tr?id=505297656647165&ev=PageView&noscript=1 Najbardziej przereklamowane motocykle
NAS Analytics TAG
NAS Analytics TAG
NAS Analytics TAG
NAS Analytics TAG

Najbardziej przereklamowane motocykle

Autor: Łukasz „Boczo” Tomanek 2012.01.20, 13:29 149 Drukuj

Mówi się o nich, wszyscy je znają, mnóstwo ludzi się nimi zachwyca. Niestety nie mowa o siostrach Krupa, ale o motocyklach, które definiują pojęcie przerostu formy nad treścią.

Ten temat jest wyjątkowo delikatny i niebezpieczny. Wszyscy, w których żyłach płynie PB95 zgodnie powiedzą, że każdy motocykl jest cudowny na swój niepowtarzalny sposób. I prawdopodobnie będą mieli rację. Jednak jeśli się nad tym zastanowić, na kartach historii motocyklizmu zapisało się kilka przypadków, kiedy dany motocykl wręcz pławi się w chwale i splendorze, ale nie do końca wiadomo, dlaczego. To skłoniło nas do myślenia. Jakie motocykle można uznać za przereklamowane? Jakie motocykle wygenerowały gigantyczny hype, a później okazało się, że wcale nie są tak „Wow!” jak zapowiadali? Pytanie także, czy to wina samych motocykli, czy może efekt starań sztabów marketingowców, czasów w jakich powstawały, tudzież szpecjalistów na internetowych forach którzy próbują nam i sobie wmówić własne projekcje rzeczywistości?

Yamaha V-Max 2009

Ludzie dosłownie stawali w płomieniach na wieść, że V-Max powraca. Ordynarnie droga kampania reklamowa, plotki, magiczne „200KM” pojawiające się wszędzie i zapewnienie, że motocykl będzie służbową furą szatana. I owszem, powstał astronomicznie drogi sprzęt, który śledzionę przyspieszeniem przerabia na gulasz, ale także motocykl bez żadnych systemów elektronicznych, bez kontroli trakcji, którym nie da się jeździć w deszczu i który pali 200 litrów na setkę. Patrząc na Diavela czy V-Roda Muscle nad głową pojawia się wielki znak zapytania. Moc to nie wszystko.

Yamaha V Max

Honda Africa Twin

Będę musiał wymieniać okna w domu, prawda? Wszystko się zgadza, Honda to potężne narzędzie turystyczne i legendarny adventure bike. Dakar, Dakar, tysiące sztuk nadal objeżdżających kule ziemską i Dakar. Wiem. Problem w tym, że Africa obrosła w nieuzasadnioną legendę, zupełnie jakby była jedynym motocyklem zdatnym do dalszych wyjazdów. To oczywiście przekłada się na rynek wtórny, gdzie ludzie sprzedający ten motocykl często odchodzą od zmysłów, wołając za niego stratosferyczne ceny. Dlaczego? Tak, wiem, to świetny sprzęt, ale Yamaha XTZ750 Super Tenere jest średnio 3 razy tańsza, ma większy zbiornik paliwa, jest tańsza w utrzymaniu i serwisie, a przy tym mocniejsza.

Africa Twin

Ducati Desmosedici RR

Włosi ogłosili, że zamierzają wypuścić wyścigówkę z MotoGP na ulice. I ludzie zwariowali. Motocykl torowy, wykorzystywany w najbardziej prestiżowej klasie na świecie i można mu założyć tablice rejestracyjne? Genialne! W rzeczywistości okazało się, że niewielu na niego stać, a ci których stać rzadko jeżdżą nim w taki sposób do jakiego został zbudowany. Mało tego, w kilku testach porównawczych z 1198 czy 1098 Desmo zostało określane jako łagodne i przyjazne. A czy ktoś, kto kupuje sportowe Ducati chce, aby było ono łagodne i przyjazne?

Desmosedici RR

Harley-Davidson Dyna

W przypadku Harleya lwią część ceny zabiera logo na zbiorniku. Niestety. I chyba nikt nie będzie się z tym kłócił. W wielu przypadkach konkurencja, która bezczelnie kopiuje jest czasami lepsza od oryginału. Nie wspominając już o pieniądzach. Miejsce na pudle moim zdaniem zbiera Fat Boy i Wide Glide. Motocykle spektakularnie drogie i z technicznego punktu widzenia zacofane. Hałas i charyzma z jaką go zrobiły jest nieprawdopodobny, ale końcowe efekty są dość kiepskie.

Fat Boy

Yamaha R1 2009 „Big Bang”

Yamaha zapowiadała, że nowy silnik z przestawionymi czopami wału wysadzi wszystkich w powietrze, a już na pewno odwiecznych rywali z Japonii. Technologia MotoGP, zupełnie nowa jakość i dumnie prezentowane na wszelkiego rodzaju imprezach podia z krzyżowym wałem korbowym. Silnik owszem, był na swój sposób bombą i brzmiał nieprawdopodobnie, ale zupełnie nie nadawał się do użytku ulicznego. Motocykl okazał się skrajnie niewygodny, narowisty i zorientowany wyłącznie na tor. Szczędząc zbędnych kolokwializmów R1 po prostu nie pozwalała jeździć inaczej niż pałując ją na maxa. Podczas gdy Gixxerem, albo CBRą spokojnie można było jeździć codziennie do sklepu, a weekendami broić na torze.

