Ta witryna używa plików cookie. Więcej informacji o używanych przez nas plikach cookie, ich zastosowaniu
i sposobie modyfikacji akceptacji plików cookie, można znaleźć
tutaj
oraz w stopce na naszej stronie internetowej (Polityka plików cookie).
Nie pokazuj więcej tego komunikatu.
Czytam sobie te komentarze i widzę dwa wątki jakie moto i w jakim wieku.Przede wszystkim nie ma bezpiecznego motocykla.Jeżdżę od 24 lat i bywałem na pogrzebach kolegów w czasach gdy królowały na drogach MZ,Jawy i WSK a samochody spotykało się od święta.Wniosek nie zabija ani moc ani ruch na drogach.Problem tkwi w nas samych.Człowiek dąży do pokonania własnych barier np strachu ale udaje mu się je tylko przesunąć.W pewnym momencie zatraca rozsądek i instynkt samozachowawczy i pozostaje mu tylko głód adrenaliny która działa jak narkotyk.Dla właściciela motoroweru pierwszą granicą jest np 50 km/h,potem kupuje kolejne motocykle i przesuwa granicę coraz dalej,coraz szybciej na zakrętach,coraz bliżej samochodów jadących z naprzeciwka w czasie wyprzedzania, welle przy 200... Ograniczeniem dla wielu z nas bywają pieniądze jakie możemy przeznaczyć na zakup kolejnego sprzęta.Zmierzam do tego że dla mnie bycie motocyklistą to choroba i nasze życie w dużej mierze zależy od szczęścia,a nie tylko od umiejętności a sama maszyna ma już niewielki wpływ na to jak i kiedy damy się zaskoczyć.Inaczej ginęli by tylko młodzi ludzie na szybkich maszynach a jest inaczej.Mam dwóch synów którzy mażą o motocyklach(16 i 14 lat)i nie wiem co z tym zrobić.Czy pozwolić im zachorować na tą samą chorobę którą mam ja,czy też odmówić im tych wszystkich wspaniałych i szczęśliwych chwil jakie udało mi się przeżyć na motocyklach i zadowolenia że znowu udało mi się przeżyć i wrócić do domu...Nigdy nie wiadomo kiedy i na jakiej maszynie zabraknie im szczęścia.