyne, czego mi w niej brakuje, to nieokiełznanej dzikości. To jakby zrobić sobie herbatę po ciężkim dniu pracy w trzydziesto stopniowym upale i nie mieć cukru - niby mokre, ale czegoś brakuje. Trasa Krótko o jeździe w trasie. Maszyna tam spisuje się wyjątkowo dyskusyjnie. Dopóki trzymamy się około 120km/h jest w porządku. Motocykl jest stosunkowo dynamiczny, a pęd wiatru nie jest jeszcze taki uciążliwy. Niestety to, co dzieje się powyżej tego wskazania prędkościomierza nie napawa optymizmem, raczej woła o pomstę do nieba i przywołuje myśli samobójcze. Między 120km/h - 150km/h mamy tyle czasu, iż można by przeczytać Pana Tadeusza, usmażyć jajecznicę na boczku lub zrobić coś równie mniej lub bardziej pożytecznego. Zapomnijmy jednak o tej kwestii, gdyż to turystyk raczej nie jest, a jak ktoś chce wygodne siedzenie i podgrzewane manetki, to niech kupi Gold Winga lub inną Honde Civic na dwóch kółkach. Filmy
|
|
|
| Tor W końcu docieram do mocno obleganego toru kartingowego w Lublinie. Moje doznania przy pierwszej przejażdżce były zaskakująco pozytywne. Motocykl można przekładać z zakrętu w zakręt jak naleśniki na talerzu. Hamowanie, wejście, gaz, wyjście - ot to cała filozofia. W tym momencie pojawia się jednak małe „ale", którym jest silnik. Na torze potrzeba czegoś agresywnego, co będzie zrywać przyczepność z zakrętów i pluć gumą spod opon prosto w oczy stojących tu i ówdzie kibiców. Tego jednak nie uświadczymy Reklama Te motocykle najlepiej sprzedawały się w ubiegłym rokuZobacz nowości na sezon 2026 »Motocykle tej marki były na pierwszym miejscu sprzedaży w Polsce! Na rok 2026 przygotowali nowe modele, które mają być jeszcze większymi przebojami tego sezonu. Zobacz te nowości i przetestuj je podczas dni otwartych ZOBACZ NAJNOWSZE MODLE NA 2026 »Muszę przyznać, że po dłuższym obcowaniu z tą maszyną na torze powiewa wysokoprocentową nudą. Dla odmiany postanowiłem zaatakować małe hopki znajdujące się obok toru. No to hop. Po lądowaniu dochodzę do wniosku, że panikowałem, przecież nie takie rzeczy się robiło. Same wrażenie podczas lądowania nie jest za miłe, ale po paru próbach nie sprawiało to już żadnych problemów. Wszystko dzięki zawieszeniu, o którym zaraz wspomnę. Sam wypad na tor uznaję za udany. Niestety motocykl nie jest stworzony do tego celu, nie śmiem sugerować, że się do tego nie nadaje, po prostu to nie jest jego żywioł. Było ciekawie, nie przeczę, jednak do czasu. Zawieszenie Pokrótce opiszę bardzo ważną rzecz, jaką jest zawieszenie. Z przodu pracuje widelec Upside-down renomowanej marki Marzocchi i spisuje się rewelacyjnie. Jest świetnie zestrojony i nie trzeba przy nim kompletnie nic grzebać. Spisuje się równie dobrze na mieście czy na torze i o dziwo podczas niedużych skoków. Tylne zawieszenie jest delikatnie w cieniu przedniego, ale nadal spisuje się przyzwoicie i w tej kwestii nie ma czego się przyczepić. W jednym zdaniu: zawieszenie Husqvarny SM 610 S jest równie uniwersalne jak bajki Krasickiego i jest równie dobre. Początkowo nie wydaje się być czymś wyjątkowo szczególnym, ale po chwili zapoznania budzi duże zaufanie. Zawias tego motocykla to niewątpliwy plus. WWW - wyposażenie, wykonanie, wygląd Kwestia gustu - tak i owszem. Ale nie można o niej zapominać. Czy motocykl jest ładny? Myślę, że może się podobać. Jest delikatny niczym kotwica wytatuowana na pośladku ukochanej. Ostre, a zarazem lekkie rysy nadwozia mile kontrastują z kratką osłaniającą przednią lampę. Lekko zadarta pupa i wysoko poprowadzony, masywny tłumik także może mieć swoich zwolenników. Motocykl jest prosty, a zarazem dystyngowany. Ma to ukryte „coś" w sobie i osobiście mi się podoba. Jednak to przecież kwestia gustu. Wyposażenie jest dobre i znajdziemy w nim wiele ukrytych smaczków, pod postacią osprzętu renomowanych firm. Tego samego jednak nie można powiedzieć o wykonaniu motocykla. Konstruktorzy jakby za bardzo się do tego nie przyłożyli, zdaje się, że gonił ich czas lub wystąpił jakiś inny czynnik, który wprowadza nas w ciągłe przekonanie, że motocykl nie jest dokończony. Żeby zobaczyć, z jaką prędkością jedziemy trzeba się prawie schylać, żeby zamknąć zbiornik paliwa trzeba wygospodarować sobie 15 minut czasu, aby postawić motocykl na bocznej stopce bez schodzenia z niego, trzeba posiadać zdolności akrobatyczno-nadprzyrodzone. Jako całość motocykl zrobiony jest bez pomysłu i bez wiary w siebie, jest bo jest. Oczywiście do wszystkiego można się przyzwyczaić, tylko po co, jeśli nie trzeba? Kim jestem? Zmierzając powoli ku końcowi chciałbym zaznaczyć największą bolączkę tej włoskiej maszyny. Otóż ona tak naprawdę nie wie, kim jest. Ani to sportowiec, ani turysta - co najwyżej mieszczuch. Motocykl jest niczym śródziemnomorska hermafrodyta Caravaggia w obrazie „Bahus" - ni to baba, ni to facet. Konstruktorzy chyba nie do końca wiedzieli, co chcą osiągnąć, a to nie dobrze. Efekt końcowy nie jest taki straszny, ale czegoś tu brakuje. Może zdecydowania? Epilog Ustalmy: Szymborska nie napisze tomiku wierszy na temat tej Husky, Roman G. nie zmieni żadnej z ustaw z powodu tej maszyny i mało kto będzie żył w mękach, jeśli takowej nie posiądzie. Ten motocykl nie jest świetny, nie jest na pewno bezkompromisowy, nie jest idealny - jest po prostu fajny. Mieści się w jednym sformułowaniu przekazującym tak wiele informacji, a zarazem nic. To motocykl dla mieszczucha, który chce czymś bezstresowo podskoczyć do pracy czy po bułki, a od czasu do czasu wyskoczyć na tor trochę poszaleć. Żadnej głębszej filozofii i to właśnie mi się w tej maszynie podoba.
|
| |||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||
|






















































Komentarze
Poka¿ wszystkie komentarze