Yamaha R1

Piaggio MP3

Włosi (jako, że są Włochami) głośno zapewniali cały świat, że ich trójkołowiec MP-3 będzie tym dla motocykli, czym penicylina dla ludzkości. Efektem było zdziwienie przechodniów i ignorancja ze strony klientów. MP-trójki widuje się na ulicach, także polskich, ale ma to mało wspólnego z prognozowaną rewolucją. Nie pomogły nawet naukowo potwierdzone teorie, że Piaggio będzie bezpieczniejsze, stabilniejsze i zdecydowanie łatwiejsze w prowadzeniu od konwencjonalnych jednośladów.

Piaggio MP3

Romet 249 Division

Rodzimy (pomińmy pewne nieprzyjemne fakty…) streetfighter? Brzmi cudownie. Świat mógł zobaczyć go na najpoważniejszych imprezach wystawienniczych, maszyna miała wejść szybko do sprzedaży w dobrej cenie i w dobrej jakości. Okazało się, że Division nie zachwycał tak bardzo, jak przewidywano, nie widuje się go na ulicach, nie wisi w żadnym pokoju młodzieńca w formie plakatu i z ideą street fightera ma niewiele wspólnego. Wszyscy na wieść, że powstaje polski, zadziorny naked nieco się podniecili, ale Romet stał się gwiazdą jednej piosenki, którą i tak słyszało mało osób.

Romet 249 Division

MV Agusta F4 (i wszystkie kilkaset edycji limitowanych)

To legendarna marka z ogromną tradycją sportową, ale patrząc na F4 i kolejne jej edycje limitowane, jubileuszowe i ku czci czegoś tam ma się wrażenie, że to bardziej diva niż hardkorowy motocykl. Suche fakty biją prosto w twarz.  MV Agusta słabo radzi sobie w testach grupowych, nigdy nie wygrała niczego godnego uwagi, nie jest w żaden sposób innowacyjna technicznie, a o kosztach zakupu utrzymania można by rozmawiać godzinami. Każdy motocykl który w nazwie ma „F4”, bez względu na to ile znaków i cyfr się przy niej znajduje jest oszałamiająco pięknym motocykle, ale to za mało.

MV Agusta F4

KTM RC8

Austriacy pomyśleli „No dobrze panowie, ten cały offroad nam idzie całkiem nieźle. Może spróbujemy zbudować superbike’a?”. I słowo stało się ciałem. RC8 wyjechał na ulice (co jest zupełnym idiotyzmem biorąc pod uwagę jego genezę i przeznaczenie). Świat oczekiwał od niego, że rzuci rękawicę wyścigówkom Ducati i pokaże miejsce w szeregu Japończykom. Po krótkim czasie okazało się, że owszem, motocykl ma w sobie całą tą KTM-owską maniakalność, jeździ całkiem nieźle, ale nie ma w swoim arsenale nic, co mogłoby zagrozić konkurencji.   

KTM 1190 RC8

Junak

Kult Junaka dla wielu do dziś pozostaje zagadką. Aby zrozumieć jak wyrób Szczecińskiej Fabryki Motocykli zapracował sobie na taką sławę trzeba cofnąć się do mrocznych czasów PRLu i polskich dróg opanowanych przez wszelkiej maści dwusuwową masówkę. Na jej tle Junkers wyróżniał się jak kolorowa pocztówka z zachodniego świata. Jakby nie było, to na angielskich maszynach wzorowali się jego konstruktorzy. Nie zmienia to jednak faktu, że zalety Junaka sprowadzały się w gruncie rzeczy do tego że był czterosuwowy i miał relatywnie dużą pojemność. To nie jest w stanie przyćmić takich wad jak niska trwałość, słabe osiągi, koszmarna instalacja elektryczna i słabe uszczelnienie („Jeśli Junak nie cieknie, to znaczy, że nie ma w nim oleju” – jedno z ówczesnych powiedzeń doskonale oddaje jakość produkcji SFM).

Junak M10 1963

Kilka słów wyjaśnień…

Zrealizowanie tej listy wcale nie było łatwe. Były różne pomysły i różne argumentacje. Spokojnie można by tutaj wrzucić jeszcze Yamahę MT-01, Suzuki GSX1400, Kawasaki ZZR1400, B-Kinga, Ducati Streetfightera i kilka innych. Niemniej jednak, sprzęty, które zagrzały sobie tutaj miejsce mimo, że rzucony został na nie cień przereklamowania mają swoje potężne zalety. Desmosedici np. wygląda jak seksowne figi wykonane z banknotów, V-Max naprawdę niszczycielsko działa na stawy ramienne, a Harley na kobiety. Jesteśmy ciekawi waszych opinii. Które motocykle uważacie za przereklamowane i które według was nie zasługują na czerwone dywany? A może mieliście kiedyś sprzęt, który w opiniach ociekał wspaniałością, ale okazało się, że wcale nie ma tak różowo? Zapraszamy do dyskusji!

Polecamy

NAS Analytics TAG
.

Aktualności

NAS Analytics TAG
reklama
NAS Analytics TAG

sklep Ścigacz

    na górę